Reklama

Święci i błogosławieni

Kapłan mężny

Uroczystości 70. rocznicy śmierci bł. Jana Balickiego zgromadziły w przemyskiej archikatedrze czcicieli skromnego kapłana, w którym tętnił wielki Duch Boga

Niedziela przemyska 15/2018, str. I

[ TEMATY ]

bł. Jan Balicki

Archiwum Redakcji

Zawsze z cierpliwością i pokorą starał się zbliżyć grzesznego człowieka do tronu Bożej łaski – powiedział o ks. Balickim papież Jan Paweł II w dniu beatyfikacji

Zawsze z cierpliwością i pokorą starał się zbliżyć grzesznego człowieka do tronu Bożej łaski – powiedział o ks. Balickim papież Jan Paweł II w dniu beatyfikacji

Mszy św. przewodniczył abp Adam Szal. Na modlitwie trwali: abp Józef Michalik, Przemyska Kapituła Metropolitalna, księża przełożeni i profesorowie Wyższego Seminarium Duchownego, kapłani posługujący w instytucjach diecezjalnych, klerycy, siostry zakonne oraz duszpasterze i wierni przemyskich parafii. Homilię (publikujemy na str. 4-5) wygłosił ks. prał. Zbigniew Suchy, redaktor naczelny przemyskiej edycji „Niedzieli” i autor książki o bł. ks. Janie Balickim „Mocarz Pokory”.

Ks. Jan Balicki zmarł w opinii świętości 15 marca 1948 r. Jego kult już od dnia śmierci zaczął się szerzyć w diecezji przemyskiej. W pogrzebie 18 marca 1948 r. wzięły udział tłumy ludzi. Wszyscy, którzy go znali, chcieli go odprowadzić na przemyski cmentarz. 22 czerwca 1959 r. w diecezji przemyskiej obrządku łacińskiego został rozpoczęty proces beatyfikacyjny, który zakończył się 28 listopada 1963 r.

Reklama

Jan Paweł II dokonał beatyfikacji ks. Balickiego w sierpniu 2002 r. podczas Mszy św. na krakowskich Błoniach. Powiedział m.in.: „Jako kapłan miał zawsze otwarte serce dla wszystkich potrzebujących.Jego posługa miłosierdzia przejawiała się w niesieniu pomocy chorym i ubogim, ale szczególnie mocno wyraziła się przez posługę w konfesjonale. Zawsze z cierpliwością i pokorą starał się zbliżyć grzesznego człowieka do tronu Bożej łaski”.

Choć w przemyskiej katedrze spoczywają doczesne szczątki bł. ks. Jana Wojciecha Balickiego, to i tak na cmentarzu przemyskim przy ul. Słowackiego przy grobie ks. Jana Balickiego składano i składa się nadal prośby i podziękowania, pojawiają się świeże kwiaty i zapalone znicze. Przychodzą tam ludzie, by prosić go o wstawiennictwo u Boga w trudnych życiowych sprawach.

Bł. ks. Jan Balicki czuwa nad nami i oręduje w naszych sprawach u Boga. Powinniśmy więc zrobić wszystko dla pogłębienia kultu Błogosławionego poprzez przekazywanie wiedzy o jego życiu i świętości.

2018-04-11 14:49

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święci nie mają epilogów

Niedziela przemyska 15/2018, str. IV

[ TEMATY ]

homilia

bł. Jan Balicki

Marek Łabuński

Bł. Jan Balicki to mocarz zmieniający świat poprzez miłość i pokorę

Bł. Jan Balicki to mocarz zmieniający świat poprzez miłość i pokorę

Niczego nie można zacząć od nowa. Kontynuujesz, choć inaczej. Dajesz nową szansę swojej krwi i swoim marzeniom. Rysujesz nowe linie na popękanym obrazie. Wplatasz nowe nici na rozdarte płótno. Powoli na nowo kreślisz zniszczone kontury przeszłości. Może tak jest lepiej. Malowidło, rysunek, tkanina nabiera głębi wyrazu. Z pewnością życie osądza się po intensywności barw, a nie po jego długości”.

To cytat z książki, której nie da się przeczytać. To książka Luisiera „Zapiski syna marnotrawnego”. Książka dla wszystkich, którzy chcieliby odnowić w sobie świadomość grzechu i miłosierdzia Boga, i znaleźć tę przestrzeń, gdzie rozbity kamieniem grzechu obraz, przebite strzałą namiętności płótno, trzeba na nowo restaurować. Wtedy staje się to błogosławioną winą, bo ten obraz nabiera głębi i wyrazu.

Niczego nie można zacząć od nowa. Dzisiejsze pierwsze czytanie ujawnia bardzo dobitnie tę prawdę. Oto Mojżesz, po czterdziestu dniach pobytu na górze, otrzymał wyryte przez Boga dziesięć słów. Bóg już widział, że na dole ludzie zerwali przymierze. Bo czymże jest dziesięć słów? Grzegorz z Nysy tłumaczy, że jest to umowa między człowiekiem a Bogiem, w której to Bóg jest stroną zapewniającą: jeżeli między tobą i Mną, między naszymi twarzami nie pojawi się jakaś przeszkoda, to Ja to sprawię, że nie będziesz kradł, nie będziesz zbijał itd. Jeśli między twarzą Boga i moją twarzą nie będzie owego „drewienka”, to Bóg sprawi, że nie będziemy zabijać, kraść, mówić fałszywie. I rzeczywiście niczego nie można zacząć od nowa. Mojżesz, zirytowany, rzucił tablicami, ale wcześniej wymodlił u Boga łaskę, aby nie niszczył tego narodu. Dwa rozdziały dalej możemy przeczytać, że Mojżesz znowu wyszedł na górę i przez 40 dni nie jadł i nie pił, ale to były już inne dni. Pan Bóg powtórzył mu słowa, ale jednocześnie powiedział: zapisz te słowa, gdyż na ich podstawie zawarłem przymierze z tobą i z Izraelem. I znowu był tam, poszcząc 40 dni, ale nie była to już tylko obecność wobec Boga, ale trud wyrycia na nowo dziesięciu słów.

Nie można nawiązać relacji i jej pogłębić, jeżeli między moją twarzą, a twoją twarzą istnieje jakaś tajemnica, jeżeli ukrywasz słabość, jeżeli zamykasz się w swojej mniemanej doskonałości. To są wszystko pozory. Dlatego to jest właśnie ów obraz, który trzeba na nowo odmalować, tkanina, którą trzeba snuć.

Błogosławiony Janie, kapłanie mężny. Żyjemy w dniach, w których wspominamy mocarzy stulecia naszej wolności. Dzisiaj, kiedy czytając litanię, zobaczyłem to wezwanie, które codziennie odmawiam, przyszło mi do głowy, że można jeszcze dodać: błogosławiony Janie, Mojżeszu ludu wędrującego do nowej ziemi obiecanej. O tym mało się mówi. Mówi się o spowiedniku. To prawda. Ale jego mocarstwo polega na tym, że nie zostawiał człowieka, który rozbił kamieniem obraz swojego życia, który strzałą przeszył tkaninę życia. Tak my robimy. Odpukamy i jesteśmy zadowoleni. Penitent naiwny idzie i myśli, że wszystko się załatwiło. Nie. Niczego nie można zacząć od nowa, ale to nie jest tragiczne, jeżeli potrafimy na nowo namalować ten obraz, jeśli potrafimy na nowo wydziergać tę tkaninę. Spowiedź odbiera moc kamieniowi i strzale, ale pozostaje przed nami trud zrobienia czegoś piękniejszego niż to, co zrobił grzech. Błogosławiony Jan był tym, który nie zostawiał penitenta. On był z nim, malując obraz, dziergając tkaninę. Dlatego przychodzili do niego tacy ludzie, którzy nie umieli sobie sami odmalować obrazu życia zniszczonego przez kamień grzechu, nie umieli na nowo utkać tkaniny, która byłaby piękniejsza, bo szatan im wmówił, że się nie da. A on mówił: da się.

Kapłanie mężny, to także uwydatnienie obrazu i tkaniny doskonałej, aby stała się jeszcze doskonalsza. Oto przychodzi 24-letnia zakonnica i mówi, że chciałaby złożyć jako ekspiację dar ze swojego życia. Ileż trzeba męstwa, aby stanąć przy niej. A tak było w jego życiu. Na Jasnej Górze zdarzył się wypadek, brat Paulin zabił swojego rodzonego brata. Zanim stwierdzono, że był psychicznie chory, prasa socjalistyczna rozpowszechniła tę wiadomość. Ta zakonnica postanowiła dokonać ekspiacji za ten grzech, w dobrej wierze, przekonana, że to szatan go opętał i mówi, że chciałaby złożyć ofiarę ze swojego życia. Co byśmy zrobili? Kapłan mężny przyjął ją i pozwolił jej na to. Zdrowa, młoda dziewczyna zmarła w ciągu trzech dni.

Gdybyśmy pojechali na cmentarz na Kruhelu, znaleźlibyśmy tam pomnik i grób Gieni. Kiedy mówiono o tym, że Jan pomagał dziewczynom upadłym, to zawsze przypominała mi się Zapolska i jej syn Zbyszek, który uwodził służące. Był tu potężny garnizon wojska i, jak czytałem, niemal każdego tygodnia dochodziło do jakichś awantur, strzelaniny, także z zazdrości. To wojsko uwodziło dziewczyny. Jedną z tych, które zostały ranione kamieniem grzechu i strzałą namiętności, była 16-letnia Gienia, dziewczyna podobno nieprzeciętnej urody. On ją wyrwał, zabrał ją na Kruhel i tam ona pracowała i na nowo malowała obraz swojego młodego życia. Ale chłopcy dostrzegli jej urodę i chcieli dać upust swojej namiętności. 16-lenia Gienia przyszła do Jana i powiedziała: „Proszę ojca, ja tu nie wytrzymam, ja pójdę znowu na złą drogę. Niech mi ojciec pozwoli, abym złożyła ofiarę swojego życia”. Co byśmy zrobili? Jan się zgodził. Jest tam do dzisiaj jej grób, jej pomnik, który powinien być miejscem naszych pielgrzymek, kiedy zagraża nam zniszczenie obrazu naszego życia, kiedy wątpimy, czy to wszystko da się odnowić. Da się. Ale nie bądźmy naiwni. Niczego nie da się zacząć od nowa. Spowiedź to odebranie mocy kamieniu i szybkości strzale, ale skutki w naszym życiu pozostają.

Ukazało się niedawno postscriptum do „Mocarza Pokory”. Miałem początkowo napisać epilog, ale stwierdziłem, że święci nie mają epilogów. Epilog zamyka pewną przestrzeń, a oni dopiero zaczynają. Chciałem więc pokazać jeszcze jedno postscriptum, obraz, który został przez Jana uratowany. Znałem tego chłopca od dziecka, służył do Mszy św., znałem jego rodziców. Potem nasze drogi jakoś się rozeszły. I któregoś dnia jego rodzice nagle przyjeżdżają i mówią: „Niech ksiądz coś zrobi. Nasz syn się ożenił i jego żona wyczyściła mu konto, mieszkanie i poszła z żonatym mężczyzną. On odchodzi od zmysłów. Bardzo ją kocha. Pyta naszego drugiego syna, który pracuje w mundurówce, gdzie można kupić pistolet, bo on zastrzeli jego, a potem siebie. Niech ksiądz coś zrobi”. Zadzwoniłem do niego. Po jakimś czasie odezwał się, przyjechał i mówi: „Proszę księdza, to już jest nieaktualne. Ja nie myślałem o pistolecie. Jako kierowca wiem, jak się zabić. Byłem zdecydowany, że wsiądę w samochód, wyjadę na A4 i wjadę w tira. To pewna śmieć. Ale przyszedłem jeszcze do katedry. Rozmawiałem z kapłanem, który powiedział mi, żebym poszedł do ks. Balickiego, zanim to zrobię. I wtedy wszystko mi odeszło. Powiedziałem sobie, że nie mogę się zabić”.

Święci nie mają epilogów, oni mają postscriptum: jedno, drugie, trzecie, którym jest każdy z nas. Dlatego, ile razy patrzę na ludzi, którzy się tam modlą, to przypomina mi się ten chłopak, któremu błogosławiony Jan pozwolił odmalować obraz życia, wydziergać jeszcze piękniejsze płótno, które ma głębię jego cierpienia, ale także doświadczenia dotknięcia świętości.

Niczego nie da się zacząć od nowa, grzech robi spustoszenie wokół nas i w nas, ale da się w tym zniszczonym przez kamień i strzałę życiu, wymalować obraz o większej głębi i piękniejszą, bogatszą tkaninę na nowo. Wtedy grzech staje się błogosławioną winą. Pamiętajcie, ile razy zbudujemy cielca, ile razy między nami a Bogiem stanie jakieś „drewienko”, wtedy idźmy do Jana. On jest kapłanem mężnym, on jest Mojżeszem, który pójdzie z nami do nowej ziemi obiecanej. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Piontkowski: Na razie nie planujemy zamykania szkół, reagujemy lokalnie

2020-09-21 09:26

[ TEMATY ]

szkoła

Adobe.Stock

Nie planujemy na razie zamykania szkół; wprowadzony system, czyli reakcja lokalna na zwiększone zagrożenie epidemiczne, sprawdza się - tak pierwsze ponad dwa tygodnie roku szkolnego ocenia szef resortu edukacji Dariusz Piontkowski.

"Na razie tylko bardzo niewielki ułamek, poniżej procenta szkół, przeszło bądź na system całkowicie zdalny, a zdecydowana większość tych szkół, to są szkoły, w których jakaś część uczniów uczy się zdalnie bądź część nauczycieli pracuje zdalnie, a pozostała część szkoły pracuje normalnie" - mówił w poniedziałek Piontkowski na antenie Polskiego Radia Białystok.

Według przedstawionych przez niego danych, na 48,5 tys. szkół taki system (mieszany lub edukacja tylko na odległość) dotyczy ok. dwustu placówek. "To naprawdę jest ułamek procenta, więc na razie nie ma potrzeby, aby przechodzić na system zdalny" - mówił minister edukacji.

Zwracał uwagę, że system kształcenia na odległość "ma jednak swoje ograniczenia, trudno zastąpić bezpośredni kontakt nauczyciela z uczniem nawet przy pomocy najnowocześniejszych technik". "Stąd nie planujemy w tej chwili zamykania szkół, uważamy że dopóki będzie to możliwe - a wydaje się na razie, że jest to możliwe - żeby szkoły normalnie funkcjonowały" - dodał.

"Zwłaszcza w niewielkich szkołach, gdzieś daleko od dużych aglomeracji, gdzie nie widać zachorowań, nie ma żadnej potrzeby zamykania szkół. Podobnie zresztą w dużych miastach, dopóki nie ma tutaj jakieś większego zagrożenia epidemicznego. Sam fakt, że ktoś pod Szczecinem zachorował, wcale nie oznacza, że pod Rzeszowem trzeba zamykać szkoły" - powiedział minister Piontkowski.(PAP)

autor: Robert Fiłończuk

rof/ krap/

CZYTAJ DALEJ

Złota Zasada Ewangelii w praktyce

2020-09-22 12:30

Fot. Skauci Króla/www

Po wakacyjnej przerwie swoją formację rozpoczynają Skauci Króla. Oprócz zbiórek i biwaków, czeka na nich spotkanie z Panem Jezusem w Eucharystii. Skautem Króla może zostać dziecko, którego rodzice są wierzący.

Dlaczego jest to takie ważne? Ponieważ jest to uzupełnienie formacji duchowej rodziców. Skauting jest metodą rozwoju człowieka, dlatego Skauci Króla kierują swój program do najmłodszych - Często bywa tak, że dzieci pozostają w cieniu, a małżonkowie bardzo angażują się we wspólnotę czy pracę na rzecz parafii. My proponujemy pomoc i dobre zagospodarowanie czasu młodego człowieka – mówi hm Paweł Chwiłkowski, Komendant Główny.

Każdy wrocławski szczep jest bardzo mocno osadzony we wspólnotę macierzystą, która deleguje do pracy instruktorów. - Ta idea przyświecała nam na początku organizacji Skautów Króla i powoływania do życia tej formacji – dodaje hm Chwiłkowski.

We Wrocławiu są 4 szczepy. Szczep nr 1 przy Wspólnocie Dom Boży, szczep nr 7 przy Wspólnocie i Szkole Nowej Ewangelizacji Zacheusz, szczep nr 9 przy Wspólnocie Lew Judy oraz szczep „na próbie” przy wspólnocie Hallelujah.

Formacja duchowa odbywa się każdego roku pod innym hasłem. Nie jest ono narzucone z góry, każdy dostosowuje je do planu pracy wspólnoty w której działa. Tematem roku szczepu nr 1 jest „Nawracajcie się i wierzcie Jezusowi”. Będzie on realizowany poprzez ukazywanie skautom postaci biblijnych jako wzór do naśladowania. Każda zbiórka jest przystosowana w taki sposób, aby ten temat był realizowany. Będzie część modlitewna, czas na dobrą zabawę oraz tradycyjne szkolenie skautowe.

Podczas różnych biwaków i obozów skautom towarzyszy zawsze ksiądz. Dzieci czekają na kapłana ponieważ zależy im na kontakcie, rozmowie, a te starsze korzystają chętnie np. z sakramentu pokuty.

- Czasami jest tak, że ten ksiądz jest daleko, a w skautach kapłan biega razem z podopiecznymi, bierze udział w grach patrolowych, nosi mundur. Można przytoczyć słowa papieża Franciszka, że „pasterz musi pachnieć owcami, a nie perfumami” – mówi ks. hm Mateusz Ciesielski, Komendant Okręgowy.

I dodaje, że większość dzieci, które należą do Skautów Króla mają rodziców we wspólnotach. To oznacza, że często na zbiórkach pojawiają się do księdza pytania o wiarę czy sprawy teologiczne, które wymagają dobrego przygotowania merytorycznego i metodycznego.

Skauci Króla kierują się Złotą Zasadą Ewangelii: „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie (Mt 7, 12).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję