Reklama

Niedziela Łódzka

Sama miłość nie wystarczy

Z Magdaleną Lesiak, dyrektorem Archidiecezjalnego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego, pierwszej i najdłużej działającej katolickiej placówki adopcyjnej w Polsce, rozmawia Anna Skopińska

Niedziela łódzka 9/2019, str. V

[ TEMATY ]

adopcja

Ks. Paweł Kłys

Magdalena Lesiak

Anna Skopińska: – Jubileusz 30-lecia ośrodka adopcyjnego to konkretna liczba szczęśliwych dzieci. Ile ich jest?

Magdalena Lesiak: – Przeszło 1840 dzieci ma nowy dom i rodzinę.

– Wiadomo faktycznie, że te dzieci są szczęśliwe, że trafiły do dobrych rodzin, czy to jest jedynie statystyka?

– Mamy nadzieję, że trafiły do dobrych rodzin, ale nie ze wszystkimi mamy kontakt, więc trudno powiedzieć, że we wszystkich rodzinach jest dobrze.

– A rodziny utrzymują kontakt z ośrodkiem?

– Mamy kontakt z tymi, którzy przyjeżdżają na coroczne zjazdy rodzin adopcyjnych (w tym roku odbędzie się dwudziesty taki zjazd), z tymi, co od czasu do czasu zadzwonią, czy napiszą. Tu wiemy, że jest w porządku, albo że przeżywają jakieś trudności i dlatego kontaktują się z nami, bo szukają wsparcia. Są też takie rodziny, których dzieci, już w tej chwili dorosłe, powracają do nas, szukając własnych korzeni. Ogromną radością dla nas jest widzieć wspierających rodziców, pomagających przejść dziecku przez trudny moment szukania własnych korzeni czy pierwsze spotkania z biologiczną rodziną, którzy rozumieją tę potrzebę dziecka i rozumieją trudne emocje z tym związane. Ale wiemy też, że zdarzają się trudności w rodzinach adopcyjnych. Że np. małżeństwa się rozwodziły i dzieci musiały decydować, z kim będą. A to dla dzieci porzuconych powtórna trauma i powtórne odrzucenie.

– One też stwarzają problemy?

– Czasami rodziny mają problemy wychowawcze z dzieckiem, które są skutkiem zaburzonych więzi z dzieciństwa, czasami są poważne problemy zdrowotne dziecka. To są jednak nieliczne przypadki. Czasami są po prostu takie problemy, jak w innych rodzinach – biologicznych. Generalnie jest dobrze.

– Teraz jest lepiej z adopcją niż 30 lat temu? Łatwiej znaleźć rodziny? Mniej jest dzieci, które potrzebują rodziny?

– Ogólnie jest mniej adopcji, bo jest mniej dzieci do adopcji. Jeszcze 15 lat temu adopcji było około 70-80 rocznie, teraz ok. 30. Liczba kandydatów na rodziny adopcyjne również spadła, bo były lata w historii ośrodka, że procedurę przechodziło 120 par! Teraz, od kilku lat, utrzymuje się stała liczba kandydatów: adopcją interesuje się ok. 80-90 małżeństw, a procedurę rozpoczyna ok. 50.

– Skąd się biorą dzieci do adopcji?

– Dzieci do adopcji mogą być z dwóch sytuacji życiowych: albo rodzice biologiczni – zwłaszcza samotne mamy – wyrażają zgodę na adopcję i to nazywa się potocznie zrzeczenie, albo rodzice źle się zajmują swoimi dziećmi – zaniedbują, stosują przemoc i wówczas są pozbawiani władzy rodzicielskiej. Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat widać, że jest znacznie mniej sytuacji, w których kobiety same decydują się na oddanie dziecka do adopcji.

– To dobrze?

- Myślę, że dobrze, bo dziecko powinno wychowywać się w kochającej rodzinie biologicznej – rodzina zastępcza i adopcja powinny być wyjątkowymi sytuacjami. W ostatnich latach widać, że poprawiła się sytuacja ekonomiczna – mamy mają „kosiniakowe” i 500+. A wcześniej mieliśmy takie lata, że było 30 noworodków ze zrzeczenia do adopcji, a w ubiegłym roku było tylko 5 zgłoszeń ze szpitala. To ogromna różnica. Dla oczekujących kandydatów również – bo muszą dłużej czekać na swoje dziecko.

– A jak długo się czeka?

– To zależy... od otwartości kandydatów – jakie dziecko są gotowi przyjąć i od tego, ile i jakie dzieci są do nas zgłaszane. Kiedyś cała procedura – od złożenia dokumentów do przyjęcia dziecka – trwała 9 miesięcy. Teraz niestety dłużej – procedura ok. roku, a później czekanie na TEN telefon. Ale to czas potrzebny na przygotowanie się do roli rodzica adopcyjnego. Mniej dzieci jest zgłaszanych, ale są to dzieci trudniejsze zdrowotnie. Często, ponieważ ich mamy piły w ciąży alkohol, są dotknięte zespołem poalkoholowym – FAS. A kandydaci na rodziców z jednej strony mają większą wiedzę, bo jest większy niż kiedyś do niej dostęp – przez Internet i liczne pozycje książkowe, ale z kolei przez to, że wiedzą więcej, więcej też się boją. Jako ośrodek kwalifikujący dziecko do przysposobienia, przekazując kandydatom informacje o dziecku, musimy wszystko dokładnie opowiedzieć – jaki jest stan zdrowia dziecka, jego sytuacja rodzinna, jaką ma historię życia. Czasami to bardzo trudne, dramatyczne czy smutne historie…, ale to temat na osobny artykuł. Kandydaci na rodziców muszą być naprawdę odważni, by podjąć się opieki nad takim dzieckiem. Ale również otwarci na szukanie wsparcia i pomocy, jeśli będzie trzeba.

– Dużo takich odważnych się zgłasza?

– Tak. I dla większości dzieci udaje się znaleźć rodziców w naszym ośrodku. Te dzieci, dla których wciąż szukamy rodziny, to dzieci bardzo chore, liczne rodzeństwa, albo naprawdę starsze dzieci – powyżej 12. roku życia, chociaż 4 lata temu powierzyliśmy do adopcji zagranicznej nawet 15-latkę.

– Zagraniczne adopcje są dobre?

– Każde dziecko ma prawo wychowywać się w rodzinie, a nie w placówce. Jeżeli nie ma innego wyjścia, bo nie może być z własną biologiczną rodziną, nie ma odpowiedniej rodziny adopcyjnej czy zastępczej w Polsce, a dziecko bardzo pragnie mieć mamę i tatę, to myślę, że adopcja zagraniczna to jest duża szansa. Za granicą jest bardzo rozbudowany system wsparcia rodzin adopcyjnych system diagnozy i terapii dzieci. Ale obecnie nie ma adopcji zagranicznych. Zmieniły się przepisy, ministerstwo zaostrzyło kwalifikację i nakazuje szukać rodzin przede wszystkim w Polsce. Natomiast jeśli dzieci są chore, z jakimiś trudnościami, dolegliwościami czy orzeczeniami o niepełnosprawności, to w Polsce rodziny tak szybko nie znajdziemy. Nasze społeczeństwo nie jest tak bogate, by było je stać na prywatne leczenie czy diagnozowanie. Przydałoby się wzmacniać system rodzin zastępczych specjalistycznych, ale kandydatów na taką formę rodzicielstwa też niestety cały czas jest mało…

– To z jednej strony zaostrzone przepisy, a z drugiej w mediach pełno przypadków patologii wśród rodzin zastępczych...

– To pojedyncze przypadki. Margines. Ale niestety o takich złych rzeczach mówi się i to rzuca cień na te wszystkie rodziny zastępcze, które dobrze sprawują swoją funkcję. Owszem, nam też zdarzyło się, że mieliśmy rodzinę zastępczą, która źle się zajmowała dziećmi i potem one wychodziły stamtąd z chorobą sierocą. Ale inne rodziny, większość, dobrze zajmują się dziećmi.

– Z jakich powodów ludzie decydują się na adopcję?

– Większość małżeństw, które do nas trafia, to takie, które nie mogą mieć biologicznych dzieci. I adopcja, po latach diagnozowania i leczenia, to ich ostatnia „deska ratunku”. Wiemy, że gdyby mieli własne dzieci, nie byłoby ich tutaj.... Przyznają nam rację, więc ta decyzja, by komuś pomóc, jest drugim powodem. Ale taka motywacja jest naturalna – chcą być rodzicami. Nie mogą w biologiczny sposób, więc chcą tak. Ale w czasie szkolenia musimy im pokazać ten kawałek adopcyjny związany z dzieckiem – z jego potrzebami, z tym, że w swojej motywacji muszą przesunąć się bardziej w stronę dziecka. Że to nie jest tak, że oni tu przyjdą i my im poszukamy dziecka. Tylko odwrotnie. Mamy dzieci zgłaszane do adopcji i wśród zakwalifikowanych kandydatów szukamy takich, którzy będą najlepsi dla tego konkretnego dziecka, którzy go zaakceptują. I nas nie interesuje, kiedy ci rodzice się zgłosili – chcemy w tym miejscu obalić mit o kolejce adopcyjnej. W czasie kwalifikacji kandydatów do adopcji wiele czynników branych jest pod uwagę – oczekiwania kandydatów, ich możliwości, ale przede wszystkim potrzeby dziecka. To, jakich rodziców ono potrzebuje. Jak np. mam dziecko, które jest bardzo chorowite i wymaga intensywnego leczenia, to też musimy popatrzeć na zasobność portfela tych ludzi, czy dadzą radę finansowo, czy mają samochód, by w razie czego dojechać do szpitala. W „dobieraniu rodziny do dziecka” musimy wziąć pod uwagę również ich gotowość i otwartość, np. na inną rasę, na problemy rodziców biologicznych – czy byliby gotowi adoptować dziecko, którego rodzice są upośledzeni, chorzy psychicznie, czy są nosicielami chorób zakaźnych, np. HIV. Czy byliby gotowi adoptować kilkoro dzieci, czy przyjmą dziecko z okienka życia i wiele, wiele innych.

– Długo trwa taka kwalifikacja?

– Kandydaci przychodzą do nas na pierwsze spotkanie, które jest zawsze niezobowiązujące. Opowiadamy im wtedy, jak będzie wyglądała procedura, jakie są potrzebne dokumenty, jakie mamy oczekiwania co do kandydatów. Często mówimy: Cieszymy się, że wybieracie nasz ośrodek, jak wam się tu podoba, to zostańcie, ale ponieważ jest to ważna życiowa sprawa, to jeszcze idźcie na rozmowę do innych ośrodków, zobaczcie, jak jest tam i wybierzcie ten, w którym będziecie się czuć najlepiej, do którego będziecie mieć zaufanie.

– I tak robią, czy od razu podejmują decyzję, że tu?

– Czasami nas miło zaskakują, bo idą tam i wracają. Ale po pierwszym spotkaniu, mogą już więcej do nas nie wrócić – jak mówiłam wcześniej: to informacyjne i niezobowiązujące spotkanie. Ale jak się już zdecydują, to rozpoczyna się diagnoza pedagogiczna, potem jest spotkanie z psychologiem, spotkanie w domu, bo chcemy zobaczyć, jak funkcjonują na co dzień. To koniec części formalnej. Jeśli kandydaci spełniają wszystkie wymogi w ustawie, to otrzymują kwalifikację wstępną do szkolenia. W ośrodku założyliśmy, że ta wstępna kwalifikacja nie powinna trwać dłuższej niż pół roku. Ten czas świadczy też o ich motywacji, o tym, czy są gotowi, czy nie. Jeśli jakaś para nie dzwoni przez kilka tygodni czy miesięcy, to my dzwonimy i pytamy: Czy coś się wydarzyło ważnego w waszym życiu, że się nie kontaktujecie? I czasami jest tak, że ktoś mówi – jestem w ciąży, a czasami – jednak nie jesteśmy gotowi na adopcję.

– Jeśli dostaną kwalifikację, zaczynają szkolenie?

– Tak. Szkolenie to warsztaty w grupie sześciu par małżeńskich raz w tygodniu; na każdym spotkaniu jest inny temat. Zaczynamy od motywacji – kiedy jest prawidłowa, a kiedy nie, i jak to zrobić, by bardziej patrzeć na potrzeby dziecka. Mówimy też o tym, skąd się biorą dzieci do adopcji – jaka jest ich sytuacja prawna, rodzinna, zdrowotna. Pary poznają historie dzieci i mówią, czy byliby w stanie przyjąć takie dziecko. Mówią też o tym, czego się boją. Jest też spotkanie nt. prawnej strony adopcji, jawności adopcji, by wiedzieć, kiedy i jak powiedzieć dziecku, jak przygotować na jego pojawienie się otoczenie. Jest też mowa o tożsamości dziecka, o tym, jak ważne jest szukanie własnych korzeni i pamiątki, z którymi dziecko, zwłaszcza kilkuletnie, przychodzi do rodziny – co z tym zrobić, jak traktować, jak rozmawiać o tych różnych, czasem trudnych, rzeczach, które dziecko ma za sobą. Są spotkania wychowawcze – takie dotycząc postaw rodzicielskich, budowania bliskiej relacji z dzieckiem. Pary spotykają się też z rodzinami, które już adoptowały dziecko, i piszą bajkę dla swojego dziecka. Po takim cyklu szkoleń następuje podsumowanie i kwalifikacja. Kiedy widzimy, że ludzie mają jakieś problemy i powierzenie im teraz, w tym momencie, życia dziecka nie będzie dobrym pomysłem, to mówimy – teraz nie, idźcie na terapię, zmieńcie coś w swoim życiu, albo w ogóle nie – nie możemy powierzyć wam dziecka.

– Godzą się na to?

– Różnie to bywa. Godzą się osoby, które są dojrzałe, współpracujące, które rozumieją, dlaczego tak mówimy. Jutro mamy komisję kwalifikacyjną, na której będziemy omawiać parę, która w ubiegłym roku nie dostała kwalifikacji, bo warunkiem była psychoterapia pani dotycząca jej doświadczeń z dzieciństwa. Odbyła terapię, przyszła, powiedział o tym, co jej to dało i myślimy, że w tej chwili jest już gotowa. Natomiast niektórzy nie przyjmują tego i obrażają się na nas. Ale naprawdę sama miłość i chęć nie wystarczy. Trzeba mieć naprawdę poukładane różne rzeczy i emocjonalnie być osobą dosyć stabilną, dojrzałą, bo jak przyjdzie dziecko, które jest po wielkiej krzywdzie, to kto je ukoi i da poczucie bezpieczeństwa? Kiedy rodzice są już zakwalifikowani, czekają tylko na „ten telefon” – z propozycją i zaczyna się etap poznawania dziecka.

– W Łodzi działają trzy ośrodki adopcyjne. Na jakiej zasadzie rozdzielane są dzieci?

– Kiedyś były tylko dwa ośrodki. W 2012 r. powstał nowy – publiczny, regionalny i teraz „dzielimy dzieci” na trzy. Jesteśmy podzieleni szpitalami, placówkami i powiatami.

– Ale jeśli jakaś kobieta spod Łodzi podlega pod inny ośrodek, ale o tym nie wie, a do was przyjedzie i powie, że chce do was oddać dziecko, to tu zostaje?

– Tak. Każda kobieta, bez względu na to, w jakim szpitalu rodzi, a powie, że chce oddać dziecko do adopcji przez nasz ośrodek, to szpital musi zgłosić dziecko do nas, a gdy kobieta nic nie powie, powinien poinformować mamę, że są trzy ośrodki i może wybrać, a jeśli kobieta nie chce podjąć takiej decyzji – szpital zgłasza dziecko zgodnie z podziałem.

– A dzieci, które są z interwencji?

– Trafiają do placówki. Zajmujemy się dziećmi w momencie, gdy ich sytuacja prawna pozwala na adopcję. Wcześniej zajmuje się tym piecza zastępcza – instytucjonalna bądź rodzinna.

– Jakim rodzicem łatwiej być – biologicznym czy adopcyjnym?

– Tu nie ma różnicy. Biologicznym trafiają się trudne sytuacje i adopcyjnym też. Mają inne zadania. Zadaniami rodziny adopcyjnej jest akceptacja historii dziecka, pomoc mu w zrozumieniu tej historii, w szukaniu tych korzeni i budowaniu tożsamości, zintegrowanie tej tożsamości biologiczno-adopcyjnej.

– Czyli może trochę trudniej...

– Jak są gotowi, traktują to jak normalność. Gorzej, jak nie wiedzą, jak to zrobić i kiedy zrobić.

– Wspieracie te rodziny?

– Przez to, że organizujemy zjazdy adopcyjne i przyjeżdżają tu pary, które np. od czternastu lat są co roku, to my wiemy, co się u nich dzieje. Natomiast nie mamy takiego obowiązku ani takiej prawnej możliwości, by w tę rodzinę ingerować. Jeśli ona sama do nas nie przyjdzie po pomoc. Ze swojej strony oferujemy – poradnictwo pedagogiczno-psychologiczne, grupę wsparcia, a jeśli trzeba – kierujemy do innych specjalistów.

– Zdarzały się sytuacje, że adoptowane dzieci były oddawane?

– Zdarzały się. Ale to nie było raczej związane z dziećmi, a np. z rozwodem rodziców.

– To dla was porażka?

– Myślę, że nie jesteśmy w stanie do końca wszystkiego przewidzieć, myślę, że sytuacja życiowa rodziny na przestrzeni lat też się zmienia. Ludzie, podejmując się przyjęcia osieroconego dziecka, muszą sobie zdawać sprawę, o co chodzi. Po to są szkolenia i przygotowanie. A potem to ich odpowiedzialność za to, co się będzie działo. Myślę, że mówimy o tym cały czas na szkoleniu. Jak coś się dzieje, to trzeba umieć wziąć za telefon i zadzwonić do nas po wsparcie. Mają prawo nie wiedzieć wszystkiego, bo to ich pierwsze dziecko.

– Ośrodek archidiecezjalny jest potrzebny?

– Myślę, że jest potrzebny. Ludzie wybierają go też z tego względu, że jest archidiecezjalny, mówią, że dlatego go wybrali, bo są wierzący. Ludzie muszą mieć wybór. Oprócz tego, że obowiązują nas takie same przepisy prawne jak inne ośrodki, to my staramy się zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt – duchowy, np. przed spotkaniem szkoleniowym modlimy się wspólnie. Jak są zjazdy rodzin adopcyjnych czy kończymy szkolenie, jest Msza św. Pytamy też, jak oni rozeznawali to, że mają być rodzicami adopcyjnymi, ale naszym zadaniem nie jest ocenianie głębokości ich wiary. Chcemy, by dzieci trafiły do rodzin, które będą wychowywać je w wierze.

– Czego życzyć z okazji 30-lecia działalności na kolejne lata? Żeby nie było adopcji?

– To byłoby najlepsze! Ale nie jest możliwe. Adopcje zawsze będą. Ale może więcej otwartych rodzin gotowych przyjąć każde dziecko? Mniej biurokracji? Lepszej sytuacji finansowej, żebyśmy mogli zatrudnić więcej specjalistów i rozbudować pomoc postadopcyjną? Przede wszystkim prosimy o modlitwę za dzieło adopcji i za wszystkie rodziny, no i dzieci, które jeszcze czekają na nowy dom.

2019-02-27 11:01

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Andrzej Duda zaproponował wykluczenie w Konstytucji RP możliwości adopcji dziecka przez pary homoseksualne

2020-07-06 12:47

[ TEMATY ]

adopcja

Andrzej Duda

PAP/Paweł Supernak

Prezydent Andrzej Duda podpisał dziś i skierował do laski marszałkowskiej projekt nowelizacji Konstytucji, zmierzający do wykluczenia możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

- Jestem przekonany, że dzięki temu zapisowi bezpieczeństwo dzieci i troska o ich dobro będzie w dużo większym stopniu realizowana - powiedział urzędujący prezydent.

Projekt - wyjaśniał prezydent Duda - ma wyjść naprzeciw społecznemu oczekiwaniu Polaków, aby dobro dzieci było zabezpieczone także przed sytuacją, w której mogłoby dochodzić do przysposobienia dzieci przez pary jednopłciowe.

- Wielokrotnie polskie społeczeństwo było o to pytane. Odsetek osób, które zawsze były przeciwne takiej możliwości, wynosił w każdym przypadku grubo ponad 70 proc., w niektórych sondażach nawet ponad 80 proc. Stanowisko polskiego społeczeństwa jest tu więc jednoznaczne - uzasadnił prezydent.

Natomiast sytuacja pod względem prawnym nie była w tej kwestii do tej pory do końca pewna - stwierdził Andrzej Duda. Jak wyjaśnił, jego projekt to inicjatywa ustrojodawcza, gdyż dotyczy najwyższego aktu prawnego, czyli konstytucji. Nowelizacja przeniesie niektóre zapisy już obecne w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym na grunt ustawy zasadniczej. Zgodnie z prezydenckim projektem, przysposobić, czyli adoptować, będzie można wyłącznie osobę małoletnią i wyłącznie dla jej dobra. Teraz jednak ten zapis będzie miał rangę konstytucyjną.

Ponadto, konstytucja będzie stanowić, że przysposobienia może dokonać razem jedynie mężczyzna i kobieta pozostający w związku małżeńskim (taką formułę małżeństwa opisuje art. 18 konstytucji).Projekt prezydencki stanowi, że nie może przysposobić dziecka "osoba pozostająca we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci".

- Co oznacza, krótko mówiąc, że gdy mamy do czynienia ze związkiem faktycznym [osób tej samej płci] - a wiemy, że takie występują, bo takie jest życie - wówczas sąd i inne organy będą miały obowiązek sprawdzenia, czy osoba, która chce dokonać adopcji jednoosobowo, rzeczywiście w takim wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci pozostaje, czy nie - tłumaczył Andrzej Duda.Prezydent zaznaczył, że jego projekt "w żadnym aspekcie nie dotyczy rodzicielstwa biologicznego".

- Jeżeli chodzi o rodziców biologicznych, jest art. 48 konstytucji, który mówi, że rodzice mają prawo do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami i ja absolutnie w tę kwestię nie wnikam - powiedział.- Projekt nie mówi o związkach, tylko o sytuacji faktycznej, w której dwie osoby tej samej płci pozostają we wspólnym pożyciu. Jest to sytuacja prawnie zdefiniowana, znana w orzecznictwie Sądu Najwyższego od wielu lat. Sąd Najwyższy miał na przestrzeni ostatnich lat cały szereg wypowiedzi właśnie dotyczących takich sytuacji pomiędzy osobami tej samej płci. Ale jestem przekonany, że dzięki temu zapisowi bezpieczeństwo dzieci i troska o dobro dziecka będzie w dużo większym stopniu realizowana - tłumaczył dalej Andrzej Duda.

Zdaniem prezydenta, to jest "kierunek, w którym powinniśmy podążać; kierunek, który odpowiada całemu szeregowi norm konstytucyjnych dotyczących rodziny, jej charakteru, dzieci - tego, w jaki sposób powinny być zabezpieczone".Jak zaznaczył, w przypadku adopcji sytuacja jest bardzo szczególna. - Dziecko, które może być przysposobione, to dziecko pozostające pod szczególną opieką państwa, bo nie ma osób wykonujących wobec niego prawa rodzicielskie. Nastąpi to dopiero w wyniku przysposobienia. Państwo otaczające to dziecko opieką, zgodnie z art. 72 konstytucji, musi w sposób zdecydowany tego dobra dziecka strzec i te zapisy klarują tę kwestię - dodał Andrzej Duda.Prezydent wyraził nadzieję, że składana do laski marszałkowskiej propozycja zostanie poparta nie tylko przez posłów Zjednoczonej Prawicy, ale także parlamentarzystów PSL, "przynajmniej niektórych posłów Platformy Obywatelskiej, nie wspomnę już - bo to jest dla mnie oczywiste - przez posłów Konfederacji".

- Wielokrotnie deklarowali, że ich pogląd jest dokładnie zgodny z tym, co ja zaproponowałem. Jest teraz możliwość, aby to udowodnić i dzięki temu ten projekt otrzyma odpowiednie poparcie w polskim parlamencie - dodał Andrzej Duda.Wcześniej prezydent skierował do Sejmu projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, mający na celu zwiększenie możliwości współdecydowania przez rodziców o rodzajach treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych organizowanych w szkołach.

Projekt nowelizuje zapisy umieszczone w art. 86 ustawy i mówiące o obowiązku konsultacji z rodzicami, w tym z radą rodziców, wprowadzania i realizowania zajęć dodatkowych w szkole. Działalność wszelkich organizacji pozarządowych i stowarzyszeń, która miałaby być prowadzona na terenie szkoły, wymagać będzie nie tylko zgody dyrekcji szkoły i Rady Szkoły, ale przede wszystkim zgody samych rodziców. Dotyczy to każdej organizacji, niezależnie od jej profilu i sposobu działania. Jeśli chce ona działać na terenie szkoły, prowadzić zajęcia pozalekcyjne czy jakąkolwiek działalność dla dzieci czy z dziećmi lub też prowadzić zajęcia w ramach danego przedmiotu, zobowiązana będzie przedstawić rodzicom w formie konspektu pełną informację o tym, co i w jakiej formule zamierza przekazywać, czego będą dotyczyły te treści oraz kto je będzie przekazywał, a także jakie są kwalifikacje i dotychczasowe doświadczenie tej osoby.

Prezydent podkreślił, że projekt jest przede wszystkim realizacją art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, mówiącego o prawie rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.W trakcie kampanii przed pierwszą turą wyborów prezydenckich Andrzej Duda podpisał też tzw. Kartę Rodziny. Zawarł w niej obietnicę podtrzymania wsparcia socjalnego, ale ponadto zaakcentował potrzebę ochrony dzieci i całej rodziny przed ideologią LGBT. Podkreślił, że zgodnie z Konstytucją małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Potrzebna jest obrona instytucji małżeństwa i nie będzie go w innej postaci niż ta zagwarantowana w ustawie zasadniczej. Dodał, że nie ma też jego zgody na adopcję dzieci przez pary homoseksualne i wprowadzony zostałby zakaz propagowania ideologii LGBT w instytucjach publicznych.lk / Warszawa

CZYTAJ DALEJ

Prezydent: nie brakuje pieniędzy na realizację programów socjalnych i wierzę w to, że nie zabraknie

2020-07-06 21:28

[ TEMATY ]

wybory

Andrzej Duda

wybory 2020

TVP Info

Sytuacja jest dobra i śmiało mogę powiedzieć, że jest ona pod kontrolą. Pieniędzy na realizację programów socjalnych nie brakuje i wierzę w to, że nie zabraknie - powiedział podczas debaty w Końskich prezydent Andrzej Duda.

Podczas debaty TVP w Końskich prezydent został zapytany jakie będzie źródło finansowania obecnie wypłacanych programów socjalnych.

Prezydent podkreślił, że sytuacja gospodarcza Polski mimo kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa jest "całkiem niezła". Przypomniał, że Polska znajduje się na drugim miejscu UE pod względem najniższego bezrobocia. "Można powiedzieć, że pod tym względem te działania, które podjąłem z rządem Zjednoczonej Prawicy po to, by zapobiegać pandemii koronawirusa pod względem gospodarczym, by ratować polską gospodarkę są działaniami skutecznymi" - powiedział Duda.

Podkreślił, że wprowadzenie programów socjalnych było możliwe dzięki przeprowadzeniu "bardzo dobrych reform podatkowych" i uszczelnieniu systemu poboru podatków. "Ogromną część udało nam się odzyskać VAT-u. W okresie rządów Platformy Obywatelskiej 50 mld VAT-u rocznie wypływało gdzieś, znikało, nie trafiało do polskiego budżetu. My uszczelniliśmy tę lukę w takim stopniu, że kilkadziesiąt miliardów VAT-u zaczęło trafiać do budżetu i to umożliwiło realizację wszystkich programów takich jak 500 plus, 300 plus, 13. emerytura" - mówił.

"Sytuacja jest dobra i śmiało mogę powiedzieć, że jest ona pod kontrolą. Pieniędzy na realizację tych elementów nie brakuje i wierzę w to, że nie braknie" - dodał prezydent.

Obok mównicy Andrzeja Dudy ustawiano pustą mównicę z nazwiskiem Rafała Trzaskowskiego.(PAP)

autorzy: Aleksandra Rebelińska, Rafał Białkowski

reb/ rbk/ pko/

CZYTAJ DALEJ

Od lipca można zwiedzać muzeum Auschwitz

2020-07-07 15:11

[ TEMATY ]

muzeum

Auschwitz

obóz koncentracyjny

zwiedzanie

Monika Jaworska

Od lipca można zwiedzać Muzeum KL Auschwitz wg nowych zasad.

Od 1 lipca można zwiedzać tereny byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz z zachowaniem nowych wymogów sanitarnych tak, by zapewnić bezpieczeństwo odwiedzającym oraz pracownikom Miejsca Pamięci.

– Czas pandemii pokazuje, że w każdej trudnej, kryzysowej sytuacji, wzrastają lęki, napięcia, niechęci i budzą się dawne upiory. Właśnie teraz potrzebujemy wszyscy mądrego wsłuchania się w ostrzeżenia z przeszłości, by przeżywane i prognozowane trudności ekonomiczne nie były zarzewiem kryzysu moralnego, kryzysu człowieczeństwa – podkreśla dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau dr Piotr M. A. Cywiński. Zauważa, że z powodu tej sytuacji wiele programów i inwestycji musieli odwołać bądź odłożyć na przyszłe lata. A choć sytuacja finansowa muzeum też nie jest łatwa, to chcą, aby wejście w obszar Miejsca Pamięci pozostało nadal darmowe i nie będą wprowadzić odpłatnych biletów wstępu. Jeżeli ktoś chce wesprzeć muzeum, może to uczynić we wprowadzonym systemie tzw. „pay what you want”. – W ten sposób troska o naszą misję może stać się naszą wspólną sprawą – zapewnia dyrektor.

Zwiedzać można od 1 lipca do 30 września od godz. 9-16 z edukatorem-przewodnikiem (grupa maksymalnie do 15 osób), na podstawie Kart Wstępu i wg specjalnie wytyczonych tras. Zwiedzanie terenu muzeum z edukatorem i korzystanie ze sprzętu słuchawkowego jest płatne. Można zwiedzać również indywidualnie i dołączyć się do grupy. Rezerwacji dokonuje się wyłącznie drogą internetową na stronie: visit.auschwitz.org. Tm też znajdują się inne ważne informacje dotyczące muzeum.

Na terenie obowiązują przepisy sanitarne dotyczące zachowania bezpiecznego dystansu oraz zasłaniania ust i nosa. Znajdują się tam również aparaty do bezdotykowej dezynfekcji rąk,oraz specjalna bramka dezynfekcyjna przed wejściem.

Nowością są tablice ekspozycji zewnętrznej, które znalazły się w kilku miejscach na terenie byłego obozu Auschwitz I. Przedstawiono na nich historię i wnętrza czasowo wyłączone ze zwiedzania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję