Reklama

Czas nowej szkoły

2019-03-06 10:19

Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 10/2019, str. VI-VII

Artur Stelmasiak
Szkoła Sióstr Zmartwychwstanek na Żoliborzu poza dostosowaniem się do wymogów reformy od września będzie miała status publicznej szkoły podstawowej

Za pół roku nie będzie gimnazjów, a w liceach naukę zacznie podwójny rocznik. Jak katolickie szkoły poradziły sobie z wyzwaniami, które przyniosła reformy oświaty?

Miniony tydzień upłynął siostrze dyrektor Karolinie Łuczak w znacznej mierze na rozmowach z kandydatkami do nazaretańskiej szkoły. Tych rozmów zawsze było wiele, gdyż placówka przy Czerniakowskiej 137 cieszy się dużą popularnością. Jednak od ubiegłego roku spotkań kwalifikacyjnych jest znacznie więcej. Pośrednio jest to skutek reformy, która odeszła od trzystopniowej struktury szkolnictwa. A bezpośrednio to skutek tego, jak nazaretanki odpowiedziały na wprowadzane od 2017 r. przekształcenia.

Przed zmianami siostry prowadziły gimnazjum i liceum. Ale wraz z końcem tego roku szkolnego gimnazja zostaną całkowicie wygaszone. Czy to oznacza, że w klasach przy Czerniakowskiej będą stały puste ławki? – Zdecydowanie nie. Już rok temu otworzyłyśmy szkołę podstawową – mówi „Niedzieli” s. Karolina i dodaje, że kolejnym skutkiem reformy jest to, iż od września w nazaretańskim liceum będą dwie pierwsze klasy. Absolwentki gimnazjów będą uczyć się w szkole trzyletniej, a dziewczęta po ośmioklasowej szkole podstawowej w liceum czteroletnim.

Dobrzy nauczyciele pilnie poszukiwani

W stolicy jest kilkadziesiąt szkół katolickich. Mają one bardzo różną strukturę, wielkość i status prawny. Niemniej każda z nich musiała w ostatnim czasie przeprowadzić szereg zmian organizacyjnych, aby sprostać wymogom reformy.

Reklama

Fundacja im. Stanisława Konarskiego od 28 lat prowadzi I Katolickie Liceum Społeczne. W klasach tej szkoły nigdy nie było więcej niż 15-20 uczniów. Wszystko po to, aby zapewnić młodzieży dobre warunki do zdobywania wiedzy. W nowym roku szkolnym liceum przeprowadzi podwójną rekrutację do klas pierwszych. – Dla nas ta zmiana oznacza, że zatrudnimy dodatkowych nauczycieli. Jesteśmy także zmuszeni do wynajęcia nowych sal do nauki – dowiadujemy się w sekretariacie I LO.

Nowych nauczycieli zatrudniono już w Katolickiej Szkole Podstawowej Fundacji na Rzecz Rodziny mieszczącej się przy Bażantarni 3. Przed reformą dzieci uczyły się tam tylko w zerówce oraz klasach I-VI. Wraz ze zmianą doszły klasy VII i VIII. Obecnie w szkole uczy się ponad 140 uczniów, wcześniej było ich mniej. – Dodanie dwóch nowych klas nie było dla nas trudnym zadaniem, ponieważ mamy wystarczające możliwości lokalowe. Musieliśmy natomiast zatrudnić nauczycieli z takich przedmiotów jak np. edukacja dla bezpieczeństwa, fizyka czy chemia, a to już znacznie trudniejszy problem – mówi Dorota Zając z Fundacji na Rzecz Rodziny. W lutym szkoła przeprowadziła rekrutację na nowy rok szkolny. Najwięcej chętnych zgłosiło się do klasy zerowej i pierwszej.

Krytycy zmian podkreślali, że reforma spowoduje falę zwolnień. Tymczasem dyrektorom szkół coraz trudniej znaleźć doświadczonych nauczycieli. – Zależy nam na dobrych nauczycielach, a takich brakuje – mówi o. Bogdan Dufaj SchP, dyrektor pijarskiej szkoły i przedszkola na Siekierkach. A s. Karolina Łuczak z Nazaretu dodaje.

– Jest dużo osób, które mają wykształcenie, ale nie pracowali w zawodzie. (Więcej o tym ilu nauczycieli w stolicy brakuje w tekście obok – przy. at)

Rodzice pytają o licea

Placówki, w których prowadzony jest tylko jeden stopień nauczania, to zdecydowana mniejszość wśród katolickich szkół w Warszawie. Do tej pory znacznie częściej przy szkołach podstawowych funkcjonowały gimnazja. Tak było na przykład na Siekierkach, gdzie pijarzy kontynuują dzieło Stanisława Konarskiego, założyciela słynnego Collegium Novum.

Od 1991 r. przy ul. Gwintowej 3 jest szkoła podstawowa, a od 2004 r. gimnazjum. – Teraz gimnazjum nie będzie, ale powiększamy szkołę podstawową. Będą trzy klasy po 18 uczniów w każdym roczniku – opowiada dyrektor o. Bogdan Dufaj.

Absolwenci pijarskiego gimnazjum dostawali się do renomowanych szkół średnich, liceów – Czackiego, Reytana czy Poniatowskiego. Mimo to wielu rodziców pytało się o. Bogdana o możliwość kontynuowania nauki przy Gwintowej. – W tej chwili powstaje nowy budynek, ale po to, by polepszyć warunki uczniom podstawówki. Będą tam m.in. tematyczne sale językowe – mówi nam o. Dufaj i dodaje. – Jeśli zdecydujemy się na otwarcie liceum to najwcześniej za 3-4 lata.

Prośby rodziców o utworzenie liceum to niemal codzienność również w zespole szkół przy ul. Smoleńskiej 31, które prowadzi Zgromadzenie Sióstr Najświętszego Imienia Jezus. – Zastanawiamy się nad takim rozwiązaniem. Jednak realną szansę na kontynuowanie u nas nauki na poziomie liceum mają dzisiejsi uczniowie klas V, którzy uczą się już według nowej podstawy programowej – mówi nam s. dr Ewa Krężlik, dyrektor szkoły podstawowej oraz gimnazjum.

Od września przy Smoleńskiej będzie więc jedynie szkoła podstawowa. W związku z tym będzie mniej uczniów. A to oznacza, że zatrudnieni nauczyciele będą mieli mniej pracy. – Na pewno nikt nie zostanie zwolniony – zapewnia siostra dyrektor.

Dłużej w znanym środowisku

Przy ul. Azaliowej 10, w szkole sióstr felicjanek, uczy się obecnie ponad 500 uczniów. W nowym roku będzie ich o 70 mniej. To także skutek zamknięcia tamtejszego gimnazjum. – Klasy będą tak samo liczne, ale zyskamy przestrzeń dla dzieci, aby mogły czuć się swobodniej – mówi s. Monika, wicedyrektor szkoły i podkreśla. – Ta reforma jest dla uczniów. Dorastającej młodzieży łatwiej jest bowiem zostać w podstawówce niż wchodzić w nowe środowisko.

Podobnie uważa s. dyrektor Hanna Filipkowska, chociaż akurat problem zmiany otoczenia nigdy nie dotyczył uczennic i uczniów pobierających nauki u sióstr zmartwychwstanek na Żoliborzu. A to dlatego, że zgromadzenie prowadzi przy ul. Krasińskiego 31 jednocześnie: podstawówkę, gimnazjum i liceum.

Jest jednak jeszcze inny aspekt odróżniający szkołę zmartwychwstanek od np. niektórych szkół świeckich. – U nas nauka i wychowanie są jednością. Nigdy nie rozdzielaliśmy tych aspektów – podkreśla s. Filipkowska i dodaje, że to właśnie komplementarne podejście do uczniów przynosi najlepsze efekty wychowawcze i w postaci sukcesów na olimpiadach.

Poza zmianami wynikającymi z reformy placówkę na Żoliborzu czeka także inna ważna zmiana. – Do tej pory byliśmy tylko placówką niepubliczną. Od września nasza szkoła podstawowa będzie miała status publiczny. Właśnie prowadzimy nabór do pierwszej klasy. Do 22 marca przeprowadzimy rozmowy rekrutacyjne – mówi na koniec s. Filipkowska.

Tagi:
szkoła oświata

Przed wielkim wyzwaniem

2018-08-29 09:29

Maria Fortuna-Sudor

Marcin Kaproń
Kurator Barbara Nowak

Maria Fortuna - Sudor: - Pani Kurator, jak ocenia Pani pierwszy rok realizacji reformy oświaty na terenie Małopolski?   

Barbara Nowak: - To było wielkie wyzwanie, do którego dobrze się przygotowałam - spotykałam się z osobami i organami odpowiedzialnymi za oświatę. Spotkałam się z ich strony ze zrozumieniem. Wspólnym dążeniem z organami prowadzącymi, czyli głównie władzami samorządowymi było, żeby wreszcie naprawdę zadbać o dzieci, o ich harmonijny rozwój, żeby szkoła była dla uczniów interesująca. Mogę stwierdzić, że wspólnym wysiłkiem skonstruowaliśmy optymalną sieć szkół, co nie znaczy, że wszystko się udało, ale przecież w okresie przejściowym jest czas na korektę. Co istotne, w Małopolsce nie likwidowaliśmy szkół – zgodziłam się jedynie na zamknięcie dwóch gimnazjów i to tylko z powodu ich złego stanu technicznego budynków, w których te szkoły się znajdowały.

- A co stanowiło bariery we wprowadzaniu reformy?

- Właściwie nie było barier, ewentualna niechęć do zmian znikała, gdy się zaczynało rozmowę, gdy wskazywaliśmy na zalety pobytu ucznia w środowisku dobrze mu znanym i co ważne, pod opieką tych samych wychowawców. Samorządowcy mieli obawy, czy otrzymają odpowiednie środki na dostosowanie szkół gimnazjalnych na potrzeby dzieci młodszych. Rząd ze swoich obietnic się wywiązał. Za rządów PO-PSL stale słyszeliśmy utyskiwanie, jak droga jest ta nasza edukacja. Z perspektywy minionego roku mogę powiedzieć, że z przyjemnością patrzyłam jak bardzo zmieniło się podejście samorządów do spraw oświatowych. Cieszy ogromny wzrost wydatków budżetowych Państwa i samorządów na budowę i rozbudowę szkół w Małopolsce, a także infrastruktury sportowej. Miło też zauważyć, że lokalni działacze, samorządowcy cieszą się, iż mogą dzieciom stworzyć właściwe warunki do rozwoju.

- Druga strona medalu to nauczyciel, od którego tak wiele w szkole zależy…

- To jest moje największe zmartwienie. Chciałabym, aby nauczyciel przychodził do szkoły po studiach przygotowany do tak odpowiedzialnej pracy. I tego nie widzę. Nie ma żadnej weryfikacji do zawodu nauczyciela, a przecież to jest zawód wymagający odpowiednich predyspozycji. Istotnym problemem jest wysokość wynagrodzenia. Nauczyciel, rozpoczynając pracę, dostaje bardzo kiepskie pieniądze. Tymczasem on jest w okresie układania sobie życia, zakładania rodziny. Jakiś czas temu zobaczyłam ogłoszenie o pracy na drzwiach jednego ze sklepów; „Nauczycielu, u nas więcej zarobisz!”. A przecież nam wszystkim zależy, żeby uczniowie byli pod jak najlepszą, fachową opieką, żeby nauczyciele z chęcią przychodzili do pracy, żeby nie musieli dorabiać, żeby mogli się zajmować powierzonym wychowankiem, rozwijając jego talenty i towarzysząc mu w szkolnej rzeczywistości. Praca z największym skarbem narodowym – naszymi dziećmi, zasługuje na godne pensje.

- Na pieniądze nauczyciele wciąż czekają. Tymczasem może warto odciążyć ich od stosów papierów, które muszą wypełniać…

- Biurokracja jest prawdziwą udręką dla nauczycieli. Jest pasożytem, który pochłania czas, jaki powinni nauczyciele poświęcić uczniom. Naszym zadaniem jest zwrócić nauczyciela uczniom. On musi mieć autentyczny kontakt z wychowankiem. I nie może być sytuacji, że nauczyciel chciałby z klasą zrealizować jakiś pomysł, ale jak sobie uświadomi, że musi opracować na piśmie program, plan jego realizacji, a potem jeszcze przeprowadzić ewaluację, to rezygnuje… Chciałabym, aby nauczyciele nie zdawali się na podpowiedzi różnych firm notorycznie przeszkalających, które podsuwają im gotowe konspekty, scenariusze lekcji, ale aby sami opracowywali własne pomysły na realizację programu, dostosowując metody do danego zespołu klasowego. Marzę o takiej sytuacji, gdy nauczyciele poczują swoją wartość i jak na Mistrzów przystało całą swoją wiedzę w sposób interesujący przekazywali swoim uczniom

- To Pani ideał, a jak jest?

- Każde uogólnienie jest krzywdzące, ale można powiedzieć, że po pierwsze, nauczyciel nie wierzy w siebie, w swoje możliwości. Przez długie lata wmówiono nauczycielom, że tylko przechodząc kolejne szkolenia, realizując kursy są w stanie dobrze rozplanować lekcje, właściwe treści przekazać i jeszcze konstruować sprawdziany. Takie usytuowanie nauczyciela budzi mój głęboki sprzeciw. Nauczyciele w Polsce są grupą bardzo dobrze wykształconą, często mają kwalifikacje do nauczania dwóch i więcej przedmiotów. Wierzę, że ich własne pomysły na scenariusze lekcji są dużo bardziej twórcze i uwzględniają poziom i możliwości przyswajania wiedzy przez konkretne grupy uczniów. Postuluję uwolnienie nauczycieli z okowów biurokracji i ogłupiających szkoleń, zaufania im, bo to oni są odpowiedzialni za edukację i wraz z rodzicami za wychowanie kolejnych pokoleń Polaków.

- Ale przecież mamy w szkołach ideały, które wskazują nam media…

- Bardzo mnie bolą te wszystkie plebiscyty na najlepszego nauczyciela, które się wygrywa liczbą SMS- ów. Oznacza to, że wpłacona odpowiednio wysoka kwota pieniędzy czyni z nauczyciela osobę wybitną, świetnego fachowca. Zajmuję się w tej chwili sprawą nauczycielki, która wymuszała na rodzicach swoich uczniów, aby na nią głosowali. Ten „ideał” nie ma nic wspólnego z prawdziwym nauczycielem. Trzymajmy się daleko od takich plebiscytów! One mają jeden cel, przysporzyć pieniędzy gazecie, a nie wybrać super nauczyciela.

- W Małopolsce, w tym także w Krakowie, są nauczyciele i rodzice, którzy twierdzą, że przedtem było lepiej. Co Pani na to?

- Proponowałabym tym osobom, aby popatrzyły całościowo na system kształcenia. I pragnę przekonać, że jednak jest lepiej.

- Dlaczego?

- Wprowadzana reforma edukacji niszczy pozory w szkołach. Jak nazwać inaczej funkcjonowanie trzyletniego LO, w którym uczniowie klas pierwszych mają po jednej godzinie z większości przedmiotów. W jakiej sytuacji stawia się Nauczyciela? Musi on wybierać czy uczy, czy jedynie sprawdza to, czego uczniowie sami się nauczą. To nie jest żadna edukacja. Ponadto ścisła specjalizacja na poziomie licealnym też nie była dobrym pomysłem, bo ograniczała dostęp do wiedzy młodym ludziom. Czy odbieranie szansy młodemu człowiekowi zainteresowanemu naukami przyrodniczymi na poznanie w ramach lekcji historii dziejów historycznych własnego narodu i państwa, na budowanie własnej tożsamości narodowej, nie jest dla niego krzywdzące? Półtorarocznego kursu przygotowawczego do matury nie można obdarzyć nazwą liceum ogólnokształcące. Powrót do czteroletniego lo jest szansą na solidne wykształcenie młodzieży i przygotowanie jej do podjęcia studiów. Pięcioletnie technikum także wskazuje, że w nowym systemie edukacji bardzo mocny nacisk kładziemy na profesjonalne przygotowanie uczniów do podjęcia pracy lub kontynuowania kształcenia na uczelniach wyższych. Z kolei nacisk na ścisłe powiązanie szkół branżowych z przedsiębiorcami daje młodym ludziom gwarancję pracy po skończonej nauce zawodu. Ośmioklasowa szkoła podstawowa pozwala na pobyt uczniów w najcięższym dla nich okresie rozwojowym w bezpiecznym, znanym im środowisku pod opieką tych samych nauczycieli. Stabilizacja, bezpieczeństwo to ważne zalety nowego systemu. Wszystkim malkontentom proponuję, żeby przypatrzyli się, jak będzie szkoła funkcjonować po reformie. Mówienie już teraz, że jest źle, a było lepiej jest bezpodstawne. Tym wszystkim, którzy mają wątpliwości, proponuję, aby poczekali. Staramy się i myślę, że to widać, aby uczniowie jak najmniej ucierpieli na wprowadzanych zmianach. Stąd mój sprzeciw, kiedy się dowiadywałam, że dzieci mają być przenoszone do innego budynku. Nie wolno tego robić. Uczniowie muszą się czuć bezpiecznie, a rodzice muszą być w pełni poinformowani o ich losach szkolnych. I tu jeszcze jedna istotna uwaga. W ramach wprowadzania reformy stawiamy na komunikację rodziców z nauczycielami. Proszę zwrócić uwagę na program profilaktyczno – wychowawczy. Jego zapis jest w gestii rady rodziców. To rodzice, w porozumieniu z radą pedagogiczną, mają wpływ na to, jaki kształt przyjmuje wychowanie w szkole ich dzieci. Wg mnie jest to niesamowite narzędzie, z którego nie tylko warto, ale należy skorzystać. To jest gwarancja, że dzieci będę wychowywane w szkołach zgodnie z oczekiwaniem i przekonaniem rodziców. Myślę, że to jest też ogromny zysk tej reformy.

- Dla rodziców wielu uczniów najważniejsze w szkole jest, aby one czuły się bezpieczne i osiągały jak najlepsze wyniki w nauce, aby wygrywały konkursy, olimpiady…

- Nie cierpię wyścigu szczurów, który robi więcej złego niż dobrego. Dla mnie ważny jest każdy uczeń, nie tylko stosunkowo wąska grupa olimpijczyków zasługuje na szczególną uwagę nauczycieli. Naprawdę istotna jest troskliwa, codzienna opieka nad każdym uczniem. Nauczyciel musi wspierać ucznia w jego rozwoju. Każdy młody człowiek musi mieć czas i możliwość na ujawnienie swoich talentów, a rolą nauczyciela jest ich odkrycie.

- Ale szkoły, a w nich poszczególni nauczyciele zdobywają uznanie i nagrody dyrektora, prezydenta miasta, kuratora właśnie sukcesami w konkursach, olimpiadach.

- Wybitne osiągnięcia w pracy z uczniem zdolnym wymagają nagród, ale bardzo często żmudna praca z uczniem o niewielkich możliwościach intelektualnych wymaga większego wysiłku i sukcesy w pracy z tymi dziećmi również zasługują na docenienie. Dla mnie dobra szkoła, to taka, w której dzieci uczą się na miarę swoich możliwości, gdzie nie ma sytuacji, iż uczniowie są wysyłani na korepetycje. To kolejny ból. Dobra szkoła nie powinna funkcjonować w ten sposób. Tymczasem nie od dzisiaj wiadomo, że nawet w renomowanych liceach uczniowie w zdecydowanej większości uczęszczają na korepetycje, zwłaszcza przed maturą…To prawdziwa plaga i wstydliwy problem polskiej edukacji.

- Czy wprowadzana reforma może tę sytuacje zmienić?

- Na pewno sposobem na masowe uzupełnianie braków z lekcji na korepetycjach jest zmniejszenie liczby uczniów w klasach. I na przykład w Krakowie od zeszłego roku mam porozumienie z panem prezydentem, na mocy którego ustaliliśmy limit uczniów w klasach licealnych na 28 osób. Wiem, że czasem jest w nich ponad 30 uczniów, ale już nie 40 i więcej! A tak było do niedawna. Uważam to za połowiczny, ale jednak sukces i jestem wdzięczna prezydentowi, że podjął się realizacji tego zadania. Efekty są widoczne natychmiast. I tu mała dygresja. Jako nauczyciel całe życie słyszałam od moich kolegów i koleżanek, sama też narzekałam na zbyt liczne klasy, w których trudno się uczy, trudno się sprawdza wiedzę, trudno nawiązać kontakt z uczniami. Po wprowadzeniu ograniczenia liczby uczniów, najczęściej dziękuję mi za to rodzice. Zwłaszcza Ci, którzy mają możliwość porównania jak było i jest. Oni podkreślają plusy płynące z tych zmian- zaznaczają, że ich dziecko nie musi już chodzić na korepetycje, bo jest w stanie się dopytać nauczyciela w klasie, jeśli czegoś nie zrozumiało.

- Pojawiają się zarzuty ze strony rodziców o zbyt przeładowane programy w klasie VII podstawówek…

- Bardzo uważnie sprawdzałam treści programowe z historii. Owszem materiał jest obszerny, ale do zrealizowania. Widzę problem w postawie nieufności nauczycieli. Oni się boją, a to wynika z ich dotychczasowych doświadczeń, że jeżeli nie nadbudują tego programu, który funkcjonuje, to „coś” zaskoczy ich uczniów. Nie wszyscy nauczyciele potrafili się przestawić na inną organizację procesu nauczania. Tymczasem konstruując te nowe programy, które też może jeszcze będą wymagać korekty, nauczyciel otrzymał 20 % margines czasu przewidzianego na realizację materiału z danego przedmiotu w ciągu roku, do dyspozycji wg swojego pomysłu. Proponowałabym nauczycielom dogłębną analizę podstaw programowych i skupieniu się na ich realizacji, niewychodzenie daleko poza wyznaczone ramy. To można robić na zajęciach dodatkowych. Godziny przeznaczone do dyspozycji nauczyciela proponuję wykorzystać na utrwalanie materiału, a nie na realizację nowych projektów. Chcę zapewnić, że w ramach sprawdzania wyniesionej wiedzy i zdobytych umiejętności, będziemy się opierać na podstawie programowej. Bardzo nam zależy, aby nauczyciel mógł z uczniem spokojnie pracować, a uczniowie mieli świadomość, że dobrze się nauczyli.

- W ramach poszukiwania najskuteczniejszych metod nauczania i wychowania do polskiej szkoły zawitał tutoring. To ponoć nowy pomysł na zindywidualizowanie pracy nauczycieli z uczniami.

- Z mojego punktu widzenia te nowoczesne metody są tak naprawdę często powtórzeniem tego, co już było albo przynajmniej być powinno, tylko dziś dorobiono jej modną nazwę i za szkolenia bierze się spore pieniądze. Dla mnie dobry nauczyciel od zawsze był tutorem, zawsze widział pojedynczych uczniów, którzy potrzebują takich a nie innych sposobów uczenia i wychowania. Jeszcze raz powtórzę, że wierzę w nauczycieli i jestem absolutnie przeciwna temu, by udowadniali, że robią coś dobrze. Nauczyciel z definicji jest osobą, która zajmuje się uczniem w czasie lekcji, po lekcjach, która pomaga w rozwiązywaniu problemów ucznia, w rozwijaniu jego talentów czy w niesieniu dodatkowej pomocy, gdy zaistnieje taka potrzeba. Myślę więc, że jak się obedrze te nowe pomysły z nowomowy, to wyłoni się nam nauczyciel, który na co dzień jest dla ucznia i umiejętnie z nim pracuję.

- Przed uczniami klas ósmych i gimnazjalistami bardzo wielkie wyzwanie; dwa roczniki równolegle pójdą do szkół średnich. Czy małopolska oświata jest na to przygotowana?

- To z pewnością wyzwanie. W Krakowie istotnie jest to podwójny rocznik. Pragnę jednak od razu zaznaczyć, że od dwóch lat przygotowujemy się do przyjęcia większej liczby uczniów do szkół licealnych, techników i szkół branżowych. Ważne jest, aby przypomnieć, że roczniki uczniów 2003 i 2004 są najmniej liczne na przestrzeni ostatnich lat, określamy je jako zjawisko depresji urodzeniowej. Tak w 2003, jak i w 2004 urodziło się po 350 tys. dzieci. Jeszcze w latach osiemdziesiątych liczba urodzin sięgała nawet 750 tysięcy. Dzieci z wyżu demograficznego mieściły się w szkołach, zatem i teraz się pomieszczą. Trzeba dodać, że od tamtego czasu szkół mamy więcej, a nie mniej. Muszę również przypomnieć, że konstruując nową sieć szkół z myślą o potrzebach rekrutacyjnych w 2019 roku, utworzone zostały dodatkowe cztery licea. Aby zapewnić wszystkim uczniom z obu roczników miejsca w wybranych szkołach podpisałam porozumienie z prezydentem Jackiem Majchrowskim. Zwłaszcza w tych liceach, co do których wiemy, że jest ogromne zainteresowanie ich ofertą, zmniejszaliśmy przez dwa lata liczbę klas po to, żeby w newralgicznym roku szkolnym 2019/ 2020 była możliwość utworzenia podwójnej liczby klas liceum trzyletniego i czteroletniego. Wspólne ustalenia nie zawsze są przestrzegane, ale mam zapewnienie ze strony pana prezydenta, że wszystko ma pod kontrolą, w co trudno mi czasem uwierzyć ( uśmiech), gdy widzę działania dyrektorów niektórych liceów omijających wskazane limity. Mogę tylko zapewnić, że będę mocno pilnowała rekrutacji w przyszłym roku i nie pozwolę, żeby którykolwiek z roczników był poszkodowany. Wszyscy uczniowie mają takie same prawa. Będę ich przestrzegania pilnować.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święty Mikołaj - „patron daru człowieka dla człowieka”

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 49/2004

6 grudnia cały Kościół wspomina św. Mikołaja - biskupa. Dla większości z nas był to pierwszy święty, z którym zawarliśmy bliższą znajomość. Od wczesnego dzieciństwa darzyliśmy go wielką sympatią, bo przecież przynosił nam prezenty. Tak naprawdę zupełnie go wtedy jeszcze nie znaliśmy. A czy dziś wiemy, kim był Święty Mikołaj? Być może trochę usprawiedliwia nas fakt, że zachowało się niewiele pewnych informacji na jego temat.

pl.wikipedia.org

Wyproszony u Boga

Około roku 270 w Licji, w miejscowości Patras, żyło zamożne chrześcijańskie małżeństwo, które bardzo cierpiało z powodu braku potomka. Oboje małżonkowie prosili w modlitwach Boga o tę łaskę i zostali wysłuchani. Święty Mikołaj okazał się wielkim dobroczyńcą ludzi i człowiekiem głębokiej wiary, gorliwie wypełniającym powinności wobec Boga.
Rodzice osierocili Mikołaja, gdy był jeszcze młodzieńcem. Zmarli podczas zarazy, zostawiając synowi pokaźny majątek. Mikołaj mógł więc do końca swoich dni wieść dostatnie, beztroskie życie. Wrażliwy na ludzką biedę, chciał dzielić się bogactwem z osobami cierpiącymi niedostatek. Za swoją hojność nie oczekiwał podziękowań, nie pragnął rozgłosu. Przeciwnie, starał się, aby jego miłosierne uczynki pozostawały otoczone tajemnicą. Często po kryjomu podrzucał biednym rodzinom podarki i cieszył się, patrząc na radość obdarowywanych ludzi.
Mikołaj chciał jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Doszedł do wniosku, że najlepiej służyć Mu będzie za klasztornym murem. Po pielgrzymce do Ziemi Świętej dołączył do zakonników w Patras. Wkrótce wewnętrzny głos nakazał mu wrócić między ludzi. Opuścił klasztor i swe rodzinne strony, by trafić do dużego miasta licyjskiego - Myry.

Biskup Myry

Był to czas, gdy chrześcijanie w Myrze przeżywali żałobę po stracie biskupa. Niełatwo było wybrać godnego następcę. Pewnej nocy jednemu z obradujących dostojników kościelnych Bóg polecił we śnie obrać na wakujący urząd człowieka, który jako pierwszy przyjdzie rano do kościoła. Człowiekiem tym okazał się nieznany nikomu Mikołaj. Niektórzy bardzo się zdziwili, ale uszanowano wolę Bożą. Sam Mikołaj, gdy mu o wszystkim powiedziano, wzbraniał się przed objęciem wysokiej funkcji, nie czuł się na siłach przyjąć biskupich obowiązków. Po długich namowach wyraził jednak zgodę uznając, że dzieje się to z Bożego wyroku.
Biskupią posługę pełnił Mikołaj ofiarnie i z całkowitym oddaniem. Niósł Słowo Boże nie tylko członkom wspólnoty chrześcijańskiej. Starał się krzewić Je wśród pogan.
Tę owocną pracę przerwały na pewien czas edykty cesarza rzymskiego Dioklecjana wymierzone przeciw chrześcijanom. Wyznawców Jezusa uczyniono obywatelami drugiej kategorii i zabroniono im sprawowania obrzędów religijnych. Rozpoczęły się prześladowania chrześcijan. Po latach spędzonych w lochu Mikołaj wyszedł na wolność.
Biskup Mikołaj dożył sędziwego wieku. W chwili śmierci miał ponad 70 lat (większość ludzi umierała wtedy przed 30. rokiem życia). Nie wiemy dokładnie, kiedy zmarł: zgon nastąpił między 345 a 352 r. Tradycja dokładnie przechowała tylko dzień i miesiąc tego zdarzenia - szósty grudnia. Podobno w chwili śmierci Świętego ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie.
Mikołaj został uroczyście pochowany w Myrze.

Z Myry do Bari

Wiele lat później miasto uległo zagładzie, gdy w 1087 r. opanowali je Turcy. Relikwie Świętego zdołano jednak w porę wywieźć do włoskiego miasta Bari, które jest dzisiaj światowym ośrodkiem kultu św. Mikołaja. Do tego portowego miasta w południowo-wschodniej części Włoch przybywają tysiące turystów i pielgrzymów. Dla wielu największym przeżyciem jest modlitwa przy relikwiach św. Mikołaja.

Międzynarodowy patron

Biskup z Myry jest patronem Grecji i Rusi. Pod jego opiekę oddały się Moskwa i Nowogród, ale także Antwerpia i Berlin. Za swego patrona wybrali go: bednarze, cukiernicy, kupcy, młynarze, piekarze, piwowarzy, a także notariusze i sędziowie. Jako biskup miasta portowego, stał się też patronem marynarzy, rybaków i flisaków. Wzywano św. Mikołaja na pomoc w czasie burz na morzu, jak również w czasie chorób i do obrony przed złodziejami. Opieki u niego szukali jeńcy i więźniowie, a szczególnie ofiary niesprawiedliwych wyroków sądowych. Uznawano go wreszcie za patrona dzieci, studentów, panien, pielgrzymów i podróżnych. Zaliczany był do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli.

Święty zawsze aktualny

Od epoki, w której żył św. Mikołaj, dzieli nas siedemnaście stuleci. To wystarczająco długi czas, by wiele wydarzeń z życia Świętego uległo zapomnieniu. Dziś wiedza o nim jest mieszaniną faktów historycznych i legend. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nawet w fantastycznie brzmiących opowieściach o św. Mikołaju tkwi ziarno prawdy.
Święty Mikołaj nieustannie przekazuje nam jedną, zawsze aktualną ideę. Przypomina o potrzebie ofiarności wobec bliźniego. Pięknie ujął to papież Jan Paweł II mówiąc, że św. Mikołaj jest „patronem daru człowieka dla człowieka”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Nycz powołał komitet do spraw przygotowania uroczystości beatyfikacyjnych kard. Wyszyńskiego

2019-12-11 19:45

archidiecezja warszawska / Warszawa (KAI)

Metropolia warszawski powołał komitet organizacyjny beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego, która odbędzie się 7 czerwca 2020 roku na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Członkowie poszczególnych komisji oraz sekcji odebrali 11 grudnia w Domu Arcybiskupów Warszawskich nominacje z rąk kard. Nycza. Całość przygotowań będzie koordynował bp Rafał Markowski.

BOŻENA SZTAJNER

W skład komitetu powołanego przez metropolitę warszawskiego weszli księża i świeccy - w sumie 86 osób, z którymi współpracować będą także obecni podczas uroczystości przedstawiciele władz państwowych i władz Warszawy, a także wojska i policji. - Wszyscy powinni się włączyć w tę beatyfikację, która ma, oprócz ściśle religijnego i kościelnego charakteru, również wymiar narodowo-państwowy - podkreślił kard. Kazimierz Nycz.

Komitet zajmie się przygotowaniem uroczystości na pl. Piłsudskiego, procesją z relikwiami do Świątyni Opatrzności Bożej oraz zorganizowaniem - kilka tygodni przed beatyfikacją - koncertu poświęconego kard. Stefanowi Wyszyńskiemu i Janowi Pawłowi II z okazji setnej roczny urodzin Papieża Polaka. - Nie możemy zapomnieć o tym jubileuszu, koncentrując się na beatyfikacji, dlatego postanowiliśmy oba te wydarzenia połączyć - podkreślił metropolita warszawski.

Całość przygotowań do beatyfikacji będzie koordynował bp Rafał Markowski. Komitet składa się z następujących komisji i sekcji, których przewodniczącymi zostali:

- komisja teologiczno-historyczna - bp Piotr Jarecki - komisja artystyczna - bp Michał Janocha - komisja liturgiczna - ks. Bartosz Szoplik - komisja muzyczna - ks. Piotr Markisz - komisja przygotowująca uroczystości na pl. Piłsudskiego - ks. Sławomir Nowakowski - sekcja porządkowa - ks. Marek Mętrak - sekcja rezerwacji i kart wstępu - ks. Łukasz Przybylski - sekcja ds. parkingów - ks. Marcin Szczerbiński - sekcja ds. opieki medycznej - ks. Władysław Duda - komisja przygotowująca procesję do Świątyni Opatrzności Bożej - ks. Tadeusz Aleksandrowicz - komisja ds. relikwii - ks. Janusz Bodzon - komisja medialna - ks. Przemysław Śliwiński - komisja obsługi biskupów i gości - ks. Matteo Campagnaro - komisja finansowo-sponsoringowa -ks. Marian Raciński

Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego odbędzie się 7 czerwca 2020 roku o godz. 12.00 na pl. Piłsudskiego w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem