Reklama

Niedziela Świdnicka

Szczawno-Zdrój

Poświęcenie Pomnika Niepodległości

Niedziela świdnicka 49/2018, str. II-III

[ TEMATY ]

pomnik

100‑lecie niepodległości

Ryszard Wyszyński

Aktu poświęcenia szczawieńskiego Pomnika Niepodległości dokonał proboszcz parafii ks. Jarosław Żmuda

Aktu poświęcenia szczawieńskiego Pomnika Niepodległości dokonał proboszcz parafii ks. Jarosław Żmuda

„W hołdzie obrońcom ojczyzny walczącym o niepodległą Polskę” – głosi napis zamieszczony na pomniku odsłoniętym 18 listopada i uroczyście poświęconym w Szczawnie- -Zdroju z okazji obchodzonej w tym roku 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Pod dedykacją w centralnej części tablicy pomnika wyryty został napis ku pamięci współczesnych i potomnych – fragment kazania św. Jana Pawła II, w którym wołał on do Polaków: „Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest naszą matką szczególną. Niełatwe są jej dzieje, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stuleci. Jest naszą matką, która wiele wycierpiała i wciąż na nowo cierpi. Dlatego też ma prawo do miłości szczególnej”. Szczawno-Zdrój, listopad 2018.

Reklama

Pomnik stanął na placu w nowej części cmentarza komunalnego, skąd rozpościera się rozległa panorama na górną część Szczawna-Zdroju, wałbrzyską dzielnicę Konradów i nowo budowany w sąsiedztwie cmentarza kościół pw. Matki Bożej Częstochowskiej oraz górę Chełmiec. W uroczystości odsłonięcia pomnika uczestniczyli: Kompania honorowa i poczet sztandarowy Akademii Wojsk Lądowych im. gen. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu pod dowództwem komendanta Garnizonu Wrocław mjr. Sławomira Skałeckiego, członkowie związków kombatanckich, poseł na Sejm RP Katarzyna Mrzygłocka, poczty sztandarowe: Miejskiej Szkoły Podstawowej w Szczawne-Zdroju, Zespołu Szkół im. M. Skłodowskiej-Curie, PSP nr 2 im. Orła Białego w Wałbrzychu, Prywatnej Szkoły Sióstr Niepokalanek w Wałbrzychu, dawnych wałbrzyskich kopalń węgla kamiennego i Związku Emerytów Górników NSZZ „Solidarność”, radni i przedstawiciele władz samorządowych Szczawna-Zdroju, Wałbrzycha i regionu wałbrzyskiego, siostry zakonne, duchowieństwo, przedstawiciele Spółki Uzdrowisko „Szczawno-Jedlina”, członkowie Towarzystwa Miłośników Szczawna-Zdroju, mieszkańcy Szczawna-Zdroju i kuracjusze. Uroczystość rozpoczęła się od odśpiewania hymnu narodowego. W imieniu organizatorów uroczystości zebranych powitał prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego „Wolność i Niezawisłość” Stanisław Szmeruk. W pierwszych słowach zwrócił się do kombatantów ze Szczawna-Zdroju, Wałbrzycha i Świdnicy, podkreślając, że bez nich ta uroczystość nie nabrałaby należnego jej blasku. Następnie powitani przez niego zostali najważniejsi uczestnicy, a wśród nich burmistrz Szczawna-Zdroju Marek Fedoruk, prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej i proboszcz szczawieńskiej parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny ks. Jarosław Żmuda oraz przedstawiciele firmy kamieniarskiej ze Strzegomia, którzy podarowali wielki granitowy kamień, a także wykonawcy pomnika, którym podziękowano serdecznie za ich hojność, pracę i patriotyzm. Następnie w imieniu Uzdrowiskowej Gminy Miejskiej Szczawna-Zdroju przemawiał burmistrz Marek Fedoruk, który odczytał wyryte w kamieniu słowa św. Jana Pawła II, przypominając, że nasz papież wygłosił je podczas swojej pielgrzymki do Polski w 1983 r. Podkreślił, że są dziś dla nas drogowskazem i zobowiązaniem. Odniósł się też w pięknych słowach do wydarzeń z polskiej historii i obchodzonego teraz 100--lecia odzyskania niepodległości.

– Dzieje naszej ojczyzny – mówił – to rzadko dni szczęśliwe i spokojne. Często naszym przodkom towarzyszył lęk przed wrogiem, sąsiadem, niewolą i walki o wolność. Sto lat temu zakończyła się ta walka o wolność, która trwała 123 lata. Polski bohater narodowy walczył o wolność naszą i innych. Wielu z nich skazano na tułaczkę więzienia, wielu straciło swych bliskich i swe domy. Jakże ogromne straty ponieśliśmy. Ileż ran i cierpienia doznawał nasz polski naród. Trudno wszystko wyliczyć! Wspominamy dziś ich bohaterstwo i odwagę, tułaczkę żołnierza polskiego, łzy narodu polskiego, obozy, pacyfikacje, rozstrzeliwania ludności oraz prawdę o Katyniu – tak długo fałszowaną. Kilka dni temu obchodziliśmy 100-lecie odzyskania niepodległości. Polacy odzyskali wtedy swój dom, godło – orła białego i biało-czerwoną flagę. Od tego dnia nie musieli się już bać, że bycie Polakiem, bycie patriotą zostanie ukarane. Chylimy też czoła za lata budowy i rozwój państwa w latach 1918-39, zanim nastała kolejna straszliwa wojna – podkreślił burmistrz Marek Fedoruk.

Na uroczystości przemawiał również prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej. Po okolicznościowych wystąpieniach miało miejsce odsłonięcie tablicy pomnika, czego wspólnie dokonali, zdejmując wstęgę: burmistrz Szczawna-Zdroju Marek Fedoruk i prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego „Wolność i Niezawisłość” Stanisław Szmeruk oraz mjr Bogdan Zdrojewski, kombatant ze Świdnicy, były więzień polityczny. O poświęcenie pomnika poproszony został ks. proboszcz Jarosław Żmuda, który ten doniosły akt rozpoczął od wspólnie odmawianego „Ojcze nasz” oraz modlitwy za polskich bohaterów – żołnierzy i ludność cywilną, która tak obficie swe życie złożyła na ołtarzu ojczyzny, w walce o jej niepodległość i wolność. Po tym akcie, zgodnie z ceremoniałem wojskowym, odbył się przy pomniku Niepodległościowy Apel Pamięci, który odczytał uroczyście Komendant Garnizonu Wrocław mjr Sławomir Skałecki. Kompania honorowa oddała honorową salwę, a na zakończenie przedstawiciele stowarzyszeń i mieszkańcy składali u stóp pomnika wiązanki kwiatów. Na szczególne podziękowania za pomoc w przygotowaniu oprawy wojskowej uroczystości zasługuje mjr Jacek Baran, były radny, członek Towarzystwa Miłośników Szczawna-Zdroju, który na uroczystości reprezentował szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego we Wrocławiu płk. Piotra Rupę. Wśród gości uroczystości odsłonięcia Pomnika Niepodległości w Szczawnie-Zdroju był też zastępca Komendanta Wojskowej Komendy Uzupełnień w Kłodzku mjr Mariusz Horudko.

2018-12-05 11:10

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jan Paweł II jest naszym domownikiem

Z Krystyną Fałdygą-Solską i Bogusławem Solskim, twórcami kilkunastu pomników Jana Pawła II rozmawia Jadwiga Kamińska.

Jadwiga Kamińska: 16 października 1978 r. kardynał Karol Wojtyła został papieżem. Jak Państwo wspominają ten dzień?


Bogusław Solski: Byliśmy u przyjaciół na łódzkim Manhattanie. Zadzwonił znajomy i podniosłym głosem oznajmił nam, że Polak został papieżem. Prosił także, żebyśmy otworzyli okna. Otwieramy okna i słyszymy jak biją dzwony w kościołach w całej Łodzi.
Krystyna Fałdyga-Solska: To była wielka radość, ale także i zdumienie. Dla mnie osobiście to był wielki wstrząs duchowy. Uczestniczyliśmy w relacji telewizyjnej Mszy św. inaugurującej jego pontyfikat. Jak klękałam przy podniesieniu, to czułam, że muszę iść za nim. Po prostu decyzja na całe życie. I tak się zaczęła nasza wędrówka za Janem Pawłem II i przy nim. Stał się dla nas bardzo bliskim człowiekiem.
B.S.: Nasz stosunek do wiary był taki spokojny. Przez przypadek trafiło do Krysi zlecenie na figurę Matki Bożej Uśmiechu, ulubionej figurki św. Tereski dla sióstr karmelitanek bosych w Łodzi. I to był początek rzeźby sakralnej Krysi.

Czy pamiętacie pierwszą propozycję na budowę pomnika Jana Pawła II?


K.F.S.: Piotrków Trybunalski zaprosił mnie do konkursu na pomnik papieża. Pomyślałam, że jest to wyjątkowa okazja, aby zmierzyć się z wielkim pomnikiem i to tak niezwykłej osoby.
B.S.: W tym kościele u bernardynów w Piotrkowie Trybunalskim moi rodzice brali ślub, bo mama była piotrkowianką.
K.F.S.: Przyszło do nas zawiadomienie, że wygraliśmy konkurs. Zapytałam przewodniczącego Stowarzyszenia Architektów Polskich kto jeszcze brał udział w konkursie? Odpowiedź – nikt. Jan Paweł II w pierwszym pomniku jest taki, jakby w swojej wędrówce się zatrzymał, pastorał opiera o czoło i stoi zadumany, modlący się.

Piotrków Trybunalski miał już swojego papieża a Łódź nie. Czy nie było Wam z tego powodu smutno?


K.F.S.: Zatwierdzając piotrkowski projekt abp Władysław Ziółek też zwrócił uwagę na brak pomnika papieża w Łodzi. Zbliżał się rok 2000 i wtedy otrzymaliśmy propozycję budowy przy katedrze łódzkiej. Miałam wielką tremę, czy podołam wyzwaniu. Czytałam homilie i różne teksty Ojca Świętego i już go bardziej poznawałam. Łódzki papież jest radosny, niesie ze sobą moc i życie. Rozwiana szata pokazuje jego ducha.
B.S.: Łódzki papież to papież wkraczający w trzecie tysiąclecie. Symbolem tego jest cokół z trzech kamieni. To nie są równe stopnie, ale chybotliwe, jak ten czas, który się zaczął. W tym pomniku cokół ma swoje delikatne dopowiedzenie.

Jaka jest rola Pana Bogusława przy tworzeniu pomników?

B.S.: Ja mobilizuję żonę do działania. Kiedy ona ma już pomysł na figurę, to ja muszę opracować teren pod budowę pomnika. Pracuję nad projektem cokołu. Aby postać dobrze się prezentowała i zaistniała, to musi mieć dobre światło. Niekiedy gospodarzy terenu trudno do tego przekonać. Jest pomnik o wysokości 260 cm, niestety twarz papieża jest oświetlona tylko rano i przed zachodem słońca, zaś w południe nie widać twarzy tylko z tyłu dobrze oświetloną listę ofiarodawców.

Czy zdarzały się nietypowe zamówienia na pomnik naszego Ojca Świętego?


B.S.: Kiedyś przyjechali młodzi biznesmeni z Mogielnicy z postanowieniem, że też chcą mieć pomnik Jana Pawła II przed swoim kościołem. Myśleliśmy, że papież ma być klasyczny młody, silny. Ich jednak życzeniem było, aby był starszy. Tłumaczyli, że jak papież został wybrany, oni byli dziećmi. Zapamiętali papieża starego i dla nich on jest starszym człowiekiem.
K.F.S.: I tak powstał w Mogielnicy pomnik papieża, który jakby wyszedł z plebani, idzie z różańcem w ręku, podpierając się laseczką.

Ile zrealizowaliście Państwo zamówień na pomniki Jana Pawła II?


K.F.S.: Takich dużych projektów było czternaście, ale tworzyłam też tak po prostu, z potrzeby serca, popiersia papieża.
B.S.: Chciałem opowiedzieć o pewnym projekcie, który powstał, jest piękny, ale nigdy nie został i nie zostanie zrealizowany. Mieszkańcy pewnej miejscowości zapragnęli również mieć pomnik papieża. Krysia zrobiła model, na długiej 4 metrowej kamiennej belce w wysokości 50 cm siedzi stary papież. Na tej belce jest również małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Papież gestem dłoni zachęca, aby wstało. Cały projekt na sesji Rady Miejskiej został zaakceptowany, ale później odstąpiono od tej decyzji. Zasugerowano, że papież ma stać, mieć mitrę i musi błogosławić.
K.F.S.: Spotkała nas z tym projektem jeszcze inna historia. Zostaliśmy zaproszeni przez księdza z polskiej misji z Hamburga. Przedstawiliśmy w obecności biskupa diecezji nasz projekt. Wtedy usłyszeliśmy, że kategorycznie i absolutnie nie może być z dzieckiem, ponieważ zostanie posądzony o pedofilię. Według niego papież może być, ale bez pastorału i bez szat liturgicznych, ma to być przechodzący po cywilnemu „pan papież”.

Intelektualnie, duchowo i wewnętrznie byliście zachwyceni Janem Pawłem II. Był to człowiek niezwykłego formatu. Czy kiedyś doszło do Waszego spotkania z Ojcem Świętym?

K.F.S.: Nigdy nie spotkałam osobiście Jana Pawła II. Realizując kolejne pomniki nie odczuwałam tego, bo byłam mocno zaangażowana w jego osobowość. Tak los chciał, żebym szła obok niego. Podczas ostatniej pielgrzymki w 2002 r. dzięki mojej przyjaciółce, która była konserwatorem w Krakowie, mogłam uczestniczyć w spotkaniu na Wawelu. Nie byłam blisko, ale gdy przechodził, krzyknęłam: Ojcze Święty, kochamy cię! W tym momencie służba porządkowa podała mu dziecko do pocałowania. Ojciec Święty spojrzał na mnie i to mi wystarczy.

W Państwa ogrodzie jest piękna figura odpoczywającego papieża. Obcujecie z nim na co dzień, bo widać go z okien domu.


K.F.S.: Ojciec Święty jest naszym domownikiem. Figura wkomponowała się idealnie w zieleń naszego ogrodu. Zawsze, gdy wędrujemy rano na Mszę św., to jest najpierw spotkanie z Janem Pawłem II. Jego obecność wzbogaca przestrzeń, nie tylko ogrodu, ale i serca.
B.S.: Dawniej w ogrodzie nie stały żadne rzeźby. Dzięki temu, gdy pojawił się papież, to przestrzeń wokół nas wzbogaciły również inne rzeźby. Nam jest z tym dobrze i codziennie czujemy jego obecność. Mimo, że odszedł, to nadal jest wśród nas.

CZYTAJ DALEJ

Jestem najszczęśliwszym człowiekiem! - o. Jerzy Tomziński kończy 102 lata!

2020-11-24 09:38

[ TEMATY ]

o. Jerzy Tomziński

Krzysztof Tadej

o. Jerzy Tomziński

o. Jerzy Tomziński

102 lata temu, 24 listopada 1918 r., urodził się o. Jerzy Tomziński. Dwukrotnie był generałem Zakonu Paulinów, trzykrotnie – przeorem Jasnej Góry. Przyjaźnił się z prymasem Polski kard. Stefanem Wyszyńskim oraz z kard. Karolem Wojtyłą. Spotykał się m.in. z papieżami Piusem XII, Janem XXIII, Pawłem VI, Janem Pawłem II, a także z Ojcem Pio.

To jedna z najbardziej fascynujących postaci Kościoła katolickiego w Polsce. – Wszystkim rządzi Opatrzność Boża. Nie ma w życiu przypadków. Jeszcze nikt w historii świata nie wygrał wojny z Panem Bogiem – często podkreśla o. Jerzy Tomziński, paulin.

Najstarszy paulin – o. Jerzy Tomziński wyznaje: – Kiedy wojna się zaczęła, pytałem Pana Boga: Czy przeżyję Hitlera? A potem: Czy przeżyję Stalina? O komunę już nie pytałem, bo myślałem, że jej nie przeżyję. A tu proszę, jaka niespodzianka! Hitlera przeżyłem, Stalina przeżyłem i nawet komunę!

Jasna Góra to całe jego życie

O. Jerzy Tomziński mieszka na Jasnej Górze. Znany jest z ogromnego poczucia humoru, skromności i dobroci serca. Z klasztorem związany jest od najmłodszych lat. Podkreśla, że

Jasna Góra to całe jego życie

. – Znam tu każdy kąt, każdy kamień – dodaje. Jako chłopiec, 15 sierpnia 1932 r., witał na Jasnej Górze prezydenta Ignacego Mościckiego. Kilka lat temu wspominał to wydarzenie: – Pilnowałem furty. Stałem w mundurku, spodnie miałem na kant wyprasowane. Nagle przyjechał prezydent Mościcki. Widzę go, jakby to było dzisiaj. Wysoki mężczyzna, elegancki. Z białym szalikiem, laską, kapeluszem. Jak wszedł, to od razu podał mi rękę. „Witam, panie kawalerze!”. Powiedział to do mnie, prostego chłopca z malutkiej miejscowości, z Przystajni!

W 1935 r. Jerzy Tomziński wstąpił do Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika, nazywanego Zakonem Paulinów. Na Jasnej Górze przeżył II wojnę światową. Był świadkiem, gdy z narażeniem życia ukrywano Żydów, pomagano partyzantom i żołnierzom Armii Krajowej. W czasie wojny przyjął święcenia kapłańskie. W styczniu 1945 r. do Częstochowy wkroczyły wojska Armii Czerwonej. Kilka tygodni później na Jasną Górę przyjechali komuniści, przedstawiciele Rządu Tymczasowego. O. Jerzy został wydelegowany do spotkania z nimi. To jedno z wielu spotkań, które charakteryzuje tego zakonnika – otwartość na ludzi, życzliwość, szczerość. W filmie „Światem rządzi Bóg” wspominał to spotkanie: „Z 15 chłopów weszło. W buciorach, w kufajkach. Jednym z nich był premier Osóbka-Morawski. Spytałem, czego chcą. Odpowiedzieli, że przyjechali zamówić nabożeństwo. Wziąłem książkę intencji. Wpisałem na 25 marca 1945 r. Mszę św. w intencji Ojczyzny. Jak to zrobiłem, to powiedzieli, że nie mają pieniędzy. Mówię – trudno. Osóbka-Morawski spytał: A czego potrzeba? Odpowiedziałem, że szyb nie mamy, bo wszystkie wyleciały z klasztoru, jak wycofywali się Niemcy. – W Kielcach mamy hutę szkła – odpowiedzieli. Jeden z nich zaczął coś pisać na świstku papieru. Jak mi to dali, to mówię: Panie premierze, tak bez pieczątki to wydadzą nam coś na to? I zacząłem się śmiać. A on: Proszę księdza, niech się ksiądz z nas nie śmieje. Bo my będziemy mieli i samochody, i wszystko. I proszę sobie wyobrazić, że na ten świstek papieru w Kielcach dali nam dwie tony!”.

Świadek cudów i nawróceń

W 1945 r. o. Tomziński został mianowany kustoszem jasnogórskiego sanktuarium. Cztery lata później został proboszczem i kustoszem sanktuarium maryjnego w Leśnej Podlaskiej, jednak w 1951 r. zmuszono go do opuszczenia tego sanktuarium. Powrócił na Jasną Górę, gdzie kapituła wybrała go na przeora.

O. Tomziński nieraz opowiada, że od pierwszych dni pobytu na Jasnej Górze był świadkiem wielu cudów i nawróceń. – Ludzie pospadaliby z krzeseł z wrażenia, gdybym podał nazwiska osób, które się tutaj nawróciły. To byli na przykład wielcy komuniści – mówi i dodaje: – Kto tu nie był! Ilu ludzi się nawróciło przed obrazem Matki Bożej! Przyjeżdżali z zaciekawieniem i nagle się nawracali. Pan Bóg każdego dnia dokonuje na Jasnej Górze cudów. Ja jestem tego świadkiem.

Świadek historii

O. Jerzy Tomziński był świadkiem wielu ważnych wydarzeń historycznych, niektóre z nich organizował – np. Jasnogórskie Śluby Narodu 26 sierpnia 1956 r., na które przybyło milion wiernych. Gdy aresztowano kard. Stefana Wyszyńskiego, o. Tomziński m.in. z Marią Okońską – jedną z najbliższych współpracowniczek Prymasa Polski – zaczął codzienne modlitwy przed Cudownym Obrazem Matki Bożej w intencji uwolnienia kard. Wyszyńskiego. Tak rozpoczął się słynny Apel Jasnogórski.

Spotkanie z Ojcem Pio

W 1957 r. o. Tomziński wyjechał na studia do Rzymu. Początkowo władze nie chciały mu dać paszportu. Po interwencji władz Kościoła udało mu się opuścić kraj i zacząć studia na słynnym Uniwersytecie Gregoriańskim. W czasie pobytu we Włoszech wyjechał do San Giovanni Rotondo, gdzie mógł porozmawiać ze słynnym zakonnikiem Ojcem Pio. Tak wspominał te chwile: „Bardzo chciałem zobaczyć jego stygmaty. Rano byłem na Mszy św. Wrażeń nie da się powtórzyć. To było misterium. Odprawiał bardzo poprawnie. Nie przeciągał, nie nudził kazaniem. Po konsekracji zobaczyłem, że jak patrzył na Hostię, to widział Pana Jezusa. Takie miałem odczucie. Z tych przeżyć zapomniałem o stygmatach i jak spojrzałem na rękę, to już ją zasłonił habitem. Potem poszedłem do zakrystii. Ojciec Pio przyszedł, błogosławił ludzi, głaskał dzieci po głowie, uśmiechał się i nagle zobaczył młodego człowieka. Spojrzał na niego, uśmiech mu zniknął i ryknął: Precz! Ten młody człowiek spuścił wzrok i szybko wyszedł”.

O. Jerzy spotkał się jeszcze raz z Ojcem Pio w klasztorze i tam rozmawiał z tym przyszłym świętym. Na koniec klęknął i poprosił o błogosławieństwo. – Ojciec Pio powiedział na cały głos: – Niech Bóg cię błogosławi – i ręką nacisnął na moją głowę. Poczułem narośl na jego dłoni, tak jakby to był orzech włoski. I spełniło się to, co chciałem – opowiada o. Jerzy. I z uśmiechem dodaje, że do dzisiaj zjawiają się w klasztorze osoby, które chcą go dotykać. Dlaczego? Bo kiedyś, przed laty, dotykał go sam Ojciec Pio!

Świadek Soboru Watykańskiego II

O. Jerzy Tomziński uczestniczył w Soborze Watykańskim II. Przyczynił się do krzewienia kultu Matki Bożej Częstochowskiej, przygotowując Jej wizerunki dla wszystkich ojców soborowych. Rozdawał je w 1965 r. kard. Stefan Wyszyński.

Siły czerpie od Pana Boga

Po powrocie do Polski o. Jerzy aktywnie uczestniczył w życiu zakonnym. Opisanie jego działalności wypełniłoby kilka tomów książek. Był m.in. jasnogórskim kronikarzem, korespondentem Radia Watykańskiego i Biuletynu Biura Prasowego Sekretariatu Episkopatu Polski, pisał do Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, wchodził w skład zespołu redakcyjnego „Niedzieli”. W 1990 r. został kolejny raz przeorem. W czasie tej kadencji przygotowywał w sanktuarium VI Światowe Dni Młodzieży (1991 r.) z udziałem Jana Pawła II. Jego wspomnienia dotyczące rozmów z kard. Stefanem Wyszyńskim i Janem Pawłem II stanowią bezcenne źródło dla historyków.

Wielu osobom odwiedzającym Jasną Górę o. Jerzy kojarzy się ze skromnością i uśmiechem. Kilkoma zdaniami potrafi pocieszyć, dodać sił i zbliżyć ludzi do Boga. Można o nim usłyszeć, że to „święty kapłan, który siły czerpie od Pana Boga i jest znakiem, że Bóg istnieje”. Zapytany, czy nie żałuje, że wybrał życie zakonne, bez wahania odpowiedział: „Ani sekundy nie żałowałem. Ani sekundy! Jestem

CZYTAJ DALEJ

Papież na konsystorzu: purpura kardynalska to kolor krwi, a nie wybitnego wyróżnienia

2020-11-28 17:05

[ TEMATY ]

Watykan

konsystorz

Bazylika św. Piotra

Vatican News

Purpura szat kardynalskich, która jest kolorem krwi, może stać się dla ducha świata kolorem wybitnego wyróżnienia – przestrzegł papież Franciszek 28 listopada podczas konsystorza zwołanego dla ustanowienia 13 nowych kardynałów.

Wskazał, że nawrócenie jest „zejściem z bezdroży, aby wejść na drogę Boga”.

Papież zauważył, że droga jest „środowiskiem, w którym zawsze odbywa się droga Kościoła: drogą życia, historii, która jest historią zbawienia w takiej mierze, w jakiej dokonuje się ona z Chrystusem, ukierunkowana na Jego tajemnicę paschalną”. - Jerozolima jest zawsze przed nami. Krzyż i zmartwychwstanie należą do naszej historii, są naszym dzisiaj, ale zawsze są też celem naszej drogi – mówił Franciszek.

Podkreślił, że nie jest to jedynie to dla konsystorza zwołanego dla ustanowienia nowych kardynałów, „ale «wskazanie drogi» dla nas, dzisiaj idących wraz z Jezusem, który poprzedza nas w drodze.

On jest siłą i sensem naszego życia i naszej posługi”, stwierdził Ojciec Święty.

Nawiązując do prośby Jakuba i Jana, którzy chcieli zająć miejsce po prawej i lewej stronie Jezusa w Jego chwale, papież zaznaczył, że „nie jest to droga Jezusa, ale inna”. - To droga tych, którzy, być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, „wykorzystują” Pana, aby promować samych siebie – wskazał Franciszek.

Odpowiedź Jezusa: „Nie wiecie, o co prosicie”, „w pewnym sensie ich usprawiedliwia, ale jednocześnie oskarża: ֿ«Czyż nie zdajecie sobie sprawy, że jesteście na bezdrożach?». Istotnie, za chwilę właśnie dziesięciu innych apostołów okaże swoją oburzoną reakcją na synów Zebedeusza, jak bardzo wszyscy byli kuszeni, by pójść na bezdroża”.

- Drodzy Bracia, wszyscy kochamy Jezusa, wszyscy chcemy za Nim iść, ale musimy być zawsze czujni, aby trwać na Jego drodze. Możemy bowiem naszymi stopami, naszymi ciałami być z Nim, ale nasze serca mogą być daleko i prowadzić nas na manowce. Zatem, na przykład, purpura szat kardynalskich, która jest kolorem krwi, może stać się dla ducha świata, kolorem wybitnego wyróżnienia – stwierdził Ojciec Święty.

Zwrócił uwagę na kontrast między Jezusem, który jest „w drodze”, a uczniami, którzy są „na bezdrożach”. Są to „dwie trasy nie dające się pogodzić”. - Tylko bowiem Pan może ocalić swoich zagubionych przyjaciół, którym grozi zatracenie się, tylko Jego krzyż i Jego zmartwychwstanie. Dla nich, a także i dla wszystkich, wstępuje On do Jerozolimy. Dla nich, i dla wszystkich, połamie On swoje ciało i przeleje swoją krew. Dla nich i dla wszystkich zmartwychwstanie, a przez dar Ducha przebaczy im i przemieni. Umieści ich ostatecznie na swojej drodze – przypomniał papież.

Dodał, że „św. Marek - podobnie jak Mateusz i Łukasz - włączył tę historię do swojej Ewangelii, ponieważ jest ona zbawczym Słowem, niezbędnym dla Kościoła wszystkich czasów”. - Nawet jeśli Dwunastu robi złe wrażenie, ten tekst wszedł do Kanonu, ponieważ ukazuje prawdę o Jezusie i o nas. Jest to słowo zbawienne również dla nas dzisiaj. Także i my, papież i kardynałowie, musimy zawsze spojrzeć na siebie w tym słowie prawdy. Jest to ostry miecz, tnie nas, jest bolesny, ale jednocześnie nas uzdrawia, wyzwala, nawraca. Nawrócenie jest tym właśnie: zejściem z bezdroży, aby wejść na drogę Boga – zakończył Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję