Reklama

Polityka

Polskie dzieci nie muszą trafiać do Jugendamtu

Niedziela Ogólnopolska 7/2018, str. 16-17

[ TEMATY ]

dzieci

Gerhard Seybert/fotolia.com

MATEUSZ WYRWICH: – Jugendamt – instytucja, która choć powstała na początku lat 20. ubiegłego wieku, brutalną sławą okryła się w czasie II wojny światowej, zabierając dzieci na terytoriach okupowanych przez Niemcy i poddając je „aryzacji”. Szczególnie dotyczyło to Polski. Reputacja Jugendamtu straszy po dziś dzień. Dlaczego?

STEFAN HAMBURA: – Szczególna perwersja Jugendamtu ujawniła się podczas II wojny światowej. Niemcy zabierały polskie dzieci i poddawały je zniemczeniu. W szczególności dotyczyło to tzw. dzieci Zamojszczyzny. Selekcjonowano je i przekazywano do niemieckich rodzin. Tak się dzisiaj mówi, że jeśli jakaś bogatsza rodzina ma zdjęcie dziecka z lat 40. ubiegłego wieku np. dopiero od drugiego lub trzeciego roku życia, to znaczy, że jest ono najprawdopodobniej adoptowane. Inaczej: ukradzione. Tym bardziej możemy tak przypuszczać, że dziwnym trafem dokumenty Jugendamtu z czasów II wojny światowej dotyczące dzieci z Zamojszczyzny zostały zniszczone. Dla tych osób, które są pozbawione swojej tożsamości, jest to wielka trauma. Wiele z nich do dzisiejszego dnia szuka swojej prawdziwej rodziny.

– Na szczęście dzisiaj nie stosuje się takich metod jak kiedyś, niemniej jednak polityka Jugendamtu wobec rodzin nadal jest brutalna...

– Owszem, tak się zdarza. Według niemieckich statystyk, w 2015 r. zabrano z rodzin ponad 77 tys. dzieci, a w 2016 r. już ponad 83 tys. Ale zabieranie dzieci przez organizacje tzw. opieki nad dziećmi są stosowane równie brutalnie w Belgii, Holandii, Norwegii czy Wielkiej Brytanii...

– Niemiecki rząd, by bronić działalności Jugendamtu, mówi, że jest to świetna instytucja, bo opiekuje się dziećmi, które są prześladowane w rodzinach. Jak więc jest? To dobra polityka państwa czy zła?

– Jest zdecydowanie zła, bo kiedy rodzina wejdzie w „działanie” Jugendamtu, to bardzo trudno jest jej z tego wyjść. Dzieci często trafiają do rodzin zastępczych lub tzw. domów dziecka i odzyskanie ich przez prawowitych rodziców jest prawie niemożliwe albo trwa to długie lata. Duży problem z Jugendamtem mają rodziny mieszane, a jeszcze trudniej mają rodziny cudzoziemców. Nawet najdrobniejsze podejrzenie, że dziecku może się źle dziać, staje się podstawą do ingerencji Jugendamtu, a w konsekwencji pozbawienia rodziny dziecka czy dzieci. Pretekstem do działania Jugendamtu może się stać to, że dziecko w szkole jest smutne albo że ma jakiegoś siniaka. Czasem wystarczy telefon sąsiada do Jugendamtu, że jeden z rodziców podnosi głos na dziecko. Urzędnicy mogą wpaść do domu i zabrać dziecko, także niemowlę. Niepewność, że to się może stać z godziny na godzinę, z minuty na minutę, jest bardzo niebezpieczna dla rodzin – bo może to spotkać każdego. Dotyczy to także rodowitych Niemców. Kiedyś reprezentowałem niemiecką klientkę, której odebrano dziecko. Podstawą odebrania była opinia wydana przez lekarza na bardzo niejasnej podstawie. Jeden z sędziów zapytany przeze mnie o opinię tego lekarza – a sprawa toczy się w wyższym sądzie krajowym – nie mógł jej znaleźć. A dlaczego? Bo to później w ogóle sądu nie interesowało. Wystarczyło jako punkt wyjścia do tego, by zabrać dziecko. To dla mnie był szok poznawczy, bo już nie mieliśmy rzeczywistości, tylko mieliśmy rzeczywistość sądową. I to mnie przeraziło.

– Ten przykład obojętności sędziów z Pańskiej rozprawy znalazł się w niemieckim Raporcie o stanie podstawowych praw w Niemczech (Grundrechte-Report).

– Właśnie. Wcześniejszy pełnomocnik mojej klientki ostrzegał, że będą ją chcieli ubezwłasnowolnić, dlatego na wszelki wypadek wyjechała z Niemiec. Rodowita Niemka! Po pewnym czasie zmarła. Można powiedzieć, że zmarła na wygnaniu. I drugi taki casus, dotyczący polskiej rodziny – czysto polskiej, ale mieszkającej w Niemczech. Zwróciła się do mnie babcia z prośbą o pomoc, bo Jugendamt chciał pozbawić opieki rodziców. Zasugerowałem, by opuścili Niemcy. Kiedy ojciec z dzieckiem był już poza granicami Niemiec, zadzwoniła do niego urzędniczka Jugendamtu z pytaniem, gdzie się znajduje? Odpowiedział, że na terenie Polski. Dopytywała: gdzie? Odpowiedział, że na terenie Polski, i nic więcej. A o co chodziło? Urzędniczka chciała wybadać, czy ojciec jest gdzieś w promieniu 60 km od granicy z Niemcami, bo według umowy z Polską niemiecka policja może ścigać polskiego czy niemieckiego obywatela na terenie Polski w tych granicach. Dzisiaj przypominam swoim klientom, rodzicom, że żadna niemiecka instytucja, jeśli nie ma decyzji przeciwko rodzinie, nie ma prawa ingerować w jej życie. Mają państwo pełnię władzy rodzicielskiej – powtarzam. Ale żeby uniknąć ingerencji z zewnątrz, trzeba jak najszybciej opuścić teren Republiki Federalnej Niemiec. Bo do dzisiaj to, co jest dobrem dziecka, a co nie, definiuje dowolnie i na swój sposób niemiecki urzędnik. I państwo w większości staje po jego stronie.

– Mówi się, że Jugendamt tak często odbiera dzieci rodzinom, bo na tym zarabia. Ile w tym prawdy?

– Rzeczywiście, to jest pomysł na biznes. Jeżeli dziecko jest „wyjmowane” ze swojej biologicznej rodziny, trafia do rodziny zastępczej albo do domu dziecka. I rodzic zabranego dziecka musi za to płacić. Kilka miesięcy temu widziałem rachunek na ponad 4600 euro miesięcznie wystawiony jednemu z rodziców. Zaproponowałem, że skoro to tyle kosztuje miesięcznie państwo niemieckie, to dajmy tej rodzinie biologicznej 1000 euro, niech podniesie swój status materialny. Nie dość, że państwo zaoszczędzi w ten sposób ponad 3 tys. euro, to jeszcze dziecko zostanie w rodzinie biologicznej...

– I co na to niemieckie państwo?

– W 2008 r. podczas mojej dyskusji z Ursulą von der Leyen, ówczesną minister ds. rodziny, osób starszych, kobiet i młodzieży – rozmowa jest zresztą dostępna na YouTubie – zaproponowałem, aby rozwiązać Jugendamt. Zaśmiała się histerycznie, bo wiedziała, że niemieccy politycy na to nie pozwolą. Takim wytrychem jest zawsze słowo: niemożliwe, bo trzeba by zmienić niemiecką konstytucję. Podczas jednej z rozmów w niemieckim parlamencie powiedziałem: Jak to – niemożliwe? Przecież niemiecka konstytucja od czasów wojny była tak często zmieniana, że to żaden problem. Wystarczy tylko wola polityczna. A wtedy powiedziano mi wprost, że nie ma woli politycznej.

– Jednak z polskiej strony jest wola, by zmieniać przynajmniej losy polskich rodzin dotkniętych przez Jugendamt. Duża w tym zasługa Pana Mecenasa.

– Wielką rolę odegrał tu Michał Wójcik, sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, i samo ministerstwo. Do niedawna, kiedy polskie dzieci odbierano rodzicom, trafiały one do przypadkowych niemieckich rodzin. Teraz mają trafiać do polskich rodzin. Min. Wójcik szykuje też inicjatywę wyszehradzką w twej kwestii – aby dzieci w razie przydzielenia do rodziny trafiały do rodzin etnicznych – nie tylko kulturowo, ale i językowo. Ja idę jeszcze dalej. Jesteśmy na wspólnym obszarze europejskim, w Unii Europejskiej, więc to żaden problem, aby te dzieci z Niemiec od razu trafiły do Polski. Dlaczego muszą trafiać do Jugendamtu? Zresztą w kraju częstokroć żyją dziadkowie, wujek, stryjek, ciocia itd. I jeżeli Niemcy biorą na serio potrzebę wychowywania dzieci, to powinni taki przepis wprowadzić. Oczywiście, wiemy, że nie we wszystkich rodzinach jest dobrze. Są przecież dzieci alkoholików czy abnegatów niedbających o rodzinę, ale nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Podejdźmy do tego problemu po ludzku. Nie róbmy z tego biznesu. Teraz mam np. babcię, która mieszka w Polsce i przyznano jej z urzędu opiekę nad wnukami mieszkającymi w Niemczech. Decyzja jest przetłumaczona na niemiecki i co...? Kobieta nadal musi dochodzić swoich praw w niemieckim sądzie. A ja mówię, że jeżeli jesteśmy w UE, to polskie urzędy są też urzędami unijnymi. To powinno następować z urzędu. Dlaczego musimy przeprowadzać ponowne postępowanie przed niemieckim sądem? To trzeba zmienić i do tego dążmy. Myślę, że są potrzebne duża siła i duże przebicie polskiego rządu. Róbmy więc coś w tym kierunku, bo teraz jest to do zrobienia.

Mec. Stefan Hambura
Prowadzi kancelarię adwokacką w Berlinie. Specjalizuje się w polskim i niemieckim prawie gospodarczym, rodzinnym, publicznym i karnym oraz w prawie europejskim. Od wielu lat reprezentuje polskie rodziny w sprawach związanych z niemieckim Jugendamtem. Jest również pełnomocnikiem rodzin ofiar katastrofy polskiego Tu-154M w Smoleńsku. W przeszłości reprezentował m.in. Annę Walentynowicz. Był również doradcą polskiego Episkopatu w sprawie Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

2018-02-14 10:25

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pierwsza Dama zachęca dzieci do wysyłanie świątecznych kartek samotnym i potrzebującym

2020-04-04 15:33

[ TEMATY ]

dzieci

koronawirus

Agata Kornhauser‑Duda

Grzegorz Jakubowski?KPRP

Agata Kornhauser-Duda w specjalnym nagraniu wideo zachęca dzieci do przygotowania świątecznych kartek wielkanocnych, sfotografowanie ich i przesłanie tym, którzy w czasie pandemii mogą być najbardziej osamotnieni.

Pierwsza Dama zwraca uwagę, że zbliżające się Święta Wielkanocne w tym roku nie będą okazją do spotkań i odwiedzin.

- Pamiętajmy, że są ludzie, dla których ten świąteczny czas będzie dużo trudniejszy – zauważa Agata Kornhauser-Duda wskazując na osoby opuszczone, chore, niepełnosprawne, potrzebujące wsparcia; samotnych sąsiadów, pacjentów hospicjów i szpitali, mieszkańców Domów Spokojnej Starości, Domów Opieki Społecznej, ośrodków, w których pomaga się bezdomnym, Domów Samotnych Matek. - Dla nich kontakt z krewnymi i z pomagającymi im wolontariuszami będzie bardzo ograniczony – podkreśla prezydentowa.

Pierwsza Dama zachęca także, aby pamiętać o pracownikach służby zdrowia oraz służb mundurowych, zaangażowanych w walkę z epidemią. - Dajmy tym osobom znać, że o nich pamiętamy, że się o nich troszczymy! Przekażmy im miłe życzenia wielkanocne – apeluje Agata Kornhauser-Duda.

Szczególna zachęta od Pani Prezydentowej popłynęła w kierunku dzieci, aby „otworzyły serca i uruchomiły wyobraźnię” i własnoręcznie przygotowały świąteczną kartkę, sfotografowały ją albo nagrały krótki filmik z życzeniami i wysłały pocztą elektroniczną do wybranych osób lub instytucji.

Agata Kornhauser-Duda także przygotowała kartkę świąteczną, a jej zdjęcie prześle mailem do pracowników i podopiecznych Warsztatów Terapii Zajęciowej.

CZYTAJ DALEJ

Jak przeżywać Wielki Tydzień

Niedziela wrocławska 13/2010

[ TEMATY ]

Wielki Tydzień

Bożena Sztajner/Niedziela

Przed nami wyjątkowy czas - Wielki Tydzień. Głębokie przeżycie i zrozumienie Wielkiego Tygodnia pozwala odkryć sens życia, odzyskać nadzieję i wiarę. Same Święta Wielkanocne, bez prawdziwego przeżycia poprzedzających je dni, nie staną się dla nas czasem przejścia ze śmierci do życia, nie zrozumiemy wielkiej Miłości Boga do każdego z nas. Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy - jest to jeden z koszmarniejszych i najbardziej zaganianych tygodni w roku, często brak czasu i sił nawet na pójście do kościoła w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Nie pozwólmy, by tak stało się w naszych rodzinach.

Niedziela Palmowa

Wielki Tydzień otwiera Niedziela Palmowa. Nazwa tego dnia pochodzi od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm - liturgia bowiem wspomina uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy, bezpośrednio poprzedzający Jego Mękę i Śmierć na Krzyżu. Witające go tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki, wołając: „Hosanna Synowi Dawidowemu”.
Palmy w Polsce zastępują często gałązki wierzbowe z baziami. Po ich poświęceniu zatyka się je za krzyże i obrazy, by strzegły domu od nieszczęść i zapewniały błogosławieństwo Boże. Jak wspomina pani Krystyna Kolbuszowska z Trzebnicy, tradycje Niedziel Palmowej są bardzo bogate: - Pamiętam, jak uroczyście przeżywano Niedzielę Palmową na Kresach. Tato, po porannej Mszy św. i po poświęceniu przygotowanych przez nas palm, szedł na pola i wtykał gałązki w ziemię, by Pan Bóg strzegł zasiewów i plonów przed gradem, suszą i nadmiernym deszczem. Mama zatykała je też za wszystkie święte obrazy w domu, by zapewniały błogosławieństwo Boże. Potem był uroczysty obiad i wspólne czytanie Pisma Świętego. Rodzice tłumaczyli mnie i mojemu rodzeństwu, że zaczął się najważniejszy tydzień w roku, że przed nami wielkie święta. Wielka szkoda, że dziś te tradycje zanikają, chociaż wiem, że na Dolnym Śląsku są jeszcze rodziny, szczególnie te z kresowymi korzeniami, które starają się je kultywować.

Wielki Poniedziałek

Poniedziałek, wtorek i środa Wielkiego Tygodnia są dniami szczególnie poświęconymi sakramentowi pojednania - nie wyróżniają się niczym, jeśli chodzi o liturgię. Warto więc, jeżeli ktoś nie zrobił tego do tej pory, udać się wtedy do konfesjonału, by oczyścić serce. - Nie zostawiajmy spowiedzi na ostatnią chwilę - przekonuje ks. inf. Adam Drwięga, proboszcz wrocławskiej katedry. - Jak najwcześniej skorzystajmy z sakramentu pokuty w naszych parafiach. Kiedy wierni spowiadają się w czasie Triduum Paschalnego, nie mają szans na głębokie przeżycie tych wyjątkowych liturgii. Stoją w długich kolejkach, nie skupiają się na celebracji, nie wchodzą w ten szczególny czas. A naprawdę inaczej się przeżywa Święta, kiedy Chrystus Zmartwychwstały jest w nas.

Wielki Wtorek

Dla niektórych Wielki Wtorek niczym nie różni się od pozostałych dni w roku, ale są osoby, takie jak psycholog Elżbieta Łozińska, dla których to czas wyjątkowy: - Jak sama nazwa wskazuje Wielki Tydzień obejmuje siedem dni, nie tylko Triduum Paschalne. Dlatego u nas Święta rozpoczynają się od początku tygodnia. Skupiamy się na modlitwie, na rozmowach, dobrej lekturze. To dla czas przygotowania, nie tylko domu, stołu, potraw, ale przede wszystkim czas przygotowania naszych serc na przyjście Chrystusa. Staramy się wyciszać, nie słuchać radia czy innych mediów, dzieciom opowiadamy o Triduum Paschalnym, o Wielkanocy. Przygotowujemy dla nich specjalną lekturę - w tym roku będzie nam w Wielkim Tygodniu towarzyszyć książka „Na koniec świata”, opowiadająca prawdziwą historię Antka, który miał zaledwie sześć lat, kiedy zmarł na chorobę nowotworową. Antek odszedł w trakcie Oktawy Wielkanocnej. Towarzyszył Jezusowi w Jego cierpieniu i śmieci, wziął udział również w Jego Zmartwychwstaniu.

Wielka Środa

Warto tak rozłożyć swoje obowiązki, by w Wielką Środę nie zajmować się już porządkami i nie biegać po sklepach, ale przygotowywać się do głębokiego wejścia w Triduum Paschalne. Dla Barbary Nonckiewicz, mamy siódemki dzieci, Wielka Środa to czas skupienia i wyciszenia: - Zawsze tak rozplanowywałam obowiązki, by na Wielką Środę zostały już tylko niezbędne rzeczy do zrobienia. W ten dzień całą rodziną staramy się pościć i wyciszać przed wielką tajemnicą Triduum Paschalnego. To dobry czas, by wytłumaczyć dzieciom znaczenie następnych dni, by przygotować je do udziału w obchodach świątecznych. Wielka Środa to taki ostatni dzwonek wzywający do skupienia się na tym, co naprawdę ważne.

Wielki Czwartek

Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. To dla chrześcijanina najważniejsze dni w roku. W Wielki Czwartek obchodzimy święto kapłanów, ponieważ w tym dniu w czasie Ostatniej Wieczerzy został ustanowiony sakrament kapłaństwa oraz sakrament Eucharystii. Warto te wszystkie ważne rzeczy wyjaśniać naszym dzieciom: - Przed pójściem na wieczorną Mszę św. rozmawiamy z naszym pięcioletnim synkiem Jasiem i opowiadamy, że ksiądz będzie ubrany na biało, ponieważ jest to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu oraz sakramentu kapłaństwa - mówi Katarzyna Stasiak z Oleśnicy. - Razem z mężem staramy się mu wyjaśnić, co stało się w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy i że to na tę pamiątkę odprawia się dziś w kościele Mszę św. Zostajemy również przez chwilę przy ołtarzu adoracji, by Jasiu mógł z bliska zobaczyć Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To dla nas i dla naszego synka wieczór w kościele pełen wrażeń i głębokich przeżyć.

Wielki Piątek

Dzień Męki i Śmierci Chrystusa. Niech w tym dniu będzie w naszym domu cisza pozwalająca przeżyć Misterium Męki i Śmierci Jezusa. O godzinie 15.00, godzinie śmierci Pana Jezusa, uklęknijmy z rodziną, by się wspólnie pomodlić - może to właśnie będzie najodpowiedniejszy moment, aby przedłożyć Bogu największą prośbę rodziny. Postarajmy się w domu w centralnym miejscu wyeksponować krzyż na białym obrusie. Warto tego dnia wyłączyć radioodbiorniki, telewizory czy komputery. Obowiązuje post ścisły, a więc nie tylko jakościowy, ale i ilościowy. Jeżeli jest to możliwe, weźmy tego dnia udział w parafialnej Drodze Krzyżowej. Wieczorem gromadzimy się na liturgii wielkopiątkowej - jest ona długa, ale bardzo bogata i piękna: Liturgia Słowa poprzedzona procesją i leżeniem krzyżem przez kapłanów przed obnażonym ołtarzem, uroczysta adoracja krzyża, komunia i procesjonalnie przeniesienie Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego. Pamiętajmy, by udać się na adorację Grobu Pańskiego. To wielkopostne pielgrzymowanie ma swoje korzenie w Jerozolimie, gdzie gromadzono się w miejscach Męki Chrystusa, aby Mu duchowo towarzyszyć od Wieczernika i Góry Oliwnej, aż do miejsca jego Grobu. W Polsce ten zwyczaj jest pielęgnowany od XIV w.

Wielka Sobota

Jest dniem spoczynku Pana Jezusa w Grobie. To nie dzień żałoby, ale powinien być wypełniony zadumą nad cudem Zmartwychwstania. To właśnie dzisiaj jest tak ukochane przez wszystkie dzieci święcenie pokarmów. Niestety dzieci, które są przyprowadzane do kościoła tylko raz w roku, właśnie z koszyczkiem „do pokropienia”, pytają, dlaczego Jezus leży w grobie i niewiele rozumieją z odpowiedzi. - Poranek Wielkiej Soboty to dla naszych dzieci czas szczególny - opowiada pani Barbara. - Od rana zajmują kuchnię, malują pisanki, przygotowują koszyczek. Potem wielkie mycie, ubieranie i można z dumą iść na święconkę do kościoła. Wtedy też nawiedzamy Jezusa w grobie, z nadzieją w sercu czekając na jutrzejsze Zmartwychwstanie.
Po zapadnięciu zmroku rozpoczynają się obchody Wigilii Paschalnej - jest to najbardziej uroczysty wieczór w roku liturgicznym. Wigilia Paschalna nie jest częścią Wielkiej Soboty, jej radosna liturgia należy już do obchodów Dnia Zmartwychwstania. Obchód Wigilii Paschalnej składa się z czterech części: Liturgii Światła, Liturgii Słowa, Liturgii Chrzcielnej i Liturgii Eucharystycznej. W czasie Liturgii Światła kapłan przed kościołem poświęca ogień, odpala paschał, wnosi uroczyście światło do ciemnego kościoła i śpiewa Orędzie Paschalne. W drugiej części są czytane fragmenty Pisma Świętego, w których rozważamy, co Bóg uczynił dla nas od początku świata. Podczas Liturgii Chrzcielnej ksiądz dokonuje poświęcenia wody, a wierni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne. Odnowieni biorą udział w Mszy Paschalnej, w czasie której zabrzmią wszystkie dzwony i dzwonki.
Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota z Niedzielą Paschalną są dniami szczególnie bogatymi w obchody liturgiczne. Warto w pełni z tego bogactwa skorzystać. Jest to wspaniały dar Kościoła, który może ubogacić naszą rodzinę i zbliży nas do Chrystusa. Dzięki głębokiemu przeżyciu Wielkiego Tygodnia, zanurzeniu się w tajemnicę Bożej Miłości, mamy szansę rzeczywiście odnowić nasze życie, odnowić naszą wiarę i nawrócić się do Boga.

CZYTAJ DALEJ

Tutto andra bene – wszystko będzie dobrze

2020-04-06 11:35

Małgorzata Pabis

Jezus nie przestaje i mnie kochać, nawet jeśli wydaje mi się, że nie przychodzi z pomocą na czas. W ten dramatyczny czas koronawirusa Włosi dodają sobie nawzajem otuchy, mówiąc: „Tutto andrà bene” (…) Może dziś, w czas epidemii, warto na nasz czas popatrzeć, poprzez próbę, przez którą przechodzili przyjaciele Jezusa z Betanii i „mocno trzymać się wiary i wierzyć, że wszystko zakończy się dobrze” - powiedział we wtorek w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach ks. prof. dr hab. Tadeusz Panuś, proboszcz parafii św. Anny w Krakowie.

W homilii ks. prof. Panuś zaprosił nas wraz ze św. Janem Ewangelistą do pewnego domu w Betanii, „gdzie jesteśmy świadkami niezwykłego spotkania z zaprzyjaźnioną z Jezusem rodziną”. - Wyjątkowo wiele uwagi poświęcają tej przyjaźni ewangeliści. Wiemy, iż Jezus bywał w ich domu w Betanii wielokrotnie. Znamy rozmowy. Znamy szczegóły z tych spotkań. Razu pewnego, kiedy Jezus był w domu Marty i Marii, „Maria siedziała u Jego stóp”, cała zasłuchana w Jego słowa. Wiemy, iż w tą przyjaźń wpisana była wielka próba. „Oto choruje ten, którego ty kochasz” – z taką wieścią pójdzie posłaniec do Jezusa w imieniu sióstr. Choroba Łazarza musiała być bardzo poważna, skoro tak właśnie siostry przekazują Jezusowi tę wiadomość. Tak na marginesie, warto zauważyć, że jest w tym sposobie przekazu pewna przyjazna manipulacja. Maria i Marta odwołują się do uczuć Jezusa, nie zostawiając mu przestrzeni do namysłu. Chcą sprowokować Jego działanie. Między wierszami jest taki przekaz, „jeśli go naprawdę kochasz, nie pozwól by umarł”. Jezus wprawdzie powie, że „choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale aby się objawiła chwała Boża”, ale Łazarz jednak umiera – mówił kaznodzieja, zauważając, że dzisiaj obecność Chrystusa w domu przyjaciół w Betanii jest radykalnie inna. - Oto teraz, kiedy Jezus przychodzi do domu Marty, Marii i Łazarza, to już nie jest, tak jak dotychczas, przyjaciel rodziny. Przychodzi jako ten, który przyprowadził im brata zza grobu, stamtąd, skąd ludzie nigdy nie wracają. Tak, Jezus przychodzi jako Zbawiciel – powiedział.

Proboszcz parafii św. Anny w Krakowie zwróci uwagę na bohaterów dzisiejszego opowiadania: Marię i Judasza. - Maria zachowuje się w sposób przekraczający wszelkie konwencje. W spontanicznym odruchu serca bierze flakon drogocennego olejku i wylewa go na stopy Jezusa. Za pomocą tego gestu, ogromnie kosztownego. Warto o tym może powiedzieć: 300 denarów to blisko roczna pensja robotnika w winnicy, czyli ok. 30 tys. złotych na dzisiejsze realia. Maria chce wyrazić wdzięczność Jezusowi. Znamienne, że Maria nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej gest miał także taki sens, którego ona nie zamierzała. Nie wiedziała, że w ten sposób namaściła Pana Jezusa na dzień Jego pogrzebu. „A dom napełnił się wonią olejku”. Teologowie zwracają uwagę na ten fakt i jego przesłanie. W zamyśle Marii miała to być woń wdzięczności, a tymczasem była to wspaniała woń miłej Bogu ofiary, jaką Jezus już za kilka dni miał złożyć na krzyżu – powiedział.

Z kolei o Judaszu kaznodzieja mówił: - Judasz będzie tym, który się oburzy na to marnotrawstwo i trafnie zauważył, że za cenę tego wylanego olejku można by pomóc wielu ubogim. Jan Ewangelista nadmieni jednak, że tak naprawdę nie o biednych mu chodziło. Znamienne, że Pan Jezus nie wypomina mu nieuczciwości. Odpowiada mu tak, jakby Judaszowi naprawdę chodziło o ubogich. Jezus wierząc Judaszowi, daje mu szansę. Niestety, serce Judasza pozostanie niewzruszone.

Patrząc na zachowania tych dwóch osób ks. prof. Panuś przedstawił wnioski dla nas. - Jest w tym fakcie, że Jezus ma zaprzyjaźnioną rodzinę, dom coś wzruszającego. Przyjaźń z rodzeństwem z Betanii pozwala postawić wniosek, że nasz dom, każda nasza rodzina może być w takiej przyjacielskiej relacji z Jezusem – podkreślił i dodał: - Z faktu, że siostry zawiadamiają Jezusa o cierpieniu chorobie swojego brata Łazarza, można wysnuć taki wniosek. Kościół to moje siostry, którym jestem zawierzony. Nie zostawią mnie w chwili mojej choroby, ale powiedzą o moim nieszczęściu Panu. Kościół teraz, w czas epidemii mówi Jezusowi nieustannie: „oto chorują ten którego kochasz”. To ja jestem Łazarzem. Jezus nie przestaje i mnie kochać, nawet jeśli wydaje mi się, że nie przychodzi z pomocą na czas.

W ten dramatyczny czas koronawirusa Włosi dodają sobie nawzajem otuchy, mówiąc: Tutto andrà bene – Wszystko będzie dobrze. Powiedzenie sięga swoimi korzeniami średniowiecznej mistyczki, Julianny z Norwich. Jezus powiedział do niej: „Pragnę, abyś wiedziała, że skoro obróciłem największe zło w dobro, przemienię również w dobro wszelkie inne zło, jakiekolwiek by nie było”. Mistyczka zaś stwierdza: „Poznałam dzięki łasce Bożej, że powinnam mocno trzymać się wiary i wierzyć, że wszystko zakończy się dobrze”. Może dziś, w czas epidemii, warto na nasz czas popatrzeć, poprzez próbę, przez którą przechodzili przyjaciele Jezusa z Betanii i „mocno trzymać się wiary i wierzyć, że wszystko zakończy się dobrze”. Tutto andrà bene...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję