Reklama

Kościół

Przyjazny Dom – CasAmica

Niedziela Ogólnopolska 7/2019, str. 12-14

[ TEMATY ]

miłosierdzie

Archiwum CasAmica

Przez cały Rok Święty Miłosierdzia, który trwał od 8 grudnia 2015 do 20 listopada 2016 r., papież Franciszek podkreślał znaczenie życia miłosierdziem nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w praktyce. Chrystus chce, byśmy praktykowali 14 uczynków miłosierdzia: 7 względem ciała i 7 względem duszy. Aby skonkretyzować praktykę miłosierdzia, Franciszek zainicjował tzw. piątki miłosierdzia, serię niezapowiedzianych wizyt w miejscach cierpienia. Papież kontynuował tę tradycję również po zakończeniu roku jubileuszowego. 7 grudnia 2018 r., w ramach „piątku miłosierdzia”, Franciszek postanowił odwiedzić dwa ośrodki społeczne na południowych obrzeżach Rzymu, w tym CasAmica – Przyjazny Dom w dzielnicy Trigoria, w pobliżu Uniwersytetu Campus Bio-Medico.

Organizacja non-profit CasAmica, założona w 1986 r., służy ludziom w trudnej sytuacji ekonomicznej – chorym i ich rodzinom, tym, którzy poddają się specjalistycznym badaniom i terapiom z dala od miejsca zamieszkania i przez długie okresy. W Mediolanie organizacja prowadzi z pomocą 90 wolontariuszy 4 schroniska (3 dla dorosłych i 1 dla dzieci), gdzie ma do dyspozycji ok. 100 łóżek. Od sierpnia 2016 r. działa również dom w Lecco.

W czasie wizyty w CasAmica Ojcu Świętemu towarzyszył jak zwykle w takich sytuacjach abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji. Gości przyjęła założycielka i prezes CasAmica – Lucia Cagnacci Vedani, która pełniła również funkcję przewodnika.

Reklama

Po przybyciu Franciszka niektórzy dorośli byli we wspólnej kuchni, a dzieci przebywały w pokoju zabaw. Papież najpierw spotkał się z dziećmi, z którymi bawił się i żartował, a następnie udał się do rodziców, którzy przyjęli go z wielką radością. Franciszek wysłuchał uważnie ich zwierzeń – w większości są to ludzie cierpiący z powodu chorób onkologicznych lub hematologicznych. Dla pacjentów wizyta Papieża była wielkim darem, a dla Lucii Cagnacci Vedani, dobroczyńców i wolontariuszy CasAmica był to znak wdzięczności za ich altruistyczną pracę, za ich dzieła miłosierdzia.

Spotkałem się z panią Lucią, która opowiedziała o swojej trwającej już ponad 30 lat działalności na rzecz ludzi w potrzebie.

W. R.

Włodzimierz Rędzioch: – Jak to się stało, że w połowie lat 80. ubiegłego wieku Pani jako młoda matka czwórki dzieci zdecydowała się założyć dzieło charytatywne, które przybrało nazwę CasAmica?

Lucia Cagnacci Vedani: – Wszystko zaczęło się w latach 80. minionego wieku, kiedy miałam małe dzieci. Każdego ranka, gdy wychodziłam z domu, aby zaprowadzić je do szkoły, spotykałam ludzi, którzy spali na ławkach w pobliżu Narodowego Instytutu Raka. Byli to pacjenci, którzy w dzień byli leczeni w instytucie, a w nocy, z braku środków, byli zmuszeni do spania na ławkach, na placach zabaw lub w jakimś starym, opuszczonym samochodzie. Przyjeżdżali do Mediolanu z różnych części Włoch. Z czasem zrozumiałam, że ci chorzy i zdezorientowani ludzie potrzebowali, obok dachu nad głową, pomocy moralnej i psychologicznej. Spotkania z tymi potrzebującymi pomogły mi zrozumieć, że moją misją mogłoby być goszczenie chorych w trudnej sytuacji, przebywających daleko poza domem, i dawanie im rodzinnego ciepła. I tak w 1986 r. udało mi się zorganizować w Mediolanie pierwszy dom dla chorych – CasAmica.

– Nie każdy poświęca własne środki i czas w służbie innym...

– Zawsze zwracałam uwagę na potrzeby drugiego: tak było w rodzinie, tak jest także w domach, które założyłam. Do swojej działalności wciągnęłam już na samym początku całą rodzinę, która ją podzielała i wspierała przez Fundację „Casa dell’Accoglienza”. Moja działalność była przez lata wspierana nie tylko przez fundację, ale także przez przyjaciół i firmy, które przyczyniły się do rozwoju tego ważnego dzieła i zarządzania nim. Jednak nasze domy nie mogą działać bez wsparcia wolontariuszy i pracowników, których dziś jest ok. 120. To dzięki ich poświęceniu stworzyliśmy chorym komfortowe i przyjazne otoczenie.

– Czy to prawda, że Pani mąż odradzał zakładanie CasAmica również w Rzymie?

– Dom w Rzymie powstał dzięki zabiegom Joaquína Navarro-Vallsa, jednego z najbliższych współpracowników Jana Pawła II, w latach 1984 – 2005 dyrektora Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Po przejściu na watykańską emeryturę podjął on pracę na prowadzonym przez Opus Dei rzymskim Uniwersytecie Campus Bio-Medico i od 2007 r. pełnił funkcję przewodniczącego Rady Doradczej tej uczelni. Pewnego dnia odwiedził on nasz dom w Mediolanie. Był pełen entuzjazmu, widząc kolorowy wystrój wnętrz i pogodną atmosferę, w której żyli nasi mali goście, oraz wolontariuszy robiących wszystko, by wspierać rodziny tak bardzo doświadczone chorobą dzieci. Na koniec pobytu u nas Navarro powiedział: – W waszym domu widzi się żywą wiarę, pomoc oferowaną drugiemu, dzielenie się, zrozumienie, prawdziwą miłość. Dlatego zapytał nas już wkrótce, czy możemy założyć „Przyjazny Dom” – CasAmica w Rzymie. Mój mąż był temu przeciwny i robił wszystko, aby odwieść mnie od urzeczywistnienia tego pomysłu – Rzym jest daleko od Mediolanu, co zmusiłoby mnie do pozostawania z dala od domu przez długi czas. Lecz Navarro się upierał, powiedział: – Może uda ci się znaleźć kogoś, kto by zbudował dom, ale potrzebne jest twoje doświadczenie, aby ten dom mógł działać tak jak inne domy prowadzone przez ciebie. Dlatego powinnaś zatrzymać się w Rzymie, aby przygotować grupę wolontariuszy, którzy byliby sercem i duszą nowego CasAmica – dom nie powinien stać się zwykłym pensjonatem. Ja też byłam coraz bardziej przekonana do realizacji projektu CasAmica, dlatego skorzystałam z faktu, że w tamtym roku obchodziliśmy 45. rocznicę ślubu, i poprosiłam mojego męża o „prezent” w postaci budynku, który znalazłam w Rzymie. Budynek był w bardzo złym stanie i wymagał gruntownych prac remontowych, ale otoczony był rozległym parkiem, a przede wszystkim znajdował się w sąsiedztwie kliniki uniwersyteckiej Campus Bio-Medico – było to więc idealne miejsce na to, aby dać gościnę chorym leczonym w tym szpitalu oraz ich rodzinom.

– Jak się żyje w Waszych domach CasAmica?

– Pozwoli Pan, że zacytuję wpis do księgi pamiątkowej jednego z naszych gości: „Życie zaczyna się wcześnie rano, wśród brzęku filiżanek i zapachu kawy. Prowadzimy rozmowy i dzielimy się uwagami z nowo przybyłymi gośćmi. Następnie każdy udaje się do szpitala, gdzie jest leczony. Większość z nas wraca do domu późno – jesteśmy zmęczeni, przepełnieni nadzieją, a czasem rozczarowani. Ale wieczorem, niczym wielka rodzina, pomimo napięcia po całym dniu, przygotowujemy wspólną kolację – słychać odgłosy garnków i zapachy gotowanych potraw. Opowiadamy sobie to, co zdarzyło się w czasie dnia, rodzą się nowe przyjaźnie wśród ludzi z różnych regionów i w różnym wieku”.

– Pani, jako wolontariuszka towarzysząca chorym, na pewno mogłaby opowiedzieć wiele historii ludzi, którzy byli goszczeni w CasAmica w czasie leczenia...

– Za każdym chorym kryje się historia jego i jego rodziny. Chciałabym opowiedzieć o neapolitańskim lekarzu, Nicoli, który był z nami przez 2 lata, a którego bardzo polubiłam. Na kilka miesięcy przed przyjazdem do nas amputowano mu nogę, ale rak zaatakował płuca; miał tylko 40 lat. Żeby z kimś porozmawiać, zdejmował maskę tlenową. Jego jasne oczy wyrażały wielkie pragnienie życia i chęć walki, by pokonać chorobę. Byłyśmy bardzo bliskimi przyjaciółkami z jego żoną Anną, słodką dziewczyną o zielonych oczach, zawsze pełnych łez. Mieli dwoje dzieci i Nicola walczył dla nich.
Pewnego razu przyniosłam mu kwiaty z mojego ogrodu, które napełniły zapachem cały pokój. Opowiadałam mu o azalii i rododendronach, które kwitły w cieniu majestatycznych sosen, o glicynii, która wspiąwszy się na bardzo wysoką jodłę, przekształciła się w kaskadę pachnących liliowych kwiatów. Nicola zapytał mnie: – Czy masz czereśnie? – Tak, teraz są czerwone od owoców – odpowiedziałam. – Gdybym mógł znów zerwać czereśnie z drzewa, żyłbym wiosną, żyłbym marzeniem. Anna i ja spojrzałyśmy na siebie: dlaczego nie? Lekarze się zgodzili. Anna podpisała oświadczenie. W niedzielę z pomocą mojego męża i Anny zabraliśmy Nicolę do mojego ogrodu. Pchaliśmy wózek inwalidzki pod wielkie drzewa czereśni pełne owoców. Wydawało się, że Nicola zapomniał o wszystkim, spełniło się jego marzenie. Naginaliśmy gałęzie, a jego ręce szukały owoców wśród liści. Wystarczyło tak niewiele, by sprawić mu radość. Byliśmy wzruszeni. Następnie poprosił nas, abyśmy złamali trochę gałęzi i włożyli je na wózek inwalidzki, w jego ramiona. I chciał ich coraz więcej i więcej. Później powiedział: – Teraz chodźmy do szpitala, aby i chłopcy z innych pokoi mogli zjeść czereśnie zrywane z gałęzi! W szpitalu Nicola jeździł między łóżkami i rozdawał gałęzie – dla wszystkich była to wielka niespodzianka. Na jego twarzy pojawił się uśmiech osoby, którą cieszy, gdy daje chociaż odrobinę szczęścia.

– Czego można się nauczyć od osób, które gościły i goszczą w Waszych domach?

– Ich bezinteresowności i zaufania, z którymi oddawali siebie w ręce Boga. Pozwoli Pan, że opowiem inną historię. Było to wiosną, chociaż jej jeszcze nie było widać. W tych dniach ciągłego deszczu, gdy tylko się przejaśniło, wyglądaliśmy przez okno, jakbyśmy oczekiwali bliskiej osoby. Byłam z kilkoma wolontariuszkami w salonie CasAmica, aby świętować srebrne gody Antonia, który od wielu miesięcy był naszym gościem. 25 czerwonych róż, na środku stołu tort z imionami jubilatów i datą ślubu. Szepty wolontariuszek przerywały ciężką ciszę pokoju. Wszyscy udawali, że nie widzą wypełnionych łzami oczu Anny, żony Antonia. Ona nie była wzruszona – to były zdumienie, niedowierzanie, ból. Antonio został wypisany ze szpitala w stanie beznadziejnym. Miał 52 lata, był zrównoważonym, mocnym i miłym mężczyzną. Zauważył nasze sztuczne podniecenie i puste słowa i, z lekkim uśmiechem na ustach i iskrą w oczach, przerwał nam, mówiąc: – Wy, aby zobaczyć wiosnę, musicie wyglądać przez okno. Ja wiosnę mam zawsze w sercu... „gra” mi w środku. Pan dał mi wszystko: miłość, Annę, dwóch synów, którzy skończyli szkołę i pracują, szczęśliwe małżeństwo... już minęło 25 lat. Czego mogę chcieć więcej? Jestem gotowy! Jego słowa jak jaskółki krążyły po pokoju. Wszyscy zamilkli, ale już nie baliśmy się ciszy ani łez, które spływały po twarzach – Antonio dał nam swoją wiosnę!

– Podczas wizyty w CasAmica w Rzymie Franciszek zapytał, dlaczego Pani robi to wszystko, dlaczego poświęca środki finansowe rodziny i własne życie, aby pomóc chorym i ich rodzinom... Jak Pani odpowiedziała na to pytanie?

– Miałam głębokie pragnienie, aby komuś pomóc, aby w ten sposób podziękować Bogu za wszystkie możliwości, które dał mi w życiu, za szczęście, jakim są czwórka moich dzieci i bardzo dobry mąż. Przeżywałam chwile wielkiej radości i głębokiej wdzięczności. Ale to nie było w porządku mieć tylko dla siebie tyle łaski – szczęście jest większe, gdy się nim dzielimy. Zastanawiałam się, czy słuszne jest zachować wszystko dla siebie i nie dać innym tej miłości i radości, które odczuwałam. Kiedy otwierasz serce na innych i na świat bólu, im bardziej kroczysz tą drogą, tym większy horyzont otwiera się przed tobą, a potem nie możesz już zawrócić, ponieważ zdajesz sobie sprawę, że nawet tylko twoja obecność może być pomocą dla innych...

2019-02-13 07:43

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Watykan: na całym świecie będzie obchodzone wspomnienie św. Faustyny Kowalskiej

[ TEMATY ]

miłosierdzie

Faustyna

św. Faustyna

s. Faustyna

youtube.com/faustyna

Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wydała z upoważnienia Ojca Świętego dekret o wpisaniu wspomnienia dowolnego św. Faustyny Kowalskiej do Ogólnego Kalendarza Rzymskiego.

W dokumencie przypomniano drogę życiową św. Faustyny, kanonizowanej w Rzymie w roku 2000 przez św. Jana Pawła II. Podkreślono, że głoszone przez nią orędzie Bożego Miłosierdzia szybko rozpowszechniło się na całym świecie. „ Z tego powodu papież Franciszek, przyjmując petycje i prośby pasterzy, zakonnic i zakonników, a także stowarzyszeń wiernych, biorąc pod uwagę wpływ duchowości św. Faustyny w różnych częściach świata, nakazał, aby imię św. Marii Faustyny (Heleny) Kowalskiej, dziewicy, zostało wpisane do Ogólnego Kalendarza Rzymskiego, a jej wspomnienie dowolne wszyscy obchodzili 5 października. Niech to nowe wspomnienie zostanie wpisane do wszystkich Kalendarzy oraz Ksiąg Liturgicznych do odprawiania Mszy św. i Liturgii Godzin, przyjmując załączone do tego dekretu teksty liturgiczne, które mają być przetłumaczone, zatwierdzone a po zatwierdzeniu przez tę dykasterię opublikowane przez konferencje episkopatów” – czytamy w dekrecie noszącym datę 18 maja 2020 roku – setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II. Dokument podpisali prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, kard. Robert Sarah oraz sekretarz, abp Arthur Roche.

Teksty te są już zatwierdzone i od kilku lat obowiązują w Kościele w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: dotarła warszawska pielgrzymka piesza - kard. Nycz: zrobiliśmy pewne możliwe minimum

2020-08-14 16:43

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Pielgrzymki 2020

Pielgrzymka 2020

Sztajner/Niedziela

- Zachowaliście ciągłość pielgrzymki. Ta pielgrzymka tym się chlubiła, że mimo najgorszych sytuacji jakie bywały w historii, nigdy nie została przerwana. I także w tym trudnym czasie dla Polski i świata, pielgrzymka odbyła się, dziękuję wam za to - powiedział dziś na Jasnej Górze kard. Kazimierz Nycz, witając 309. Warszawską Pielgrzymkę Pieszą. Z konieczności respektowania rygorów sanitarnych przyszło w niej tylko 61 osób.

- Zrobiliśmy pewne możliwe minimum, żeby nikogo nie narazić, żeby nie daj Boże ktoś powiedział, że zaraził się na pielgrzymce – mówił metropolita warszawski. Prosił, by do tego minimum się nie przyzwyczajać. - Mamy nadzieję i pewność wiary, że w przyszłym roku Pan Bóg nam pozwoli wrócić do pełnego, normalnego pielgrzymowania, oby się tak stało, bo to jest potrzebne nie tylko dla pielgrzymki, ale dla duchowego życia ludzi - mówił ze szczytu kard. Nycz.

Prowadzona przez paulinów warszawska pielgrzymka przez dziewięć dni drogi fizycznej, ale przede wszystkim duchowej, rozważała słowa Prymasa Wyszyńskiego „Ten zwycięża kto miłuje”.

- Bóg chciał powiedzieć to Polakom, wówczas w 1966 r. i Pan chce to dzisiaj poprzez przypomnienie, uaktualnienie nawet, nie tyle samej postaci Prymasa, ile jego słów, słów zresztą zakorzenionych w Ewangelii, też nam powiedzieć - zauważył o. Krzysztof Wendlik, nowy kierownik pielgrzymki. Przypomniał, że „chodzi o miłość, która ukonstytuowała się i została nam dana w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym”.

W warszawskiej pielgrzymce uczestniczyli tym razem tylko przewodnicy niektórych grup i przedstawiciele różnych służb, którzy w specjalnym plecaku nieśli wszystkie przekazane im intencje a nawet więcej.

- Zupełnie inne odczucie, brak pielgrzymów, ale jesteśmy wdzięczni Panu Bogu i Matce Najświętszej, że mogliśmy iść - mówił ze łzami w oczach brat Szczepan, który od lat prowadzi czołówkę pielgrzymki.

O. Michał Gawryluk, przedstawiciel „15” niebieskiej dodał, że to i dla kapłanów była inna pielgrzymka. - Mogliśmy poczuć się jak pielgrzymi, poprzez słuchanie konferencji, miałem okazję nieść tubę, znak pielgrzymkowy - zauważył paulin.

S. Michalina podkreślała, że w drodze trwała wielka modlitwa za wszystkich.

- Każdy kto nas mijał, kogo spotykaliśmy na drodze, nawet nie musiał prosić o modlitwę, po prostu tych ludzi nieśliśmy tutaj - powiedziała elżbietanka

Tradycyjnie ostatnie kilometry pielgrzymki warszawskiej Alejami NMP przemierzyli generał Zakonu Paulinów i przeor Jasnej Góry.

- To jest piękny moment, kiedy można od kościoła św. Zygmunta iść razem z pątnikami, czuć tę atmosferę wielkiej radości, gorliwej modlitwy i wdzięczności za to, że choć warunki mamy trudne, ale mogliśmy pielgrzymować - mówił o. Samuel Pacholski, przeor.

Także o wdzięczności Bogu mówił o. Arnold Chrapkowski, przełożony generalny Zakonu Paulinów. - Trzeba dziękować Bogu, że pozwolił nam dochować tradycji i po raz 309. Warszawa mogła przyjść na Jasną Górę. Łączy się z nami ogromna rzesza duchowych pielgrzymów, którzy są z nami we wspólnocie wiary i za nich także pragniemy Bogu dziękować - powiedział o. Generał.

Grupy duchowych pielgrzymów zostały zorganizowane m.in. przy paulińskim kościele św. Ducha w Warszawie, gdzie trwały rekolekcje „Jak rozkochać się we Mszy św.” i przy Radiu Jasna Góra, które cały czas towarzyszyło pątnikom zmierzającym na Jasną Górę.

Intencją Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej było przebłaganie za grzechy m.in.: pychy, podziału, nieposzanowania życia najsłabszych, zniewagi, jakich doznała Maryja w ostatnim czasie w naszej Ojczyźnie, w ufności, że Miłosierdzie Boże objawia się wszędzie tam, gdzie serce jest skruszone.

***

Warszawska Pielgrzymka Piesza nazywana także paulińską, początkami sięga XVIII w. i jest najstarszą wyruszającą ze stolicy. W 1711 r. Bractwo Pana Jezusa Pięciorańskiego przy paulińskim kościele św. Ducha w Warszawie poprowadziło pielgrzymkę na Jasną Górę w imieniu miasta prosząc o ocalenie przed szalejącą epidemią. Do dziś w częstochowskim Sanktuarium przechowywana jest srebrna tablica - wotum mieszkańców Warszawy, złożone z prośbą o oddalenie zarazy.

Bractwo organizowało i odbywało pielgrzymki aż do połowy XX wieku, nawet w czasach zaborów. W 1792 r. wojska zaborcze na odcinku trasy z Woli Mokrzeskiej do Krasic wymordowali wszystkich uczestników pielgrzymki. Pątnicy do dziś w trakcie wędrówki zatrzymują się przy ich zbiorowej mogile.

Do niedawna panowało przekonanie, że lata okupacji niemieckiej stanowiły przerwę w tradycji pielgrzymkowej sięgającej 1711 r. Wydawało się wprost niepodobieństwem, aby w latach narodowej nocy zdołano utrzymać ciąg pątniczej tradycji.

Okazało się jednak, że było inaczej. Nawet Powstanie Warszawskie nie przerwało tradycji pielgrzymowania. We wszystkich wypowiedziach i przekazach dotyczących tamtego okresu można zaobserwować pewną prawidłowość. Uczestnicy tych pielgrzymek posiadali głęboką świadomość kontynuowania istniejącej od dawna tradycji, poczuwali się do obowiązku podtrzymywania jej mimo niebezpieczeństw, jakie istniały w tamtych czasach. W pisemnym oświadczeniu p. Irena J. zdążająca na Jasną Górę w 1944 r. stwierdza: Szłam tą samą trasą i od ludzi po drodze dowiadywałam się, że pielgrzymka idzie do Częstochowy, lecz w małych grupkach, po kilka osób. Świadectwo to zasługuje na szczególne podkreślenie, gdyż kobieta ta do 1974 r. uczestniczyła w pielgrzymce 50 razy. Nadto jako młoda wtedy osoba zapewniała, że podczas Powstania Warszawskiego nie przerwano pątniczych tradycji. Cennym świadectwem są także wypowiedzi Stanisława Żaboklickiego, który przejął kierownictwo pielgrzymki od 1940 r., a od 1930 r. aż do ostatnich lat brał w tych pielgrzymkach udział. Szedł on także w latach 1940,1941,1942,1943. Według jego relacji podczas okupacji pielgrzymka zawsze wychodziła z kościoła paulińskiego Świętego Ducha i każdorazowo liczyła ok. 60-80 osób.

W 1963 r. władze nie zgodziły się na wyruszenie warszawskich grup, motywując swoją decyzję epidemią ospy, na niektórych obszarach Polski. Mimo to do Częstochowy wyruszyła ,,nielegalna pielgrzymka", którą na Jasnej Górze przywitał Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński.

W czasach komunistycznych pielgrzymka była okazją do manifestacji wiary, przywiązania do Kościoła i narodowych tradycji związanych z Jasną Górą, wyrażała miłość do Kościoła i Ojczyzny. Np. w 1982 r. w proteście wobec trwającego stanu wojennego, uczestnicy pielgrzymki wkraczali na ulice Częstochowy w milczeniu (niektóre grupy odmawiały różaniec). Po zniesieniu stanu wojennego, miesiąc po wizycie papieskiej, na Jasną Górę przybyła rekordowa liczba, 53 tys. pątników, z czego połowę stanowiła młodzież.

CZYTAJ DALEJ

W Krakowie w wieku 79 lat zmarła w piątek piosenka Ewa Demarczyk - poinformował PAP w sobotę dyrektor Piwnicy pod Baranami Bogdan Micek.

2020-08-15 13:02

[ TEMATY ]

śmierć

piosenkarz

wikipedia

W Krakowie w wieku 79 lat zmarła w piątek piosenka Ewa Demarczyk .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję