Reklama

Kościół

Z odwagą przeszedł drogę swego życia

Kazanie na pogrzebie śp. Jana Olszewskiego, wygłoszone w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie 16 lutego 2019 r.
„Sprawiedliwy (...) znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy; sędziwością u ludzi jest mądrość” (Mdr 4, 7-9)

Niedziela Ogólnopolska 9/2019, str. 42-45

[ TEMATY ]

bp Antoni Dydycz

PAP/Jakub Kamiński

Bp Antoni Pacyfik Dydycz opowiedział całe życie śp. Jana Olszewskiego, premiera niezłomnego

Szanowna Pani Marto, Małżonko śp. Jana Olszewskiego, którego dzisiaj żegnamy,
Droga Rodzino, Siostro, Krewni, Chrześniacy z Biskupem na czele,
Przyjaciele i Bliscy,
Wielce Szanowny Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej,
Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Arcybiskupie Nuncjuszu Apostolski w Polsce,
Ekscelencje, Czcigodni Księża Biskupi,
Wielebni Kapłani różnych stopni i godności,
Osoby życia konsekrowanego,
Wielce Szanowni Marszałkowie Sejmu i Senatu,
Czcigodny Panie Premierze z Przedstawicielami Rządu,
Dostojni Posłowie i Posłanki, Senatorowie, Działacze Solidarności,
Przedstawiciele Służby Zdrowia, Kultury, Oświaty, Sztuki,
Ludzie Pracy wsi i miast,
Żołnierze i Oficerowie Wojska Polskiego wszystkich stopni, Weterani,
Przedstawiciele Służb Mundurowych:
Policji, Straży Pożarnej,
Straży Granicznej, Straży Miejskiej i Służb Celnych,
Adwokaci – koledzy Pana Jana, Prawnicy, Prokuratorzy i Sędziowie,
Harcerki i Harcerze, Młodzieży Szkolna i Akademicka z Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży,
Członkowie Bractw Kurkowych,
Wolontariusze, Działacze charytatywni wraz z Caritas Polska,
Renciści i Emeryci, Chorzy oraz Więźniowie,
Rodacy z kraju i zagranicy, Goście!

W Imię Boże pozdrawiam wszystkich tu obecnych, ale także tych, którzy nie mogli wziąć udziału w tej pogrzebowej uroczystości. W sposób szczególny słowa współczucia kieruję do najbliższej rodziny z Panią Martą na czele. Nasz udział we Mszy św. pogrzebowej jest wyrazem wiary w życie nieśmiertelne i przejawem modlitewnej łączności ze śp. Janem, który odszedł z tego świata w 89. roku życia ziemskiego. Żegna nas wszystkich, śpiesząc na spotkanie ze Sprawiedliwym Sędzią, pełnym miłosierdzia. Z pewnością już mógł przekonać się o prawdzie słów zaczerpniętych ze Starego Testamentu, z których wynika, że „sędziwością u ludzi jest mądrość”. Znając śp. Jana, możemy wyznać, że istotnie swoim życiem potwierdził on prawdę zawartą w Księdze Mądrości. Jego bowiem sędziwość w pełni scaliła się z mądrością.

Jestem przekonany, że temu pierwszemu jego spotkaniu ze Zbawcą towarzyszyły słowa Psalmu 122 (121):

Reklama

„Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:

«Pójdziemy do domu Pana!».

Już stoją nasze stopy

Reklama

w twoich bramach, Jeruzalem (...).

Ze względu na moich braci i przyjaciół

będę wołał: «Pokój z tobą».

Ze względu na dom Pana, Boga naszego,

modlę się o dobro dla ciebie” (por. w. 1-2. 8-9).

Księga Apokalipsy zapowiada natomiast: „Błogosławieni, którzy w Panu umierają, niech odpoczną od swoich trudów, bo ich czyny idą za nimi” (por. w. 14). A skoro jest tak, to my dzisiaj, wdzięczni Chrystusowi za otwarcie bram do wieczności, z ufnością i spokojem żegnamy śp. Jana – męża, brata, krewnego, adwokata, polityka, posła i premiera, a przede wszystkim wiernego syna Polski i Kościoła.

Do takiej postawy zachęcają nas bowiem słowa Syna Bożego, nieco wcześniej odczytane. Warto do nich powrócić, bo „nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (por. J 12, 23-24). Ziemskie życie dobiega końca, obumiera, ale to nie oznacza kresu, gdyż może przynieść „plon obfity”. Jesteśmy więc wdzięczni Stwórcy, ponieważ powyższa zapowiedź Syna Bożego jest dla nas źródłem nadziei i zapowiedzią szczęśliwszego trwania. Ze spokojem starajmy się zatem przechodzić przez ziemię, gdyż nasze ziemskie rozstanie zwiastuje nam nowy początek.

Dlatego pogrzeb chrześcijański ma w sobie coś z pogody ducha, która płynie z wiary. Z tego też względu, jakkolwiek przeżywamy ból rozstania, to jednak nie odczuwamy lęku i nie ma mowy o buncie wewnętrznym, zwłaszcza kiedy wiemy, że ten, kto odchodzi, miał dar czasu, aby jak najlepiej przygotować się na spotkanie ze Stwórcą.

Korzenie

Co więcej, zmarły Jan zapisał się godnie w naszej pamięci. Z odwagą przeszedł drogę swego życia. Nie lękał się światła, chętnie wychodził naprzeciw prawdzie, bezinteresownie broniąc niesłusznie oskarżonych, a w sposób szczególny opiekował się walczącymi o wolność Polek i Polaków.

Tego wszystkiego nauczył się od swojej rodziny. Pamięcią sięgał do pradziadka, właściciela folwarku w pobliżu Okuniewa. Ów senior rodu musiał pozbyć się majątku, ponieważ najstarszy syn brał udział w powstaniu styczniowym, a to ze strony carskiej groziło wywłaszczeniem. Dziadek z kolei był gajowym. Mieszkał z rodziną w Okuniewie.

W drugiej połowie XIX wieku obok tendencji patriotycznych dają o sobie znać napięcia społeczne, z tego względu, że w związku z przemianami gospodarczymi społeczeństwa ubożały, co też prowadziło do biedy, a nawet nędzy. Świadczy o tym ówczesna literatura. Kto bowiem nie pamięta wiersza „W piwnicznej izbie”? I dlatego obok nurtu patriotycznego daje o sobie znać kierunek społeczny, o czym przypomina pojawienie się partii o nastawieniu socjalistycznym, a nawet komunistycznym. Tymczasem poszukiwania rozwiązań nie mają zaplecza moralnego. Młode pokolenie nie znajduje ratunku w oświacie, gdyż szkolnictwo jest poddane rusyfikacji albo germanizacji. Kościół jest mocno osłabiony. W zaborze rosyjskim i pruskim zniesione zostały wszystkie zakony. Kapłanów diecezjalnych także nie było wielu, ponieważ byli zsyłani na Sybir. Słynna encyklika Leona XIII „Rerum novarum”, poświęcona sprawiedliwości społecznej, nie dociera do większości Polaków. Służby carskie czujnie strzegą granic i nie dopuszczają do kontaktów z Watykanem.

A młodzież polska narażona jest na niewolę, i to z dwóch powodów. Najpierw z racji patriotycznych, a następnie z powodu manifestacji społecznych. Przykładem może być działalność Stefana Aleksandra Okrzei, stryjecznego brata matki Pana Jana, który szykował zryw zbrojny, ale pojmany przez carskie służby został stracony na stokach Cytadeli w 1905 r. Pewne przejawy zrywu wolnościowego i społecznego dadzą o sobie znać po klęsce Rosji pod Władywostokiem. Dotyczyły one odradzania się katolicyzmu choćby dzięki działalności licznych zgromadzeń zakonnych życia ukrytego, powstających pod wpływem działalności bł. Honorata Koźmińskiego.

Wypada w tym miejscu podkreślić wysiłki Józefa Piłsudskiego, który dążąc do niepodległości, zrezygnował z czerwonego wehikułu. Podobnie jak wielu innych. Do głosu dojdą również chłopskie zrywy, które w Wincentym Witosie znajdą przywódcę wyjątkowo wrażliwego na rzeczywistość polską. Odzyskanie niepodległości w 1918 r. przyjęto z entuzjazmem, chociaż bez solidnych programów na przyszłość. Wzruszenia nie ukrywano jednak na widok polskich mundurów i wyraźnie brzmiącej mowy polskiej.

Młodość

W takim duchu będzie rozwijał się i dojrzewał przyszły premier Polski, który urodził się 20 sierpnia 1930 r. w rodzinie kolejarskiej, mieszkającej na Bródnie. A była to rodzina na wskroś przesiąknięta tradycją niepodległościową. Młody Jasio zaczął chodzić do szkoły podstawowej jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Szybko włączył się w ruch harcerski. Już wówczas nucił jedną z najbardziej znanych pieśni harcerskich: „Wszystko, co nasze, Polsce oddamy”. I tak będzie przez lata niewoli niemieckiej. Naukę trzeba było ograniczyć do kompletów, ożywiać się harcerskimi spotkaniami, ćwicząc się w Szarych Szeregach i coraz bardziej oddając się konspiracji. Z pewnością przysłuchiwał się z uwagą, jak w jego rodzinnym domu dorośli konspirowali. Gdy miał 14 lat, otrzymał funkcję łącznika podczas zrywu powstańczego na Pradze. A po wkroczeniu Sowietów znalazł dla siebie przyszłość w pełnej opozycji. Początkowo działał w młodzieżowym kole Polskiego Stronnictwa Ludowego, ponieważ to środowisko skupiało większość sił opozycyjnych wobec komunistów i było w bardzo dobrych relacjach z Kościołem.

W 1949 r. rozpoczyna studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Kończy je w 1953 r. Bierze udział w półjawnym seminarium z kryminologii u prof. Stanisława Batawii. Od 1955 do 1957 r. przynależy do zespołu „Po prostu” – tygodnika studentów i młodej inteligencji, powstałego po śmierci Stalina. Pismo to siłą zostanie zamknięte dwa lata później, czyli w rok po Poznańskim Czerwcu i Październiku 1956, kiedy to mógł powrócić do pełnienia swojej misji pasterskiej kard. Stefan Wyszyński, co było wielkim darem ze strony Opatrzności dla naszego Narodu. Młody prawnik w owym czasie zabiega o przywrócenie czci żołnierzom Armii Krajowej, współtworząc tekst pt. „Na spotkanie ludziom AK”. A kiedy powstaje Klub Krzywego Koła, zostaje jego członkiem do 1962 r.

W tych też latach przystąpi do tajnej loży, chcąc zabezpieczyć się przed donosami, a loża miała opinię wyjątkowej wierności tajemnicy. Tego samego roku rozpoczyna praktykę adwokacką. Podejmuje się obrony w najgłośniejszych procesach politycznych. Nie uniknie kar dyscyplinarnych, a nawet czasowego pozbawienia możliwości pełnienia swojej misji. Jest jednym z sygnatariuszy i współautorem protestów kierowanych do władz komunistycznych. W 1976 r. współtworzy Polskie Porozumienie Niepodległościowe. W drugim obiegu publikuje poradnik „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”. W tym samym roku okaże się współtwórcą Komitetu Obrony Robotników (KOR). Opracowuje „Apel do społeczeństwa i władz PRL”. Współdziała przy przygotowywaniu statutu dla wolnych związków zawodowych, które dadzą o sobie znać pod nazwą Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Uczestniczy w zabiegach o rejestrację „Solidarności” i „Solidarności” Rolników Indywidualnych. Bezinteresownie doradza Krajowej Komisji Porozumiewawczej, Komisji Krajowej „Solidarności” i „Solidarności” Regionu Mazowsze.

W czasie stanu wojennego pełni funkcję doradcy w Sekretariacie Episkopatu Polski. Z wyjątkową pasją występuje jako oskarżyciel posiłkowy w procesie morderców bł. ks. Jerzego Popiełuszki. W 1988 r. współtworzy Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. Opowiada się przeciwko dążeniu do porozumienia z komunistami, zdając sobie sprawę z ich nieszczerości i podstępu. Odmawia objęcia z ramienia strony społecznej stanowiska przewodniczącego podstolika reformy prawa i sądów przy „okrągłym stole”.

Kościół

Zanim jednak przejdę do lat posłowania i pełnienia misji premiera rządu polskiego, chciałbym przypomnieć obecność Kościoła katolickiego w życiu i działalności śp. Jana i jego więzi z Kościołem. Nie chcę sięgać zbyt daleko wstecz. Oczywiście, rodzina Olszewskich w minionych pokoleniach należała do wspólnoty kościelnej, a praktyki religijne z zasady były w niej obecne. Ale mogły być też pewne zachwiania w tej dziedzinie. Ważne wszelako jest to, że sam Zmarły szybko odkrył sens wiary w swoim życiu.

Zacznę od wydarzenia, na które położył duży nacisk Pan Jan. Jako stosunkowo jeszcze młody mężczyzna był włączony w ruch socjalistyczny. Cenił bardzo Kazimierza Pużaka, przywódcę niepodległościowego przedwojennego PPS, który zmarł w komunistycznym więzieniu w 1950 r. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. I tam, przy jego grobie, każdego roku

30 kwietnia zbierali się jego zwolennicy. Nie było ich wielu. Pewnego razu Jan przybył na cmentarz nieco wcześniej – było dość chłodno, więc wszedł do kościoła św. Karola Boromeusza, aby zaczekać na przybycie reszty. I co zobaczył i usłyszał? W kościele odprawiana była Msza św. Ludzi nie było wiele, ale ksiądz poinformował, że jest to Msza św. w intencji Kazimierza Pużaka, socjalistycznego działacza. Co więcej, kapłan wygłosił bardzo przekonujące kazanie. Po Mszy św. Jan udał się do zakrystii, gdzie spotkał ks. Stefana Niedzielaka. Rozmowa była dość długa. Doszło do powtórnych spotkań. Aż pewnego razu Jan wyznał przed księdzem, że ma pewien kłopot. Otóż ma żonę, ale nie mają ślubu, także cywilnego. Żona jest dziennikarką. Gdyby ktoś z rządzących dowiedział się, że jest żoną przeciwnika politycznego, to wszystko skończyłoby się wyrzuceniem z pracy. A ks. Stefan na to odpowiedział: To proszę wziąć ślub kościelny w tajemnicy, nocą. I tak się stało. Świadkowali temu małżeństwu: Wojciech Ziembiński, znany działacz antykomunistyczny, i prof. Maria Dernałowiczowa, specjalistka z zakresu literatury. A między celebransem i nowożeńcami zrodziła się wielka przyjaźń. To adwokat Jan Olszewski poświęci się w przyszłości ujawnianiu prawdy o morderstwie dokonanym na ks. Niedzielaku.

Pan Jan zbliżył się także do kard. Stefana Wyszyńskiego i kard. Karola Wojtyły, kiedy to z myślą o żyjących legionistach Marszałka Józefa Piłsudskiego przygotowano specjalne odznaczenie – Order Virtuti Civili. Ten właśnie order otrzymali najpierw obaj kardynałowie, a potem: Władysław Siła-Nowicki, ks. Teofil Bogucki i Wojciech Ziembiński. Nie zdążono natomiast wręczyć go bł. ks. Jerzemu Popiełuszce. Oczywiście, Jan Olszewski był obecny przy procesie morderców ks. Jerzego Popiełuszki, po adwokacku przeżywał śmierć ks. Sylwestra Zycha i ks. Stanisława Suchowolca. Chętnie współpracował z kard. Józefem Glempem i abp. Bronisławem Dąbrowskim we wszystkich zawiłościach prawnych.

Premier

Przed nami kolejny rozdział życia Jana Olszewskiego. W pierwszych w pełni wolnych wyborach parlamentarnych 7 października 1991 r. został posłem na Sejm z listy Porozumienia Obywatelskiego Centrum. W kilka tygodni później, w dzień św. Mikołaja, stanął na czele pierwszego w pełni niekomunistycznego rządu odradzającej się Polski. To był dobry dar od jakże popularnego świętego. Nowy premier w swoim pierwszym wystąpieniu podkreślił, że pragnie, aby jego rząd był rządem nadziei, bo nadziei potrzebowała Polska. I w tym duchu postępował, zmierzając do uwolnienia Polski od różnorakiej obecności Rosji i starając się umacniać demokrację oraz samorządność. Ale spotkał się z ostrą opozycją, której, niestety, przewodniczył ówczesny prezydent. A partii było wiele..., za dużo.

Premier konsekwentnie zabiega o opuszczenie terytorium Polski przez wojska rosyjskie. Przeciwstawia się nieuczciwej prywatyzacji majątku narodowego. Podejmuje próby licznych reform, zwłaszcza w zakresie społecznym i gospodarczym. Sejm uchwala ustawę o lustracji, na którą nie chce się zgodzić prezydent, i nocą z 4 na 5 czerwca 1992 r. premier Jan Olszewski zostaje odwołany. Jednak nie podaje się do dymisji. A po ogłoszeniu wyników głosowania przez Sejm mówi na pożegnanie, że zastanawia się, „jaka będzie Polska, czyja ma być”. Zaznacza, że odchodzi ze spokojem, ponieważ wie, iż będzie mógł spokojnie patrzeć w oczy każdej spotkanej osobie.

Wkrótce zostanie posłem III i IV kadencji. W 1995 r. założy Ruch Odbudowy Polski. Będzie kandydował na prezydenta Rzeczypospolitej po pierwszym pięcioleciu Aleksandra Kwaśniewskiego, jednakże tuż przed wyborami zrezygnuje. Przy prezydencie Lechu Kaczyńskim będzie pełnił funkcję doradcy, a 3 maja 2009 r. zostanie odznaczony Orderem Orła Białego.

Polak

Nadal stara się uczestniczyć w życiu publicznym, zawsze patrzy prosto w oczy przechodniom i rozmówcom. Ale źle się zaczęło dziać w państwie polskim z powodu napięć politycznych i nadużyć, zwłaszcza gospodarczych. Polemiki między partiami zaczęły się przeradzać w agresję. I co najgorsze, niektóre formacje polityczne zaczęły ogłaszać wojnę polsko-polską. Coś straszliwego, niegodnego Polki i Polaka. Polska prowadziła wojny, nieraz bardzo ciężkie. Nie zawsze zwyciężała, ale nigdy nie prowadziła wojny ze sobą. To potworne oszczerstwo nie znajdowało zgody w umyśle i sercu byłego premiera.

A jeżeli były jakieś napięcia wewnętrzne, to nie Polski z Polską, ale Polski z liberum veto i ze wszystkimi, którzy zrywali obrady Sejmu lub w nich przeszkadzali. Polska walczyła ze zdrajcami, jak to miało miejsce w czasie rozbiorów. Ze wszystkimi, którzy chcieli handlować jej wolnością, którzy kolaborowali z wrogiem. Polska nigdy i nigdzie nie prowadziła wojny ze sobą. Z tym oszczerstwem nie godził się Jan Olszewski.

I dlatego jestem głęboko przekonany, że Zmarły już teraz modli się wespół ze św. Janem Pawłem II, z bł. ks. Jerzym Popiełuszką, upraszając Matkę Najświętszą, aby pukała do serc Polek i Polaków, iżby wyrzekli się takich postaw, a zwłaszcza praktyk. Trzeba walczyć ze złem. Ono przecież zdarza się w życiu, może mieć miejsce w naszych czasach, ale nigdy nie można nawet pomyśleć o tym, aby Polska walczyła z Polską, wszakże nie można lekceważyć, jak było wspomniane wcześniej, zdrad, chciwości, pychy i nienawiści. To nie Polska walczy z Polską. Taka choroba może dotknąć Polkę lub Polaka, ale nigdy Polski. Zresztą, pisze o tym poeta Aleksander Wat:

„A byli wśród nas tacy, co śpiewali obcym.

I wargi ich trądem poraził Sprawiedliwy.

Harfy ich strzaskane, świeczniki w proch wdeptane

I domy ich oddane w hańbę opuszczenia”. („Psalm”)

Mogą bowiem na jaw wychodzić różne nadużycia, przejawy wrogości, próby znieważania i zniewalania. Dają o sobie znać niekiedy „moce ciemności”. Ale to nie dotyczy Polski. Przed laty na grobie Agatona Gillera umieszczono napis, jakby ostrzeżenie:

„Przechodniu! Obyś w Polskę jak ten zmarły wierzył!

Idź w czyn! Dobry przykład serce twe ośmieli. (...)

A jeżeli już w Polskę zwątpiłeś bez końca,

Odejdź i cieniem swym nie zasłaniaj słońca”. (Teofil Lenartowicz)

Na tego rodzaju sytuacje wyjątkowo zdecydowanie odpowiada Henryk Sienkiewicz: „Gdy miłość Ojczyzny gaśnie, wtedy przychodzą czasy łotrów i szaleńców”. Czyż tak nie jest? Czy może być przyzwoity Polak i walczyć z Ojczyzną? Dlatego Józef Piłsudski zaleca, abyśmy poznawali nasze dzieje. Ponieważ – „Ten, kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości”.

Wszelako takie postawy wrogości nawet do własnej Ojczyzny mogą być niekiedy skutkiem zniewolenia. Piotr Kropotkin – kniaź rosyjski, a od rewolucji październikowej jeden z głównych działaczy komunistycznych, zanotował w swoim pamiętniku pod datą 11 grudnia 1920 r.: „Ileż setek lat potrzeba, aby dać ludziom świadomość tego, co mogliby zrobić, gdyby zechcieli być wolni! Ledwo to napisałem, mój szatan, który od pewnego czasu wtrąca się do każdej rozmowy, jaką sam ze sobą prowadzę, spytał ze śmiechem: «Ale czy sądzisz, że skłonni są oni zapłacić za wolność taką cenę, jaką byłoby nieczynienie krzywdy swoim bliźnim?»”. I stąd płynie mój apel, który z pewnością popiera Pan Jan: Nie wyrządzajcie krzywdy nikomu! Nie walczcie z Ojczyzną! Nie zapominajmy. To właśnie św. Jan Paweł II w poemacie „Myśląc Ojczyzna” napisał:

„Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam,

Mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica,

Która ze mnie przebiega ku innym”.

Jakie to proste i oczywiste przypomnienie. Mam nadzieję, że jeszcze pamiętamy, kim jest Adam Mickiewicz. Oto jego słowa:

„Polak, chociaż stąd między narodami słynny,

Że bardziej niźli życie kocha kraj rodzinny.

Gotów zawżdy rzucić go, puścić się w kraj świata,

W nędzy i poniewierce przeżyć długie lata,

Walcząc z ludźmi i z losem, póki mu śród burzy

Przyświeca ta nadzieja, że Ojczyźnie służy”

(„Pan Tedeusz”, księga X, „Emigracja”).

Testament

Nie znajdziemy w polskiej literaturze ani w sztuce w ogólności czy też w życiorysach Polek i Polaków godnych swojej Ojczyzny, aby gdziekolwiek dało się słyszeć o wojnie polsko-polskiej. Niestety, na dzisiaj nie można dać takiego zapewnienia. Ale na jutro – wierzę, że tak. Czas wypowiedzieć serdeczną walkę wszystkim, którzy wmawiają, że istnieje wojna polsko-polska. Wierzę głęboko, że dokładnie tego samego zdania jest wciąż jakże nam bliski Jan Olszewski. Zapiszmy sobie głęboko w pamięci i powtarzajmy każdego dnia słowa, które przypomina nam Polski Cmentarz na Monte Cassino: „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie”.

A jeżeli już podejmujemy walkę, to nie zapominajmy, co napisał nasz współczesny myśliciel – Henryk Elzenberg: „Sens walki powinien być mierzony nie jej szansami na zwycięstwo, lecz wartościami, w obronie których walka została podjęta”. Pamiętajmy o tym!

Wówczas też i my za przykładem śp. Jana będziemy mogli patrzeć prosto w oczy wszystkim, z którymi się spotykamy i będziemy się spotykali przy najróżniejszych okazjach. Bo nasze oczy będą mówiły to, co oczy żyjącego jeszcze przed kilkoma dniami Premiera Polski, który za życia podpisywał się pod wyznaniem „Orlątka” lwowskiego:

„Z prawdziwym karabinem

U pierwszych stałem czat...

O, nie płacz nad Twym synem,

Co za ojczyznę padł!...

Z krwawą na kurtce plamą

Odchodzę dumny w dal...

Tylko mi Ciebie, Mamo,

Tylko mi Polski żal...”.

(Artur Oppman, „Orlątko”)

A my tutaj, na ziemi, pełni zadumy będziemy zabiegali, aby nasze postawy stale były pełne ufności. I oby zawsze były odbiciem naszych sumień i naszych serc. Abyśmy wszystkim, z którymi się spotykamy, mogli patrzeć w oczy ze spokojem i pogodnie. A jeżeli już będzie nam doskwierać jakaś trwoga lub niepokój, wówczas będziemy przypominali słowa Obrońcy Lwowa:

„Tylko mi Ciebie, Mamo,

Tylko mi Polski żal!”.

Wierzymy, Panie Premierze, że pamiętasz o nich. Zabrałeś je ze sobą, aby powtórzyć przed Królową Polski z serdeczną prośbą o opiekę nad Polską.

My zaś dzisiaj dziękujemy Ci, Panie Premierze, za twoją wierność Polsce zakorzenioną w Chrzcie Świętym, żywiącą się wiarą świętą i silną mocą Krzyża. Tego nam potrzeba! Niech Bóg błogosławi Polsce! Amen.

+ Antoni P. Dydycz OFMCap
Biskup Senior Diecezji Drohiczyńskiej

2019-02-27 10:36

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

25. rocznica sakry biskupiej

Niedziela podlaska 25/2019, str. 1, 6

[ TEMATY ]

bp Antoni Dydycz

Al. Piotr Zdzieborski

Msza św. jubileuszowa w drohiczyńskiej katedrze

Z okazji jubileuszu sakry biskupiej bp. Antoniego Pacyfika Dydycza OFMCap 10 czerwca br. celebrowana była uroczysta Msza św. dziękczynna w drohiczyńskiej katedrze. Jubileusz wpisuje się w obchody 20. rocznicy wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II w historycznej stolicy Podlasia

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła, głównej patronki diecezji drohiczyńskiej, oraz w 20. rocznicę pobytu Jana Pawła II w Drohiczynie modlono się o potrzebne łaski dla bp. Antoniego Pacyfika Dydycza, wieloletniego pasterza diecezji drohiczyńskiej.

Biskup drohiczyński Tadeusz Pikus powitał dostojnych gości z Polski i nie tylko, wśród których znaleźli się: duchowni wyznania katolickiego oraz prawosławnego, siostry i bracia zakonni, alumni Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie, członkowie różnych bractw, stowarzyszeń i wspólnot kościelnych. Nie zabrakło przedstawicieli władz państwowych i samorządowych, rodziny Jubilata, służb mundurowych, kombatantów, leśników, myśliwych, harcerzy, Bractwa Kurkowego, rycerzy drohickich. Jubileusz biskupstwa zgromadził także przedstawicieli świata nauki, twórców kultury i sztuki. Bp Tadeusz Pikus pozdrowił również słuchaczy Radia Maryja i widzów Telewizji Trwam, która to 16 lat temu 10 czerwca 2003 r. zainaugurowała swoją działalność w Drohiczynie. Środki społecznej komunikacji reprezentowane były także przez Telewizję i Radio Białystok oraz Centrum Informacji Diecezji Drohiczyńskiej.

W homilii o. Gabriel Bartoszewski OFMCap mówił o świętości, która może być potwierdzeniem szczerości naszego entuzjazmu dla Piotra naszych czasów i jego nauki oraz odpowiedzią godną życia i świadectwa Jana Pawła II. Zakonnik podkreślił wielki dorobek kaznodziejski i dziedzictwo Jubilata.

Bp Antoni Dydycz wyraził wielką wdzięczność za lata pasterskiej posługi, wszelkie otrzymane łaski, opiekę i pomoc Matki Bożej. Podziękował wszystkim licznie zgromadzonym gościom na uroczystościach jubileuszowych. Jak zauważył Jubilat, tam gdzie zaczyna kwitnąć wiara, gdzie rozwija się miłość do ojczyzny, tam będą zawsze pojawiały się siły, które będą oponowały. Takim przykładem jest atak na osobę św. Jana Pawła II, pozornie wymierzony przeciwko Ojcu Świętemu i Kościołowi, a w rzeczywistości skierowany przeciwko człowiekowi. – Niezbędna jest troska o to, aby nie godzić się na osłabianie naszej ojczyzny, ale żeby wzmacniać ją i jednocześnie wzmacniać wiarę i zasady chrześcijańskie – podkreślił Jubilat.

Podczas uroczystości zostało odczytane błogosławieństwo papieża Franciszka i słowo nuncjusza apostolskiego w Polsce. Wyrazy szacunku i uznania dla wytrwałej i owocnej służby włożonej przez Jubilata, przekazał także prowincjał Ojców Kapucynów o. Łukasz Woźniak w imieniu Generała Zakonnego Braci Mniejszych Kapucynów. Życzenia złożyli także m.in.: abp Tadeusz Wojda – metropolita białostocki, ks. Paweł Rytel-Andrianik – rzecznik Konferencji Episkopatu Polski w imieniu przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego, ks. Jerzy Cudny – oficjał sądu biskupiego, ks. Zbigniew Rostkowski – wikariusz generalny, ks. Leszek Gardziński – dziekan węgrowski w imieniu kapłanów diecezji drohiczyńskiej oraz Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie, Tadeusz Romańczuk – senator RP w imieniu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, Marek Suski – sekretarz stanu w imieniu Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego.

Wspólna agapa w ogrodach seminaryjnych zakończyła uroczystości jubileuszowe, które można było obejrzeć w Telewizji Trwam oraz Internecie dzięki transmisji przeprowadzonej przez Centrum Informacji Diecezji Drohiczyńskiej.

Bp Antoni Pacyfik Dydycz przyjął święcenia biskupie z rąk abp. Józefa Kowalczyka, nuncjusza apostolskiego w Polsce, 10 lipca 1994 r. 24 lipca 1994 r. miał miejsce ingres do konkatedry w Sokołowie Podlaskim. Przez 20 lat bp Dydycz pasterzował w diecezji drohiczyńskiej. Jubilat nadal aktywnie prowadzi działalność na rzecz Kościoła powszechnego i ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Bp Wiesław Śmigiel odwołuje dyspensę od uczestnictwa we Mszach św.

2020-05-29 14:50

[ TEMATY ]

Msza św.

dyspensa

Bp Wiesław Śmigiel

diecezja toruńska

Ewa Melerska

W związku ze zmianą obostrzeń dotyczących limitu wiernych w kościele biskup toruński odwołuje dyspensę od uczestnictwa w niedzielnej Mszy św.

Bp Wiesław Śmigiel wyraził wdzięczność wobec duchownych, osób konsekrowanych i wiernych świeckich za odpowiedzialną i pełną wiary postawę w czasie epidemii. - Jestem wdzięczny wszystkim, którzy odważnie i roztropnie pomagali innym. Wyrażam wdzięczność wobec służb medycznych, sanitarnych, wolontariuszy i osób zaangażowanych w ochronę życia i zdrowia. Obejmuję modlitwą chorych, a miłosierdziu Bożemu polecam zmarłych – pisze bp Śmigiel.

Odwołując z dniem 6 czerwca dyspensę od uczestnictwa w niedzielnej Mszy św. bp Śmigiel przypomniał, że w dalszym ciągu osoby chore nie popełniają grzechu ciężkiego pozostając w domach.

- Zachęcam wszystkich wiernych do korzystania z posługi duszpasterskiej w parafiach, szczególnie z sakramentu pokuty i pojednania oraz Eucharystii – podkreślił bp Wiesław. Zachęcił także wiernych do gorliwej modlitwy o nowe i święte powołania kapłańskie i zakonne.

Poniżej słowo biskupa toruńskiego skierowane do diecezjan

Drodzy Diecezjanie!

Duchownym, osobom konsekrowanym oraz wiernym świeckim bardzo dziękuję za odpowiedzialną i pełną wiary postawę w czasie epidemii. Był to trudny czas dla nas wszystkich, również w wymiarze duszpasterskim. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy odważnie i roztropnie pomagali innym. Wyrażam wdzięczność wobec służb medycznych, sanitarnych, wolontariuszy i osób zaangażowanych w ochronę życia i zdrowia. Obejmuję modlitwą chorych, a miłosierdziu Bożemu polecam zmarłych.

Sytuacja epidemiczna w naszym kraju pozwoliła na zniesienie przez władze świeckie limitu uczestników zgromadzeń religijnych w miejscach kultu. Pozwala to na udział w liturgii wszystkim wiernym, którzy przynależą do żywej wspólnoty Kościoła. Dlatego z dniem 6 czerwca br. odwołuję dyspensę od uczestnictwa w niedzielnych Mszach świętych i serdecznie zapraszam do wspólnej modlitwy! Jednocześnie proszę o ostrożność, odpowiedzialność i rozwagę! Przypominam, że osoby chore oraz wszyscy, którzy zauważą u siebie objawy infekcji (np. kaszel, podwyższona temperatura, itp.) są zwolnione z obowiązku uczestnictwa we Mszy świętej. Przypominam równocześnie o konieczności zachowania w kościołach dystansu i obowiązku zakrywania ust i nosa.

Dziękuję Bogu, że prowadzi nas przez trudny czas epidemii! Zachęcam wszystkich wiernych do korzystania z posługi duszpasterskiej w parafiach, szczególnie z sakramentu pokuty i pojednania oraz Eucharystii. Bardzo proszę o modlitwę w intencji nowych i świętych powołań do kapłaństwa i życia konsekrowanego.

bp Wiesław Śmigiel

Biskup Toruński

CZYTAJ DALEJ

Kraków: duchackie memory – gra o historii zakonu sióstr kanoniczek

2020-05-30 10:56

[ TEMATY ]

Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego

Siostry Kanoniczki Ducha Świętego

Z archiwum Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego

Duchackie memory to gra, która powstała dla upamiętnienia trwającego jubileuszowego roku 800-lecia obecności Sióstr Kanoniczek w Polsce. - Gra jest adresowana do każdego, komu bliska jest nasza duchowość i charyzmat, i do tych, którzy chcą poznać Zakon Ducha Świętego – mówi s. Pia Kaczmarczyk.

Duchackie memory przygotowały siostry: s. Irena Drozd, s. Antonina Wojdyła i s. Boguchwała Perlak. Gra zawiera 25 par ilustracji wykonanych przez s. Christellę Urbańską i przedstawiających najważniejsze dla Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego obrazy, symbole i postacie. Gracze poprzez zabawę zostają wprowadzeni w świat duchowości i charyzmatu sióstr.

- Na przykład jest ilustracja przedstawiająca Zesłanie Ducha Świętego i pod nią podpis: „Zesłanie Ducha Świętego – Patronalne Święto Zakonu”, albo ilustracja przedstawiając Afrykę z podpisem: „Burundi – Od 1981 roku kraj pracy misyjnej Duchaczek” – opowiada s. Pia Kaczmarczyk.

W duchackim memory zasady są takie same, jak w innych grach tego typu.

Karty należy obrócić obrazkami do dołu, jedną obok drugiej. Gracze kolejno odkrywają pary kart. Jeśli gracz znajdzie identyczne karty, to odkłada je do swojej talii. Jeśli karty różnią się od siebie, gracz traci kolejkę i odkłada karty na miejsce, obrazkiem do dołu. Pora na następną osobę. Gra trwa do momentu, gdy zostaną zebrane wszystkie pary. Wygrywa ten, kto zbierze najwięcej par.

Każdy zainteresowany grą może skontaktować się z siostrami przez formularz na stronie www.kanoniczki.pl

Zakon Ducha Świętego założył w XII wieku we Francji bł. Gwidon z Montpelier. Około roku 1175 sprzedał on cały majątek otrzymany od rodziców i wybudował szpital w rodzinnym mieście. Z czasem duchacy i duchaczki pojawili się również w innych krajach, służąc chorym, ubogim i dzieciom. Do Polski dotarli w 1220 roku i osiedlili się na terenie Prądnika, zakładając tam szpital.

W 1244 r. zakonnicy otrzymali kościół św. Krzyża w Krakowie, przy którym powstał kompleks klasztorno-szpitalny i otworzono pierwsze „okno życia”. Bracia i siostry składali dodatkowy, czwarty ślub miłosierdzia świadczonego bliźnim w potrzebie, przyjmowania ubogich i chorych, opieki nad porzuconymi dziećmi. Zgodnie z regułą zakonu duchacy i duchaczki szukali chorych i sierot na ulicach miast. Na początku XIX wieku siostry zamieszkały w klasztorze przy ul. Szpitalnej.

Zgromadzenie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia jest żeńską gałęzią Zakonu Ducha Świętego i liczy obecnie 220 sióstr, które posługują w 17 klasztorach w Polsce oraz w Afryce, we Włoszech i na Ukrainie. Prowadzą m.in. placówki opiekuńczo-wychowawcze, zawodowe rodziny zastępcze, domy samotnej matki, domy opieki i przedszkola. Posługują w szpitalach, hospicjum, chorym w domach prywatnych oraz dzieciom i młodzieży poprzez katechezę.

Natomiast na misjach w Afryce siostry prowadzą centra medyczne z oddziałami szpitalnymi, przychodniami, ambulatoriami i porodówkami, opiekują się sierotami, ubogimi, organizują dożywianie dzieci, katechizują i prowadzą edukację zawodową w zakresie krawiectwa i stolarstwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję