Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Bóg spełnia marzenia

Niedziela zamojsko-lubaczowska 37/2017, str. 4

[ TEMATY ]

wywiad

misje

Archiwum autora

S. Rita i ks. Krzysztof podczas rozmowy

Wakacyjny czas. Skrzyżowały się nasze drogi. Kapłan i siostra zakonna, duszpasterz i misjonarka. S. Rita Barbara Kurdziel, sercanka, w rozmowie opowiedziała mi o swoim powołaniu i o pracy misyjnej na Jamajce i w innych częściach świata.

Ks. Krzysztof Hawro: – Proszę Siostry, dlaczego Jamajka? Jak Siostra tam trafiła?

S. Rita Barbara Kurdziel: – Było to różnie. Zawsze chciałam jechać na misje, na misję, którą by była służba ludziom czarnoskórym. Pomyślałam o Afryce i tak się stało. Na początku była to Afryka, później też trochę Boliwii i wyszła taka potrzeba, bo 13 lat temu otwieraliśmy nową placówkę na Jamajce. Akurat nasza matka generalna była na wizytacji w Boliwii i zrodził się taki pomysł, że pojadę. No, wola Boża, że trzeba jechać na Jamajkę. Zawsze odpowiadam tak, nie było problemu. Jedynie problem języka, znam język francuski i hiszpański, natomiast angielskiego zero. Ale z pomocą Bożą nauczyłam się trzeciego języka i jakoś się dogadujemy.

– Wybór drogi życiowej i wyjazd na misje to nie jest łatwy wybór, ale słyszymy, że pełnienie woli Bożej to dla Siostry priorytet. Jak wygląda dzień s. Rity na Jamajce?

– Wstajemy raniutko, bo kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Więc już od godz. 6 zaczynają się modlitwy. Najważniejsze jest to, by naładować baterie, by zbliżyć się do Tego, który nami kieruje. Po Mszy św. i po śniadaniu zaczyna się praca. Prowadzimy od samego początku, jak tylko tu przyjechałam – ale misja zaczęła się dużo wcześniej – więc prowadzimy taką przychodnię, nazywamy ją kliniką, bo jest to taki mały szpitalik i tu pracujemy od rana do wieczora, dlatego że mamy nieraz 100 osób i więcej, trzeba wszystkich przyjąć. Ludzie przychodzą z bardzo daleka, bardzo, bardzo rano i o 6. już otwieramy ośrodek i oni sobie czekają. Mają swoje modlitwy, jest to kraj niekatolicki. Jest tylko 2 proc. katolików. Ale jest to kraj bardzo chrześcijański. A więc modlitwa wspólna i oczekiwanie na otwarcie kliniki. Jeżeli jest lekarz, to ich przyjmuje, jeżeli go nie ma, musimy zająć się wszystkimi. Ludzie są przyjmowani, otrzymują lekarstwa i wszystko, co potrzebne. Mamy też dużo urządzeń, więc możemy zrobić podstawowe badania typu USG, zmierzyć cukier czy poziom moczu.

– W tej pracy Siostra nie jest sama, ktoś Siostrę wspomaga…

– Obecnie jest nas cztery siostry. Zaczynałyśmy w dwójkę. Są trzy siostry z Polski, jedna siostra z USA. Jest to misja prowincji amerykańskiej, a więc mieszane towarzystwo. Mamy też księdza Polaka, jedną wolontariuszkę z Polski i od dwóch lat lekarza wolontariusza z Teksasu.

– Jamajka, jak wspomniała Siostra, nie jest pierwszą placówką misyjną, w której Siostra posługuje. Były inne miejsca. Co je różni albo co łączy?

– Myślę, że łączy je praca dla drugiego człowieka. W 1991 r., kiedy wyjeżdżałam do Zairu, obecnie Kongo, była to praca zupełnie od podstaw, w takim bardzo wielkim buszu, nie miałyśmy tam kontaktu zupełnie ze światem, ale to była taka misja, gdzie trzeba było „przeorać” i myślę, że to była misja przygotowująca do pracy na dalszych odcinkach, w Boliwii dużą część oprócz pracy medycznej zajmowaliśmy się duszpasterstwem. Jest to takie zupełnie inne duszpasterstwo niż u nas. Dużo jest nacisku na ludzi świeckich, ale także do mojej pracy należało odwiedzanie wiosek bardzo odległych. Taka misja trwała 2 lub 3 tygodnie. Byłyśmy daleko od naszej centralnej misji. Płynęło się łódką i myślę, że chyba to najmilej wspominam. Była to naprawdę praca misyjna i przygotowująca do pracy zupełnie innej, gdzie zaczynamy od tego, by ludzie przyjęli chrzest, a nie jest to proste. Trwa to latami, ale w naszej misji, która zaczynała się od 3 osób, mamy już ponad 500 osób i ponad 300 osób się ochrzciło, więc Bóg działa, Duch Święty wieje, kędy chce, a jest to parafia Ducha Świętego.

– Wróćmy teraz na ziemię ojczystą. Zanim były misje, było dzieciństwo i młodość. I w końcu było odkrywanie powołania.

– Tak, to prawda. Pochodzę z samiutkich gór, z Nowego Targu. Tak jak górale muszą sobie radzić w wielu sytuacjach, tak i ja wiedziałam, że będzie trudno, że trzeba będzie myśleć tak troszkę twardo, po góralsku, i już jako mała dziewczynka zawsze myślałam, że właśnie będę zakonnicą. Wiem, że miałam 4 lata, to już opowiadały mi siostry z mojej parafii, wstałam na lekcji religii i powiedziałam, że będę siostrą i pamiętam do dziś bardzo dobrze pewien obrazek. Był to taki obrazek powołaniowy, taki spory, jak to siostry dają dzieciom do rysowania. Był chłopczyk i dziewczynka, i krzyż, a pod spodem była siostra zakonna, ksiądz i tabernakulum. I tak siostra nam wytłumaczyła właśnie powołanie. Myślę, że to najlepiej mi utkwiło. Wtedy od razu wstałam i powiedziałam: – Siostro, ja będę siostrą zakonną i będę pracować daleko stąd, z Murzynkami. Potem przyszły lata młodości. Różnie to bywało, jak u każdego w życiu. Natomiast po maturze zdecydowałam się, chociaż papiery złożyłam na medycynę do Poznania, a moje kroki skierowały się do Klasztoru Sióstr Sercanek w Krakowie. Nie miałam wymaganych dokumentów, by zostać przyjętą, ale Bóg to jakoś pozałatwiał i zostałam przyjęta. W moim życiu zakonnym nie było nawet marzenia o wyjeździe, dlatego że to były l. 80. XX wieku, podejmowałyśmy dużo prac w zakładach pracy, nie mogłyśmy wtedy pracować w szpitalach i zostałam pielęgniarką, więc mi się tutaj troszkę zamknęło, ale w 1991 r. był wyjazd do Zairu i potrzebowali pielęgniarki, tak więc „los padł na Macieja”, zadzwonili, „oczywiście, już jadę”, szybka nauka języka francuskiego i wylądowałyśmy w Afryce.

– Z tego, co Siostra opowiada, można wysnuć wniosek, że od zawsze towarzyszyło Siostrze pragnienie pracy na misjach.

– Myślę, że tak. Bóg spełnia marzenia nawet dziecięce. One się realizują zawsze i wszędzie.

– Teraz jest Siostra w Polsce, na urlopie, ale myślę, że w sercu jest nuta tęsknoty za Jamajką?

– Zawsze. My mówimy: u nas na Jamajce, u nas w domu, chociaż jesteśmy stąd i tym domem jest nasza ziemia ojczysta i tu każdy wraca naprawdę z takim wielkim biciem serca. Gdy lądujemy na ziemi polskiej, to zawsze jest to nasza ziemia, ale mimo wszystko mamy tą drugą ojczyznę i każdy misjonarz chyba to czuje, że tam ktoś na nas czeka i nas woła. Więc jesteśmy tu chwilowo i jedziemy dalej.

– Powróćmy na Jamajkę. Jak wygląda codzienne życie jej mieszkańców?

– Jamajka jest krajem, który znany jest jako przepiękna wyspa, gdzie są bogate hotele i piękne plaże. Jest to naprawdę kraj uroczy i cudny, ale kraj pełny kontrastów. Wystarczy wyjechać z lotniska, gdzie wszyscy lądują i myślą, że to cudowne żyć na Jamajce. Do nas, w głąb lądu, jest to droga 2,5 godz. i zobaczy się zupełnie inną rzeczywistość. Ludzie ci nie mają w ogóle pojęcia, gdzie jest morze i co się dzieje dalej. Natomiast jest to taki rejon Jamajki, gdzie analfabetyzm sięga jeszcze 70 proc. Dzięki programowi nauki pisania i czytania dzieci już umieją pisać i czytać, najgorzej jest z osobami starszymi, tutaj, niestety, już nie możemy tego nadrobić, ale nasza siostra próbuje stworzyć lekcje dla osób starszych. Wstydzą się i trudno im przyjść, jednak coraz więcej ludzi uczestniczy, mając takie zajęcia po południu. Powolutku zaczynają czytać. Jest to kraj, w którym jest słabo rozwinięty przemysł, nie ma żadnych zakładów przemysłowych i jest naprawdę trudno, ludzie nie mogą znaleźć pracy. Jest to niesamowity problem, gdyż w naszym rejonie jest tylko praca sezonowa przy ścinaniu trzciny cukrowej. Od listopada do maja jest praca, natomiast później co zrobić? Trzcinę ścinają w upale, przy 42 stopniach. Pracują mężczyźni, kobiety nie mają żadnej pracy. Jest to problem: jak wysłać dziecko do szkoły, jak zapewnić byt? Ale powolutku angażują się. Mamy też nasz program i ludzie przychodzą, pomagają. Mamy zasadzone orzeszki ziemne, to taka wspólna praca razem i muszą tam się zjawić rodzice, muszą popracować dla swojego dziecka i uczą się bycia razem. To są jeszcze dawni potomkowie afrykańscy, stąd zaciekłości między rodami i to wszystko się odbija. Nasze wioski są już zjednoczone po tylu latach, ludzie przychodzą razem do pracy, nie ma już grup na polu, bo wszyscy pracują razem.

– Z tego, co siostra opowiada, widzę, że życie mieszkańców Jamajki nie jest łatwe, nie jest takie jak nasze. Proszę jeszcze powiedzieć, czy mieszkańcy Jamajki chętnie poznają Chrystusa?

– Myślę, że tak. Dzieje się to przez dzieci, ponieważ parafia bardzo prężnie działa. Są dziecięce kółka, jest program edukacyjny, jest grupa misyjna, grupa młodzieżowa i myślę, że to naprawdę zbliża do Chrystusa wspólnie. Ostatnio miała miejsce taka historia w mojej dziecięcej grupie chrzcielnej. Dziewczynka, która zaczęła chodzić do naszego kościoła, prosiła bardzo o chrzest, roczne przygotowanie wystarczyło, by jej udzielić sakramentu. Na tyle poznała Chrystusa, że garnęła się niesamowicie do Kościoła. Co ciekawe, przyprowadziła na chrzest mamę, tatę, babcię i dziadka. I w tej chwili cała czwórka – a każdy był w innym kościele – od kwietnia zaczęła chodzić do naszego kościoła. Teraz cała rodzina naszej Angel chodzi już do nas na Mszę św. i to nas cieszy. Co niedzielę przyjeżdżają razem z nią, ponieważ u nas ksiądz pracuje jako taksówkarz. Od rana ksiądz musi objechać, mamy dwa busy na misji i ksiądz z pomocą naszych ludzi musi przywieźć z bardzo odległych zakątków ludzi, bo nie ma żadnego innego transportu w niedzielę, nie ma taksówek, więc nie mogą dojechać. Musi ich przywieźć na Mszę św. i odwieźć. Ci ludzie wstają bardzo wcześnie, ok. 4, a nawet wcześniej, przygotowują się na Mszę św. i ok. godz. 8 w danym miejscu jest już ksiądz. Oni, żeby dojść do tego miejsca, muszą zejść z gór i czekać. Jest dużo dzieci, które przyprowadzają swoich rodziców i to jest taka ewangelizacja na Jamajce.

– Jak możemy pomóc misjonarzom z Jamajki?

– Przede wszystkim modlitwą. Ale i materialnie. Z wdowiego grosza tworzą się wielkie dzieła Boże.

2017-09-06 12:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

2020-06-04 07:12

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwość jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem różną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poprało go 52 posłów z klubu PiS. Większość naszego klubu wybrało pracę nad ustawą w komisji, co nie świadczy przecież o postawie przeciwnej życiu. Przeciwnie, jest wiele głosów mówiących, że prace w komisji będą zdecydowanie szybsze niż w zeszłej kadencji. Ale pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, który złożyłem w grudniu wraz z posłem Bartłomiejem Wróblewskim podpisało się ponad 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do tych wartości i spraw, które są ważne dla naszego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś, gdy PO-PSL ratyfikowały konwencję, powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać sie o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować wszystkiego tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by móc kiedyś na takie pytania odpowiadać swoimi dziećmi nie tylko o moim zaangażowaniu w naprawę finansów publicznych czy wspieranie gospodarki, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Chcę dzieci wychować w katolickich wartościach i powinienem pokazać im, że o te wartości potrafię skutecznie walczyć. Jestem też to winien moim wyborcom, Polakom, którzy tego ode mnie oczekują. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej nie jakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie realizowane. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich, gdyby nie 500+, zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. A więc ten program też jest prolife. Jest jeszcze dobra ustawa „za życiem”. Nie jest tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało. Są też inne postulaty, problemy jakich rozwiązania oczekują wyborcy konserwatywni. Naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia, i te tematy muszą znaleźć się w pracach rządu i parlamentu.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w filmach, serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life jak najbardziej wpisuje się w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że np. popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód w Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego broni Pan partii przed drogą zachodniej chadecji.

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" często realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, czyli troska o wspólne dobro, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

Zmarł płk Marian Tomaszewski - żołnierz Armii Andersa, zdobywca Monte Casino

2020-06-05 20:34

[ TEMATY ]

zmarły

armia Andersa

Monte Cassino

żołnierz polski

Beudin/Wikipedia

Marian Bronislaw Tomaszewski; Monte Cassino 2011

W Wielkiej Brytanii na Wieczną Wartę odszedł płk Marian Tomaszewski, sybirak, żołnierz 2 Korpusu, waleczny pancerniak 6 Pułku Dzieci Lwowskich, zdobywca Monte Cassino, Piedimonte, Ankony i Bolonii - poinformował w piątek na Twitterze szef UdSKiOR Jan Józef Kasprzyk.

Płk Marian Tomaszewski urodził się w 1922 r. w Przemyślu. W listopadzie 1939 r. został aresztowany przez NKWD, następnie został zesłany do Kazachstanu. Po amnestii, w sierpniu 1941 r. wstąpił do Armii Andersa. Służył w 6. Pułku Pancernym "Dzieci Lwowskich". Walczył o Monte Cassino, Piedimonte San Germano, Ankonę i Bolonię.

Podczas uroczystości z okazji rocznicy wyzwolenia Bolonii opowiadał PAP, że "największą przeszkodą były liczne i głębokie kanały, które utrudniały przejście czołgom". "Wrzucaliśmy do nich faszyny, czyli takie powiązane ze sobą gałęzie drzew, by przejechać. A Niemcy ostrzeliwali nas, mieli ściągniętą na północ artylerię, były też wypady ich komandosów" - wspominał.

Dodał, że mieszkańcy Bolonii byli wobec wchodzących do ich miasta Polaków niezwykle serdeczni. "W oknach wywieszano flagi polskie, napisy +Viva Polonia+ były wszędzie"
- opowiadał. Dodał też, że entuzjazm części ludności przygasł dopiero wtedy, gdy Polacy rozbrajali oddziały partyzantki komunistycznej, wobec której - po doświadczeniach w sowieckiej Rosji - byli niechętni. "Komuniści rozprawiali się z faszystami, mordowali ich, a my staraliśmy się temu zapobiegać. Uważaliśmy, że takimi sprawami powinien zająć się sąd" - zaznaczył Tomaszewski.

Płk Marian Tomaszewski, który walczył o Ankonę wspominał, że najtrudniejsze walki z Niemcami dla jego pułku toczyły się w Piedimonte San Germano. Do zdobycia włoskiego miasteczka, którego niemieckie umocnienia przypominały "mały Stalingrad", doszło 25 maja 1944 r. po walkach o Monte Cassino. "Nad Adriatykiem Niemcy nie stawiali już większego oporu. Z ich strony to już była raczej walka opóźniająca, starali się nas zatrzymać, zakładali miny na drogach" - wspominał kombatant.

Podczas II wojny światowej został odznaczony Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi, Srebrnym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Monte Cassino.

Zmarł w wieku 98 lat w Wielkiej Brytanii. (PAP)

Autor: Olga Łozińska

oloz/ pat/

CZYTAJ DALEJ

Rzecznik MZ: liczymy się z tym, że skala zakażeń w Zofiówce może przekroczyć 20 proc. przebadanych

2020-06-06 18:57

[ TEMATY ]

koronawirus

Ministerstwo Zdrowia

Adobe.Stock.pl

Liczymy się z tym, że skala zakażeń w kopalni Zofiówka może przekroczyć 20 proc. przebadanych. Sobota i niedziela to będą podwyższone wyniki w tej kopalni - powiedział PAP rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz, komentując najnowsze dane dotyczące zakażeń koronawirusem.

W sobotę po południu resort zdrowia poinformował o 317 nowych i potwierdzonych przypadkach zakażenia koronawirusem, z czego 156 odnotowano wśród górników z Kopalni Węgla Kamiennego Zofiówka na Śląsku. Nowe zachorowania dotyczą także osób z województw: łódzkiego (62), mazowieckiego (47), wielkopolskiego (27), małopolskiego (10), dolnośląskiego (7), opolskiego (5), podkarpackiego (1), podlaskiego (1) i pomorskiego (1).

Jak powiedział PAP rzecznik ministerstwa zdrowia Wojciech Andrusiewicz, należy liczyć się z tym, że kolejne wyniki dotyczące górników z kopalni Zofiówka, które zostaną podane w niedzielę, będą porównywalne z wynikami sobotnimi.

"Łącznie w Zofiówce mamy przebadanych 4600 górników. Niestety, liczymy się z tym, że skala zakażeń akurat w tej kopalni może przekroczyć 20 proc. przebadanych. Sobota i niedziela to będą podwyższone wyniki w kopalni Zofiówka" - podkreślił.

Andrusiewicz zwrócił uwagę, że "optymizmem napawają badania przeprowadzone w kopalni Ziemowit i Marcel". "W samej tylko kopalni Ziemowit na ponad 2 tys. przebadanych osób są jedynie dwa przypadki. Stąd też - jak widzimy - w chwili obecnej mamy tylko tę kopalnię Zofiówka, która rodzi tak duże wyniki. Co istotne, gdybyśmy nie zrobili tego bardzo szerokiego przesiewu wśród górników w kopalni Zofiówka, zapewne nie wyszłyby te przypadki, ponieważ są one bezobjawowe" - powiedział.

Rzecznik MZ poinformował także, że szef resortu Łukasz Szumowski jest w kontakcie z premierem Mateuszem Morawieckim oraz ministrem aktywów państwowych Jackiem Sasinem i "na tej linii będzie zapadała decyzja co do dalszych kroków".

Dotychczas w Polsce badania potwierdziły zakażenie koronawirusem u 25 tys. 986 osób, spośród których 1153 zmarły. (PAP)

autorka: Daria Porycka

dap/ dki/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję