Reklama

Wyzwolenie z hitlerowskiej niewoli

2019-04-30 09:16

Agnieszka Iwaszek
Edycja rzeszowska 18/2019, str. 6

Zbiory prywatne Małgorzaty Szymańskiej
Aleksander Szymański (od lewej), Norymberga 1945 r.

W czasie II wojny światowej na terenie hitlerowskich Niemiec, w wyniku bezwzględnej polityki ludnościowej i okupacyjnych aktów represji, zostało uwięzionych ponad 3,6 mln obywateli polskich, czyli niemalże 10 procent ogółu mieszkańców przedwojennej Drugiej Rzeczypospolitej. Byli to jeńcy wojenni w stalagach i oflagach, robotnicy przymusowi w wielkich koncernach czy bauerskich gospodarstwach oraz więźniowie zamknięci w lagrach od Morza Północnego po austriackie Alpy. Wedle badań statystycznych prawie 2 mln Polaków przebywało na terenie Rzeszy w chwili jej ostatecznego upadku. Stali się oni uczestnikami i świadkami procesu dziejowego, który historiografia niemiecka nazwała mianem: die Stunde Null – w polskim tłumaczeniu: „godzina zero”.

„Ecce Homo” najpodlejszego z wieków

Wśród wyzwolonych z niemieckiej niewoli najmniejszą grupę, choć najbardziej ciemiężoną, stanowili więźniowie obozów koncentracyjnych, o których jeden z nich – Wacław Nowicki – w swoich wspomnieniach z Buchenwaldu napisał: „oto człowiek najpodlejszego z wieków”, sugestywnie określając cierpienie i męczeństwo ofiar oraz nieograniczone zło katów – ludzi, którzy ludziom zgotowali ten los, by przytoczyć w tym miejscu słowa Zofii Nałkowskiej. Jeśli można stosować gradację cierpienia w odniesieniu do gehenny kacetowców, to bez wątpienia przeżywali oni najgorsze chwile przed samym momentem wyzwolenia, w ucieczce od wolności, jak eufemistycznie nazywa się okrutne, wyczerpujące dla w pół żywych istot ludzkich, wielokilometrowe marszruty pod esesmańską eskortą – marsze śmierci – podczas których wielu zginęło z głodu, pragnienia, umęczenia na chwile przed wolnością. Byli bowiem żywymi dowodami zbrodni, niepojętego ludobójstwa i upadku ludzkości, których niemieccy zbrodniarze chcieli definitywnie zniszczyć i ukryć przed światem.

Reklama

Godziny radości, godziny wolności...

W takiej istnej drodze krzyżowej podążała m.in. pochodząca z Rzeszowa Stanisława Imiołek z domu Chlebicka, która przeszedłszy i przeżywszy tę Golgotę Zachodu, do dziś nie może ukoić emocji i powstrzymać łez, gdy wspomina, jak na własnych barkach dźwigała swą mamę w marszu z Ravensbrück, by przeżyć, uchronić od śmiercionośnej esesmańskiej kuli i dotrzeć do celu. Im się udało, jak tysiącom innych więźniów, którzy wbrew wszelkiej nadziei odzyskali wolność czy to podczas marszów śmierci, czy na terenie obozów, gdzie przebywali. Ten moment wyzwolenia niektórzy akcentują szczególnie mocno, jak zmarły przed rokiem mjr Aleksander Szymański, który z ponaddwuletniego okresu uwięzienia w Auschwitz i Mauthausen-Gusen opowiadał i zapisał owe niezapomniane chwile radości: 5 maja 1945 r. – „godzina 5 po południu – fantastyczny zbiór piątek tak szczęśliwych dla tysięcy ostatnich więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych w Górnej Austrii nad pięknym modrym Dunajem. [...] Nagle ponad plac apelowy wzbiła się potężna pieśń – «Jeszcze Polska nie zginęła»! Za przykładem ponad sześciu tysięcy Polaków zdejmują czapki i inni, stają na baczność. Jak spod ziemi zaczynają łopotać biało-czerwone sztandary. Zawieszono je tam, gdzie do niedawna ponosili śmierć przez powieszenie nasi Koledzy – na masztach obozowych latarni, na szczytach baraków. Zrywają się hymny i innych narodów i krajów, głosząc radość z powrotu do wolnego życia”.

We wspomnieniach wyzwolonych więźniów pierwsze godziny wolności przyjmowały obraz obustronnej niewiary wyzwolonych i wyzwalających ich żołnierzy, szoku, płaczu, przyglądania się sobie... Jedni płakali, drudzy konali, trzeci dawali dowody życia – mową, ruchem, gestem, ale przekroczyli jednocześnie kres swojej świadomości; jeszcze inni wymierzali sprawiedliwość na błąkających się po obozie kapo i blokowych. Na wielu więźniach, także na Pani Stasi, wrażenie, pełne wzruszenia, wywołała Msza św. odprawiona w pierwszych dniach maja 1945 r. w koszarach obozowych w Lubece pod przewodnictwem biskupa polowego WP Józefa Gawliny, podczas której rzesze wyzwolonych więźniów przyjęły Komunię św. w postaci łamanego chleba, po której w hołdzie dziękczynienia mogli wreszcie wolni zaśpiewać: „Boże, coś Polskę...”.

Tagi:
II wojna światowa

O tym trzeba pamiętać

2019-09-10 13:00

Krystyna Smerd
Edycja świdnicka 37/2019, str. 1-3

1 września na terenie byłego Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego i Zagłady „Gross-Rosen” w Rogoźnicy k. Strzegomia, który w latach II wojny światowej wojny był miejscem pracy i kaźni dla przeszło 125 tysięcy obywateli z różnych krajów, w tym dla ogromnej liczby Polaków, została odprawiona Msza św. w intencji ofiar tego obozu

Krystyna Smerd
Przemarsz spod obozowej bramy na miejsce sprawowania Eucharystii w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej

Była ona częścią programu uroczystości upamiętniającej wszystkie ofiary II wojny światowej, zorganizowanej na terenie tego dawnego obozu w 80. rocznicę agresji Niemiec na Polskę, która nastąpiła 1 września 1939 r. i która kilkanaście dni później – 17 września – umożliwiła na mocy zawartego wcześniej tajnego traktatu Ribbentrop-Mołotow napaść na nasz kraj sowieckiej Rosji od wschodu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Piotrowski prosi o pomoc dla rodzin strażaków poszkodowanych w akcji ratowniczej

2019-09-16 13:29

dziar / Kielce (KAI)

Poważny uraz i śmierć - to smutny skutek udziału strażaków w akcji gaszenia pożaru w Radlinie, w związku z czym biskup kielecki Jan Piotrowski wystosował komunikat do wiernych, w którym prosi o wsparcie rodzin strażaków.

©Mike Mareen – stock.adobe.com

Gromadzeniem środków finansowych zajmuje się Związek Ochotniczych Straży Pożarnych RP Województwa Świętokrzyskiego, na konto którego można kierować wpłaty z dopiskiem „Pomoc”. Numer konta znajduje się na stronie internetowej diecezji kieleckiej.

Zdarzenie, które miało miejsce kilka miesięcy temu, w nocy z 10 na 11 maja br., biskup kielecki przypomina w komunikacie. Podczas gaszenia pożaru budynku gospodarczego w Radlinie (gmina Górno), w wyniku wybuchu butli z acetylenem ranni zostali dwaj strażacy ochotnicy.

„Pan Grzegorz Wdowiak z Leszczyn doznał poważnego urazu nogi, nie może pracować, a ma na utrzymaniu żonę i czworo dzieci. Pan Zdzisław Synowiec z Woli Jachowej zmarł 22 maja. Pozostawił żonę i dwoje dzieci” – przypomina bp Piotrowski. I apeluje: „Zwracam się do strażaków naszej diecezji, jak i do wszystkich ludzi dobrej woli, o pomoc dla rodzin obu strażaków. (…). Jestem przekonany, że w duchu chrześcijańskiej solidarności wspomożemy rodziny poszkodowanego i zmarłego strażaka”.

Komunikat jest odczytywany w kościołach diecezji kieleckiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zurych: niebezpieczny Marsz dla Życia

2019-09-16 18:01

vaticannews.va / Zurych (KAI)

Bardzo niebezpieczny przebieg miał w tym roku Marsz dla Życia w Zurychu. Zwolennicy aborcji dążyli do rozbicia manifestacji obrońców życia. Policja zabezpieczająca marsz została obrzucona butelkami, kamieniami i petardami. W wielu miejscach płonęły śmietniki. Zaatakowani też zostali przybyli na miejsce strażacy.

Iwona Ochotny

Pozwolenie na tegoroczny Marsz obrońcy życia otrzymali dopiero w ubiegłym tygodniu po interwencji sądu administracyjnego w Zurychu. Sąd uchylił decyzję władz miasta, które uprzednio nie zgodziły się na manifestację. Sędziowie uznali, że jest to naruszenie wolności opinii.

Marsz dla Życia zgromadził w ubiegłą sobotę tysiąc osób. W tym roku jego głównym tematem była obrona nienarodzonych dzieci z Zespołem Downa. Odbywał się pod hasłem: „Dziękuję, że pozwoliłeś mi żyć”.

Równolegle z obrońcami życia zgromadziło się w pobliskim parku kilkuset lewicowych radykałów. Policja rozpoczęła z nimi negocjacje. Poinformowano ich, że choć nie mają pozwolenia na manifestację, to jednak ich obecność będzie tolerowana, jeśli powstrzymają się od agresji. Radykałowie wyruszyli jednak w kierunku Marszu dla Życia. Policja zagrodziła im drogę, użyła gazów łzawiących i gumowych kul. Doszło do brutalnych starć. Dwóch policjantów zostało rannych, zniszczono jeden radiowóz. Zatrzymano tylko jedną osobę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem