Reklama

Niedziela Wrocławska

Dzień Matki

Mama – skarb od Boga

Mama to pierwsza osoba, którą spotykamy na drodze naszego życia. Od samego początku dba o nasze bezpieczeństwo, troszczy się o nas i darzy bezinteresowną miłością. 26 maja to dzień, w którym w Polsce obchodzimy jej święto. Dzień Matki. Poprosiłyśmy siostry zakonne z różnych wrocławskich Zgromadzeń, by opowiedziały nam o swoich mamach.

Niedziela wrocławska 21/2018, str. VI

[ TEMATY ]

matka

zakonnica

kmiragaya/fotolia.com

S. Maria Adela Rajska ze Zgromadzenia Sióstr św. Marii Magdaleny od Pokuty

Mama... samo wspomnienie Jej osoby porusza w moim sercu struny miłości, tęsknoty, wzruszenia i dziękczynienia. Choć odeszła do Pana przed ośmiu laty, mając 78 lat życia, w samą Wigilię Paschalną, to w mojej pamięci żyje nadal jako kochająca mamusia, ciągle opiekująca się swoim dzieckiem, ale już z domu Ojca.

Bóg obdarzył mnie tą łaską, że wychowałam się w rodzinie wielodzietnej, mama urodziła i wychowała jedenaścioro dzieci! Była osobą bardzo ciepłą, dobrą, opiekuńczą, cierpliwą i pełną poświęceń. Te cechy wpajała również nam, abyśmy wzajemnie sobie pomagali i opiekowali się młodszym rodzeństwem. Potrafiła stawiać nam wymagania, a jak słowa do nas nie przemawiały, to i potrafiła dać zasłużonego klapsa, aby przywołać niesforne dziecko do porządku. Mama nigdy nie narzekała, była osobą bardzo pracowitą, nigdy nie zaniedbywała swoich dzieci. Wyróżniała się głęboką wiarą, którą dyskretnie nam przekazywała, abyśmy wzrastali w miłości Boga i Kościoła Świętego.

Kiedy wstąpiłam do klasztoru, mama wyjawiła mi, że gorąco prosiła dobrego Boga, aby choć jedna z jej córek zapragnęła pójść drogą wyłącznej służby Bogu. Tym wymodlonym darem stałam się ja – siostra Maria Adela Rajska i już od trzydziestu pięciu lat służę Bogu w Zgromadzeniu Sióstr Świętej Marii Magdaleny od Pokuty. Moja mama stała się również mamą dla sióstr mojej zakonnej wspólnoty. Przyjeżdżała do nas w odwiedziny, szyła nam habity, fartuszki, dzieliła się tym co miała najlepszego – swoją miłością i troską.

Reklama

Moja mamusia była dotknięta wieloma chorobami, ale cierpienie przyjmowała i znosiła bardzo cierpliwie i z poddaniem. Na skutek problemów z oddychaniem, każdego roku zmuszona była przebywać dłuższy czas w szpitalu. Podczas jednego z pobytów, kiedy jej stan był krytyczny i osoby leżące z nią na sali myślały, że już odchodzi, Ona – jak później opowiadała – zobaczyła obok swojego łóżka postać w białej szacie, która jej usługiwała, podając w nocy coś do picia. Rano od razu poczuła się lepiej i chcąc swej dobrodziejce podziękować, zaczęła szukać jej na wszystkich oddziałach w szpitalu, jednak nikt nie widział osoby, którą mama opisywała. Potem, przeglądając swój modlitewnik – w którym miała różne obrazki świętych – uświadomiła sobie, że to była święta Siostra Faustyna Kowalska, do której wielokrotnie w czasie choroby się modliła, gdyż Faustyna też miała problemy z oddychaniem. Ważnym rysem pobożności mamy, było nabożeństwo do Matki Bożej. Mama nigdy nie rozstawała się z różańcem, mimo wielu działań szatańskich, które miały na celu zniechęcenie jej do tej modlitwy. Wobec takich doświadczeń ona jeszcze gorliwiej chwytała za tę niebiańską broń.

Wielu jest świętych wyniesionych na ołtarze, ale dla mnie i moich najbliższych mama jest święta i to u niej szukam orędownictwa w niebie, abym i ja kiedyś mogła usłyszeć – wejdź do mojego Królestwa.

S. Maksymiliana Walczuk ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza

Nazywam się s. Maksymiliana i pochodzę z Podlasia. Moi rodzice – Stanisława i Franciszek – pracowali na roli, a oprócz tego tatuś był także organistą w parafii. Z sześciorga dzieci Pan Bóg powołał do życia konsekrowanego troje: mnie i moją siostrę Samuelę (obie jesteśmy boromeuszkami) oraz najmłodszego Andrzeja, który został pallotynem. W rodzicach zawsze mieliśmy wzór gorliwego chrześcijańskiego życia i wsparcie na drodze powołania zakonnego.

Reklama

Gdy miałam 13 lat, śmiertelnie zachorowałam. Mama nosiła pod sercem Andrzeja. Modliła się o moje zdrowie i robiła wszystko, co w jej mocy, by mnie uratować, ale godziła się, że jeśli Bóg chciałby mnie zabrać do siebie, ona przyjmie to z poddaniem się Bożej woli. Wtedy też ofiarowała mnie, noszonego pod sercem Andrzeja i pozostałe dzieci Bogu, będąc przekonaną, że i tak należymy do Niego. Pan Bóg przyjął tę ofiarę.

Gdy po roku, ozdrowiona, zaczęłam mówić o pragnieniu wstąpienia do klasztoru, Andrzejek był już na świecie. Pamiętam, że mama, już nie młoda, zaniepokoiła się: „jak mi się coś stanie, kto wychowa to dziecko? Pamiętaj, zajmij się nim”. To zlecone przez mamę zadanie ostudziło nieco moje pragnienia powołaniowe, ale nie na długo. Nie minął rok, a ja pojechałam do dalekiej Trzebnicy, by zostać jedną z sióstr. Kilka lat później do tego samego zgromadzenia wstąpiła moja młodsza siostra Marysia – dziś s. Samuela posługująca obecnie na Syberii w Krasnojarsku. I znów minęło kolejnych kilka lat, gdy Andrzej poprosił o przyjęcie do pallotynów.

Przez cały okres naszej formacji mama bardzo nas wspierała. Dopiero po latach dowiedzieliśmy się, że w każdą środę, piątek i sobotę pościła o chlebie i wodzie, by wyprosić nam łaskę wierności powołaniu. Gdy budziła się w nocy, nie umiała już zasnąć, ale nie nudziła się wtedy i nie marnowała czasu – odmawiała różaniec za swoje dzieci. Głęboko wierzę, że różne trudności życiowe i przeciwności udawało nam się pokonywać dzięki temu modlitewnemu wsparciu. Ta prosta, pokorna wiejska kobieta umiała nam przekazać wiarę i miłość do Boga, umiała całą naszą rodzinę jednoczyć, pokazać, jakie wartości w życiu są naprawdę ważne. Umiała być z nas – dzieci i tych konsekrowanych i tych, które założyły szczęśliwe rodziny – dumna, ale i wdzięczna Panu Bogu. Nasza kochana mama…

S. Hanna Płatek ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu

„Czy wiesz jaka jest jej miłość? To jakby mżył najdrobniejszy deszcz, po którym idziesz i nie wiesz, że pada... a potem czujesz, żeś przemókł aż do samego serca”. Ilekroć myślę o mojej mamie, zawsze nasuwają mi się te słowa. I choć nie wiem, kto jest ich autorem, to jestem pewna, że to ktoś, kto tak jak ja kochał swoją mamę. Chociaż ta miłość nie wyróżniała się niczym nadzwyczajnym... po prostu ją czułam. Moja mama jako skromna wiejska kobieta, zajmowała się gospodarstwem domowym i wychowywaniem dzieci – a było nas w domu sześcioro. Wczesnym rankiem, gdy dzieci jeszcze spały, krzątając się po kuchni śpiewała przyciszonym głosem pieśni kościelne – stosownie do roku liturgicznego. Dzięki temu, znam na pamięć wiele pieśni, która sama często nucę przy spełnianiu swoich obowiązków. Moja mama nigdy nie miała kłopotu z ułożeniem planu dnia tak, by wystarczyło czasu, by pójść z dziećmi do kościoła. Uczęszczaliśmy nie tylko na niedzielne Msze św., ale również na Nieszpory, Gorzkie Żale, Drogi Krzyżowe, majowe, czerwcowe, różaniec, czy Roraty w adwencie. Umiała cieszyć się z drobnych rzeczy, myślała o innych, nie chciała sprawiać nikomu kłopotu swoją osobą. Odeszła spokojnie i cicho.

Ufam, że dobry Bóg wynagrodził jej życie radością z nieba, o którym mówiła i w które często patrzyła.

S. Pia Irisec ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej

Zawsze, kiedy myślę o mamie, uśmiecham się. Kiedy próbuję ją określić jednym słowem to jest to słowo „obecność”. Odkąd sięgam pamięcią, mama po prostu jest. Od początku kochająca, troskliwa, czuła, ciepła, wspierająca, pracowita. Mam czworo rodzeństwa, jestem najstarsza z nich. Mama zawsze traktowała każdego z nas wyjątkowo. Każdy z nas był całym jej światem, a jednocześnie nikogo z nas nie faworyzowała i tak jest do tej pory. Ponieważ jestem najstarsza, uczyła mnie troski i odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo. Uczyła przede wszystkim własnym przykładem. Podobnie, jeśli chodzi o życie wiarą. Uczyła dostrzegać Bożą troskę o nas w codziennym życiu oraz dobro w każdym człowieku. Uczyłam się i nadal uczę się od niej cierpliwości, cichości, bycia „z” i „przy” drugim, szczególnie w chwilach trudnych, zaufania Bogu.

Moje wstąpienie do klasztoru było bardzo trudne dla mamy, ponieważ wyjechałam na wycieczkę ponad tysiąc km od domu i wstąpiłam do Zgromadzenia bez uprzedniego przygotowania rodziców do tego kroku. Mama bardzo to przeżywała, ale w duchu wiary. W jednym z pierwszych listów napisała: „jest mi bardzo trudno pogodzić się z tym, że nas opuściłaś i poszłaś swoją drogą. Ale cieszę się, że poszłaś za głosem Boga, a nie zeszłaś na złą drogę”. Przeżywała także każdą moją długą podróż do domu. Kiedyś nie powiedziałam jej, że przyjeżdżam, żeby się nie martwiła. Kiedy przyjechałam bez uprzedzenia, to powiedziała: „Dlaczego nie powiedziałaś, że przyjeżdżasz? Modliłabym się o szczęśliwą podróż dla ciebie”. To tylko kilka przykładów wiary i miłości mamy.

Wiara i zaufanie Bogu, troska, czuła obecność i wsparcie przepełnione życiową mądrością. Poczucie, że otrzymałam mocne korzenie i skrzydła do lotu. Dom pachnący świeżo upieczonym przez mamę chlebem i ciepły witający mnie jej uśmiech – skarby, jakie otrzymałam od Boga .

S. Maria Czepiel ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety

Gdy myślę o mojej mamie, widzę ją zawsze stojącą „w oknie”. Stojącą i czekającą na nasz – mój i mojego brata – powrót. Powrót ze szkoły, wycieczki, zabawy, coraz to dłuższych wyjazdów związanych ze studiami i pracą... Mama zawsze czekała z pysznym obiadem i pytaniem „jak było?”. Czasem była zmartwiona, gdy długo nie wracaliśmy do domu. Dziś też na nas czeka. Czeka na nasz głos w telefonie, serdeczny uścisk, gdy ją odwiedzamy... Czeka ze słowem zainteresowania: co u nas? , i jak kiedyś, czeka z dobrym obiadem. Moja mama to kobieta oczekująca... wciąż spodziewająca się dziecka... i czuję, że dzięki jej obecności, modlitwie i trosce mogę każdego dnia rodzić się na nowo.

Gdy odkryłam moje powołanie do życia konsekrowanego, obie z mamą dorastałyśmy do jego przyjęcia i choć na początku trudno jej było przyjąć mój wybór, dziś mama, jak sama mówi, ma wiele córek. Bo skoro ja mam wiele sióstr, to ona ma wiele córek.

Moja mama wciąż uczy mnie tego, czym jest prawdziwe macierzyństwo i że tak naprawdę rodzenie dzieci nigdy się nie kończy... Matka to ktoś, kto wciąż spodziewa się dziecka.

2018-05-23 10:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prowincjał krakowskich franciszkanów: misja matki nigdy się nie kończy

2020-05-26 19:29

[ TEMATY ]

matka

Dzień Matki

nadezhda1906/fotolia.com

Wtorkowej Mszy św. z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, którą transmitowała Telewizja Polska, przewodniczył o. dr Marian Gołąb OFMConv. - Misja matki zaczyna się z chwilą poczęcia dziecka, ale nigdy się nie kończy - powiedział w homilii prowincjał krakowskich franciszkanów.

Zakonnik zauważył, że w Dniu Matki trzeba szczególnie wyrazić mamom pamięć, bliskość i wdzięczność. Wspomniał przy tym swoją własną mamę, która ma już 89 lat.

W czasie naszej ostatniej rozmowy, zresztą za każdym razem tak jest, żywo interesowała się tym, co u mnie słychać i tym, co dzieje się u innych braci, z którymi mam kontakt, oraz ich rodzinami. Gdy żegnaliśmy się, pokazała mi różaniec, który trzyma ciągle w ręku, w dzień i w nocy, nieustannie modląc się za swoich synów i ich rodziny - opisał, zaznaczając, że właśnie wtedy uświadomił sobie istotną rzecz na temat macierzyństwa.

Misja matki zaczyna się z chwilą poczęcia dziecka, ale nigdy się nie kończy. Ona przedłuża się nawet na wieczność - podkreślił. Zastanawiał się też czy szczęśliwa może być matka w niebie, w którym nie ma jej dzieci. - Dziękujmy naszym mamom za dar życia, ale i za ich troskę o to, abyśmy poznali Boga i nie utracili łaski wiary – zachęcił.

Duchowny wskazał w homilii również, że pandemia sprawiła, że ludzie zobaczyli swoją bezradność i  kruchość życia na ziemi. - W takiej sytuacji czymś zwyczajnym dla człowieka wierzącego jest pytanie o życie wieczne. Doświadczenie nieba zaczyna się już w czasie ziemskiego życia. Im bardziej poznajemy Ojca Niebieskiego, im bliższy staje się nam Jezus Chrystus, tym więcej nieba w naszym sercu, tym bliżej nam do życia wiecznego – nauczał.

Kaznodzieja stwierdził, że człowiek wierzący na pewno boi się mniej. - Poznanie Boga i ukochanie Go jest najskuteczniejszą tarczą antykryzysową całego życia i najlepszą szczepionką chroniącą przed śmiertelnym wirusem grzechu, utratą poczucia bezpieczeństwa i nadziei. Ten, kto zdążył poznać Jezusa Chrystusa to człowiek, którego szczęściem nie jest w stanie zachwiać żadna pandemia – podkreślił.

Na zakończenie o. Gołąb złożył życzenia wszystkim kobietom: - Najświętsza Maryja Panna, najwspanialsza z Matek niech nieustannie oręduje przed tronem Boga za wszystkimi kobietami, a szczególnie za tymi, które otworzyły się na dar macierzyństwa.

CZYTAJ DALEJ

Rzeczniczka Białego Domu: Oby mi Bóg powiedział - dobra robota, sługo dobry i wierny

2020-06-01 13:39

[ TEMATY ]

USA

świadectwo

Wikipedia.org/Oficjalne zdjęcie w Białym Domu Joyce N. Boghosian

Kayleigh McEnany

Kayleigh McEnany, która od ponad miesiąca jest nową sekretarz prasową Białego Domu, z równą pasją i profesjonalizmem odpiera ataki mediów, co opowiada o najważniejszej rzeczy w jej życiu – osobistej relacji z Jezusem Chrystusem. Jest baptystką, absolwentką katolickiej szkoły średniej dla dziewcząt, wykształconą na Harwardzie prawniczką. „Wierzę, że Bóg umieścił mnie w tym miejscu w jakimś celu i z jakiegoś powodu, jak robi to z każdym” – zwierza się w rozmowie z CBN News.

Obrona decyzji i polityki prezydenta wymaga nie byle jakiego przygotowania. Jednym ze znaków rozpoznawczych 32-letniej Kayleigh McEnany, jednej z najmłodszych w historii na tym stanowisku, jest łatwość, z jaką pokazuje, że narracja wrogich wobec obecnej prezydentury mediów jest sprzeczna z logiką, precyzją czy zwykłą uczciwością.

Przyznaje, że przed pierwszym briefingiem spanikowała i tym, co jej pomogło opanować nerwy była zaimprowizowana modlitwa przez zestaw głośnomówiący, gdy się połączyła telefonicznie z mamą i rodziną. „Poczułam taką siłę, weszłam, porozmawiałam z prezydentem, a potem wyszłam, wykonując zadanie, które dało się wykonać tylko z pomocą Bożą”.

W rozmowie wspomina, jak wiara pomogła jej przejść przez różne kryzysy. Jako nastolatka oddała swe życie Jezusowi podczas nabożeństwa w swym zborze należącym do Południowej Konwencji Baptystycznej. Wcześniej uczyła się w katolickiej szkole dla dziewcząt na Florydzie. Gdy jako dwudziestolatka prowadziła samotne życie zawodowe w Nowym Jorku, otrzymała telefon od współwyznawców z Journey Church, oferujący modlitwę za nią w tej konkretnej chwili. Odebrała to jak realny telefon od Chrystusa.

Wiara także pomogła jej przetrwać trudne chwile, gdy dowiedziała się, że nosi w sobie gen odpowiedzialny za raka piersi. Rok po wyjściu za mąż przeszła mastektomię oszczędzającą brodawkę. Szanse na zachorowanie na raka piersi zmalały od tej pory do 0,001 proc. Pod koniec 2019 r. urodziła córeczkę Blake. Najważniejszą rzeczą, jaką zamierza jej przekazać, to wiara. Jest przekonana, że może się tak stać tylko wtedy, gdy znajdzie w swej mamie dobry wzór do naśladowania.

Kayleigh przyznaje, że w Harvard Law School, jako konserwatystka i chrześcijanka, czuła się atakowana. „Ludzi atakuje się dziś za wiarę. Spotyka to nie tylko mnie, ale wielu chrześcijan i chrześcijanki” – podkreśla i zaznacza, że Donald Trump, który opowiada się za wolnością religijną i broni życia, ośmielił ludzi, by bronić wyznawanych przez siebie wartości.

Opowiada też, co byłoby dla niej prawdziwą nagrodą w życiu. „Misją mojego życia jest to, by On, kiedy już przeminę, spojrzał na mnie i powiedział: dobra robota, sługo dobry i wierny. Jeśli będę mogła zakończyć moje życie w ten sposób, to nie ma znaczenia, co ludzie mówią po drodze”.

CZYTAJ DALEJ

Cielesność odzwierciedleniem tajemnicy Boga. Ruszyły spotkania dla małżeństw online

2020-06-01 21:35

[ TEMATY ]

małżeństwo

komunikacja

Tydzień modlitw

cielesność

MJscreen

Siostra Judyta Pudełko głosiła pierwszą konferencję.

– Wiemy, że w ostatnich dziesięcioleciach rzeczywistość cielesności jest mocno uderzana – z jednej strony brutalizuje się tę kwestię, w pewnych środowiskach podchodzi się nawet w sposób wulgarny do człowieka, czy nawet traktuje się seksualność w sposób przedmiotowy, błahy. Jest drugie skrajne podejście – gdzie podchodzi się do tej sfery z pewnym wstydem, zażenowaniem, skrępowaniem, gdzie ludzie pobożni i wierzący wstydzą się mówić o cielesności, płciowości, o potrzebach seksualnych, o relacji intymnej pomiędzy kobietą i mężczyzną. A przecież w opisie biblijnym mamy wręcz odniesienie do części ciała człowieka – mówiła s. Judyta Pudełko PDDM na pierwszym spotkaniu zorganizowanym w Tygodniu Modlitw za Powołanych do Małżeństwa w ramach projektu „Tak na serio” w Bielsku-Białej.

Rozpoczął się Tydzień Modlitw za Powołanych do Małżeństwa, a wraz z nim cykl konferencji zorganizowanych przez osoby skupione w inicjatywie „Tak na serio” w Bielsku-Białej.

Tegoroczne spotkania przebiegają pod hasłem: „Posłuchaj mnie… czyli o małżeńskich rozmowach”. Tym razem są transmitowane online z racji trwającej sytuacji epidemicznej i obostrzeń z nią związanych.

Pierwsza konferencja miała miejsce w niedzielę 31 maja. Wygłosiła ją online s. Judyta Pudełko PDDM ze Zgromadzenia Sióstr Uczennic Boskiego Mistrza, autorka różnych prac o tematyce biblijnej i wykładowca Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie.

Poruszała temat „Małżeństwo jako dialog człowieka z Bogiem”.

Siostra w odniesieniu do Słowa Bożego, do Ewangelii, wyjaśniała, jak należy rozumieć małżeństwo i skąd wiemy, że małżeństwo ma stanowić dialog człowieka z Bogiem.

– Pan Bóg chce nam powiedzieć niezwykłą prawdę – że cielesność człowieka, płciowość człowieka, wszystko to, co jest związane z bliskością małżeńską, z seksualnością człowieka i wszystkimi jego funkcjami, umiejętnością relacji, wdrażania miłości poprzez ciało – że to stanowi odzwierciedlenie tajemnicy samego Boga, Który jest miłością. To jest podstawowa sprawa w rzeczywistości rozumienia tajemnicy i piękna relacji małżeńskiej – zauważyła s. Judyta Pudełko PDDM.

Zwróciła uwagę na fakt, że w ostatnich dziesięcioleciach rzeczywistość cielesności jest mocno uderzana – z jednej strony brutalizuje się tę kwestię, w pewnych środowiskach podchodzi się nawet w sposób wulgarny do człowieka, czy nawet traktuje się seksualność w sposób przedmiotowy, błahy. A z drugiej strony pojawiają się sytuacje, że ludzie pobożni i wierzący wstydzą się mówić o cielesności, płciowości, o potrzebach seksualnych, o relacji intymnej pomiędzy kobietą i mężczyzną.

– W opisie biblijnym mamy wręcz odniesienie do części ciała człowieka. Jako mężczyźni i kobiety mamy wpisaną, wdrukowaną daną – to jest ten głos woli Boga już zapisany w naszej naturze. Mamy w sobie język do wyrażania miłości, a miłość odzwierciedla rzeczywistość samego Boga, bo Bóg jest miłością. Rzeczywistość cielesności człowieka, jego płciowości, jego ciała również, jest rzeczywistością świętą – podkreśliła siostra.

A o czym jeszcze mówiła? W jaki sposób małżeństwo ma być dialogiem z Panem Bogiem? Zachęcamy, Drodzy Czytelnicy, do wysłuchania całego wykładu na kanale YouTube Tak na serio: Małżeństwo jako dialog człowieka z Bogiem/ s. Judyta Pudełko PDDM

Jak wyjaśniają organizatorzy, czyli grupa osób z salwatoriańskiej parafii NMP Królowej Świata w Bielsku-Białej – „Tak na Serio” to nazwa tygodnia modlitw za małżonków i osoby powołane do małżeństwa. Projekt kierują nie tylko małżeństw, ale i do osób samotnych, żyjących w związkach niesakramentalnych, narzeczonych, czy borykających się z problemami małżeńskimi. Dzięki inicjatywie można odnaleźć odpowiedzi na różne pytania dotyczące zagadnień małżeńskich czy też rozeznania swojego powołania.

Transmisja spotkań wokół różnych zagadnień małżeńskich i rodzinnych odbywa się codziennie od 31 maja do 7 czerwca o godz. 20 na Facebooku Tak na serio i kanale YouTube Tak na serio.

Program:

31 maja – niedziela 19.15 – Msza św. za narzeczonych – z błogosławieństwem 20.00 – konferencja: s. Judyta Pudełko: “Małżeństwo jako dialog człowieka z Bogiem”

1 czerwca – poniedziałek 18.00 – Msza św. za kobiety 20.00 – konferencja: Kamila i Maciej Rajfurowie: “O małżeńskich rozmowach oczami kobiety i mężczyzny”

2 czerwca – wtorek 18.00 – Msza św. za mężczyzn 20.00 – konferencja: Mateusz Ochman: “Jak unieszczęśliwić siebie oraz własną rodzinę? Antyporadnik”

3 czerwca – środa 18.00 – Msza św. za małżeństwa pragnące mieć potomstwo 20.00 – konferencja: ks. Wojciech Żmudziński: “Jak wychowywać dzieci do osobistej relacji z Bogiem?”

4 czerwca – czwartek 18.00 – Msza św. za małżeństwa w kryzysie 20.00 – konferencja: Bogdan Kryzys Krzak: “Kryzys – skąd się bierze, co z nim zrobić?”

5 czerwca – piątek 18.00 – Msza św. za rozwiedzionych 20.00 – konferencja: Katarzyna i Arkadiusz Aszykowie: “Kłótnia i co dalej? O pojednaniu w małżeństwie”

6 czerwca – sobota 18.00 – Msza św. za za wdowy i wdowców 20.00 – konferencja: Anna Małecka-Puchałka: “Teściowie z nieba rodem”

7 czerwca – niedziela 12.30 – Msza św. za małżeństwa – z odnowieniem przysięgi małżeńskiej 20.00 – konferencja: ks. Jarosław Ogrodniczak: “Po ślubie kończy się bajka – jak korzystać z sakramentu małżeństwa na co dzień”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję