Reklama

Męczennik z Auschwitz

Franciszek Włodzimierz hrabia Szembek urodził się 22 kwietnia 1883 r. w miejscowości Poręba Żegoty pod Krakowem. Jego rodzicami byli Zygmunt Szembek i Klementyna z hr. Dzieduszyckich – obydwoje należeli do rodzin z tradycją szlachecką

Niedziela Ogólnopolska 4/2019, str. 26-27

Twitter

Męczennik z Auschwitz ks. Włodzimierz hrabia Szembek (1883 – 1942). Obraz współczesny malarki: Aśka Mendys-Gatti (Mediolan – Włochy)

Ród Szembeków zaznaczył się w historii Kościoła stosunkowo dużą liczbą powołań kapłańskich, które z reguły prowadziły na trony biskupie. Już za panowania Sasów i Augusta kilku Szembeków zasiadało na stolicach biskupich, a dwóch z nich na stolicy prymasowskiej. Stryj Włodzimierza – hr. Jerzy Szembek na przełomie stuleci, w dobie pierwszej rewolucji rosyjskiej, zasiadał na starodawnej stolicy biskupiej w Płocku, a z czasem został biskupem mohylewsko-petersburskim, a więc głową Kościoła katolickiego w carskiej Rosji. Na stanowisku tym odznaczał się niezłomnością charakteru i nieugiętą odwagą w stosunku do zaborczego rządu.

Na przełomie dwóch stuleci kształcił się Włodzimierz we wzorowo prowadzonym Gimnazjum nr III im. Jana III Sobieskiego w Krakowie. Po zdaniu egzaminu dojrzałości w 1901 r. zapisał się na powstałe wówczas Studium Rolnicze. Studia zakończył uzyskaniem tytułu inżyniera rolnictwa. W czasie ich trwania z pasją oddawał się m.in. nauce języków obcych, dzięki czemu opanował: niemiecki, francuski, angielski, rosyjski, czeski, włoski, języki klasyczne, a nawet jidysz. Kiedy ukończył studia, powierzono mu administrację dóbr rodzinnych matki. Dziedzictwo było rozległe – ok. 3 tys. ha (połowa to uprawy, a druga połowa – lasy). Lasy rozłożone były wokół majątków: Węgierki, Próchnik – dziś Pruchnik – i Kramarzówka, w okolicach Jarosławia. Włodzimierz, administrując tak olbrzymim majątkiem i zarządzając dużymi grupami ludzi, zyskał sobie ogromną i powszechną sympatię oraz szczerą wdzięczność z powodu swej dobroci, gotowości niesienia pomocy i faktycznie świadczonego chrześcijańskiego miłosierdzia.

Ponad 20 lat upłynęło Włodzimierzowi hr. Szembekowi na zajmowaniu się dobrami rodowymi. Mieszkał w tym czasie w swym dworku 2 km od Pruchnika, miasta, które było co prawda stare, ale poza urzędami, kościołem i cerkwią nie miało zbyt wielu atrakcji godnych uwagi przybysza. Niczym szczególnym nie wyróżniał się też dworek Szembeka, stojący nad stawkiem zarośniętym szuwarami.

Reklama

Zamiar wstąpienia do zakonu zrealizował Włodzimierz hr. Szembek w 1927 r., kiedy to udał się do domu macierzystego Księży Salezjanów w Oświęcimiu. Wybrał zgromadzenie, w którym skończył swoje młode życie książę August Czartoryski.

Włodzimierz hr. Szembek w chwili wstąpienia do zgromadzenia miał 42 lata. Przechodził wszystkie etapy, które przewiduje formacja salezjańska. Począwszy od aspirantury i nowicjatu, przez 15 lat budował wszystkich w zgromadzeniu swoją pokorą, wyrzeczeniem, posłuszeństwem, ubóstwem i pełnym otwarciem na działanie łaski Bożej. Ci, którzy go znali w tych czasach, mówią, że nigdy ani słowem nie wspominał o swoim wykształceniu czy pochodzeniu – jeden jedyny raz posłużył się tytułem hrabiowskim, kiedy podpisywał zrzeczenie się swych dóbr. Nigdy nie uchylał się od żadnej pracy oraz żadnej, nawet najbardziej przykrej, posługi. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1934 r.

Urzędową opinię wystawił Włodzimierzowi hr. Szembekowi ks. Wawrzyniec Motyl, proboszcz pruchnicki, kiedy Szembek zdecydował się wstąpić do zgromadzenia. Oto jej zapis:

Reklama

„Franciszek Włodzimierz dwojga imion Szembek od 20 lat przebywał w tutejszej parafii w gminie Węgierka, jako pełnomocnik swej matki i administrator dóbr Węgierka z przyległymi wioskami. Przez cały ten czas był dla ludzi bardzo hojnym, a dla siebie surowym. Nikt od niego nie odszedł bez wsparcia, a sam prowadził życie więcej jak skromne. W czasie wojny, kiedy żywność szła przede wszystkim dla wojska, a ludność głodem przymierała, żywił się tylko czarnym chlebem i jarzynami, aby nie wyróżniać się od biedaków.

Natomiast zgromadzenia zakonne, przytułki dla sierot, a także zakłady wychowawcze wspierał tak żywnością, jak i groszem. Toteż kwestarze zakonni i świeccy spieszyli doń pewni hojnego wsparcia i życzliwego przyjęcia.

(...) Wyglądał bowiem na człowieka bez namiętności, ale budował wszystkich cierpliwością i uprzejmością, a nade wszystko życiem religijnym. Toteż otoczono go szacunkiem, a nawet za świętego poczytywano”.

Ks. Włodzimierz hr. Szembek jako sekretarz księdza inspektora Tomasza Kopy położył wielkie zasługi w uregulowaniu stanu hipotecznego salezjańskich domów zakonnych. W ciężkich latach okupacji pełnił nadal swoje kapłańskie i zakonne obowiązki. Nie podzielał ogólnych nastrojów i złudzeń, nie interesował się żadnymi plotkami, spekulacjami politycznymi, wystrzegał się poza tym wszystkiego, co mogłoby stać się powodem zwrócenia uwagi wroga – Niemców.

Dzień 9 lipca 1942 r. rozpoczął dość szybki pochód ks. Włodzimierza hr. Szembeka do śmierci. Przebieg wypadków znamy z relacji ks. Bronisława Szamańskiego, jednego ze współbraci i naocznego świadka:

„Spokojny tryb małej wspólnoty skawińskiej zakłóciło wtargnięcie ludzi ze swastyką i trupią czaszką. Dnia 9 lipca 1942 r., po aresztowaniach na terenie Skawy, gestapowcy postanowili odwiedzić również nasz dom. Był wczesny ranek, wszyscy jeszcze pogrążeni we śnie, gdy dało się słyszeć hałaśliwe dobijanie się do drzwi wejściowych. Wyszedł z pokoju koadiutor Wojciech Repak, który na natarczywe naleganie w języku niemieckim otworzył drzwi. Czterech gestapowców z ogromnym wilczurem wchodziło bez pukania do poszczególnych mieszkań i przeprowadzało rewizję. W jednym pokoju zabrakło lokatora, który spostrzegłszy niebezpieczeństwo, zdążył zbiec. Był nim kandydat do zgromadzenia, odbywający w Skawie aspiranturę. Gestapowcy zebrali nas wszystkich w jednym pokoju. Wyrok był krótki: «Wy dwaj pierwszym pociągiem do Krakowa! Moglibyście pojechać z nami, ale wam darujemy. Jeden z tutejszych pojedzie z nami – gdy uciekinier się znajdzie, zakładnik wróci».

Bez chwili namysłu okazał gotowość ks. Włodzimierz Szembek. (...) 

Ks. dyrektor Walenty Kozak po dwóch tygodniach w zakopiańskim więzieniu został zwolniony. Opowiadał potem, jak w drodze ze Skawy do Zakopanego ks. Włodzimierz Szembek powiedział do niego: «Wstyd, że tak późno»... Jak gdyby chciał dodać: «już tylu Salezjanów zostało męczennikami, a my dopiero teraz...».

Ks. Włodzimierz Szembek ponad miesiąc spędził w zakopiańskim więzieniu, gdzie był przetrzymywany w betonowej celi, wilgotnej i zimnej, bez siennika i koca, stale przesłuchiwany i poddawany torturom. Współwięzień z tego okresu twierdził, że ks. Włodzimierz wracał z tych przesłuchań pogodny, bez smutku i strachu, bez złości do wrogów oraz bez przekleństw, a co więcej – kazał modlić się za oprawców, bo tak postępował Chrystus. W tym jednym nie mogli się zgodzić współwięźniowie z ks. Włodzimierzem Szembekiem. Przewieziony został z Zakopanego do następnego więzienia w Tarnowie, a stąd do obozu w Oświęcimiu. Przeznaczony został do ciężkiej pracy przy ciągnięciu walca ugniatającego plac obozowy”.

Ks. Włodzimierz Szembek przed swoją śmiercią ofiarował swoje życie za nawrócenie komendanta obozu Rudolfa Hoessa. Nieznane są ostatnie chwile jego życia. Śmierć przyszła 7 września 1942 r. Ks. Włodzimierz Szembek miał wtedy 59 lat.

17 września 2003 r. w Sekretariacie Episkopatu Polski w Warszawie rozpoczął się proces beatyfikacyjny II grupy polskich męczenników z czasów II wojny światowej. Wśród 122 kandydatów na ołtarze Kościoła katolickiego jest również ks. Włodzimierz Szembek, męczennik.

Postać ks. Włodzimierza Szembeka to wzór do naśladowania.

Władysław Ryszard Szeląg
Prezes Zarządu Towarzystwa Historycznego im. Szembeków

2019-01-23 11:27

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Człowiek z krwi i kości. Nowy film dokumentalny o Janie Pawle II

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 40-41

[ TEMATY ]

kultura

materiały prasowe

José María Zavala Gasset (z lewej) i Miguel Gilaberte, autor zdjęć dokumentu.

Od kilkudziesięciu lat ten hiszpański dziennikarz publikujący w prestiżowym dzienniku El Mundo zajmuje się dziennikarstwem śledczym. Tym razem, z okazji 100. rocznicy urodzin Jana Pawła II, postanowił przeprowadzić „filmowe śledztwo” dotyczące postaci Karola Wojtyły. Jego rezultatem jest fascynujący film Wojtyła. Śledztwo, przedstawiający unikalne świadectwa i dokumenty o życiu, pontyfikacie i świętości papieża z Polski.
W oczekiwaniu na polską premierę filmu Wojtyła. Śledztwo z jego reżyserem José Maríą Zavalą Gassetem rozmawia Włodzimierz Rędzioch.

Włodzimierz Rędzioch: Jak mogę Pana przedstawić: pisarz, dziennikarz czy reżyser?

José María Zavala Gasset: Z zawodu jestem pisarzem, dziennikarzem i reżyserem. Sam uważam się przede wszystkim za duchowego syna Ojca Pio. To on sprawił, że obecnie staram się, przy pomocy mediów, książek i filmów, o to, aby ludzie poznali i pokochali Chrystusa.

Zanim zaczniemy rozmawiać o filmie, chciałbym zapytać: kim jest dla Pana św. Jan Paweł II?

Dla mnie Jan Paweł II jest papieżem nadziei, rodziny i życia. Poza tym jestem z nim szczególnie osobiście związany: 13 maja 1981 r., w dniu zamachu na papieża, mój ojciec musiał być poddany operacji ze względu na perforację jelit. Przed operacją ofiarował swoje życie za Jana Pawła II, aby jego pontyfikat był długi i owocny. I zmarł.

Za każdym razem, gdy ukazują się nowa książka lub film o Janie Pawle II, rodzi się pytanie: co jeszcze można dodać do tego, co już wiadomo o papieżu? W jaki sposób chciał Pan odkryć nowe informacje na jego temat?

Mój najnowszy film zawiera trzy podstawowe bloki: świadectwa ludzi nawróconych lub uzdrowionych za wstawiennictwem św. Jana Pawła II; niepublikowane dokumenty tajnych służb komunistycznych o szpiegowaniu Wojtyły; wywiady z ludźmi, którzy bardzo dobrze go znali. Wszystko to ze wspaniałymi zdjęciami i oryginalną ścieżką dźwiękową. Z tego względu film będzie nominowany w Hiszpanii do nagrody Goya, co odpowiada amerykańskim Oscarom.

W tytule filmu pojawia się słowo „śledztwo”. Jak przeprowadził Pan śledztwo w sprawie Jana Pawła II?

Od ponad 20 lat jestem dziennikarzem śledczym w gazecie El Mundo, jednej z najważniejszych w Hiszpanii. Nasze dochodzenia doprowadziły do dymisji kilku rządów. To doświadczenie pomogło mi zastosować technikę dziennikarstwa śledczego, aby napisać ponad czterdzieści książek, a teraz przygotować film o Wojtyle, po filmach poświęconych Ojcu Pio (Tajemnica Ojca Pio i Reborn).

Kto w Pańskim filmie przybliża postać Jana Pawła II?

Wymienię przede wszystkim kard. Stanisława Dziwisza, księży Sławomira Odera i Pawła Ptasznika oraz watykanistkę Valentinę Alazraki. Obok nich są: rektor sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, przełożona klasztoru, w którym spoczywają doczesne szczątki św. Faustyny Kowalskiej, egzorcysta, który opowiada o swoich doświadczeniach z diabłem, gdy wzywa św. Jana Pawła II, poza tym wielu historyków, którzy wyjawiają, że za atakiem Alego Agcy stało sowieckie KGB, oraz ujawniają tajny plan otrucia Wojtyły.

W swoim filmie skupił się Pan na osobie papieża czy na jego nauczaniu?

Film koncentruje się na osobie papieża i jego nauczaniu, ponieważ te dwa aspekty są nierozłączne. Interesują mnie człowiek z krwi i kości, który ufał Bogu, a także sposób, w jaki się modlił, cierpiał czy domagał się zniesienia aborcji.

Jakie wnioski wypływają z Pańskiego śledztwa w sprawie Jana Pawła II?

Śledztwo wykazało, że Jan Paweł II był człowiekiem o olbrzymiej charyzmie, co da się zauważyć zwłaszcza w tym, jak jest odbierany przez młodych ludzi. Człowiek, który żył i umierał bez „schodzenia z krzyża”, a robił to dla dobra Kościoła i zbawienia dusz. Człowiek o niezwykłej odwadze, który pokonał komunizm mocą pochodzącą od Boga.

Są tacy, którzy chcieliby widzieć Jana Pawła II już tylko jako postać historyczną, dla innych pozostaje on ciągle „żywy” w Kościele i w ludzkich sercach. A Pan co o tym sądzi?

Jan Paweł II zawsze pozostanie jedną z najważniejszych postaci XX wieku, a jego pontyfikat – jednym z najbardziej owocnych w historii Kościoła. Jego dziedzictwo trwa, a dla wielu ludzi w potrzebie jest on też wielkim orędownikiem u Boga.

Dystrybutorem filmu w Polsce jest Wydawnictwo Rafael

CZYTAJ DALEJ

Kard. Pell: Kościół to nie biznes, ale nie ma zgody na niegospodarność

2020-07-02 14:27

[ TEMATY ]

kard. Pell

Włodzimierz Rędzioch

Kościół to nie biznes, ale to nie usprawiedliwia naszej niegospodarności, a tym bardziej korupcji – uważa kard. George Pell, były szef Sekretariatu ds. Gospodarczych Stolicy Apostolskiej, który zajmował się reformą finansów watykańskich.

„Pamiętajmy, że Jezus bardziej od hipokryzji potępiał tylko miłość bogactw. Jedynie na sprzedawców i bankierów użył bicza” – zaznaczył hierarcha.

Jako świadkowie Chrystusa powinniśmy być tym bardziej przejrzyści, uczciwi i skuteczni. „Żeby przedsięwzięcia Kościelne działały potrzebujemy ludzi świętych o dużym zapale, ale równie ważna jest wizja i umiejętność wcielania jej w życie, korzystania z finansów i niezbędnych narzędzi” – powiedział purpurat.

Kobiety, monety i fiolety – to w zabawny sposób ujęte trzy pokusy, które trapią duchownych. Zdaniem kard. Pella to „monety” powinny znaleźć się na pierwszym miejscu tej listy. „Byłem zdumiony, gdy wkrótce po przybyciu do Rzymu dowiedziałem się, że Matka Teresa z Kalkuty powiedziała, iż dla duchowieństwa istnieją dwa wielkie wyzwania: jedno dotyczy seksualności, a drugie pieniędzy – wspomina kard. Pell. - Uważała, że niebezpieczeństwa związane z pieniędzmi są większe i silniejsze niż te związane z seksualnością”.

Kard. Pell został mianowany przez papieża Franciszka w 2014 roku na pierwszego prefekta Sekretariatu ds. Gospodarczych Stolicy Apostolskiej, któremu powierzono nadzorowanie i reformowanie finansów Watykanu. W 2017 roku wrócił on do rodzinnej Australii, aby stawić czoła zarzutom wykorzystywania seksualnego. Po długotrwałej batalii prawnej, w wyniku której spędził ponad rok w więzieniu, kardynał został w kwietniu tego roku uniewinniony przez Australijski Sąd Najwyższy ze wszystkich postawionych mu zarzutów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję