Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

43. Szczecińskie Dni Katechetyczne

W dniach 8-9 września 2017 r. księża i katecheci archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej rozpoczęli nowy rok katechetyczny, biorąc udział w 43. Szczecińskich Dniach Katechetycznych i przeżywając je pod hasłem: „«Boży tornister» duszpasterza i katechety”

Niedziela szczecińsko-kamieńska 40/2017, str. 2-3

[ TEMATY ]

dni katechetyczne

Iwona Łosiewicz

Spotkanie katechetów archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej

W sobotę spotkanie rozpoczęło się Eucharystią, której przewodniczył i homilię wygłosił bp Henryk Wejman. Ksiądz Biskup przypomniał katechetom, że ich podstawowym obowiązkiem jest formowanie sumień dzieci i młodzieży, które musi się opierać na umiłowaniu prawdy: „katecheta winien odsłaniać prawdę, której głębia jaśnieje w Chrystusie i pomagać uczniowi w rozpoznaniu tej prawdy”. Biskup Henryk mówił też o niezbędnym w procesie wychowawczym stawianiu wymagań, przywołując słowa św. Jana Pawła II skierowane do młodzieży: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”, kładąc nacisk na ponadczasowość tego przesłania. W dalszej części homilii Ksiądz Biskup zachęcał słuchaczy do uwrażliwiania uczniów na fundamentalne wartości: prawdę, dobro i piękno oraz przywołał prawdę, o której każdy uczący i wychowujący powinien stale pamiętać: przekaz dotyczący wartości musi być ściśle związany ze świadectwem, czyli życiem tymi wartościami. Stwierdził, że przyszłość Kościoła i naszej Ojczyzny w dużym stopniu zależy od pracy katechetów. – Życzę wam, abyście w swojej pracy katechetycznej doświadczali szacunku i otwartości uczniów na prawdę i dobro. Niech szkoła będzie dla was miejscem wzajemnego ubogacania się wartościami – zakończył bp Henryk Wejman swoje przesłanie do katechetów.

Na zakończenie Mszy św. ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Wydziału Wychowania Katolickiego Kurii Metropolitalnej w Szczecinie, podziękował paniom katechetkom, które zakończyły swoją pracę w szkole i odchodzą na zasłużoną emeryturę, a Ksiądz Biskup wręczył im pamiątkowe dyplomy i upominki. Po Mszy św. Ksiądz Dyrektor przedstawił i powitał zaproszonych gości – prelegentów, którzy mieli w swoich wystąpieniach nawiązać do przesłania tego spotkania. – Tornister kojarzy się ze szkołą, więc na początku roku szkolnego będziemy się wspólnie zastanawiać, co katecheta powinien w tym roku do tego „Bożego tornistra” włożyć, żeby z tym pójść do swoich uczniów – powiedział przed konferencjami prelegentów.

Pierwszy wystąpił ks. Jan Fecko, dyrektor Centrum Formacji Misyjnej przy Komisji ds. Misji Konferencji Episkopatu Polski, który przybliżył ideę powstania Centrum. Przedstawił w skrócie historię pracy polskich misjonarzy na całym świecie oraz opowiedział, jak wygląda formacja duchowa i kompleksowe, dziewięciomiesięczne przygotowanie kandydatów na misjonarzy do pracy na misjach. Temat misji jest bliski katechetom naszej archidiecezji ze względu na lutowy wyjazd do Kenii ich przedstawicieli i związane z tym „akcje misyjne”, podejmowane niemal we wszystkich szkołach i parafiach.

Reklama

Kolejnym prelegentem był ks. dr hab. Hubert Łysy, pracownik Uniwersytetu Opolskiego oraz proboszcz parafii Opole-Wrzoski. Temat jego wystąpienia to: „Idźcie i głoście! Niewykorzystane szanse przepowiadania w roku liturgicznym?” (znak zapytania jest celowy, gdyż jest to postawienie problemu, a nie – stwierdzenie). Zachęcał katechetów do ścisłej współpracy z duszpasterzami na polu głoszenia Ewangelii na terenie swojej parafii. „Idźcie i głoście …” nie oznacza tylko wychodzenia na ulice i szukania „zagubionych owieczek”, czy też wyjazdu na misje.

Ks. Hubert zwracał uwagę na odpowiedzialność duszpasterzy i katechetów za tych wiernych, „którzy się pogubili”, jak sam to określa, ale wracają z okazji wydarzeń roku liturgicznego, przyjmowania sakramentów przez ich bliskich czy też uczestniczenia w pogrzebach. Podawał konkretne przykłady, w jaki sposób można wykorzystać te szanse, tzn. zauważyć tych ludzi i tak ich potraktować, żeby znowu nie odeszli, tylko zostali we wspólnocie Kościoła. Drugą część swojego wystąpienia opatrzył tytułem: „Wykorzystana szansa przepowiadania z okazji uroczystości Pierwszej Komunii św.”. Podpowiadał, jak można przygotować tę uroczystość, aby dobrze przeżyli ją wszyscy: dzieci, ich rodzice i przybyli goście. Podkreślał, że treści mają być tradycyjne, jednak podane w sposób nowoczesny, czyli tak, żeby dotarły i poruszyły człowieka żyjącego tu i teraz. Ksiądz Hubert mówił tak obrazowo i sugestywnie, że z całą pewnością wykorzystał szansę, jaką było spotkanie z katechetami ziemi zachodniopomorskiej, a owoce tego spotkania będą widoczne w ich szkołach i parafiach. Katecheci podziękowali za wystąpienie gromkimi brawami.

Trzecim gościem spotkania był br. Tadeusz Ruciński ze Zgromadzenia Braci Szkół Chrześcijańskich (popularna nazwa: bracia szkolni) z Częstochowy, rekolekcjonista, a także znany i lubiany autor książek dla dzieci (laureat nagrody FENIKS 2017 w kategorii „książka dla dzieci”). Brat Tadeusz przygotował wystąpienie na temat niezwykle aktualny i ważny: „Wirtualna duchowość. Dzieci i młodzież w sieci”. Dotknął problemu, który zauważa w swoim otoczeniu (nie tylko wśród uczniów) każdy katecheta i często nie wie, co ma z tym zrobić. Chodzi o uwikłanie dzisiejszego człowieka, zwłaszcza młodego, w „sieć”, czyli w szerokim rozumieniu wszystko, co się wiąże z komputerem (telefon komórkowy to też mały komputer). Prelegent stwierdził, że poprzez „sieć” odbywa się „wywodzenie” dzieci z domu, z rodziny, z Kościoła, a to wszystko dzieje się w środku domu, a raczej – mieszkania. Nasze dziecko jest obecne w domu czy w szkole tylko ciałem, ale jego uwaga, myśli, zainteresowania są cały czas poza tymi miejscami, czyli „w sieci”. Dzisiaj dzieci już nie tęsknią za wędrówkami w góry, żeby podziwiać piękno przyrody; już nie potrzebują spotkań z kolegami, bo wszystko mają w wirtualnym świecie, w którym lepiej się czują niż w tym realnym (a przynajmniej tak im się wydaje). Brat Tadeusz stwierdził, że dzisiaj trwa wojna o dusze młodych ludzi. Mówił: „Nasze dzieci nie mają w sobie radości, bo coś poraziło ich zdolność do radości, do zachwytu, do tańczenia z radości. Następuje «paraliż duszy», czyli zanik zdolności do życia duchowego, do dobra. I wtedy zjawia się depresja, potrzeba używek, opętanie muzyką satanistyczną, autoagresja, próby samobójcze”.

Reklama

Prelegent podawał wiele przykładów zagrożeń płynących „z sieci”. Czy widzą to rodzice, nauczyciele? Czy widzimy to my, katecheci? A jeżeli tak, to czy walczymy o nasze dzieci, czy może machamy ręką, mówiąc, że tego i tak nie zmienimy? Brat Tadeusz podkreślał, że jesteśmy odpowiedzialni za dusze naszych uczniów i nic nas nie zwalnia z walki o nie. Jak mamy walczyć? Dostaliśmy podpowiedź: musimy poznać naszych podopiecznych, czyli poświęcać im czas, słuchać ich, interesować się tym, co robią, co myślą, czego głęboko pragną (nieraz nieświadomie), czego potrzebują. Musimy wzbudzać w nich tęsknotę za Bogiem, za dobrem i pięknem. Powinniśmy z nimi rozmawiać, tłumaczyć, starać się ich zrozumieć, modlić się za nich i mówić im o tym. Nie wolno nam się zrażać, jeżeli usłyszymy, że nas nie potrzebują, że jesteśmy zbędni, bo to nieprawda. Jesteśmy konieczni po to, żeby uczyć dzieci odróżniać dobro i zło, żeby ich odwieść od zła i poprowadzić ku dobru. To są myśli i rady brata Tadeusza. A na koniec jeszcze coś bardzo konkretnego, co wynika z jego własnego doświadczenia: „Módlcie się do swojego Anioła. Wzywajcie go, kiedy tracicie moce, siły, światło w sobie. Ale módlcie się też do tych Aniołów, które są przy tych dzieciach i uruchamiajcie ich moce”. Swoje wspaniałe wystąpienie br. Tadeusz Ruciński zakończył, a raczej zwieńczył modlitwą, prosząc wszystkich o wspólne jej odmówienie: „Aniele Boży, Stróżu mój, Tobie Bóg oddał mnie. Oświecaj więc, kieruj, prowadź i strzeż mnie dzisiaj, amen”. Bardzo głośne i długie brawa były podziękowaniem za bezcenne rady, wskazówki i uwagi, przekazane w tak fantastyczny sposób.

Potem były jeszcze trzy krótkie wystąpienia: ks. Tomasz Kancelarczyk zachęcał katechetów do włączania się we wspaniałe akcje podejmowane w obronie życia przez Bractwo Małych Stópek; katechetka Marzena Danowska przedstawiła plany związane z goszczeniem w naszej archidiecezji kenijskiego księdza Jeremy Kabuga z Kipsing, którego przyjazd finansują i organizują katecheci; Krystyna Piotrowska-Szymala, diecezjalny doradca życia rodzinnego, zachęcała do podjęcia pięknej służby małżeństwom i rodzinom naszej archidiecezji.

Spotkanie jak zwykle zakończyło się posiłkiem w refektarzu seminaryjnym. Po wzmocnieniu się na duchu i ciele przyszła pora pożegnania i umówienia się na spotkania podczas rekolekcji, warsztatów, pielgrzymek i przy innych okazjach.

Po tak głęboko przeżytych Dniach Katechetycznych (takie były zdania katechetów), z większym entuzjazmem będzie można rozpocząć nowy rok ciężkiej pracy oraz podjąć tę „piękną odpowiedzialność”, o której mówił do polskich katechetów kenijski kardynał John Njue.

2017-09-27 10:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kard. Nycz: Kard. Wyszyński zasługuje na wielką, a nie kameralną beatyfikację

2020-05-27 13:26

[ TEMATY ]

kard. Kaziemierz Nycz

beatyfikacja

kard. Kazimierz Nycz

www.prymaswyszyński.pl

kard. Stefan Wyszyński

- Rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata - przyznaje w rozmowie z KAI kard. Kazimierz Nycz. Wyjaśnia, że będzie to dodatkowy czas na poznawanie spuścizny Prymasa, który doskonale wykorzystał okres swego odosobnienia. Z okazji przypadającej jutro 39. rocznicy śmierci Prymasa Tysiąclecia, przypominamy fragmenty rozmowy z kard. Nyczem, przeprowadzonej przed kilkoma tygodniami.

Tomasz Królak (KAI): Niedziela, 7 czerwca, nie będzie wyglądała tak, jak sobie wyobrażaliśmy...

Kard. Kazimierz Nycz: To prawda. Beatyfikacja Prymasa Polski na Placu Piłsudskiego miała być wielkim dziękczynieniem za życie i dzieło Stefana Wyszyńskiego. Przygotowania, jakie podjęliśmy pół roku temu szły pełną parą. Pandemia pokrzyżowała plany. Stanęliśmy przed bardzo trudną decyzją. Staraliśmy się czekać jak najdłużej, z nadzieją, że duża uroczystość, godna Wyszyńskiego będzie możliwa, ale nie można było dłużej czekać. Światło w tunelu było bardzo słabo widoczne, stąd - po zaakceptowaniu tej decyzji przez Stolicę Apostolską - ogłosiłem bezterminowe zawieszenie tego wydarzenia. A kiedy będzie ono możliwe do zorganizowania, tego po prostu dziś nie wiemy.

Przyznam, że rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata bo, po prostu, "zasługuje" na to sam Błogosławiony. Beatyfikacja odbędzie się zgodnie z pierwotnym zamysłem, a więc na Placu Piłsudskiego.

KAI: Wydarzenie zostało zawieszone, ale duchowe przygotowania mogą iść swoim torem. Jak dobrze wykorzystać ten dodatkowy, nieoczekiwany i nie wiadomo jak długi czas?

- Wierzymy, że Bóg kieruje wszystkim a zatem i w to, że rzeczywiście jest to dodatkowy, dany nam, czas. Chciałbym, żeby to przygotowanie, przez poznawanie postaci Wyszyńskiego, jego życia i dzieła trwało nadal. Żeby nie ustawały w tym także media, którym dziękuję za dotychczasową pracę, i żeby trwały modlitwy o godną beatyfikację. Zawieszamy jedynie techniczne przygotowania do tego wydarzenia. Współpraca państwa, miasta i Kościoła, w tym kościelnego Komitetu, była wzorowa i mam nadzieję, że taką pozostanie. Kiedy tylko będzie to możliwe, wszystkie działania zostaną wznowione. W tej nowej sytuacji uroczystość beatyfikacyjna będzie także dziękczynieniem za ustanie pandemii.

KAI: Proces poznawania Wyszyńskiego wydłuży się także w przypadku Księdza Kardynała. Co nowego Ksiądz w nim odkrywa?

- Im głębiej wchodzi się w zagadnienia, którymi żył Prymas Wyszyński, a także w jego biografię, w to co mówił i pisał i w to, co stanowi istotę świętości czyli heroiczność cnót - tym częściej odkrywam jakieś nowe pola. Pokazują nam one, że Prymas nie miał łatwego życia, często miał "pod górkę", i to zarówno przed uwięzieniem, w trakcie jak i w późniejszych latach. Przecież właściwie całe życie prowadził Kościół w realiach komunistycznych. Umiejętność poruszania się po tej glebie była prawdziwą sztuką, w której wiele razy wykazywał się niezwykłą roztropnością.

Był otwarty na dialog, na rozmowę. Niektórzy mieli mu to nawet za złe, uważając, że jest aż za bardzo otwarty. Nie da się tego oceniać z perspektywy dzisiejszej wiedzy. Myślę, że trzeba to konfrontować i poznawać w perspektywie tamtych czasów, i z taką znajomością spraw, jaką on wówczas dysponował. Ponadto, jego wiedzy nie mieli często jego współpracownicy, nawet biskupi. Nie wszystkim bowiem mógł się do końca podzielić. Wiele jego decyzji było decyzjami z jednej strony odważnymi, a z drugiej bardzo dla niego trudnymi.

Według mnie do odkrywania pozostają jego wielkie, chciałoby się powiedzieć: strategiczne zamiary duszpasterskie, zrodzone w jego sercu i umyśle podczas uwięzienia. On tego czasu nie zmarnował, w żadnym stopniu. Tam się narodziła idea Wielkiej Nowenny, którą rozpoczął niedługo po wyjściu z internowania, w 1957 r.; tam powstał pomysł przygotowania i przeżycia Millenium; tam się narodziła idea Ślubów Jasnogórskich podjętych na 300-lecie ślubów Jana Kazimierza. Później były one wykorzystywane przez cały czas jego prymasostwa i pozostają, w zmodyfikowanej formie, używane do dzisiaj. A więc tam, w warunkach uwięzienia, narodziły się wielkie pomysły duszpasterskie. Prymas nie działał w perspektywie półrocznej czy na rok do przodu. To były programy obejmujące perspektywę lat kilkunastu.

KAI: To może i ten obecny czas, jaki przezywa Kościół w Polsce, czas fizycznego "odizolowania" duchownych, w tym biskupów, od wiernych, powinien zaowocować jakimś programem? Bo może ten czas umożliwia zobaczenie czegoś, czego na co dzień Kościół nie dostrzegał lub z czego nie zdawał sobie sprawy?

- Cóż, ta analogia jest bardzo nośna. Zresztą, ten dodatkowy czas zyskały też rodziny, społeczności lokalne, itd. ale też, owszem Kościół czy parafie. Uwięziony Prymas opracował pomysły wielkie i wspaniałe. Myślę, że Kościół w Polsce też staje dziś przed takim wyzwaniem. Już bowiem widzimy - i to nie tylko w Kościele - że wiele dziedzin życia ludzkiego w świecie, nie tylko polityka czy gospodarka, ale takich zwykłych, ludzkich, po ustaniu pandemii będzie wyglądało inaczej. Słyszę na przykład, że w ciągu tych dwóch miesięcy ludzie robią habilitacje, zdalnie, siedząc w swoich domach, realizują też inne przewody naukowe i szereg innych prac online. Jestem przekonany, że to się "przesunie" na czas po pandemii, to znaczy zadziała w nowy sposób w naszym życiu.

Sądzę, że to zjawisko odnosi się także do Kościoła. Media umożliwiły ludziom wspólną modlitwę i zaoferowały "wirtualne" kontakt z sacrum. To, co media mogą robią w tym czasie dla życia duchowego, dla głoszenia słowa Bożego, może być nowym sposobem obecności Kościoła w mediach i nowym sposobem komunikowania się. Ważne przy tym, żeby dotyczył on wszystkich wymiarów misji Kościoła. Chodzi więc o głoszenie Słowa, o przeżywanie liturgii (przy czym tu potrzebna jest daleko posunięta ostrożność, żeby się to nie "spodobało" jako wystarczająca forma uczestnictwa w Mszy św.) oraz o szeroko rozumianą posługę miłości. Mam na myśli pracę charytatywną Kościoła, która w tej chwili bardzo intensywnie się sprawdza, weryfikując na ile jesteśmy zdolni żyć konkretną, prawdziwą, codzienną miłością bliźniego; na ile są w naszych parafiach wydolne i wydajne zespoły charytatywne, wokół których pracują wolontariusze. Teraz bowiem trzeba po prostu iść do samotnych, chorych, potrzebujących i dowiedzieć się, jakiego wsparcia najbardziej oczekują.

Na terenie Warszawy działa duża grupa katolików świeckich, którzy w ramach tzw. Wspólnot Pomocy wspierają poszczególne parafie dostarczając im know-how na rzecz sprawnego systemu obejmującego najbardziej potrzebujących. To nie są proste rzeczy i wymagają konkretnej wiedzy. Choćby dlatego, że ludzie potrzebujący pomocy często przeżywają różne obawy, na przykład o to, czy pod pozorem wsparcia nie zostaną okradzeni. W naszej diecezji już kilkanaście parafii włączonych jest w taki system pomocy, zaś inicjatorzy starają się uruchomić podobne rozwiązania w kolejnych diecezjach, sam je tam rekomendowałem.

KAI: Odosobnienie stawia w nowej sytuacji i duchownych i świeckich...

- Przed wszystkimi stanęły nowe wyzwania. Oby to odosobnienie trwało jak najkrócej. Ludzie przeżywają różnego rodzaju obawy, więc Kościół, jeszcze bardziej niż dotąd musi być oparciem w ich egzystencjalnych pytaniach i problemach. U podstaw tych wszystkich niepokojów, co sygnalizują dziś psychiatrzy i psychologowie, leży lęk przed śmiercią. My go czasem tłumimy czy spychamy na dalszy plan, a w takich właśnie momentach kryzysu, ten lęk daje o sobie znać.

KAI: Okazuje się, że jednak umrzemy?

- Niby to wiemy, powtarzamy: wierzę w zmartwychwstanie i w życie wieczne, ale kiedy śmierć zajrzy w oczy lub się jakoś "przybliży", i to nie tylko do ludzi starych ale i młodych przecież, to reagujemy lękiem czy wręcz strachem.

KAI: W kościołach były tłumy - dziś garstka. Może dojdzie do przestawienia optyk: wierni zatęsknią za sakramentami, a księża uświadomią sobie, że mają przed sobą nie tłum ale zbiór jednostek?

- Tak, i to że każdy człowiek się liczy. Myślę, że ważne jest by wzajemnie traktować się w Kościele personalistycznie w znaczeniu: nie anonimowo. Chciałbym, żeby to pozostało jako jeden z owoców obecnego stanu odosobnienia.

Ja też mocno przeżywam obecną sytuację. Kiedy odprawiam Mszę św. mając przed sobą kilka osób, to cisną mi się na usta słowa: dziękuję, że tu jesteście. I to nie tylko za to, że jesteście jako reprezentanci całej wspólnoty, która normalnie na tej Mszy św. bywała, ale że jesteście wy - jako wy.

I chciałbym aby już z nami - biskupami i świeckimi - pozostało takie właśnie, wzajemne traktowanie: bardziej życzliwe, przyjazne, otwarte. Sądzę, że wszyscy taką potrzebę sobie uświadomiliśmy. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że trzeba się cieszyć z tego, że są ludzie w kościele, że możemy spotkać się z nimi także po Mszy św., wychodząc przed kościół żeby porozmawiać. Gdyby takie postawy utrwaliły bardziej w naszym życiu, to byłoby coś bardzo pięknego.

Rozmawiał Tomasz Królak

CZYTAJ DALEJ

W Krzeszówku powstaje nowoczesny dom pielgrzyma

2020-05-28 06:59

[ TEMATY ]

sanktuarium

Krzeszów

Dom pielgrzyma

Przemysław Groński EPB

Krzeszówek to niewielka wieś położona 2 kilometry od sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Krzeszowie Znajdziemy tam piękny kościół św. Wawrzyńca oraz starą plebanię użytkowaną przez cystersów. Historia tej wsi sięga czasów bitwy pod Legnicą. To właśnie tam żona księcia Henryka Pobożnego - Anna osadziła benedyktynów. W późniejszym czasie Krzeszówek stał się bazą również dla cystersów, którzy wznieśli kompleks klasztorny w Krzeszowie. Plebania, od lat nieużytkowana, stanie się nowoczesnym domem pielgrzyma. Prace remontowe już się rozpoczęły. Ks. Marian Kopko, kustosz sanktuarium oraz Grzegorz Żurek, kierownik ds. sanktuarium zapewniają, że z dużym prawdopodobieństwem można planować otwarcie ośrodka na maj 2022 roku. Ta inwestycja powstaje min. dzięki Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który przekazał środki na termomodernizację budynku.

Zobacz zdjęcia: Krzeszówek
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję