Reklama

W obronie polskich dzieci

Norwegia i Niemcy mają jedne z najbardziej opresyjnych systemów opieki nad dziećmi. Bardzo często zamiast pomagać działają na szkodę dziecka i jego naturalnej rodziny. Dzięki mobilizacji Polaków, organizacji pozarządowych oraz władz RP sytuacja zaczyna się poprawiać

Niedziela Ogólnopolska 1/2019, str. 20-21

[ TEMATY ]

dzieci

pomoc

Twitter

Wsparcia Norweżce Silje Garmo i jej córeczce udzieliły tysiące Polaków, a polskie władze przyznały im azyl. To źródła nadziei na ochronę polskich rodzin w Norwegii

W ostatnich tygodniach głośno się zrobiło o sprawie Norweżki Silje Garmo, której Rzeczpospolita Polska udzieliła azylu na terytorium naszego państwa. Kobieta schroniła się w Warszawie przed działaniami norweskiego urzędu ds. dzieci Barnevernet, który zamierzał odebrać jej dziecko. Niestety, z podobnymi działaniami urzędników spotykają się Polacy mieszkający w Norwegii, a także w Niemczech. – Po sprawie p. Garmo czekam na Niemców, którzy będą prosić o azyl w Polsce. To bardzo ułatwiłoby nam skuteczne działanie z niemieckimi Jugendamtami – mówi „Niedzieli” mec. Stefan Hambura, prawnik z Berlina, który od wielu lat reprezentuje Polaków w niemieckich sądach.

Sidła Barnevernet

Azyl dla Silje Garmo to wielkie zwycięstwo Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”, który od początku prowadził jej sprawę przed polskimi władzami. Początkowo Ministerstwo Spraw Zagranicznych odmówiło przyznania azylu, ale prawnicy z „Ordo Iuris” napisali odwołanie. W efekcie decyzja ministerstwa została zmieniona i kobieta z dzieckiem będzie chroniona na terytorium Rzeczypospolitej. Silje Garmo jest najprawdopodobniej pierwszym uchodźcą z Norwegii od czasów zakończenia II wojny światowej.

W 4,5-milionowej Norwegii mieszka ok. 200 tys. Polaków, którzy wyjechali tam ze względu na wysoki standard życia. Niestety, problemy z represyjnym Barnevernetem coraz częściej są udziałem także polskich dzieci.

Reklama

– Mamy kilkadziesiąt polskich spraw, które są do nas zgłaszane. My nie jesteśmy w stanie pomóc tym ludziom, ale kierujemy ich do dobrych norweskich prawników, których sieć zbudował nasz konsul dr Sławomir Kowalski – mówi „Niedzieli” mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes „Ordo Iuris”.

Problem wynaturzenia Barnevernet jest związany z silnym lobby urzędników, za którymi stoją duże pieniądze oraz władza. – W przypadku Polaków mieliśmy problem z norweskimi psychologami, których opinie stawały się kluczowe podczas decyzji urzędniczych oraz procesów sądowych. Seria afer w Norwegii pokazała, że środowisko psychologów jest opłacane przez Barnevernet i całkowicie od nich zależne. Opinie są zawsze niekorzystne dla tych, którzy chcą uwolnić swoje dzieci od opresji urzędników. Dlatego bardzo ważne jest to, że udało się zorganizować niezależnych polskich psychologów – tłumaczy mec. Kwaśniewski.

Schemat działania opresyjnych urzędników jest prosty. Na początku są delikatna ingerencja i jednocześnie propozycja wsparcia finansowego. A później nadzór jest eskalowany aż do odebrania dziecka. – Do nas trafiają sprawy krytyczne, gdy dzieci są zabierane bez żadnego uprzedzenia ze szkoły i umieszczane w anonimowej rodzinie zastępczej. Rodzice nie mają prawa się dowiedzieć, gdzie jest ich dziecko. Ta radykalna procedura jest o wiele częściej stosowana wobec cudzoziemców niż wobec Norwegów – mówi prezes „Ordo Iuris”.

Reklama

W ostatnim czasie brytyjska telewizja BBC ujawniła skandal z psychologiem, który pracował dla Barnevernet, a był pedofilem, wykorzystywał dzieci seksualnie. Został skazany, ale jego opinie psychologiczne, na podstawie których odbierano rodzinom dzieci, nie zostały uchylone. – Po prostu Barnevernet nie widział potrzeby sporządzania nowych opinii – tłumaczy prawnik.

Dziennikarskie śledztwo w celu wytropienia pedofilii w Norwegii pokazało, że po przekazaniu dzieci do opieki zastępczej nikt tych rodzin nie nadzorował. Państwo płaci bardzo duże sumy na utrzymanie dzieci, które stają się ofiarami przemocy seksualnej. – Te dzieci odebrane rodzinom naturalnym były krzywdzone i przez wiele lat nie mogły się doprosić żadnej pomocy – podkreśla mec. Kwaśniewski.

Krytyka na forum europejskim

Norweski system opieki zastępczej nad dziećmi jest najbardziej opresyjny w Europie, jednak skala zjawiska odbierania dzieci jest znacznie większa w Niemczech, gdzie żyje o wiele więcej Polaków. – W Niemczech zabieranych jest rocznie kilkadziesiąt tysięcy dzieci od biologicznych rodziców. Trudno powiedzieć dokładnie, ile w tej liczbie jest polskich dzieci, bo – według nowego prawa – po kilku latach legalnego pobytu jednego z rodziców urodzone w Niemczech dziecko automatycznie dostaje niemieckie obywatelstwo. Wielu małoletnich Polaków w statystykach Jugendamtu figuruje więc jako dzieci niemieckie – mówi mec. Stefan Hambura.

Zarówno w Norwegii, jak i w Niemczech pojawia się często zarzut wynaradawiania dzieci. Małoletni nie mają szansy na rozmawianie w języku polskim ani w domach opieki, ani w rodzinach zastępczych. Zarzut braku szacunku dla tożsamości kulturowej dzieci jest podnoszony zarówno w Niemczech, jak i w Norwegii. Wojciech Pomorski, któremu kilkanaście lat temu Jugendamt odebrał dwie córeczki, podkreśla, że jego dzieci zostały całkowicie zgermanizowane. – Spotkałem się z nimi w listopadzie 2018 r. Nie umiały rozmawiać z babcią, bo oduczono je mówić po polsku – powiedział w Parlamencie Europejskim. To właśnie dzięki determinacji Polaków mieszkających w Niemczech oraz europosłów PiS udało się zorganizować debatę w europarlamencie i zbudować koalicję, by przeforsować krytyczną dla Jugendamtów rezolucję. Niestety, europosłowie z PO głosowali wspólnie z deputowanymi z Niemiec przeciwko rezolucji. – Kolejną ważną inicjatywą Ministerstwa Sprawiedliwości jest przeforsowanie w UE porozumienia, zgodnie z którym kwestie tożsamości kulturowej mają być uwzględniane przy kierowaniu dziecka do rodziny zastępczej. To zasługa wiceministra Michała Wójcika i ministra Zbigniewa Ziobry – podkreśla mec. Hambura. – Już teraz Jugendamty szukają polskich rodzin w Niemczech, które będą mogły pełnić pieczę zastępczą dla polskich dzieci.

To samo musi uczynić Barnevernet, bo choć Norwegia nie jest w UE, to jednak standaryzuje swoje prawo do europejskiego. – Ciosami w Barnevernet były najpierw krytyczny raport przyjęty w czerwcu 2018 r. przez Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, a później wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ws. rumuńskiej rodziny, której odebrano aż szóstkę dzieci – mówi mec. Kwaśniewski.

Do „Ordo Iuris” dociera bardzo wiele skarg od polskich rodziców, że ich dzieci trafiały do rodzin protestanckich lub ateistycznych, które uniemożliwiały dzieciom praktyki religijne. Jedna z rodzin zastępczych nie pozwoliła, by polskie dziecko przystąpiło do I Komunii św. – Liczę, że porozumienie wynegocjowane przez min. Wójcika zmieni tę sytuację. W Norwegii jest ok. 200 tys. Polaków i nie ma problemu, by oni pełnili pieczę zastępczą dla polskich dzieci – wskazuje mec. Kwaśniewski.

Ponad 100 lat tradycji

Norweski Barnevernet i niemiecki Jugendamt wyrosły ze szczytnych przesłanek północnej Europy. Rozwijały się w tym samym nurcie kulturowym pragmatycznego protestantyzmu. Powołanie tych instytucji do opieki nad sierotami, młodocianymi przestępcami i zaniedbanymi dziećmi sięga przełomu wieków XIX i XX. – Krytyka Barnevernet i Jugendamt jest skutkiem wypaczeń germańskiego modelu sprawowania pieczy zastępczej, w którym państwo ma pierwszeństwo wychowawcze nad dziećmi. Gdy rodzina nie spełnia nawet najmniejszych standardów, to państwo ma możliwość odebrania dzieci i przekazania ich w system Barnevernet lub Jugendamt – tłumaczy mec. Kwaśniewski. – W Polsce, we Francji czy we Włoszech obowiązuje system pieczy zastępczej oparty na tradycji romańskiej, w którym – z różnym natężeniem – pierwszeństwo przed państwem w wychowywaniu dzieci ma rodzina. To rodzice definiują, czym jest dobro dziecka, a nie urzędnicy.

Niemiecki Jugendamt miał również zbrodniczy okres swojej historii. W czasie II wojny światowej Jugendamty przeprowadzały kontrole ciężarnych robotnic słowiańskiego pochodzenia. Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu ustaliła, że dzieci „bezwartościowe rasowo” były kierowane do aborcji lub odbierane tuż po urodzeniu niemal na pewną śmierć, a dzieci „wartościowe rasowo” były przekazywane do germanizacji. Krytycy Jugendamtów podkreślają, że w tych instytucjach nigdy nie doszło do prawdziwej denazyfikacji. – Za to bardzo skutecznie wyczyszczono akta polskich dzieci ukradzionych z przeznaczeniem do germanizacji, tak jak np. Dzieci Zamojszczyzny – mówi mec. Hambura.

O ile Barnevernet jest coraz częściej krytykowany przez samych Norwegów, to w Niemczech krytyka systemu Jugendamt jest znikoma. Zmienia się to jednak pod wpływem imigrantów z Polski i innych krajów Europy Środkowej. – Oni mają wpojoną mentalność protestancką, która jest oparta na deifikacji i absolutyzacji państwa oraz jego instytucji. Norwegom po prostu nie przychodziło do tej pory do głowy, że mogą krytykować swoje instytucje państwowe. To się zmieniło dopiero pod wpływem Polaków, którzy cenią sobie wolność i naturalnie się buntują, gdy ktoś nadmiernie ingeruje w ich rodzinę – podkreśla mec. Kwaśniewski. – Rosnący sprzeciw wobec Jugendamtów i presja reformowania tych instytucji także jest zasługą Polaków mieszkających w Niemczech. Cieszę się, że teraz możemy liczyć również na wsparcie dyplomacji i instytucji państwowych z naszej ojczyzny – dodaje mec. Hambura.

2019-01-02 11:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Droga Krzyżowa dla dzieci

2020-03-27 16:55

[ TEMATY ]

dzieci

Droga Krzyżowa

dziecko

#NiedzielaDlaDzieci

AdobeStock

Kochani Rodzice, zapraszamy was do przejścia ze swoimi dziećmi Drogą Krzyżową. Weźcie je na kolana, przytulcie i przeczytajcie, jak bardzo Pan Jezus kocha każdego człowieka. Jak bardzo kocha je. Przekonajcie siebie i swoje dzieci, że upadki, niepowodzenia nie są czymś ostatecznym, ale drogą do czegoś nowego.

Jezus na śmierć skazany

Wiesz, Jemu wtedy było najtrudniej. Nikt Go nie chciał, nikt Go nie bronił, przestraszeni przyjaciele nie przybiegli, żeby Go ratować. Ale On właśnie wtedy był najpiękniejszy. Myślę, że się bał, czasem trudno się nie bać. Myślę, że był potwornie smutny, smutku czasem nie da się łatwo odegnać. Ale nie opuścił głowy. Wiesz, jak to się nazywa? Godność. Wiedział, że jest dobry i że wszystko ma jakiś sens. I nie dał sobie wmówić, że nikt Go nie chce. Możesz Mu o tym powiedzieć: „Panie Jezu, jesteś mi potrzebny, jesteś dobry, ja Ciebie chcę”.

Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Te dwie drewniane belki mają kształt człowieka. Wiesz, co to znaczy? Że Bóg człowieka nosi na rękach. Tak jak się wnosi śpiące dziecko z samochodu do mieszkania. Tak jak pan młody wnosi swoją młodą żonę przez próg. A czasem tak, jak się nosi jakiś ciężar. On nas niesie.

Pierwszy upadek pod krzyżem

Czasem się potyka. Tak jak ty, kiedy uczyłeś się chodzić i potykałeś się co piętnaście sekund, a myśmy cię podnosili i wołaliśmy: „Brawo, żołnierzu! Maszeruj dalej!”. Potem to samo powtarzało się, kiedy uczyłeś się jeździć na rowerze i na rolkach. O matko, ile razy ty miałeś obtłuczone kolana i kleiliśmy je plastrami. Ale potknąć się, upaść, to nic strasznego. Bóg też się tego nie boi.

Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Bóg w ogóle ma w sobie coś maminego. Mamusiowego. Dla mamy dziecko najładniejsze jest wtedy, kiedy całe umazane jest czekoladą albo ubabrane ziemią, w której budowało zamki i tunele. Bóg wzrusza się nami nie tylko wtedy, kiedy stroimy się w niedzielny garniturek, ale też kiedy jesteśmy upaćkani codziennością.

Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

Pan Bóg jest wszechmocny – to stare słowo znaczy, że On wszystko może sam. Ale wiesz, On uwielbia prosić o pomoc i kocha pracę zespołową. Nawet jak zwyczajnie grabisz liście przed domem, to pomagasz Bogu porządkować świat.

Weronika ociera twarz Jezusowi

Bóg lubi ludzi odważnych. Myślę, że bardziej woli, żebyśmy byli odważni niż grzeczni. Wyobraź sobie, że jest jakiś chłopak w twojej klasie, który może nie jest największym bystrzakiem ani królem strzelców na boisku. I wyobraź sobie, że powiesz mu, że w sumie to go lubisz i zapraszasz go na urodziny. To wiesz co? Będziesz wtedy podobny do samego Boga.

Drugi upadek pod krzyżem

Tylko się nie przejmuj za bardzo, jeśli znowu coś ci nie wyszło. Nie załamuj się, tylko leć się przytulić do taty, mamy, do starszej siostry albo kudłatego królika, którego trzymacie w kuchni. Wysmarkaj nos i powiedz: „Potrzebuję pomocy, pomożesz mi?”. Ludzie, którzy cię kochają, uwielbiają ci pomagać. Bóg też. On dobrze wie, że czasem trudno się podnieść samemu.

Jezus spotyka płaczące niewiasty

Wcale nie jest tak, że zawsze musimy się uśmiechać jak te manekiny ze sklepu z sukniami ślubnymi. Nawet na modlitwie możemy powiedzieć Bogu: „Jakoś mi się nie chce dzisiaj uśmiechać”. Wiesz, jakie jest najkrótsze zdanie w księdze Ewangelii? „Jezus zapłakał”. Popłakać jest OK. Bóg też się tego nie wstydzi.

Trzeci upadek pod ciężarem krzyża

Bo tylko koty są takie cwane, że jak spadają z parapetu albo z płotu, to tak się w powietrzu wywiną, że spadają na cztery łapy i biegną dalej. U ludzi to jest trochę bardziej skomplikowane. Ale wiesz, co jest dobrego w tym, że coś nam się nie uda trzeci raz, piętnasty albo stomilionowy? Uczymy się wtedy wytrwałości, żeby spróbować jeszcze raz. W końcu zawsze się udaje. I wtedy jesteś mistrzem: tabliczki mnożenia, skoków w dal albo w niewyjeżdżaniu kredką za linie.

Jezus z szat obnażony

Jak czasem powiesz komuś ciepłe słowo, to jakbyś go swetrem okrył albo kocem w mroźny dzień.

Jezus do krzyża przybity

Pan Jezus jest taki, że kiedy w stajence był malutki i kiedy był dorosły na krzyżu, ręce trzymał szeroko wyciągnięte. Czemu? Bo marzy o jednym: przygarnąć cały ten wielgachny świat.

Jezus umiera na krzyżu

Nie ma takiej sytuacji, której On by przed nami nie przeszedł. Jak ktoś marznie na dworze, bo nie wziął kurtki, jak ktoś gubi się w mieście i mama go szuka albo jak kogoś eksmitują z mieszkania, bo nie miał na czynsz, albo jak zdarza się jakieś inne nieszczęście – to Pan Jezus mówi tak: „Ja to wszystko przeszedłem, Ja to znam, to nie jest koniec świata. Chodź, idziemy dalej, damy radę”.

Jezus z krzyża zdjęty

Wysłać komuś SMS-a: „Lubię cię, pomodlę się za ciebie” – to jakby przynieść do domu wróbla ze zwichniętym skrzydłem. Ogrzeje się i nabierze sił do fruwania.

Jezus do grobu złożony

Bo cuda się dzieją, tylko nie wiadomo kiedy. Bardzo trudno je przyłapać. Dziadek na wsi sieje ziarno na jesień, nie widzi, co tam się dzieje pod ziemią, aż mu wyrasta zielono na wiosnę. Albo mówisz tacie: „Jesteś najfajniejszym facetem na świecie” – i jakoś dziwnie jest szczęśliwy i ma trzy razy więcej siły niż wcześniej. Tak, cuda się dzieją, bądź cierpliwy. Kiedy Panu Jezusowi było najtrudniej, opowiedział najpiękniejszą historię.

Inne ciekawe materiały dla dzieci: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Papież na Placu św. Piotra będzie wznosił ręce i prosił, żeby Bóg się ulitował nad nami

2020-03-26 20:48

[ TEMATY ]

episkopat

Episkopat News

Zapraszam do włączenia się poprzez transmisje medialne do modlitwy o ustanie pandemii koronawirusa, którą w piątek o godz. 18.00 poprowadzi papież Franciszek. Ojciec Święty udzieli błogosławieństwa „Urbi et Orbi” całemu światu. Można wtedy uzyskać odpust zupełny – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Rzecznik Episkopatu przypomniał, że papież Franciszek zapowiedział w minioną niedzielę, podczas modlitwy „Anioł Pański”, że w piątek 27 marca o godz. 18.00, poprowadzi modlitwę na dziedzińcu bazyliki św. Piotra, przy pustym placu.

„Ojciec Święty zaprosił wszystkich do duchowego udziału za pośrednictwem środków przekazu. Podczas nabożeństwa czytane będzie Słowo Boże, odbędzie się adoracja Najświętszego Sakramentu, na koniec papież Franciszek udzieli błogosławieństwa +Urbi et Orbi+ z możliwością otrzymania odpustu zupełnego” – podkreślił.

Modlitwa potrwa około godziny. W tym czasie będzie miała miejsce adoracja Najświętszego Sakramentu. Po wysłuchaniu Słowa Bożego, Papież Franciszek poprowadzi medytację. „W tym czasie przed Bazyliką Świętego Piotra będzie wystawiony obraz Maryi – Ocalenie Ludu Rzymskiego (Salus Populi Romani) z Bazyliki Matki Bożej Większej oraz krzyż z kościoła św. Marcelego. Przed tymi wizerunkami Pana Jezusa oraz Matki Bożej rzymianie modlili się w minionych wiekach o ustanie epidemii i zostali wysłuchani, jak czytamy w licznych dokumentach” – powiedział ks. Rytel-Andrianik.

Ks. Rytel-Andrianik dodał, że Kościół w Polsce włącza się w papieską modlitwę o ustanie pandemii koronawirusa – za chorych, zmarłych i ich rodziny, a także za służby medyczne i sanitarne, które w tym czasie z ogromnym poświęceniem niosą pomoc ludziom. Poinformował też, że modlitwa z papieżem Franciszkiem będzie transmitowana na oficjalnym kanele watykańskim na YouTube VaticanNews: https://www.youtube.com/channel/UCShH-YDtaUQH0Zvmg_6bKJQ oraz w TV Trwam i Radiu Maryja, jak również w innych środkach społecznego przekazu.

„Dzięki duchowemu uczestnictwu w modlitwie prowadzonej przez Ojca Świętego możemy doświadczyć wspólnoty i jedności Kościoła na całym świecie w tym trudnym czasie. Bóg jest blisko każdego z nas, kierujmy do niego nasze prośby o pokój w sercu. Bądźmy razem, pomagajmy osobom potrzebującym, szczególnie chorym i starszym, niech nikt nie będzie pozostawiony sam sobie. Wspierajmy organizacje charytatywne, które niosą pomoc. Pamiętajmy o zachowaniu zasad bezpieczeństwa określonych przez służby sanitarne. Ich przestrzeganie jest wyrazem odpowiedzialności i chrześcijańskiej miłości bliźniego” – powiedział rzecznik Episkopatu.

CZYTAJ DALEJ

Chaos okiełznany, czyli rodzina w kwarantannie

2020-03-28 11:12

©Yakobchuk Olena – stock.adobe.com

Od niemal dwóch tygodni rodzice i dzieci przebywają ze sobą 24 godziny na dobę. Zapytaliśmy rodzinę z Małopolski o to, jak właściwie przeżyć czas pandemii. W jaki sposób stymulować rozwój umysłowy, fizyczny i duchowy najmłodszych, a jednocześnie znaleźć przestrzeń dla siebie? Opowie o tym Agnieszka Hajos-Iwańska, pracująca zdalnie żona i mama.

Anna Bandura: Jak zadbać o siebie i rodzinę w czasie kwarantanny?

Agnieszka Hajos-Iwańska: Podstawowa sprawa w tym okresie "izolacji społecznej" to utrzymać możliwie normalny rytm dnia. Stałe pory wstawania, posiłków, kładzenia się spać, lekcje/praca raczej w pierwszej części dnia. To daje wszystkim poczucie, że zmiana w życiu nie jest aż taka wielka. Utrzymanie normalności to też pielęgnowanie swoich rodzinnych zwyczajów i małych przyjemności — jak wspólny wieczór kinowy w sobotę (tylko w salonie, a nie w kinie) czy to, że mama ma nadal zadbane, pomalowane paznokcie (tylko robi je sobie sama). Takie trzymanie się normalności jest ważne nie tylko dla dzieci.

Ta niecodzienna sytuacja, w której się znaleźliśmy, może stać się okazją do pogłębiania relacji nie tylko z członkami rodziny, ale także z Bogiem. Jak w tym czasie kształtuje się wasza duchowość?

Ze względu na ograniczenie dotyczące uczestnictwa w Mszy św., uczestniczymy w niej online. A ponieważ mamy zwyczaj (dorośli) być na Mszy św. codziennie, co rano w naszym salonie można do nas dołączyć. Dzieci czasem korzystają z tej możliwości, w wolności. Uczestniczymy w adoracji online, zachęcamy dzieci do Różańca i do duchowej lektury (oczywiście na miarę wieku, z dziećmi czytamy "Idziemy za Tobą"). Wspólna modlitwa jest w naszym domu czymś naturalnym, natomiast więcej rozmawiamy o cnotach ludzkich, na pierwszym miejscu jest oczywiście męstwo i posłuszeństwo, które w nas wszystkich ta sytuacja bardzo wzmacnia.

Co jest najtrudniejsze w tym okresie?

Dla nas osobiście trudne jest łączenie intensywnego życia zawodowego (akurat w naszej branży dzieje się bardzo dużo) z intensywnym życiem rodzinnym i nadzorowaniem nauczania dzieci. Jesteśmy zmęczeni, ale staramy się trzymać fason i dawać dzieciom przykład. Na razie się udaje.

U dzieci, które nie mają doświadczeń edukacji domowej może pojawić się myśl, że pobyt w domu to czas na zabawę. Jak zatem planować obowiązki i przyjemności, lekcje i odpoczynek?

Przede wszystkim — w ogóle planować. Plan dnia, choćby ramowy, to podstawa w sytuacji, kiedy nic zewnętrznego nami nie steruje. W pracy przyjmujemy zasadę planowania 2/3 czasu i zostawiania reszty jako bufora na "pożary", wobec dzieci i zadań szkolnych ta zasada się sprawdza. Co do przyjemności, mamy kilka prostych zasad (bajka po odrobieniu lekcji, codzienna porcja ćwiczeń na instrumencie, porcja ruchu w środku dnia). No i żelazna zasada "czasu dorosłych" wieczorem, która jest nam koniecznie potrzebna jako bufor.

Czy istnieje coś, co w czasie kwarantanny na pierwszy rzut oka wydawało się nieistotne, ale w dłuższej perspektywie okazało się ważne?

Niezwykła ilość spędzanego razem czasu jest źródłem radości, ale też napięć, zwłaszcza jeśli rodzina "siedzi sobie na głowach". Ważne wydaje się zadbanie o czas tylko dla siebie każdego członka rodziny, prawo do wycofania się, choćby w książkę. Niekoniecznie trzeba spędzać całą dobę w zbiorowości, zwłaszcza jeśli mamy w domu introwertyków.

Jesteście kursantami Akademii Familijnej. Jak to, czego nauczyliście się w AF, wpływa na wasze relacje w czasie kwarantanny?

Podstawowa umiejętność wykształcona na kursach AF — poza rozmawianiem — to umiejętność oddzielania faktów od opinii, problemów i całej reszty. W zarządzaniu dziećmi zamkniętymi na niewielkiej przestrzeni spokojne rozplątywanie ich sporów na podstawie tych zasad okazuje się bezcenne.

Zauważam, że instytucja rodziny w tym niecodziennym czasie się odbudowuje. Jakie są wasze refleksje na ten temat?

Jest taki mem o tym, że ludzie nagle zaczęli siedzieć w domu i sami gotować, jak tak dalej pójdzie to jeszcze zaczną czytać... To oczywiście żart, ale przekazuje prawdę o tym, że jako społeczeństwo odzwyczailiśmy się od spędzania czasu w gronie bliskiej rodziny. Uczymy się spędzać ze sobą czas, znosić nawzajem swoje słabsze momenty. Z drugiej strony, wszystkim nam towarzyszy lęk o tych najsłabszych, starszych i schorowanych członków naszych rodzin. Część z nas świadomie odsuwa się od nich, w trosce o ich bezpieczeństwo, a jednocześnie czujemy potrzebę odbudowywania kontaktów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję