Reklama

Wiadomości

11 listopada 1918 w odsłonach

Obraz ziem polskich w tym dniu przypominał, wbrew potocznym skojarzeniom, bardzo zróżnicowaną mozaikę. Wolność krocząca już od przeszło trzech tygodni dotarła tylko do niewielkiej części przedrozbiorowej Rzeczypospolitej

Niedziela Ogólnopolska 45/2018, str. 18-19

[ TEMATY ]

Niepodległość

100‑lecie niepodległości

Wolski Saryusz /ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Rozbrajanie Niemców w Warszawie – plakat „Oddajcie broń!”.

Był poniedziałek 11 listopada 1918 r. W Compiegne we Francji podpisano oczekiwane zawieszenie broni. Niemcy, mimo że żaden żołnierz obcej armii nie postawił nogi na niemieckiej ziemi, a armia niemiecka stała jeszcze we Francji, Belgii, Holandii oraz w głębi pogrążonej w chaosie rewolucyjnym Rosji, przegrywali wojnę, która dla milionów Europejczyków była największym koszmarem, jaki dotychczas przeżyli. Był to także koszmar dla milionów Polaków będących pod okupacją, ginących na polach bitew w służbie zaborców.

Wyspy Niepodległej

4 listopada wolność przyszła na Jasną Górę. Polscy żołnierze przejęli dowództwo nad jasnogórską twierdzą. Nad Jasną Górą załopotała biało-czerwona flaga.

Niepodległością cieszyli się od kilkunastu dni mieszkańcy polskiej części Śląska Cieszyńskiego. W Boguminie, Cieszynie, Skoczowie władzę objęła Cieszyńska Rada Narodowa, czekając na połączenie tych obszarów z Polską. Ponieważ obowiązywało porozumienie z czeskimi organami tymczasowej władzy na tym terenie, na razie panował spokój, choć zbierały się już chmury zapowiadające nadchodzący konflikt, gdyż centralny rząd w Pradze nie pogodził się z warunkami tego porozumienia.

Reklama

Kolejną wyspą wolności była Galicja Zachodnia, w której faktyczną władzę tymczasową sprawowała od prawie dwóch tygodni powstała w Krakowie Polska Komisja Likwidacyjna z Wincentym Witosem na czele. W wielu miastach trwało usuwanie oznak austriackiego panowania. Powiewały już polskie flagi, pojawiały się także polskie orły na budynkach urzędów przejętych po zaborcy. Budowano zalążki polskiej administracji, tworzyło się polskie wojsko.

Od kilku zaledwie dni wolnością cieszyli się mieszkańcy austriackiej okupacji byłego Królestwa Polskiego, czyli Lubelszczyzny. W Lublinie od czterech dni działał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej na czele z Ignacym Daszyńskim, aspirujący do roli pierwszego rządu niepodległej Polski. Ale jednocześnie pojawiło się zagrożenie ze strony zbolszewizowanej Rady Delegatów Robotniczych, która nawoływała do przewrotu rewolucyjnego. Powszechny i bardzo odczuwalny niedostatek materialny, zmęczenie latami okupacji oraz stan tymczasowości i dezorientacji części społeczeństwa stanowiły realne zagrożenie dla pokoju społecznego.

We Lwowie oblężonym przez Ukraińców dzielnie broniła się odcięta od świata grupa polskich patriotów, złożona z ochotników, w tym z młodzieży, oczekująca na pomoc.

Reklama

11 listopada dotarła do Przemyśla grupa ekspedycyjna majora Juliana Stachiewicza i przystąpiła do zdobywania miasta, co trwało jeszcze kilkanaście dni.

Pospolite ruszenie na obszarze niemieckiej okupacji

Wyraźne przyspieszenie dynamiki wydarzeń w Warszawie i niemieckiej części okupowanego Królestwa związane było z przyjazdem z Magdeburga 10 listopada komendanta Józefa Piłsudskiego, o którego uwolnienie zabiegało wiele środowisk. Wprawdzie już od ponad miesiąca Rada Regencyjna sprawowała władzę jako ośrodek niezależny od Niemiec, tworząc zręby polskiego wojska i administracji, ale w warunkach obecności wojsk niemieckich w stolicy ta suwerenność wydawała się nadal problematyczna. 11 listopada w Warszawie, jak donosiła „Nowa Gazeta”, „po niezwykle ożywionej nocy, rozbrzmiewającej strzałami, turkotem szybko przejeżdżających samochodów wojskowych, nastał mglisty ranek. Ulice zaległy wkrótce gęste tłumy, podniecone i wojownicze. Na miasto wyszły patrole wojska polskiego i milicji. Rozbrajają przechodzących żołnierzy niemieckich i oficerów. Większość z nich oddaje broń dobrowolnie, zdarzają się jednak wypadki oporu. Wtedy zwykle interweniuje tłum, przechylając zawsze zwycięstwo na stronę polską. W paru miejscach doszło do wymiany strzałów, są zabici i ranni”. Zrewoltowani przez propagandę bolszewicką żołnierze armii niemieckiej w stolicy z reguły opuszczali posterunki, sprzedawali broń, a nawet nakładali czerwone opaski i kokardy. Ci, którzy mieli polskie pochodzenie, nakładali biało-czerwone i przechodzili do Polskiej Siły Zbrojnej – formacji podległej Radzie Regencyjnej. Rano Piłsudski udał się do gmachu byłego generała gubernatora (Pałac Namiestnikowski, dziś Pałac Prezydencki), gdzie wygłosił przemówienie do Rady Żołnierskiej, w którym stwierdził: „Naród polski za grzechy waszego rządu nad wami mścić się nie chce i nie będzie!”. Zaapelował do żołnierzy, by zachowali spokój i nie prowokowali. Do zgromadzonych pod gmachem rodaków zaapelował o powstrzymanie się od wrogich działań przeciw żołnierzom. Prasa warszawska pisała o Piłsudskim jako o „wodzu narodu”, za którym stoi „murem zaufanie narodu”. Rada Regencyjna po południu, ok. godz. 17, po dłuższej rozmowie z komendantem, zdecydowała o przekazaniu mu władzy wojskowej i zapowiedziała, że po utworzeniu Rządu Narodowego złoży swoją władzę. Wieczorem rząd lubelski podporządkował się Piłsudskiemu, a ten powierzył misję tworzenia nowego Daszyńskiemu. I tu, w Warszawie, za sprawą agitacji skrajnej lewicy spod znaku SDKPiL i PPS-Lewicy, zaczęły się wybory do Rady Delegatów Robotniczych, a więc pojawiło się niebezpieczne widmo rewolucji.

Rozbrajanie żołnierzy niemieckich powtórzyło się w wielu miejscach, m.in. w:  Łodzi, Kaliszu, Łukowie, Siedlcach, Węgrowie, Sokołowie Podlaskim, Sieradzu i innych mniejszych miejscowościach. Towarzyszyło temu zajmowanie budynków publicznych i urzędów. Ogromną rolę odgrywała w tej żywiołowej akcji POW – przez okres wojny tajna armia utworzona na jej początku przez Piłsudskiego. Teraz jej żołnierze przystępowali do zrywania niemieckich napisów, przejmowania magazynów żywności i broni. Nie wszędzie obyło się bez ofiar. W Łodzi zginęło pięciu Polaków. Ale widać było satysfakcję, kiedy na ratuszach miejskich zaczęły powiewać flagi biało-czerwone, „tak rzadko (...) widywane”, a widok Niemców „gremialnie” wyjeżdżających końmi i samochodami napawał radością.

Mobilizacja w oczekiwaniu na wolność

W zaborze pruskim i na Kresach sytuacja była zgoła inna. Na obszarze zaboru pruskiego nadal funkcjonowała niemiecka władza, stacjonowały wojska niemieckie, a losy tych ziem nie były wcale przesądzone, tym bardziej że Prusy jako państwo nie przeżyły głębokiego kryzysu wewnętrznego. Wprawdzie Niemcy stanowili liczebną mniejszość na obszarze Wielkopolski i Górnego Śląska, ale stanowili tam od dziesięcioleci elity społeczne i gospodarcze wspierane przez państwo. Poza tym świadomość narodowa niektórych polskojęzycznych mieszkańców, zwłaszcza na Śląsku, była problematyczna. Natomiast na Pomorzu dominował język kaszubski i niemiecki, dlatego przed I wojną światową znaczna część ludności kaszubskiej wkraczała „mocno podniemczona”, bez ugruntowanego poczucia narodowego i wiary w odrodzenie Polski, choć wśród Kaszubów przyznających się do polskości pojawił się charyzmatyczny lider Antoni Abraham. Niemcy nie ustawali natomiast w wysiłkach, by udowodnić, że Pomorze od wieków jest niemieckie, a Kaszubi to nie Polacy.

W Wielkopolsce, w której jeszcze przed wojną polski ruch narodowy był najlepiej zorganizowany, dzięki długiej tradycji pracy wokół obrony polskości, a w ostatnim okresie – pracy obozu Narodowej Demokracji wraz z nasilającym się kryzysem wewnętrznym Niemiec, polskie środowiska podjęły działania zmierzające do wytworzenia polskiej reprezentacji. 9 listopada w Poznaniu powstał tajny Centralny Komitet Obywatelski, w którym zasiedli posłowie polscy do parlamentu Rzeszy i sejmu pruskiego oraz przedstawiciele organizacji społecznych. Natomiast w terenie, w tym także na Pomorzu, zaczęły powstawać rady ludowe jako terenowe organy polskiego ruchu narodowego. Równolegle powstała w Poznaniu Rada Żołnierska, reprezentująca zrewoltowane środowiska zmęczonych wojną żołnierzy. 11 listopada z jej inicjatywy powołano Radę Robotniczą, w której przewagę zdobyli Polacy. Obie rady połączono. Sieć rad powstawała także na Pomorzu. To był początek drogi do uniezależnienia Wielkopolski i Pomorza od Berlina.

Na Górnym Śląsku polski ruch narodowy ujawnił swoje aspiracje polityczne już w październiku 1918 r. W oświadczeniu polskich organizacji z terenu Rzeszy i kilkunastu polskich gazet oraz w wystąpieniu w Reichstagu Wojciecha Korfantego jasno formułowano wolę połączenia tej dzielnicy z odradzającą się Polską, upominając się o Poznańskie, Prusy Zachodnie z Gdańskiem (czyli Pomorze Gdańskie), Górny Śląsk, a nawet część tzw. Śląska Dolnego. Kryzys wewnętrzny Niemiec oraz abdykacja Wilhelma II 9 listopada zdynamizowały życie polityczne w Niemczech. Masowo powstawały rady robotniczo-żołnierskie, zdominowane przez lewicę socjaldemokratyczną, do których włączyli się na Górnym Śląsku tylko nieliczni Polacy, mimo że deklarowały one z reguły przychylny stosunek do polskiego ruchu narodowego. Dystansując się wobec nich, większość aktywnych środowisk polskich na tym obszarze odpowiedziała powoływaniem rad ludowych, własnych struktur administracyjnych, które ciążyły ku kształtującej się w Wielkopolsce Naczelnej Radzie Ludowej. Do końca 1918 r. było ich na Górnym Śląsku ponad 500. Trzeba pamiętać, że Polacy na obszarze zaboru pruskiego w listopadzie 1918 r. nie dysponowali żadną siłą militarną, która mogłaby wpłynąć realnie na układ sił w krytycznym momencie rywalizacji polsko-niemieckiej. Jedynie w Wielkopolsce istniała słaba liczebnie POW, a naturalna baza dla budowania siły zbrojnej, którą były drużyny Sokoła, nie mogła stanowić wartościowej przeciwwagi dla wojsk niemieckich.

Tymczasem na dawnych Kresach Rzeczypospolitej od roku trwał chaos rewolucyjny, który stanowił zagrożenie dla polskiej ludności. Ziemie te były okupowane przez wojska niemieckie, a ludność polska była odcięta niemieckim kordonem od wolnej już centralnej Polski. Kiedy tylko Niemcy się wycofywali, wzrastało zagrożenie ze strony zrewolucjonizowanych „watah”, które mogły bezkarnie palić, grabić i zabijać. Najbardziej narażone na napady bolszewików i zrewoltowanego chłopstwa ukraińskiego czy ruskiego, które próbowało wykorzystać istniejący zamęt dla grabieży, były polskie dwory na Kresach. Podburzeni przez bolszewików dopuszczali się pogromów „panów”, dewastowali sprzęty rolnicze, wyrzynali bydło, nożami i sierpami niszczyli księgozbiory i dzieła sztuki, fortepiany i antyczne meble rąbali na opał. Nie mieli żadnych skrupułów. Tak wspomina te momenty jedna z polskich ziemianek: „Widząc, że źle się dzieje, wzięłam figurę gipsową Dzieciątka Jezus (...). Oddałam ją do przechowania jednej z dziewcząt u mnie służących, prosząc, by u siebie w chacie przechowała. Tymczasem łotr jakiś wydarł jej z rąk statuę i rzucając na ziemię, zawołał: «Bodaj polskim bogom oczy powyłaziły!»”. Dwory były nierzadko profanowane fekaliami, a następnie puszczane z dymem. Przez krótki okres do wiosny i lata na niektórych obszarach mogły one liczyć na wsparcie polskich korpusów, ale te zostały rozbrojone przez Niemców lub Austriaków. Jedynym środkiem ratunku były organizowane na niektórych obszarach polskie samoobrony, głównie na terenach litewsko-białoruskich. Takie samoobrony jako organizacje formalnie tylko samopomocowe i porządkowe były de facto bazami dla polskiej konspiracji wojskowej. Powstały w Wilnie, Grodnie i Mińsku, a powiązane były z nimi samoobrony lokalne. Nie tylko starały się one bronić tutejszych Polaków, ale także podejmowały próby przejmowania władzy na obszarach opuszczanych przez Niemców, tworząc zalążki polskiej władzy cywilnej na obszarach wysp zamieszkiwanych przez rodaków. Wobec przewagi bolszewików oddziały samoobrony zmuszane były do działań konspiracyjnych, do prowadzenia walki partyzanckiej. Polacy na Kresach czekali aż do wiosny 1919 r. na wkroczenie jednostek Wojska Polskiego.

Zatem obraz 11 listopada 1918 r. był złożony. Na niektórych obszarach ziem historycznie polskich cieszono się już wolnością, a na innych trzeba było na nią czekać w niepewności jeszcze przez kolejne miesiące, a nawet lata. Kiedy mieszkańcy Krakowa, Lublina i Warszawy świętowali odzyskaną świeżo niepodległość, na Kresach rozgrywała się tragedia, ginął świat polskich dworów. Wszędzie natomiast miejscowe środowiska polskie podejmowały samoczynnie działania, by przygotować grunt dla restytuowania Polski. To było wielkie, spektakularne i wspólnotowe zwycięstwo narodu po 123 latach niewoli.

2018-11-07 08:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Upragniony dar

2020-06-30 12:26

Niedziela toruńska 27/2020, str. IV

[ TEMATY ]

100‑lecie niepodległości

Lidzbark

Archiwum Urzędu Miasta i Gminy Lidzbark, Biuro ds. Promocji i Turystyki

Świętowanie setnej rocznicy powrotu do Macierzy

Trwająca pandemia utrudniła przystępowanie do sakramentów świętych wszystkim katolikom, na szczęście wielu spośród wierzących nie rezygnuje ze spotkań sakramentalnych. A może ktoś właśnie teraz odkrywa wiarę na nowo?

Jak to dobrze, że pośród zagubionego świata są jeszcze w naszych polskich rodzinach dzieci, które pragną spotkać się z Chrystusem Eucharystycznym w Komunii św. Ufajmy, że nie będzie to tylko chwilowe pragnienie.

CZYTAJ DALEJ

Andrzej Duda zaproponował wykluczenie w Konstytucji RP możliwości adopcji dziecka przez pary homoseksualne

2020-07-06 12:47

[ TEMATY ]

adopcja

Andrzej Duda

PAP/Paweł Supernak

Prezydent Andrzej Duda podpisał dziś i skierował do laski marszałkowskiej projekt nowelizacji Konstytucji, zmierzający do wykluczenia możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

- Jestem przekonany, że dzięki temu zapisowi bezpieczeństwo dzieci i troska o ich dobro będzie w dużo większym stopniu realizowana - powiedział urzędujący prezydent.

Projekt - wyjaśniał prezydent Duda - ma wyjść naprzeciw społecznemu oczekiwaniu Polaków, aby dobro dzieci było zabezpieczone także przed sytuacją, w której mogłoby dochodzić do przysposobienia dzieci przez pary jednopłciowe.

- Wielokrotnie polskie społeczeństwo było o to pytane. Odsetek osób, które zawsze były przeciwne takiej możliwości, wynosił w każdym przypadku grubo ponad 70 proc., w niektórych sondażach nawet ponad 80 proc. Stanowisko polskiego społeczeństwa jest tu więc jednoznaczne - uzasadnił prezydent.

Natomiast sytuacja pod względem prawnym nie była w tej kwestii do tej pory do końca pewna - stwierdził Andrzej Duda. Jak wyjaśnił, jego projekt to inicjatywa ustrojodawcza, gdyż dotyczy najwyższego aktu prawnego, czyli konstytucji. Nowelizacja przeniesie niektóre zapisy już obecne w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym na grunt ustawy zasadniczej. Zgodnie z prezydenckim projektem, przysposobić, czyli adoptować, będzie można wyłącznie osobę małoletnią i wyłącznie dla jej dobra. Teraz jednak ten zapis będzie miał rangę konstytucyjną.

Ponadto, konstytucja będzie stanowić, że przysposobienia może dokonać razem jedynie mężczyzna i kobieta pozostający w związku małżeńskim (taką formułę małżeństwa opisuje art. 18 konstytucji).Projekt prezydencki stanowi, że nie może przysposobić dziecka "osoba pozostająca we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci".

- Co oznacza, krótko mówiąc, że gdy mamy do czynienia ze związkiem faktycznym [osób tej samej płci] - a wiemy, że takie występują, bo takie jest życie - wówczas sąd i inne organy będą miały obowiązek sprawdzenia, czy osoba, która chce dokonać adopcji jednoosobowo, rzeczywiście w takim wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci pozostaje, czy nie - tłumaczył Andrzej Duda.Prezydent zaznaczył, że jego projekt "w żadnym aspekcie nie dotyczy rodzicielstwa biologicznego".

- Jeżeli chodzi o rodziców biologicznych, jest art. 48 konstytucji, który mówi, że rodzice mają prawo do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami i ja absolutnie w tę kwestię nie wnikam - powiedział.- Projekt nie mówi o związkach, tylko o sytuacji faktycznej, w której dwie osoby tej samej płci pozostają we wspólnym pożyciu. Jest to sytuacja prawnie zdefiniowana, znana w orzecznictwie Sądu Najwyższego od wielu lat. Sąd Najwyższy miał na przestrzeni ostatnich lat cały szereg wypowiedzi właśnie dotyczących takich sytuacji pomiędzy osobami tej samej płci. Ale jestem przekonany, że dzięki temu zapisowi bezpieczeństwo dzieci i troska o dobro dziecka będzie w dużo większym stopniu realizowana - tłumaczył dalej Andrzej Duda.

Zdaniem prezydenta, to jest "kierunek, w którym powinniśmy podążać; kierunek, który odpowiada całemu szeregowi norm konstytucyjnych dotyczących rodziny, jej charakteru, dzieci - tego, w jaki sposób powinny być zabezpieczone".Jak zaznaczył, w przypadku adopcji sytuacja jest bardzo szczególna. - Dziecko, które może być przysposobione, to dziecko pozostające pod szczególną opieką państwa, bo nie ma osób wykonujących wobec niego prawa rodzicielskie. Nastąpi to dopiero w wyniku przysposobienia. Państwo otaczające to dziecko opieką, zgodnie z art. 72 konstytucji, musi w sposób zdecydowany tego dobra dziecka strzec i te zapisy klarują tę kwestię - dodał Andrzej Duda.Prezydent wyraził nadzieję, że składana do laski marszałkowskiej propozycja zostanie poparta nie tylko przez posłów Zjednoczonej Prawicy, ale także parlamentarzystów PSL, "przynajmniej niektórych posłów Platformy Obywatelskiej, nie wspomnę już - bo to jest dla mnie oczywiste - przez posłów Konfederacji".

- Wielokrotnie deklarowali, że ich pogląd jest dokładnie zgodny z tym, co ja zaproponowałem. Jest teraz możliwość, aby to udowodnić i dzięki temu ten projekt otrzyma odpowiednie poparcie w polskim parlamencie - dodał Andrzej Duda.Wcześniej prezydent skierował do Sejmu projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, mający na celu zwiększenie możliwości współdecydowania przez rodziców o rodzajach treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych organizowanych w szkołach.

Projekt nowelizuje zapisy umieszczone w art. 86 ustawy i mówiące o obowiązku konsultacji z rodzicami, w tym z radą rodziców, wprowadzania i realizowania zajęć dodatkowych w szkole. Działalność wszelkich organizacji pozarządowych i stowarzyszeń, która miałaby być prowadzona na terenie szkoły, wymagać będzie nie tylko zgody dyrekcji szkoły i Rady Szkoły, ale przede wszystkim zgody samych rodziców. Dotyczy to każdej organizacji, niezależnie od jej profilu i sposobu działania. Jeśli chce ona działać na terenie szkoły, prowadzić zajęcia pozalekcyjne czy jakąkolwiek działalność dla dzieci czy z dziećmi lub też prowadzić zajęcia w ramach danego przedmiotu, zobowiązana będzie przedstawić rodzicom w formie konspektu pełną informację o tym, co i w jakiej formule zamierza przekazywać, czego będą dotyczyły te treści oraz kto je będzie przekazywał, a także jakie są kwalifikacje i dotychczasowe doświadczenie tej osoby.

Prezydent podkreślił, że projekt jest przede wszystkim realizacją art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, mówiącego o prawie rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.W trakcie kampanii przed pierwszą turą wyborów prezydenckich Andrzej Duda podpisał też tzw. Kartę Rodziny. Zawarł w niej obietnicę podtrzymania wsparcia socjalnego, ale ponadto zaakcentował potrzebę ochrony dzieci i całej rodziny przed ideologią LGBT. Podkreślił, że zgodnie z Konstytucją małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Potrzebna jest obrona instytucji małżeństwa i nie będzie go w innej postaci niż ta zagwarantowana w ustawie zasadniczej. Dodał, że nie ma też jego zgody na adopcję dzieci przez pary homoseksualne i wprowadzony zostałby zakaz propagowania ideologii LGBT w instytucjach publicznych.lk / Warszawa

CZYTAJ DALEJ

Włochy: 172 lekarzy zmarło od początku pandemii COVID-19

2020-07-06 19:38

[ TEMATY ]

Włochy

koronawirus

źródło: wPolityce.pl

172 lekarzy zakażonych koronawirusem zmarło we Włoszech od początku epidemii - ten najnowszy bilans podała w poniedziałek krajowa federacja Izb Lekarskich. Wśród zmarłych są emerytowani lekarze, którzy wznowili praktykę w związku z kryzysem w służbie zdrowia.

Łącznie SARS-CoV-2 zaraziło się prawie 30 tysięcy lekarzy, pielęgniarek i pielęgniarzy oraz innych pracowników włoskiej służby zdrowia. To ponad 12 procent całego personelu medycznego kraju.

80 procent zakażeń koronawirusem zarejestrowano w Lombardii, Emilii-Romanii i Wenecji Euganejskiej. (PAP)

sw/ ap/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję