Reklama

Niedziela Świdnicka

Święty Wawrzyniec patronem diakonów stałych

Niedziela świdnicka 37/2018, str. VIII

[ TEMATY ]

diakonat

św. Wawrzyniec

Ks. Zbigniew Chromy

Watykan. Kościół św. Anny. Relikwiarz z głową św. Wawrzyńca

Szybko minął czas wakacji, podczas których w naszej diecezji miało miejsce historyczne wydarzenie. Biskup Świdnicki, jako pierwszy w metropolii wrocławskiej, przez swoją decyzję wprowadzającą posługę diakonatu stałego, przeszedł do historii Kościoła Katolickiego na Dolnym Śląsku. Diakonat stały został przywrócony w Kościele Katolickim po Soborze Watykańskim II przez bł. Pawła VI (jego kanonizacja w tym roku 14. października br.). Ogólne zasady odnowienia diakonatu stałego papież ustalił w Liście Apostolskim „Sacrum diaconatus ordinem” (18 czerwca 1967 r.), następnie Konstytucją Pontificalis romani recognito (18 czewrca 1968 r.), zatwierdził nowy obrzęd udzielenia święceń m.in. diakonatu określając materię i formę tych święceń, zaś Listem Apostolskim Ad pascendum (15 sierpnia 1972 r.) sprecyzował warunki przyjęcia i święceń kandydatów do diakonatu.

Choć postulat powrotu do diakonatu, jako stałego urzędu, był już podnoszony w Dekrecie o Reformie Soboru Trydenckiego (1545-63), z jego realizacją trzeba było czekać aż do pontyfikatu Pawła VI. W Polsce Konferencja Episkopatu Polski na Zebraniu Plenarnym 20 czerwca 2001 r. podjęła decyzję o wprowadzeniu diakonatu stałego w naszym kraju. Sporządzono też „Wytyczne dotyczące formacji, życia i posługi diakonów stałych w Polsce”, które następnie zostały zatwierdzone przez Kongregację Wychowania Katolickiego dnia 22 stycznia 2004 r. Wytyczne są dostosowaniem do realiów naszego kraju dokumentu Kongregacji Wychowania Katolickiego Ratio fundamentalis institutionis diaconorum permanentium z dnia 22 lutego 1998 r. Decyzję o wprowadzeniu w konkretnych diecezjach diakonatu stałego pozostawiono Biskupom Ordynariuszom. Korzystając z tego prawa, Biskup Świdnicki wspomnianym wyżej dekretem postanowił, że „W oparciu o dokumenty Stolicy Apostolskiej (…) po zasięgnięciu opinii Rady Kapłańskiej i licznych konsultacjach, mając na uwadze dobro duchowe wiernych i ożywienie życia religijnego naszych wspólnot parafialnych, niniejszym wprowadzam w diecezji świdnickiej posługę diakonatu stałego”.

Przypomnijmy, że do V wieku w Kościele Katolickim diakonat był zgodnie z tradycją apostolską osobnym urzędem, gdyż jak czytamy w Dziejach Apostolskich Szczepan i jego towarzysze mieli pełnić tę posługę na stałe, a nie jako przejściową do sakramentu kapłaństwa.

Reklama

O ustanowieniu diakonów czytamy: „Upatrzcież zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości! Im zlecimy to zadanie. My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa. Spodobały się te słowa wszystkim zebranym i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa i Mikołaja, prozelitę z Antiochii. Przedstawili ich Apostołom, którzy modląc się włożyli na nich ręce” (Dz 6, 2-6).

W historii Kościoła mamy przykłady wielu świętych diakonów, którzy nawet zostawali, będąc diakonami, wybierani na papieży. Tak było ze św. Feliksem III, który diakonem został po śmierci swojej żony Petronii. Jego córka Paula była babką papieża św. Grzegorza Wielkiego. Jako jedyny papież został pochowany obok swojej żony i dzieci w Bazylice św. Pawła za Murami. Najsłynniejszym diakonem Kościoła Rzymskiego jest bez wątpienia św. Wawrzyniec, pochodzący z Hiszpanii z miasta Huesca. Był archidiakonem papieża św. Sykstusa II, odpowiedzialnym za majątek diecezji rzymskiej. W żywocie jest podany jeszcze jeden szczegół. Kiedy prowadzono papieża św. Sykstusa na śmierć z jego diakonami, chciał iść z nim także Wawrzyniec. Mówił: „Gdzie idziesz, ojcze, bez syna? Jakże obejdziesz się bez swojego diakona? Nigdy nie odprawiałeś Eucharystii bez niego, czymże więc mogłem ściągnąć na siebie twoją niełaskę?” Papież miał odpowiedzieć: „Dla mnie steranego wiekiem jest przygotowana mniejsza próba. Ciebie czekają wiele większe cierpienia, ale też i piękniejsza czeka cię korona”. Wawrzyniec, który został wypuszczony, by przynieść skarby Kościoła, rozdał majątek kościelny biednym, a Kielich z Wieczerzy Pańskiej przekazał swoim rodzicom, którzy zawieźli go do Hiszpanii. Dziś Święty Graal znajduje się w katedrze w Walencji. Kiedy nadszedł oznaczony dzień, Wawrzyniec zgromadził wszystką biedotę Rzymu, którą wspierała gmina chrześcijańska, mówiąc: „Oto są skarby Kościoła!” Cesarz Walerian poddał go wyjątkowym katuszom. Nakazał rozciągnąć go na kracie i piec żywcem w ogniu. Wawrzyniec miał się zdobyć jeszcze na słowa: „Widzisz, że ciało moje jest już dosyć przypieczone. Obróć je teraz na drugą stronę!”. Św. Leon Wielki daje do tych słów taki komentarz: „Jak silny musiał być ogień miłości Chrystusowej, skoro gasił on żar ognia naturalnego!”.

Diakonem stałym może zostać mężczyzna żonaty, który ukończył 35. rok życia, po piątym roku małżeństwa, za pisemną zgodą żony, oraz mężczyzna nieżonaty, który ukończył 25. rok życia. Nieżonaty jest zobowiązany do zachowywania celibatu. Biskup Świdnicki na patrona diakonów stałych naszej diecezji wybrał właśnie św. Wawrzyńca.

2018-09-12 10:44

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Umocnieni darem Ducha

2020-05-26 18:07

Niedziela przemyska 22/2020, str. II

[ TEMATY ]

diakonat

Przemyśl

święcenia diakonatu

bp Krzysztof Chudzio

Dk. Łukasz Mendrala

Diakoni 2020 z bp. Krzysztofem Chudzio

Gdy świat zajęty jest oczekiwaniem na kolejne informacje dotyczące pandemii, w zaciszu kaplicy przemyskiego Seminarium Duchownego archidiecezja wzbogaciła się o 19 nowych diakonów.

Wydarzenie to było kolejnym przejawem i dowodem szczególnego błogosławieństwa Bożego dla przemyskiej ziemi w tych niełatwych czasach. W niedzielę Wniebowstąpienia Pańskiego, 24 maja, w piękne wiosenne przedpołudnie święceń udzielił bp Krzysztof Chudzio, który zaledwie trzy tygodnie wcześniej przeżywał swoją sakrę biskupią.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Nycz: Kard. Wyszyński zasługuje na wielką, a nie kameralną beatyfikację

2020-05-27 13:26

[ TEMATY ]

kard. Kaziemierz Nycz

beatyfikacja

kard. Kazimierz Nycz

www.prymaswyszyński.pl

kard. Stefan Wyszyński

- Rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata - przyznaje w rozmowie z KAI kard. Kazimierz Nycz. Wyjaśnia, że będzie to dodatkowy czas na poznawanie spuścizny Prymasa, który doskonale wykorzystał okres swego odosobnienia. Z okazji przypadającej jutro 39. rocznicy śmierci Prymasa Tysiąclecia, przypominamy fragmenty rozmowy z kard. Nyczem, przeprowadzonej przed kilkoma tygodniami.

Tomasz Królak (KAI): Niedziela, 7 czerwca, nie będzie wyglądała tak, jak sobie wyobrażaliśmy...

Kard. Kazimierz Nycz: To prawda. Beatyfikacja Prymasa Polski na Placu Piłsudskiego miała być wielkim dziękczynieniem za życie i dzieło Stefana Wyszyńskiego. Przygotowania, jakie podjęliśmy pół roku temu szły pełną parą. Pandemia pokrzyżowała plany. Stanęliśmy przed bardzo trudną decyzją. Staraliśmy się czekać jak najdłużej, z nadzieją, że duża uroczystość, godna Wyszyńskiego będzie możliwa, ale nie można było dłużej czekać. Światło w tunelu było bardzo słabo widoczne, stąd - po zaakceptowaniu tej decyzji przez Stolicę Apostolską - ogłosiłem bezterminowe zawieszenie tego wydarzenia. A kiedy będzie ono możliwe do zorganizowania, tego po prostu dziś nie wiemy.

Przyznam, że rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata bo, po prostu, "zasługuje" na to sam Błogosławiony. Beatyfikacja odbędzie się zgodnie z pierwotnym zamysłem, a więc na Placu Piłsudskiego.

KAI: Wydarzenie zostało zawieszone, ale duchowe przygotowania mogą iść swoim torem. Jak dobrze wykorzystać ten dodatkowy, nieoczekiwany i nie wiadomo jak długi czas?

- Wierzymy, że Bóg kieruje wszystkim a zatem i w to, że rzeczywiście jest to dodatkowy, dany nam, czas. Chciałbym, żeby to przygotowanie, przez poznawanie postaci Wyszyńskiego, jego życia i dzieła trwało nadal. Żeby nie ustawały w tym także media, którym dziękuję za dotychczasową pracę, i żeby trwały modlitwy o godną beatyfikację. Zawieszamy jedynie techniczne przygotowania do tego wydarzenia. Współpraca państwa, miasta i Kościoła, w tym kościelnego Komitetu, była wzorowa i mam nadzieję, że taką pozostanie. Kiedy tylko będzie to możliwe, wszystkie działania zostaną wznowione. W tej nowej sytuacji uroczystość beatyfikacyjna będzie także dziękczynieniem za ustanie pandemii.

KAI: Proces poznawania Wyszyńskiego wydłuży się także w przypadku Księdza Kardynała. Co nowego Ksiądz w nim odkrywa?

- Im głębiej wchodzi się w zagadnienia, którymi żył Prymas Wyszyński, a także w jego biografię, w to co mówił i pisał i w to, co stanowi istotę świętości czyli heroiczność cnót - tym częściej odkrywam jakieś nowe pola. Pokazują nam one, że Prymas nie miał łatwego życia, często miał "pod górkę", i to zarówno przed uwięzieniem, w trakcie jak i w późniejszych latach. Przecież właściwie całe życie prowadził Kościół w realiach komunistycznych. Umiejętność poruszania się po tej glebie była prawdziwą sztuką, w której wiele razy wykazywał się niezwykłą roztropnością.

Był otwarty na dialog, na rozmowę. Niektórzy mieli mu to nawet za złe, uważając, że jest aż za bardzo otwarty. Nie da się tego oceniać z perspektywy dzisiejszej wiedzy. Myślę, że trzeba to konfrontować i poznawać w perspektywie tamtych czasów, i z taką znajomością spraw, jaką on wówczas dysponował. Ponadto, jego wiedzy nie mieli często jego współpracownicy, nawet biskupi. Nie wszystkim bowiem mógł się do końca podzielić. Wiele jego decyzji było decyzjami z jednej strony odważnymi, a z drugiej bardzo dla niego trudnymi.

Według mnie do odkrywania pozostają jego wielkie, chciałoby się powiedzieć: strategiczne zamiary duszpasterskie, zrodzone w jego sercu i umyśle podczas uwięzienia. On tego czasu nie zmarnował, w żadnym stopniu. Tam się narodziła idea Wielkiej Nowenny, którą rozpoczął niedługo po wyjściu z internowania, w 1957 r.; tam powstał pomysł przygotowania i przeżycia Millenium; tam się narodziła idea Ślubów Jasnogórskich podjętych na 300-lecie ślubów Jana Kazimierza. Później były one wykorzystywane przez cały czas jego prymasostwa i pozostają, w zmodyfikowanej formie, używane do dzisiaj. A więc tam, w warunkach uwięzienia, narodziły się wielkie pomysły duszpasterskie. Prymas nie działał w perspektywie półrocznej czy na rok do przodu. To były programy obejmujące perspektywę lat kilkunastu.

KAI: To może i ten obecny czas, jaki przezywa Kościół w Polsce, czas fizycznego "odizolowania" duchownych, w tym biskupów, od wiernych, powinien zaowocować jakimś programem? Bo może ten czas umożliwia zobaczenie czegoś, czego na co dzień Kościół nie dostrzegał lub z czego nie zdawał sobie sprawy?

- Cóż, ta analogia jest bardzo nośna. Zresztą, ten dodatkowy czas zyskały też rodziny, społeczności lokalne, itd. ale też, owszem Kościół czy parafie. Uwięziony Prymas opracował pomysły wielkie i wspaniałe. Myślę, że Kościół w Polsce też staje dziś przed takim wyzwaniem. Już bowiem widzimy - i to nie tylko w Kościele - że wiele dziedzin życia ludzkiego w świecie, nie tylko polityka czy gospodarka, ale takich zwykłych, ludzkich, po ustaniu pandemii będzie wyglądało inaczej. Słyszę na przykład, że w ciągu tych dwóch miesięcy ludzie robią habilitacje, zdalnie, siedząc w swoich domach, realizują też inne przewody naukowe i szereg innych prac online. Jestem przekonany, że to się "przesunie" na czas po pandemii, to znaczy zadziała w nowy sposób w naszym życiu.

Sądzę, że to zjawisko odnosi się także do Kościoła. Media umożliwiły ludziom wspólną modlitwę i zaoferowały "wirtualne" kontakt z sacrum. To, co media mogą robią w tym czasie dla życia duchowego, dla głoszenia słowa Bożego, może być nowym sposobem obecności Kościoła w mediach i nowym sposobem komunikowania się. Ważne przy tym, żeby dotyczył on wszystkich wymiarów misji Kościoła. Chodzi więc o głoszenie Słowa, o przeżywanie liturgii (przy czym tu potrzebna jest daleko posunięta ostrożność, żeby się to nie "spodobało" jako wystarczająca forma uczestnictwa w Mszy św.) oraz o szeroko rozumianą posługę miłości. Mam na myśli pracę charytatywną Kościoła, która w tej chwili bardzo intensywnie się sprawdza, weryfikując na ile jesteśmy zdolni żyć konkretną, prawdziwą, codzienną miłością bliźniego; na ile są w naszych parafiach wydolne i wydajne zespoły charytatywne, wokół których pracują wolontariusze. Teraz bowiem trzeba po prostu iść do samotnych, chorych, potrzebujących i dowiedzieć się, jakiego wsparcia najbardziej oczekują.

Na terenie Warszawy działa duża grupa katolików świeckich, którzy w ramach tzw. Wspólnot Pomocy wspierają poszczególne parafie dostarczając im know-how na rzecz sprawnego systemu obejmującego najbardziej potrzebujących. To nie są proste rzeczy i wymagają konkretnej wiedzy. Choćby dlatego, że ludzie potrzebujący pomocy często przeżywają różne obawy, na przykład o to, czy pod pozorem wsparcia nie zostaną okradzeni. W naszej diecezji już kilkanaście parafii włączonych jest w taki system pomocy, zaś inicjatorzy starają się uruchomić podobne rozwiązania w kolejnych diecezjach, sam je tam rekomendowałem.

KAI: Odosobnienie stawia w nowej sytuacji i duchownych i świeckich...

- Przed wszystkimi stanęły nowe wyzwania. Oby to odosobnienie trwało jak najkrócej. Ludzie przeżywają różnego rodzaju obawy, więc Kościół, jeszcze bardziej niż dotąd musi być oparciem w ich egzystencjalnych pytaniach i problemach. U podstaw tych wszystkich niepokojów, co sygnalizują dziś psychiatrzy i psychologowie, leży lęk przed śmiercią. My go czasem tłumimy czy spychamy na dalszy plan, a w takich właśnie momentach kryzysu, ten lęk daje o sobie znać.

KAI: Okazuje się, że jednak umrzemy?

- Niby to wiemy, powtarzamy: wierzę w zmartwychwstanie i w życie wieczne, ale kiedy śmierć zajrzy w oczy lub się jakoś "przybliży", i to nie tylko do ludzi starych ale i młodych przecież, to reagujemy lękiem czy wręcz strachem.

KAI: W kościołach były tłumy - dziś garstka. Może dojdzie do przestawienia optyk: wierni zatęsknią za sakramentami, a księża uświadomią sobie, że mają przed sobą nie tłum ale zbiór jednostek?

- Tak, i to że każdy człowiek się liczy. Myślę, że ważne jest by wzajemnie traktować się w Kościele personalistycznie w znaczeniu: nie anonimowo. Chciałbym, żeby to pozostało jako jeden z owoców obecnego stanu odosobnienia.

Ja też mocno przeżywam obecną sytuację. Kiedy odprawiam Mszę św. mając przed sobą kilka osób, to cisną mi się na usta słowa: dziękuję, że tu jesteście. I to nie tylko za to, że jesteście jako reprezentanci całej wspólnoty, która normalnie na tej Mszy św. bywała, ale że jesteście wy - jako wy.

I chciałbym aby już z nami - biskupami i świeckimi - pozostało takie właśnie, wzajemne traktowanie: bardziej życzliwe, przyjazne, otwarte. Sądzę, że wszyscy taką potrzebę sobie uświadomiliśmy. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że trzeba się cieszyć z tego, że są ludzie w kościele, że możemy spotkać się z nimi także po Mszy św., wychodząc przed kościół żeby porozmawiać. Gdyby takie postawy utrwaliły bardziej w naszym życiu, to byłoby coś bardzo pięknego.

Rozmawiał Tomasz Królak

CZYTAJ DALEJ

Maj z Maryją #28

2020-05-28 06:48

aspekty.niedziela.pl

Maryja – Matka cierpiących

„Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5).

Maryja jest obecna w Kanie Galilejskiej jako Matka Jezusa i przyczynia się do „początku znaków”, objawiających mesjańską moc Jej Syna. Maryja staje pomiędzy swym Synem a ludźmi w sytuacji ich codziennych braków, niedostatków i cierpień. Wstawia się i pośredniczy – lecz jako Matka Chrystusa chce, by objawiała się równocześnie mesjańska moc Jej Syna – moc uwalniająca od zła grzechu i przeróżnej duchowej niedoli.

Matko Zatroskana, Ty wstawiając się, objawiasz także nam wolę swego Syna. Ukazujesz Jego wymagania, jakie winny być spełnione, aby mogła objawić się zbawcza moc Mesjasza. Dzięki Ci składamy ze wszystkimi, w których dom i serca wniosłaś błogosławieństwo i pokój Chrystusa.

Podobnie jak Ty w Kanie, tak dzisiaj i my wraz z Tobą prosimy za wszystkich cierpiących, osamotnionych, bezradnych i ubogich. Naucz nas być orędownikami naszych bliźnich, gotowymi brać ich ciężar na siebie.

Maryjo, Tronie Miłosierdzia, Matko Cierpliwie Słuchająca – bądź z nami!

(źródło: Nowenna do Matki Bożej Rokitniańskiej)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję