Reklama

Wiadomości

Klimatyczna racja stanu

O domaganiu się tolerancji dla polskiego węgla i polskich możliwościach ochrony klimatu z min. Pawłem Sałkiem – sekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska – rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 25/2017, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Grzegorz Boguszewski

Paweł Sałek

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r., na którym 172 rządy przyjęły Ramową konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, odbyło się wiele światowych i regionalnych konferencji, powstało wiele specjalnych instytucji, zawarto wiele międzynarodowych porozumień mających przeciwdziałać globalnemu ociepleniu i związanej z nim niekorzystnej zmianie klimatu. Tymczasem okazuje się, że klimat ziemski stale się pogarsza... Mogłoby być gorzej?

MIN. PAWEŁ SAŁEK: – Ważne jest to, że w ogóle możemy dziś mówić o globalnej polityce klimatycznej, której źródłem jest właśnie konwencja klimatyczna przyjęta 25 lat temu w Rio. To była pierwsza tego rodzaju międzynarodowa umowa, w ramach której ludzkość zaczęła w sposób zaangażowany zajmować się nie tylko samą ochroną klimatu, ale zaczęto też mówić o zrównoważonym rozwoju, o poprawie jakości życia, powietrza itd. Uszczegółowieniem tej konwencji był protokół z Kioto, w którym wyznaczono już konkretne cele redukcyjne (dotyczące emisji gazów cieplarnianych) dla poszczególnych państw, w zależności od ich zasobności i stopnia rozwoju przemysłowego. Dla Polski było to 6 proc., a udało nam się w wyznaczonym terminie zmniejszyć emisję o blisko 30 proc.!

– Tymczasem Polska wciąż znajduje się na cenzurowanym z powodu uzależnienia gospodarki od węgla, którego wykorzystanie w energetyce i ciepłownictwie skutkuje zanieczyszczeniem powietrza, zbyt dużą emisją CO2. Czy jako kraj pilnie uczestniczący w konferencjach i porozumieniach międzynarodowych nie znaleźliśmy się jednak w klimatycznej ślepej uliczce?

– Wręcz przeciwnie. Świadczy o tym nasz udział w porozumieniu paryskim z 2015 r., które, według mojej oceny, można uznać za trzeci milowy krok – po konwencji klimatycznej z Rio i protokole z Kioto – w dziedzinie globalnej polityki klimatycznej. Z satysfakcją możemy mówić, że porozumienie paryskie uwzględnia nasz głos i nasze racje. Zapisy tego porozumienia gwarantują, że w dążeniu do jak najszybszego ograniczania emisji gazów cieplarnianych zostaną uwzględnione specyfika i możliwości gospodarek poszczególnych krajów. W przypadku Polski oznacza to przede wszystkim możliwość korzystania z udoskonalonych, czystszych (mniej emisyjnych) technologii węglowych, ale także rozwijanie źródeł energii odnawialnej. Ważne jest dla nas również wzmocnienie uwzględnienia lasów w bilansie zmniejszania CO2 w atmosferze. Lasy są istotnym elementem polityki klimatycznej. W Polsce zajmują one aż 30 proc. powierzchni kraju.

– Na czym polega dzisiejsza wyjątkowo zaostrzona kolizja polskiej polityki klimatycznej z unijną?

– Na tym, że nie zamierzamy rezygnować z węgla jako podstawowego surowca energetycznego. Węgiel kamienny i brunatny są – i chyba długo jeszcze pozostaną – motorem rozwoju polskiej gospodarki. Tymczasem głównym hasłem polityki klimatycznej UE jest radykalna dekarbonizacja. I jest ona już wdrażana przez wiele unijnych krajów, a Komisja Europejska stara się wciąż ten proces zaostrzać, przyspieszać i przede wszystkim w sposób bardzo restrykcyjny egzekwować swoje dyrektywy.

– Mimo porozumienia paryskiego?

– Najwyraźniej tak. Można powiedzieć, że działania w kierunku dekarbonizacji podejmowane przez UE są sprzeczne z zapisami porozumienia paryskiego.

– I niestety, sprzeczne głównie z interesem Polski?

– Tak, bo węgiel to nasza racja stanu, nasze bezpieczeństwo energetyczne i bezpieczeństwo dostaw energii, które – co warto przypominać – jako członek UE mamy przecież zagwarantowane traktatowo.

– Gdy półtora roku temu przejmował Pan Minister schedę po polityce klimatycznej poprzedniej ekipy, zapowiadał Pan ostrą walkę o tę polską klimatyczną rację stanu. Końca tej walki nie widać?

– Nazwałbym tę walkę raczej trudnymi negocjacjami z Komisją Europejską, bo nie chcemy i nie zamierzamy zrezygnować z węgla, który jest naszym największym bogactwem naturalnym i podstawą rozwoju gospodarki. I przy tym przecież nie jesteśmy największym emitentem CO2 w Europie, o co się nas niesłusznie oskarża. Staramy się przekonywać, że chcemy i możemy w uczciwy sposób skutecznie chronić klimat.

– Tyle że argumenty i autorskie pomysły Polski są chyba raczej sceptycznie przyjmowane w europejskich dyskusjach...

– Staramy się być bardzo konkretni. Naszym pomysłem na dobrą ochronę klimatu jest wykorzystanie naturalnych procesów przyrodniczych, czyli sekwestracja (pochłanianie) dwutlenku węgla przez żywe zasoby przyrodnicze. Funkcjonują już przecież jednostki pochłaniania, jest możliwość ich wykorzystywania w rozliczaniu emisji i są one raportowane do konwencji klimatycznej oraz do Komisji Europejskiej. Możemy więc udowodnić, że użytkowanie węgla nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu. Powołujemy się też twardo na globalne porozumienie paryskie, które daje nam możliwość wyboru indywidualnej ścieżki rozwoju, czyli zachowania neutralności klimatycznej. W porozumieniu tym nie ma mowy o dekarbonizacji.

– Jednak Polska jako członek UE musi się podporządkować przede wszystkim unijnym trendom i nakazom...

– Rzeczywiście, w UE obowiązuje trend zmniejszania ilości CO2 w atmosferze wyłącznie przez redukcję emisji z instalacji, czyli głównie przez rezygnację z wykorzystywania paliw kopalnych, co oznacza, że będzie się to odbijać na gospodarkach krajowych, a nawet na całej gospodarce unijnej. A globalne porozumienie paryskie daje poszczególnym krajom możliwość realizacji indywidualnej ścieżki rozwoju i ochrony klimatu.

– Czy jednak to indywidualne podejście do ochrony klimatu nie zaowocuje zwiększeniem emisji gazów cieplarnianych? Czy unijne obiekcje nie są zasadne?

– Moim zdaniem, nie, jeśli zastosujemy odpowiednią inżynierię ekologiczną, czyli intensywne stymulowanie procesów przyrodniczych w celu zwiększenia pochłaniania CO2. A to jest naprawdę realne.

– Czy Pan Minister sądzi, że naprawdę można będzie do tego przekonać panów w Brukseli?

– Chciałbym mieć taką nadzieję. Tymczasem negocjujemy z UE zapisy dotyczące dyrektywy o handlu uprawnieniami do emisji na lata 2020-30, bardzo mocno podnosząc nasze propozycje związane z realizacją porozumienia paryskiego i z bezpieczeństwem energetycznym. Wychodzimy z założenia, że to przede wszystkim ono powinno być teraz realizowane, a nie aż tak wygórowane wewnątrzunijne pomysły, które przeszkadzają w rozwoju krajów takich jak nasz.

– Wiele niezrozumienia i krytyki – nie tylko ze strony „nawiedzonych” ekologów – wywołuje handel uprawnieniami do emisji, który stał się właściwie istotą zarówno globalnej, jak i europejskiej polityki klimatycznej. W swoim czasie był Pan Minister twórcą i pierwszym kierownikiem Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji w Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym (obecnie jest to Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami– KOBiZE). Proszę więc wytłumaczyć, na czym polega to skomplikowane zjawisko z zakresu ochrony klimatu i ekonomii.

– W skrócie mówiąc, jest to jakiś sposób na to, by w miarę możliwości ograniczyć i utrzymać w ryzach rozmiary ogólnej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery (w Europie w systemie handlu uprawnieniami do emisji znalazło się ponad 11 tys. instalacji). Żeby kontrolować emisję, trzeba ją w jakiś sposób mierzyć. Jednostką rozliczeniową przyjmowaną przez prawo zarówno międzynarodowe, jak i unijne jest jedna tona CO2 (według niej przelicza się także emisję innych gazów cieplarnianych, np. metanu, podtlenku azotu). Wszystkie kraje objęte międzynarodowymi umowami klimatycznymi są zobowiązane do stosownej sprawozdawczości, muszą więc mieć do tego odpowiednie instytucje. Stworzony przeze mnie w latach 2005-07 podmiot jest związany nie tylko z handlem emisjami, ale też ze wszystkimi sprawami dotyczącymi emisji gazów cieplarnianych, z całokształtem polityki klimatycznej. Z dumą mogę powiedzieć, że jest to dziś jeden z najlepszych tego rodzaju ośrodków w Europie.

– Na czym konkretnie polegają dziś trudności polsko-unijnych negocjacji w sprawie uprawnień do emisji dla naszych instalacji przemysłowych?

– Przez półtora roku strona polska przedstawiła bardzo wiele inicjatyw – m.in. zorganizowaliśmy cztery duże konferencje dotyczące naszego pomysłu na ochronę klimatu, przygotowaliśmy kilkanaście dokumentów dla partnerów w Unii Europejskiej, na bieżąco bez przerwy odbywamy wizyty i spotkania z przedstawicielami Komisji Europejskiej. Ta dyskusja cały czas, bardzo intensywnie trwa. Niestety, system proponowany nam w tym momencie jest trudny do przyjęcia, przede wszystkim dla naszej energetyki i ciepłownictwa. Cena proponowana za jedną tonę CO2 na poziomie 30 euro jest dla nas nie do przyjęcia – po prostu zabije nasz przemysł.

– Komisja Europejska nie chce tego zrozumieć?

– Niestety, nie przekonuje jej nawet argument, że bezpieczeństwo energetyczne mamy zagwarantowane w traktacie europejskim, a tym bardziej nie przekonują postanowienia porozumienia paryskiego... My jednak trwamy przy swoim stanowisku – uważamy, że nie musimy być aż tacy ambitni w ramach UE, gdyż nasze kontrybucje są już dostatecznie wysokie. Chcielibyśmy, aby w tej Europie, która ma być różnorodna i tolerancyjna, było choć trochę tolerancji dla polskiego węgla, który jest dziś naszym „być albo nie być”. Dyskusja trwa, nie jest łatwo...

– I nie pomagają deklaracje, że Polska zamierza wprowadzać nowe, czyste technologie, tylko potrzeba nam trochę więcej czasu?

– Mimo braku przychylności wciąż udowadniamy, że udział energii odnawialnej w Polsce rośnie, że poprawiamy efektywność energetyczną (oszczędzamy energię), że sukcesywnie następuje modernizacja bloków energetycznych w kierunku zmniejszania emisyjności CO2. I choć z konieczności powoli, to jednak zmieniamy nasz mix energetyczny na korzyść tzw. zielonej energii. W naszych negocjacjach z KE chodzi nie o to, by pobrzękiwać szabelką lub bezkrytycznie godzić się na wygórowane oczekiwania komisji, ale o to by być przede wszystkim zaangażowanym w polskie bezpieczeństwo energetyczne. Dotychczas różne polskie rządy różnie podchodziły do tej kwestii.

– Rząd PiS jest w tej sprawie wyjątkowo nieugięty?

– Po prostu realizujemy polską rację stanu, także w sprawie polityki klimatycznej. Zdajemy sobie sprawę z tego, że skoro jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, to od transformacji przemysłu w kierunku lepszej ochrony klimatu nie uciekniemy, ale potrzeba nam na nią więcej czasu.

– Problem polega chyba na tym, Panie Ministrze, że choć wszyscy mówią o pilnej potrzebie zmniejszania emisji, to ona wciąż się zwiększa. Niektórzy straszą, że Ziemia już nie ma czasu... Może najwyższy czas po prostu zacząć się przystosowywać do niekorzystnych zmian klimatu?

– Nie snujmy aż tak katastroficznych wizji! Ale faktem jest, że największy w Europie projekt związany z planami adaptacji do zmian klimatu jest robiony właśnie w Polsce. Bierze w nim udział blisko 60 miast i jest to jedyna inicjatywa w Europie, w której Ministerstwo Środowiska wspiera władze i administrację lokalną, koordynując działania przystosowawcze do skutków zmian klimatu w wielu miastach jednocześnie.

* * *

Paweł Sałek
Absolwent Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Informatyki Politechniki Częstochowskiej, ukończył też International MBA (program prowadzony przez Centre for Management Training), Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, a także studia podyplomowe w zakresie relacji międzynarodowych i dyplomacji w Instytucie Nauk o Polityce w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Podyplomowe Międzyuczelniane Studium Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i Szkole Głównej Handlowej.
Jest twórcą i pierwszym kierownikiem Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji w Instytucie Ochrony Środowiska. Obecnie – sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej w Ministerstwie Środowiska

2017-06-12 14:56

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwość jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem różną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poprało go 52 posłów z klubu PiS. Większość naszego klubu wybrało pracę nad ustawą w komisji, co nie świadczy przecież o postawie przeciwnej życiu. Przeciwnie, jest wiele głosów mówiących, że prace w komisji będą zdecydowanie szybsze niż w zeszłej kadencji. Ale pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, który złożyłem w grudniu wraz z posłem Bartłomiejem Wróblewskim podpisało się ponad 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do tych wartości i spraw, które są ważne dla naszego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś, gdy PO-PSL ratyfikowały konwencję, powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać sie o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować wszystkiego tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by móc kiedyś na takie pytania odpowiadać swoimi dziećmi nie tylko o moim zaangażowaniu w naprawę finansów publicznych czy wspieranie gospodarki, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Chcę dzieci wychować w katolickich wartościach i powinienem pokazać im, że o te wartości potrafię skutecznie walczyć. Jestem też to winien moim wyborcom, Polakom, którzy tego ode mnie oczekują. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej nie jakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie realizowane. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich, gdyby nie 500+, zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. A więc ten program też jest prolife. Jest jeszcze dobra ustawa „za życiem”. Nie jest tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało. Są też inne postulaty, problemy jakich rozwiązania oczekują wyborcy konserwatywni. Naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia, i te tematy muszą znaleźć się w pracach rządu i parlamentu.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w filmach, serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life jak najbardziej wpisuje się w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że np. popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód w Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego broni Pan partii przed drogą zachodniej chadecji.

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" często realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, czyli troska o wspólne dobro, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

Niemcy: Benedykt XVI nie pojedzie na pogrzeb brata do Ratyzbony

2020-07-05 20:06

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

@Mazur/Episkopat

Benedykt XVI nie weźmie udziału w uroczystościach pogrzebowych swego brata ks. Georga Ratzingera w Ratyzbonie, zaplanowanych na 8 lipca. Według portalu Vatican News z 3 bm. na pogrzeb przybędą m.in. osobisty sekretarze papieża-seniora abp Georg Gänswein i były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Ludwig Müller, który w latach 2002-12 był biskupem Ratyzbony.

Brat Benedykta XVI był przez 30 lat kapelmistrzem w katedrze ratyzbońskiej i kierownikiem działającego tam chóru chłopięcego „Regensburger Domspatzen”. Zmarł 1 lipca w wieku 96 lat. 93-letni papież-senior przebywał w Ratyzbonie w dniach 18-22 czerwca, by odwiedzić swego ciężko chorego brata. Jak wspominał obecny biskup tego miasta Rudolf Voderholzer, podczas tych pięciu dni bracia widzieli się dziewięć razy: „Było mało słów, wiele ufnych gestów, a przede wszystkim wspólna modlitwa”. Obaj bracia, którzy tego samego dnia 29 czerwca 1951 roku przyjęli święcenia kapłańskie, przez całe życie byli z sobą bardzo związani.

Uroczystości pogrzebowe ks. prałata Georga Ratzingera odbędą się 8 lipca w Ratyzbonie. Po Mszy św. pogrzebowej w miejscowej katedrze zostanie on pochowany na cmentarzu katedralnym w grobie należącym do fundacji chóru katedralnego „Regensburger Domspatzen”.

Ten znany na świecie chór pożegna swego wieloletniego kierownika podczas nieszporów w jego intencji w niedzielę 5 lipca. W nabożeństwie weźmie udział 220 śpiewaków. W uroczystości nie będą mogli jednak uczestniczyć wierni ze względu na panujące jeszcze ograniczenia, związane z koronawirusem. Całość będzie transmitowana na żywo na stronie internetowej diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Papież odprawi Mszę w rocznicę wizyty na Lampedusie

2020-07-06 18:13

[ TEMATY ]

papież

Franciszek

PAP

W siódmą rocznicę swej wizyty na Lampedusie papież Franciszek odprawi 8 lipca o 11.00 Mszę św. w kaplicy Domu sw. Marty w Watykanie. W związku z ograniczeniami antypandemicznymi w liturgii uczestniczyć będą jedynie pracownicy Sekcji ds. Migrantów i Uchodźców w Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka.

Wizyta na Lampedusie 8 lipca 2013 r. była pierwszym pozarzymskim wyjazdem nowo wybranego papieża (nie licząc krótkiej wizyty u papieża seniora Benedykta XVI przebywającego wówczas w Castel Gandolfo). Ta włoska wyspa stała się bramą do Europy dla setek tysięcy uchodźców z Afryki. Franciszek pojechał tam, by uczcić pamięć osób, które chcąc dostać się do Europy, utonęły w Morzu Śródziemnym.

Podczas odprawionej na Lampedusie Mszy św. prosił Boga o wybaczenie obojętności wobec losu imigrantów. Papież przybył tam, by uczcić pamięć osób, które chcąc dostać się do Europy, utonęły w Morzu Śródziemnym. - Prosimy o przebaczenie dla tych, którzy wygodnie zamknęli się we własnym dobrobycie, który znieczula serce; prosimy o wybaczenie dla tych, którzy przez swoje decyzje na poziomie światowym stworzyli sytuacje, które prowadzą do tych dramatów - mówił Ojciec Święty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję