Reklama

Kościół

Wytwarzanie bożej żywności

Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 36-37

[ TEMATY ]

Polska

Polska

Grzegorz Boguszewski

Jan Krzysztof Ardanowski

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jakie będzie polskie rolnictwo w niedalekiej przyszłości, Panie Ministrze? Czy zgodnie z globalnymi trendami będzie nastawione na wielkoformatową produkcję taniej żywności, czy może zachowa swą obecną specyfikę, bardziej sprzyjającą ekologii i klimatowi?

JAN KRZYSZTOF ARDANOWSKI: – Na świecie rzeczywiście widzimy dziś silną tendencję do powiększania gospodarstw, do wykorzystania tzw. efektu skali. Mamy do czynienia już nie tylko z mechanizacją, ale nawet z robotyzacją rolnictwa, rolnictwem precyzyjnym, wykorzystaniem satelity czy drona. Ale tak krawiec kraje, jak materii staje. Polskie rolnictwo jest inne, co bynajmniej nie powinno być dla nas obciążeniem.

– A może być atutem?

– Jak najbardziej tak! Zupełnie nie zgadzam się z oceną, że rozdrobnione polskie rolnictwo jest barierą nowoczesności, że jest zawalidrogą, kulą u nogi. Mamy dziś taką strukturę rolnictwa, jaką otrzymaliśmy w spadku po zaborach; w niektórych rejonach Polski są gospodarstwa duże, w innych mniejsze, a nawet bardzo małe. Nie stanowi to jednak trudności w rozwijaniu rolnictwa. Są w Europie kraje i regiony o wysoko postawionym rolnictwie, gdzie dominują gospodarstwa wcale nie większe od polskich – np. Bawaria, Austria, niektóre regiony Włoch, Francji – a nikt nie śmiałby powiedzieć, że te drobne gospodarstwa są tam jakąkolwiek przeszkodą. Nie należy więc w Polsce wykonywać jakichś „rugów pruskich”, nie można na siłę wymuszać poprawy – tak niektórzy to nazywają – struktury agrarnej, bo przy okazji można wyrządzić wiele krzywdy rodzinom rolniczym i samemu rolnictwu.

– I tylko tak po prostu rozsądniej i pełniej wykorzystać to, co mamy?

– Dokładnie tak. W tym, co proponuję, każde gospodarstwo ma dla siebie miejsce. Duże gospodarstwa mają się zajmować prostymi uprawami rolniczymi, mają dostarczać tańszej żywności, bo w społeczeństwie zawsze jest na nią zapotrzebowanie. Natomiast gospodarstwa mniejsze powinny się zajmować bardziej specyficzną produkcją, rolnictwem ekologicznym, które pozwala uzyskiwać przyzwoite dochody. Wspieramy tego rodzaju gospodarstwa, by wytwarzały jak najwięcej tej Bożej żywności, której ludzie coraz częściej potrzebują. Zaczyna się też liczyć rozpoznawalna już na polskim rynku żywność regionalna, a w związku z jej wytwarzaniem ożywają dawne dobre polskie tradycje, obyczaje. Tego typu rolnictwo staje się elementem polskiej kultury. Dobrze by było, aby takie podejście do rolnictwa stało się naszą polską specjalnością.

– Tego rodzaju rolnictwo to jednak ciężki kawałek chleba, bo wyklucza drogę na skróty, zastosowanie ułatwień, mechanizacji, chemii. Nie każdy z tzw. drobnych rolników się na to decyduje. „Za dużo roboty, nie opłaca się” – mówią.

– No właśnie, trzeba ich do tego wszelkimi sposobami zachęcać. Jedną z ważniejszych spraw, którą udało mi się przeprowadzić w ciągu tych kilku miesięcy, od kiedy jestem ministrem, jest umożliwienie i maksymalne ułatwienie tzw. bezpośredniej sprzedaży produktów rolnych. Do tej pory rolnik był karany za to, że próbuje coś sprzedać, były mandaty, nakładanie kar, wypędzanie sprzedających z miejskich chodników. Nasz rząd stworzył prawo, chyba najbardziej liberalne w całej Europie, aby polski rolnik mógł całą swoją produkcję, zarówno nieprzetworzoną, jak i przetworzoną, sprzedać na małych targowiskach – apeluję do samorządów, żeby im to umożliwiały i nie pobierały drakońskich opłat – ale też do restauracji, gospodarstw agroturystycznych, stołówek, lokalnych sklepów, jak to od dawna ma miejsce w wielu innych krajach.

– Jak Pan Minister sądzi, czy polscy rolnicy są naprawdę chętni do tego rodzaju aktywności? Czy może trzeba będzie ich w jakiś sposób pobudzić, zachęcić?

– To trudne pytania. Bo rzeczywiście w ciągu ostatnich kilkunastu lat coś niedobrego się tu wydarzyło, szczególnie po wejściu do Unii Europejskiej... Polscy rolnicy byli zawsze bardzo zaradni, twardzi, nie dawali sobie w kaszę dmuchać i zawsze ciężko pracowali. Wiedzieli, że jeśli nie zasieją, to nie zbiorą. Były lata lepsze i gorsze, musieli wytrwać, gdy nikt im nie pomagał. W tej chwili natomiast wielu rolników oczekuje pomocy zewnętrznej – unijnej, krajowej – i tylko wyciąga ręce: daj, daj, daj...

– Bo wystarczy żyć z dotacji?

– Obawiam się, że tak bywa... Oczywiście, często bierze się to z trudnej sytuacji gospodarstwa, ale czy rolnicy sami naprawdę chcą, czy robią wszystko, by mieć produkty dobrej jakości, by je sprzedawać nie na końcu świata, lecz jak najbliżej siebie, bez pośredników?

– Często wystarczy powiedzieć, że to się nie opłaca...

– Mam nadzieję, że się przekonają, iż jednak warto coś robić, bo zapotrzebowanie na produkty prosto od rolnika jest przecież ogromne. W Polsce zaczynamy już bardzo doceniać dobrą, zdrową żywność, dobre warzywa, owoce, mięso, wędliny niepochodzące z wielkich „fabryk żywności”.

– Zachęcenie polskich rolników do drobnego przetwórstwa będzie chyba bardzo trudne, Panie Ministrze...

– Sądzę, że wkrótce i do tego zaczną się przekonywać. Bardzo tu liczę na wiedzę kobiet, które na użytek domowy potrafią robić znakomite wędliny, sery, soki, powidła. Ta wiedza przecież nie zginęła. Ponadto mamy cały system szkoleń, ośrodki doradztwa rolniczego.

– I Koła Gospodyń Wiejskich!

– Bardzo na nie liczę. Dostały teraz osobowość prawną, której nigdy przedtem nie miały, zyskały więc zdolność do prowadzenia działalności gospodarczej, z maksymalnie uproszczoną rachunkowością. Mogą rozwijać naprawdę bardzo szeroką, nieopodatkowaną działalność – od sfery gospodarczej po kulturalną. Wierzę, że to KGW przywrócą Polsce naszą wyjątkowo bogatą i różnorodną kulturę kulinarną, że to właśnie one ożywią tę drobną wiejską sprzedaż bezpośrednią, a ludzie z miasta zaczną przyjeżdżać do konkretnych miejscowości po konkretne produkty.

– A tymczasem to ludność wiejska jeździ do supermarketów miejskich po tzw. wysoko przetworzone produkty zagranicznych gigantów przetwórstwa, które zawładnęły polskim rynkiem. Czy jest jakakolwiek szansa na ukrócenie tej dominacji?

– Niektórych zjawisk nie da się już odwrócić. Polska jest w Unii Europejskiej i o jakimkolwiek rugowaniu kogokolwiek z rynku nie może być mowy. Państwo może jednak w jakiś sposób pomagać tym drobnym wytwórcom, którzy nie są w stanie sprostać potężnej konkurencji. Może nie pozwolić na to, aby te rekiny, które kiedyś niezbyt rozważnie wpuszczono do Polski, często na bardzo preferencyjnych warunkach, trzymały polskich rolników za gardło.

– W jaki konkretnie sposób?

– Gdy w minionym roku mieliśmy wielki urodzaj owoców miękkich i jabłek, niemieckie firmy kontrolujące w Polsce ten rynek wymuszały na rolnikach bardzo niskie ceny. Wprowadziliśmy więc dodatkowe możliwości kontrolowania odbiorców żywności przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, żeby sprawdzić, czy nie wykorzystują swej przewagi w obrocie kontraktowym, za co grożą teraz ogromne kary. Wszyscy dostawcy towarów do supermarketów, do wielkich zakładów przetwórczych powinni korzystać z możliwości anonimowego zgłaszania do UOKiK wszelkich przejawów praktyk monopolistycznych.

– A tymczasem, Panie Ministrze, Polacy wciąż są skazani na byle jaką żywność zagraniczną – np. chińskie kurczaki i wieprzowinę – zamiast delektować się dobrą polską żywnością.

– Aby ograniczyć napływ marnej jakościowo żywności zagranicznej, wprowadziliśmy obowiązek znakowania żywności. Na każdym etapie obrotu żywnością wymagane są dokumenty, z których jasno wynika, z jakiego kraju ta żywność pochodzi, co w dużym stopniu zapobiega jej przepakowywaniu. Konsumenci muszą mieć wybór, czy kupią tzw. tanią chińszczyznę, czy droższy, ale dobry polski produkt.

– Czy wobec licznych zaszłości możliwe jest jeszcze, Panie Ministrze, odzyskanie polskiego rynku dla produktów pochodzących z polskiego rolnictwa?

– Podejmujemy próbę odzyskania tego, co zostało głupio zniszczone w latach 90. ubiegłego wieku. Mam nadzieję, że znów zaczną się pojawiać małe masarnie, piekarnie itp. Na tych „dużych” natomiast zawsze będziemy mieli odpowiedni bat. Z tego, co zostało, z tych marnych resztek, których nasi poprzednicy nie zdążyli sprzedać – winię za to szczególnie PSL, partię chłopską, która zamiast dbać o interes wsi, dbała o interes wielkiego przetwórstwa i może swoich działaczy... – tworzymy Krajową Grupę Spożywczą złożoną z państwowych i wspieranych przez państwo prywatnych zakładów przetwórstwa. Zakładamy, że w ten sposób uda się ukrócić dotychczasowe monopolistyczne praktyki zagranicznych potentatów.

– Na jakie wsparcie ze strony państwa mogą zatem liczyć polscy przetwórcy płodów rolnych?

– Wprowadziliśmy absolutne ułatwienia w zakresie zakładania tzw. MOL-i (Małe, Ograniczone, Lokalne), czyli średniego przetwórstwa, jeszcze nie przemysłowego, ale już nie bezpośrednio w gospodarstwie. Do tej pory tego rodzaju działalność była hamowana wieloma barierami, teraz znieśliśmy konieczność uzyskiwania jakiegokolwiek zezwolenia; rolnik może inwestować i budować, a kontroli będzie podlegała tylko wytwarzana przez niego żywność, przede wszystkim pod kątem czystości.

– Podczas IV Kongresu Rolników, który odbywał się w grudniu 2018 r., z pewną goryczą zadał Pan pytanie: „Co zrobić, żeby świat rolniczy starał się nie tylko mówić tym mitycznym jednym głosem, ale też zrozumieć złożoność spraw stojących przed polską wsią, polskim rolnictwem?”. Czy to było pytanie retoryczne?

– To wyrażające moją szczerą troskę rozgoryczenie bierze się stąd, że moim naturalnym środowiskiem są organizacje rolnicze. Byłem jednym z założycieli Izb Rolniczych, jestem również członkiem Solidarności Rolników. Chciałbym, żeby wszystkie organizacje rolnicze były teraz moimi partnerami, z którymi uzgadniałbym wszystkie ważne dla polskiego rolnictwa sprawy.

– Nie da się dojść do porozumienia?

– Nie da się, bo każdy sobie rzepkę skrobie. Drobiarze mówią, że nie obchodzi ich to, co uprawia ich sąsiad, bo chcą mieć soję amerykańską, gdyż ich kurczak jest najważniejszy... Itd., itp. Bardzo ubolewam nad tym, że nie ma wspólnego zrozumienia interesu rolnictwa, a przecież rolnictwo jest systemem naczyń połączonych: bez produkcji roślinnej nie będzie zwierzęcej, nie można być wielkim producentem drobiu i świń wyłącznie w oparciu o paszę importowaną z innych kontynentów! Dlatego chciałbym, aby organizacje rolnicze były partnerem, z którymi mógłbym uzgodnić kierunki rozwoju polskiego rolnictwa, abym mógł przedstawiać racje polskich rolników przed polskim parlamentem i w Brukseli, abym mógł ich bronić. Ale do tego droga jeszcze daleka, bo zbyt częste jest podejście wyłącznie roszczeniowe.

– Można się więc spodziewać kolejnych protestów, blokad dróg?

– Rzeczywiście, pojawiają się tacy, którzy krzyczą, że nie obchodzą ich żadne ustalenia, żadna polityka europejska, bo „jak nie dostaniemy tego, co się nam, rolnikom, należy, to zablokujemy wszystko”... W demokratycznym państwie, o które kiedyś sam walczyłem, jest miejsce na protesty, ale przede wszystkim powinno być miejsce dla wzajemnego zrozumienia i ustalenia możliwości. Postawa wyłącznie roszczeniowa do niczego dobrego nie doprowadzi.

2019-01-08 11:58

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Jędraszewski: „Bóg – honor – Ojczyzna” - bez tych świętych słów nie ma Polski

[ TEMATY ]

Polska

patriotyzm

Polska

Wawel

abp Marek Jędraszewski

obóz koncentracyjny

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Mamy moralne prawo jako Polska do tych miejsc. Z tym się wiąże konieczność pamięci, modlitwy, a także przekazywania tym, którzy są i będą po nas, że nie ma Polski, nie ma pięknej, polskiej ziemi związanej przez Kościół z Bogiem, bez tego trwania z pokolenia na pokolenie przy trzech dla nas świętych słowach: „Bóg – honor – Ojczyzna” - mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. w intencji ofiar niemieckich obozów koncentracyjnych w Ravensbrück, Sachsenhausen i Dachau, odprawionej w drugim dniu nowenny ku czci św. Stanisława w katedrze na Wawelu.

Na początku homilii metropolita stwierdził, że w liturgii Słowa pojawia się paradoks. W pierwszym z czytań jest wspomniany fragment z księgi Izajasza, który mówi o cierpieniu i śmierci sługi Jahwe, a w Ewangelii Mesjasz mówi o życiu, które daje poprzez Swe ciało i krew.

Trwająca dwa tysiące lat historia Kościoła to nieustanne głoszenie Dobrej Nowiny o zwycięstwie Chrystusa nad kłamstwem, śmiercią i szatanem. W tym czasie Kościół może poszczycić się prawdziwymi świadkami Chrystusa. Kard. Karol Wojtyła w 1978 roku stworzył poemat „Stanisław”, w którym opisał wymiar etyczny i religijny polskiej ziemi: - Kościół związał się z moją ziemią, aby wszystko, co na niej zwiąże, było związane w niebie – pisał kard. Karol Wojtyła.

Taka jest polska ziemia, naznaczona krwią męczenników, pośród nich patrona naszego narodu – św. Stanisława. Jest ona naszym skarbem, którego trzeba za wszelką cenę bronić, zwłaszcza gdy chcą ją odebrać – powiedział metropolita. Przypomniał, że wyrazem protestu wobec próby odebrania polskiej ziemi była „Rota”. Arcybiskup przywołał słowa utworu Marii Konopnickiej.

Wskazał, że Polacy mają moralne prawo do tych miejsc na ziemi, gdzie przelała się polska krew i przypomniał słowa pieśni „Czerwone maki na Monte Cassino”. Stwierdził, że polscy żołnierze swoją przelaną krwią znaczyli moralne prawo Polski do różnych miejsc na świecie.

Podkreślił, że Polska ma także moralne prawo do miejsc, które związane są z ofiarą więźniów przemocy nazistowskiej i bolszewickiej. Przypomniał, że 7 września 1939 roku Reinhard Heydrich w ramach „Akcji Tannenberg” polecił wymordować polską inteligencję m.in. w Wielkopolsce czy uwięzić profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i osadzi ich w obozie koncentracyjnym.

Metropolita powiedział, że w obozie Ravensbrück znajdowały się kobiety – polskie patriotki, należące do inteligencji. Przez obóz przeszło 132 tysiące kobiet i dzieci, spośród których zginęło 92 tysiące. Z 40 tysięcy Polek przeżyło zaledwie 8 tysięcy. W obozach pomocniczych umieszczono około 20 000 mężczyzn i 1000 dziewcząt. Panowały tam straszliwe warunki głodu, zimna, wycieńczenia. Zabijano kobiety i noworodki, dokonywano okrutnych eksperymentów medycznych. Polki okazywały sobie pomoc, wspierały się na duchu. Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi i Józefa Kantor prowadziły religijną działalność, Halina Charaszewska napisała litanię, którą codziennie odmawiano, dr Wanda Półtawska domagała się w „Testamencie” utworzenia szkoły wychowawczej dla kobiet „Nigdy więcej wojny”.

Metropolita przypomniał postać bł. Natalii Tułasiewicz, która urodziła się w 1906 roku w Rzeszowie. Była nauczycielką w Poznaniu, na początku wojny w Krakowie działała w tajnym nauczaniu. Jako świecki apostoł Wydziału Duszpasterskiego konspiracyjnej organizacji „Zachód” wyjechała do Hanoweru, podejmując misje wśród robotników. Zdekonspirowano ją wiosną 1944 roku. Więziono ją i torturowano, a następnie odesłano z wyrokiem śmierci do KL Ravensbrück, gdzie zginęła w Wielki Piątek 30 marca 1945. 13 czerwca 1999 roku została beatyfikowana przez św. Jana Pawła II.

W obozie Dachau podczas wojny uwięziono 2794 zakonników, diakonów, księży i biskupów katolickich, 1773 duchownych pochodziło z Polski. Zamęczono 1034 duchownych, w tym aż 868 Polaków. Znajduje się tam napis: „Tu, w Dachau, co trzeci zamęczony był Polakiem, co drugi z więzionych tu księży polskich złożył ofiarę życia. Ich świętą pamięć czczą Księża Polacy – Współwięźniowie”. – Nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie w jednym czasie i jednym miejscu zrodziłoby się dla nieba tylu świadków wiary, miłości i oddania Chrystusowi, Kościołowi i ojczyźnie – powiedział metropolita. Św. Jan Paweł II beatyfikował 47 błogosławionych, z bp. Michałem Kozalem, ks. Stefanem Frelichowskim i ks. Emilem Szramkiem z Katowic, który niedługo będzie kanonizowany. Arcybiskup przywołał słowa przejmującego listu ocalałych więźniów do Piusa XII, w którym mówili o cierpieniu, jakie ich spotkało. „W ukryciu niewoli naszej ślubowaliśmy wierność naszej wierze i naszej Polsce «zawsze wiernej»” – pisali, dziękując za modlitwy i słowa pokrzepienia.

Ta ziemia do Polski należy, choć Polska jest daleko od Ravensbrück, Dachau i od innych miejsc kaźni – powiedział metropolita. Stwierdził, że współcześnie próbuje się zakłamać prawdę o polskim męczeństwie w tych miejscach przez jej przemilczanie. – Mamy moralne prawo jako Polska do tych miejsc. Z tym się wiąże konieczność pamięci, modlitwy, a także przekazywania tym, którzy są i będą po nas, że nie ma Polski, nie ma pięknej, polskiej ziemi związanej przez Kościół z Bogiem, bez tego trwania z pokolenia na pokolenie przy trzech dla nas świętych słowach: „Bóg – honor – Ojczyzna” – zakończył arcybiskup.

W Mszy św. w katedrze na Wawelu uczestniczyło dwoje żyjących świadków niemieckich obozów koncentracyjnych – dr Wanda Półtawska, więźniarka KL Ravensbrück i mjr Stanisław Szuro, więzień KL Sachsenhausen. Obecni byli także przedstawiciele władz samorządowych z wojewodą Piotrem Ćwikiem i prof. Janem Dudą, przewodniczącym Sejmiku Województwa Małopolskiego, wiceprezesem Instytutu Pamięci Narodowej dr Mateuszem Szpytmą, jak również przedstawiciele krakowskich stowarzyszeń „Rodzina Więźniarek Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück” i Ne cedat Academia.

Archidiecezja Krakowska we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej i organizacjami, które pielęgnują pamięć o więźniach niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych uczyniła w tym roku katedrę wawelską jednym z centrów modlitwy w intencji ofiar Golgoty Zachodu.

CZYTAJ DALEJ

"Najświętsze Serce" wraca do kin!

2020-06-05 09:44

[ TEMATY ]

film

Najświętrze Serce

rafael.pl

Tuż przed kwarantanną do polskich kin trafił film "Najświętsze Serce". Film opowiada o objawieniach św. Małgorzaty Marii Alacoque oraz u kulcie Najświętszego Serca. Rok 2020 jest pod tym względem wyjątkowy, gdyż obchodzimy 100. lecie objawień MM Alacoque oraz 100.lecie poświęcenie Polski Najświętszemu Sercu.

Od 6 czerwca film wraca do wielu kin i to właśnie w miesiącu poświęconym Najświętszemu Sercu. Lista kin dostępna na rafaelfilm.pll

Opis filmu:

Znana pisarka Lupe Valdes poszukuje inspiracji do książki i natrafia na tajemniczą historię sprzed lat. Wyrusza do Francji, miejsca tajemniczych objawień, gdzie w szklanej trumnie spoczywa nietknięte przez czas ciało wizjonerki, św. Małgorzaty Alacoque. 300 lat temu Jezus objawił jej swoje... Serce i przekazał 12 obietnic dla ludzi, którzy będą Je czcić.

Pisarka ulega fascynacji tą historią i podejmuje prywatne śledztwo. W jego trakcie spotyka świętych, papieży, ale i spiskowców, odkrywa cuda, a także zbrodnie. Wraz z bohaterką widz poznaje źródła i historię czci Najświętszego Serca Jezusa – kultu, który jak nic innego naznaczył ostatnie trzy wieki historii Kościoła. Przebywa drogę od małej francuskiej miejscowości, w której zapłonęła iskra kultu, przez Watykan, gdzie papież poświęca całą ludzkość i świat Najświętszemu Sercu, po Łagiewniki, gdzie Jezus objawił, jak wielką miłością przepełnione jest Jego Serce. Dociera wreszcie do miejsc cudów eucharystycznych. To tam na Hostii zmaterializowały się cząstki Najświętszego Serca.

Intrygujący film fabularno-dokumentalny odkrywa przed widzem sedno kultu, bez którego zrozumienie istoty wiary w Chrystusa staje się niemożliwe. To pierwszy w historii kina film o Najświętszym Sercu Jezusowym.

Wielkim orędownikiem kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa był św. Jan Paweł II, który mówił, że „Bóg objawia swą miłość w Sercu Chrystusa”. W 1999 roku w Warszawie powiedział:

„Pragnę przekazać słowa aprobaty i zachęty tym, którzy w Kościele z jakiegokolwiek tytułu praktykują, pogłębiają i krzewią kult Serca Chrystusa, posługując się językiem i formami dostosowanymi do naszych czasów, tak aby móc go przekazać następnym pokoleniom w tym samym duchu, jaki zawsze go ożywiał”.

Niech ten film będzie odpowiedzią na apel św. Jana Pawła II i darem dla Niego w okresie 100. rocznicy urodzin papieża Polaka.

CZYTAJ DALEJ

Do Nieba idziemy drogą gestów

2020-06-06 22:49

Małgorzata Pabis

Ks. Łukasz Kopczyński i ks. Dawid Hebda, tegoroczni neoprezbiterzy, dziękowali sobotę, 6 czerwca, w czasie porannej Mszy świętej w sanktuarium Bożego Miłosierdzia za otrzymany dar kapłaństwa.

W homilii ks. Hebda przywołał fragment Ewangelii: „Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz”, a potem postawił pytania: - Czy jeden grosz jest w stanie zmienić moje życie?? Czy jeden „drobny” uczynek może wpłynąć na moje życie wieczne? Sądząc po ludzku, z pewnością nie. Nie ma takiej opcji. Jeden drobny gest?? - Niemożliwe! Sądząc po Bożemu… Tak, może wpłynąć na moje życie wieczne – powiedział.

Odwołując się do Słowa Bożego, kapłan mówił, że Jezus nas ogląda, ogląda nasze życie. - On ciągle jest obecny i widzi nas zupełnie inaczej, niż widzą nas ludzie. - Widzi nas w zupełnie innym świetle. My sami nie widzimy się w takim, w jakim On nas widzi. Dlaczego tak jest?? Bo my bardzo często się oskarżamy, nie zauważamy dobra. Bo zapomnieliśmy już o oskarżycielu, Szatanie, czy też przeciwniku, jak nazywa go św. Piotr Apostoł w swoim liście.

Moi drodzy, Szatan nie pozwoli, abyśmy dostrzegali nasze dobre uczynki, nasze gesty. On chce nas karmić negatywami. Tymczasem Jezus stoi jako cierpliwy trener w naszym narożniku i przygląda się, ogląda, aby we właściwym czasie interweniować – powiedział.

Kaznodzieja przypominał dalej, że Jezus jest czujnym obserwatorem, czujnym, ale i niezwykle cierpliwym. - Zwróćmy uwagę na kobietę z dzisiejszej Ewangelii. Gdybyśmy byli obserwatorami i widzielibyśmy ubogą wdowę, wrzucającą jeden grosz do skarbony, jaka byłaby nasza reakcja?? Boże, jeden grosz?? Nie wstyd jej? Jezus tymczasem patrzy głębiej. Jakże przenikliwy jest wzrok Jezusa… „Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie.”

Bardzo często oceniamy ludzi powierzchownie, płytko. Jezus natomiast dostrzega pełnię. Widzi nie tyle zewnątrz co wewnątrz – podkreślił kapłan i kontynuował: - Jezus dostrzega nasze gesty. Kobieta w dzisiejszej Ewangelii jest fenomenalna. Dlaczego? Bo drobnym gestem przyciąga uwagę Jezusa. My do Nieba idziemy drogą gestów, gestów! a nie wielkich dzieł. Jestem pewny, że każdy z nas wykonał w życiu pewien gest, gest Chrystusa. Gest ten mógł zostać niezauważony przez drugich, ale Chrystus go widział. On ten gest, gdy go wykonywaliśmy, oglądał, a więc mamy już bilet do Nieba. Warto nasze gesty sobie przypominać. Pamiętać o nich. Wtedy nie popadniemy w rozpacz duchową.

Ks. Hebda zwrócił uwagę, że w dzisiejszej Ewangelii nikt nie zainteresował się ubogą wdową. - Nikt prócz Jezusa. Prosta, uboga wdowa. Cóż w niej interesującego?! Jezus jest świetnym nauczycielem dla nas i pokazuje nam, abyśmy dostrzegali tych, którzy mogą się nam wydawać obojętni. Nie tylko zauważa tę kobietę, ale i przywołuje do siebie uczniów, aby zwrócili na nią uwagę. Jezus z ubogiej wdowy robi nauczyciela gestów. Uboga wdowa staje się nauczycielem. Drobny gest, jest wielki w oczach Boga – mówił.

Kaznodzieja wspominał wydarzenie z czasu, kiedy był diakonem. - Prowadziłem jedną z lekcji indywidualnego nauczania. Oczywiście, lekcja przygotowana, podręcznik otwarty. Zamierzałem podać temat, więc wygodnie usiadłem na krześle. Proszę ucznia, aby otworzył zeszyt. Uczeń nadal stoi wyprostowany, ze złożonymi rękami, zwrócony w stronę krzyża. Nie musiał nic mówić, ale jego gest złożonych rąk mówił wszystko. Myślę sobie: no tak. ksiądz, a zapomniał o modlitwie. Ten moment zapadł mi w pamięci dlatego, że w tej chwili, role się odwróciły. Ja stałem się uczniem, a ten mały chłopiec nauczycielem, nauczycielem wiary.

Kończąc homilię, ks. Hebda prosił: - Naśladując Chrystusa, bądźmy uważnymi obserwatorami, abyśmy zauważali gesty, zwłaszcza te, które wydają się nieistotne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję