Reklama

Polska

Dekalog Dziesięć Prostych Słów

„Decalogue” – muzyczny głos wielu artystów z różnych kontynentów. Dziesięć utworów – jedno przesłanie: przypomnieć współczesnemu człowiekowi o niezmiennych prawach, które ukształtowały naszą cywilizację, kulturę, naszą zbiorową wrażliwość i nasze sumienie. Dochód ze sprzedaży płyt zostanie przekazany na projekty realizowane przez Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie. 12 czerwca br. na Rynku Wielkim w Zamościu po raz pierwszy w Polsce odbył się koncert pod tytułem „Dekalog”. Wydarzenie wpisało się w obchody Zamojskiego Dnia Papieskiego
Z ks. prof. dr. hab. Waldemarem Cisło – dyrektorem Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie – rozmawia Małgorzata Godzisz

Niedziela Ogólnopolska 25/2017, str. 16-17

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Małgorzata Godzisz

MAŁGORZATA GODZISZ: – „Dekalog – Dziesięć Prostych Słów”. Dziesięć słów od Boga. To okazja, by w siedzibie Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie porozmawiać o tym projekcie. Co kryje się za „Dekalogiem”?

KS. PROF. DR HAB. WALDEMAR CISŁO: – „Dekalog” to duży projekt, który został pomyślany jako kontynuacja czy pewnego rodzaju dziedzictwo Światowych Dni Młodzieży. Wiemy, że wszystkie kraje, gdzie odbywały się ŚDM, starały się tę wartościową inicjatywę przedłużyć. Myśmy przedstawili ten projekt Ojcu Świętemu Franciszkowi. Bardzo się ucieszył i udzielił swego błogosławieństwa tym wszystkim, którzy są w niego zaangażowani. Chodziło o to, żeby w tym kryzysie wartości, w świecie, który odchodzi od Boga, w ciekawej formie przybliżyć różnym grupom wiekowym ideę Dekalogu, czyli tych dziesięciu słów prawa Bożego, na których Europa się budowała. Radosław Grabowski i panowie Pospieszalscy byli głównymi inicjatorami tego projektu. Większość artystów zrzekła się swoich honorariów, a dochód z płyty jest przeznaczany na projekty, które realizuje PKWP. W tej chwili największym i najtrudniejszym rejonem dla chrześcijan, w naszym przekonaniu, jest Bliski Wschód, zarówno Irak, jak i Syria. Pamiętajmy, że w Iraku w 2003 r. było 1,5 mln chrześcijan, a dzisiaj mamy ich niecałe 200-300 tys.! Co roku ok. 40 tys. ubywa, stąd paląca potrzeba, żeby coś zrobić, by Bliski Wschód, Ziemia Święta nie zostały bez chrześcijan. Mieliśmy projekt „Mleko dla Aleppo”, w którym 3 tys. matek dostawało co miesiąc mleko w proszku potrzebne dla ich dzieci, odpowiednie dla wieku danego dziecka. Teraz realizujemy z rządem duży projekt leczenia dzieci – część z nich to ofiary wojny. Brakuje pieniędzy na ich leczenie. Dlatego polski rząd za pośrednictwem Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie przeznacza na to pieniądze. Ciągle istnieje potrzeba przygotowywania paczek żywnościowych, m.in. dla Aleppo, o którym najwięcej mówimy w polskich mediach, w którym przed wojną było ok. 5 mln mieszkańców, a dziś jest ich połowa i panuje ponad 80-procentowe bezrobocie. A nawet jak ktoś ma pensję, to nie wystarcza mu na utrzymanie rodziny. Minimum potrzebne na przeżycie to ok. 40-50 dol. Za taką kwotę organizujemy paczki żywnościowe, a tam, gdzie już funkcjonują sklepy, rozdajemy talony i ludzie sami wybierają sobie produkty, które chcą kupić. Zaniepokojeni pytają tylko, czy nie znudziliśmy się już tą pomocą. Takie jest przesłanie, które stamtąd płynie, i my, odpowiadając na nie, robimy takie projekty, jak „Dekalog”.

– W projekt włączają się znani artyści, ale też ludzie świata mediów, kultury, polityki, jak chociażby ceniony podróżnik Marek Kamiński. Co potwierdza to zaangażowanie ludzi, którzy chcą żyć Dekalogiem i często nim żyją?

– Mamy w Europie ciągłe pytanie o kondycję chrześcijaństwa, o to, czy Europa już jest postchrześcijańska, czy jeszcze chrześcijańska. Pamiętamy niedawno opublikowany artykuł kard. Josepha Ratzingera sprzed 50 lat, w którym napisał, że chrześcijan w Europie pewnie czeka to, iż będą małą trzódką, ale trzódką wiarygodną. Benedykt XVI zastanawiał się, jak przywrócić Europę wartości, a nie Europę banków czy kryzysów. Widzimy w wielu miejscach w Europie niemalże alergię na chrześcijaństwo, na wszystko, co jest związane z krzyżem. Stąd chcemy w takiej łagodnej formie przypomnieć o Dekalogu zwłaszcza młodemu człowiekowi, który często szuka odpowiedzi na pytania dotyczące różnych wartości. Widzimy, że chrześcijaństwo na poziomie nawet Unii Europejskiej często spotyka się z wielką krytyką. Tym bardziej trzeba przypominać, że Europa ma swoje chrześcijańskie korzenie.

– Dekalog wymaga zatrzymania, ale też ciszy, kontemplacji i zastanowienia się nad swoim życiem. Jak projekty realizowane przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie pozwalają wejść w siebie i zrozumieć słowa, które są nam znane od lat?

– Mogę powiedzieć na swoim przykładzie, że jeżdżąc samochodem, słucham wyłącznie „Dekalogu”. Na uwagę zasługuje zwłaszcza utwór Andrzeja Lamperta, ta tęsknota człowieka za Bogiem. Muzykę skomponował Michał Lorenc. Szukaliśmy tematu słów – padło na Psalm 63. Trzeci utwór – przepiękne brzmienie oliwskich organów. Każdy znajdzie coś dla siebie i jeśli wierzymy, że Bóg jest pięknem, które próbujemy opisać, to jest to mała cząsteczka, która mówi, że Bóg jest pięknem wyrażającym się przez muzykę.

– Wyjątkowość tego projektu uwidacznia się też w tym, że za każdym przykazaniem, utworem jednym z dziesięciu, kryje się konkretna historia człowieka w potrzebie. Na jakie projekty PKWP są potrzebne pieniądze?

– Utwory rodziły się z naszych doświadczeń, z rozmów z misjonarzami. Przykładowo: szóste przykazanie – dochód z tej piosenki jest przeznaczony na ośrodek dla dziewcząt, które były wykorzystywane seksualnie w swoich rodzinach w Zambii. Trzecie przykazanie – na budowę kościołów, czasem małych kaplic, które są potrzebne, bo gdzieś daleko w Afryce nie mają pieniędzy, żeby zbudować kościół. Różne są projekty, tak jak różne są potrzeby misjonarzy, potrzeby ludzkie, staramy się więc to wszystko jakoś podpiąć, żeby tematycznie pasowało do tego, co próbujemy robić.

– Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie jest takim pomostem między tymi, którzy potrzebują pomocy, a tymi, którzy tę pomoc mogą świadczyć. Jednym z konkretnych dzieł miłosierdzia, które realizuje stowarzyszenie, jest „SOS dla Ziemi Świętej”. Jak zrodził się ten projekt?

– Zatrważa radykalny spadek liczby chrześcijan na terenie Ziemi Świętej. Jeszcze niedawno burmistrzem Betlejem był chrześcijanin, dzisiaj jest to już niemożliwe ze względów demograficznych. Te wszystkie intifady spowodowały, że chrześcijanie uciekają i szukają schronienia gdzie indziej. Została ich garstka i bardzo się boimy, że niedługo ziemia Jezusa pozostanie bez chrześcijan. Tu bardzo ważny apel do naszych czytelników: jeśli będą Państwo w Ziemi Świętej, zatrzymujcie się w hotelach, które są prowadzone przez chrześcijan. Wypożyczajcie samochody czy autobusy od chrześcijan i kupujcie u nich. Izraelskie biura podróży specjalnie tak układają program, żeby pielgrzymi nie nocowali w Betlejem albo też nie kupowali u chrześcijan, tylko u wybranych przez nie przedstawicieli. Pamiętajmy, że jeżeli nie damy zarobić chrześcijanom, to oni nie będą mogli przeżyć i ziemia Chrystusa pozostanie ziemią bez obecności chrześcijan. Stąd tak ważne są te krzyżyki, szopki, różańce. Każde ziarenko jest ręcznie wycięte maszyną przerobioną z wiertarki, szlifowane w dawnych tzw. franiach, potem ręcznie nawlekane – dzięki temu pracę mają kobiety. To SOS powinno głośniej wybrzmieć, bo niedługo w ojczyźnie Chrystusa zabraknie chrześcijan.

– Zapewniacie pomoc, chleb powszedni – ale też ten eucharystyczny. Jak przez te liczne projekty wyraża się pomoc duchowa, modlitewna, która jest niezbędna?

– Jako jedyne stowarzyszenie o charakterze pastoralnym dbamy o kształcenie księży. 10 tys. kleryków, głównie w Afryce, mogło kontynuować naukę dzięki naszemu wsparciu materialnemu. Na Zachodzie nie ma księży, więc Mszy św. nie ma kto odprawiać. Ludzie jednak zamawiają Msze św., a my intencje przekazujemy misjonarzom. To też budowa kaplic, klasztorów kontemplacyjnych.

– Na co powinniśmy zwrócić uwagę, wczytując się w Dekalog, w tych dziesięć prostych słów danych nam od Boga, by stać się lepszym człowiekiem, chrześcijaninem, który jest uczniem Chrystusa?

– Musimy słuchać Papieża, bo on bardzo mocno kładzie nacisk na to, abyśmy odświeżyli miłość bliźniego, zwłaszcza tę wyrażoną w uczynkach. Pamiętajmy: tam, gdzie możemy, tam pomagajmy. Nie możemy zmienić całego świata i pokonać wszelkiego zła, ale każdy uśmiech dziecka, które dostało paczkę żywnościową, które może lepiej spędzić święta, to już jakiś krok ku temu, by ten świat był odrobinę lepszy. Ważna jest rola mediów, zwłaszcza tam, gdzie ksiądz nie może dojechać. Wspomagamy radia, żeby wierni mogli wysłuchać Mszy św., katechezy czy usłyszeć głos swojego biskupa. Natomiast jeśli chrześcijanie w Iraku czy w Syrii proszą nas: bądźcie naszym głosem, mówcie w naszym imieniu, że nas wybijają i nikt się o nas nie upomina – to jest to już ta wielka rola mediów, żeby za ich pośrednictwem przekazywać wołanie: Nie zapominajcie o nas!

Kupując płytę i produkty, pobierając single ze strony www.decalogue.pl oraz www.pkwp.org , każdy może wesprzeć projekty PKWP, a tym samym realnie pomóc tym, którzy bez naszej pomocy sobie nie poradzą.

2017-06-12 14:56

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Będziemy pielgrzymować na terenie diecezji

2020-06-30 12:26

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 27/2020, str. IV

[ TEMATY ]

wywiad

pielgrzymka

wakacje

pielgrzymowanie

pielgrzymi

Bożena Sztajner/Niedziela

Tak pielgrzymki na Jasną Górę wyglądały w ubiegłych latach...

Z ks. Krzysztofem Kolanowskim, kierownikiem Pieszej Pielgrzymki z Gorzowa na Jasną Górę, o tegorocznym pielgrzymowaniu w dobie koronawirusa rozmawia Kamil Krasowski.

Kamil Krasowski: Już prawie rok pełni Ksiądz funkcję kierownika gorzowskiej pielgrzymki na Jasną Górę. Jak zaadaptował się Ksiądz w tej roli i co w związku z tą funkcją należy do Księdza zadań na co dzień? Przygotowania do pielgrzymki rozpoczynają się na kilka miesięcy przed wyruszeniem na pielgrzymi szlak czy raczej trwają przez cały rok?

Ks. Krzysztof Kolanowski: Funkcję kierownika pieszej pielgrzymki objąłem w grudniu po niespodziewanej nagłej śmierci śp. ks. Andrzeja Wręczyckiego. Piesza pielgrzymka to nie tylko dwa tygodnie wspólnego pielgrzymowania na Jasną Górę – to prawie całoroczna praca. Po zakończeniu pielgrzymki, we wrześniu, odbywa się spotkanie kierowników pieszych pielgrzymek z całej Polski, w czasie którego podsumowuje się organizację wszystkich grup. Zazwyczaj trwa ono ok. 3 dni. Poza tym wraz z kwatermistrzem ks. Marcinem Pracukiem kilka razy w roku odwiedzamy miejsca, przez które przechodzi pielgrzymka z Gorzowa. W tym roku taki objazd miał miejsce w czerwcu z racji pandemii.

CZYTAJ DALEJ

Jeden dzień z kampanii

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 12-13

[ TEMATY ]

wybory

wybory 2020

Katarzyna Woynarowska

Jedziemy śladem Dudabusa – najbardziej znanego dziś autobusu w Polsce. Plan jest taki: zobaczyć kampanię w terenie, uchwycić nastrój chwili i porozmawiać ze spotkanymi po drodze ludźmi o wyborach i o Polsce.

Mawia się, że trzeba uścisnąć trzy dłonie, by zyskać jeden wyborczy głos. Kampania prezydencka nabiera więc tempa i rumieńców, szczególnie po przerwie spowodowanej epidemią. Jest piątek 12 czerwca 2020 r., przez Polskę przechodzi upalny i burzowy front atmosferyczny, a my – podobnie jak Dudabus – obieramy kierunek na Dolny Śląsk. Andrzej Duda często powtarza, że w ciągu minionych 5 lat zjechał Polskę, był w każdym powiecie. W kampanii, walcząc o reelekcję, powtarza trasę, bo jak wielu przyznaje, z tych spotkań czerpie swoją siłę.

Rolnik znalazł żonę

Zjeżdżamy z imponującej A4 i zmierzamy do Uniejowic – wsi leżącej w środku rolniczego serca regionu, gdzie zaplanowano pierwsze spotkanie. Doganiamy Dudabus i nieco rozczarowani stwierdzamy, że to tylko skromny autosan. Na pokładzie, obok Andrzeja Dudy, grupa młodych ludzi oraz prezydencki rzecznik Błażej Spychalski. W obstawie jedzie kilka aut służb chroniących głowę państwa.

Dlaczego właśnie Uniejowice wybrał sztab Andrzeja Dudy? Tutaj swoje ponad 100-hektarowe gospodarstwo prowadzi bodaj najbardziej znane obecnie małżeństwo rolników: Anna i Grzegorz Bardowscy, para znana z telewizyjnego show Rolnik szuka żony. Młodzi prowadzą nie tylko duże rolnicze przedsiębiorstwo, ale także własną stronę internetową, na której doradzają m.in., jak zarządzać gospodarstwem w XXI wieku. – Kiedy kilkanaście dni temu dostaliśmy telefon z propozycją takiego spotkania, byłam w szoku i pomyślałam, że Grzesiek mnie wkręca – komentowała okoliczności spotkania Anna Bardowska. – Oczywiście, zgodziliśmy się na przyjęcie pana prezydenta. Nie patrząc na to, jak wiele dzieli nas, Polaków, jak różne są nasze poglądy, potrzeby, uważamy, że głowie naszego państwa należy się szacunek. Dla nas to ogromny zaszczyt mieć takiego gościa. Od chwili kiedy wizyta została potwierdzona, całą rodziną zabraliśmy się do przygotowań. Porządki trwały kilka dni, staraliśmy się, jak tylko potrafimy.

Dom Bardowskich stoi niedaleko pięknego kościoła, w samym sercu wsi. Zadbany i zasobny od frontu, z tyłu otwiera się przestrzeń imponującego gospodarstwa, po którym właśnie oprowadzany jest prezydent. W oczekiwaniu na koniec spotkania rozmawiamy z miejscowymi – o tym, o czym dyskutuje teraz cała Polska: o polityce i wyborach. Okazuje się, że prezydent ma we wsi sporo zwolenników. – Większość zagłosuje na Dudę, bo on dotrzymuje słowa. Kocha Polskę i dba o rodzinę – mówi starszy pan. – Mnie się nigdy lepiej nie żyło niż teraz – dopowiada drugi. Obaj spaleni słońcem, ze spracowanymi, grubymi jak bochny chleba rękami. – To najlepszy prezydent, jakiego mieliśmy – wtrąca młodszy mężczyzna z rumianym dzieciaczkiem na rękach. – Bardowscy to mądrzy ludzie, będą gadać z prezydentem o rolnictwie, że nie wszystko jest tak, jak być powinno. Epidemia i susza mogą nas zniszczyć. Dobrze, żeby tam, na górze, o tym wiedzieli – dodaje.

Jak się później okazało, Grzegorz Bardowski nie zawiódł oczekiwań ziomków. – Prezydent dopytywał, co należy zmienić w polskim rolnictwie. Moim zdaniem, kluczowy jest temat znakowania polskiej żywności. Do tego zmagamy się z suszą, są niskie ceny skupu płodów rolnych i kilka innych spraw, które sprawiają, że zyski wcale nie są takie duże – opowiadał dziennikarzom.

Czekanie w czerwcowym skwarze się opłacało. Pojawianie się prezydenta wzbudza natychmiastowe poruszenie. Andrzej Duda znany jest z tego, że z łatwością potrafi nawiązywać kontakt z ludźmi. Tak jak teraz w Uniejowicach, gdy energicznie podchodzi do naszej niewielkiej grupki, wita się, zagaduje, bez cienia zniecierpliwienia pozuje do zdjęć. Nie unika i dłuższych rozmów, nie spieszy się, mimo że w oddalonej o kilka kilometrów Złotoryi ma zaplanowany udział w wiecu. – Niech pan obieca, że wygra! – domagają się ludzie. – Robię, co mogę – odpowiada prezydent.

Liczy się konkret

W Złotoryi wrze. Uczestnicy spotkania czekają w dolnej części rynku, koło skweru Siedmiu Mieszczan, zwanego „Lipkami”. W powietrzu łopoczą gęsto biało-czerwone flagi, ludzie wachlują się planszami z hasłem „Duda 2020”. W górę wędruje wielki baner z napisem: „Andrzej musisz”, który 5 lat temu, podczas poprzedniej kampanii, także witał mało znanego wówczas polityka w Złotoryi.

– Przyniósł mu wtedy szczęście, przyniesie i dziś – mówi z radością p. Stanisława, która od kilku godzin okupuje strategiczne miejsce w cieniu złotoryjskiego rynku. – Nie mogłam opuścić takiej okazji. W Polsce się mówi, że Dolny Śląsk nie lubi Dudy, a to nieprawda. Proszę zobaczyć, jest piątek, czyli dzień pracy, a ile osób przyszło! Po twarzach widzę, że część nietutejsza, pewnie przyjechali z całego powiatu. Ludziom żyje się teraz dostatnio i spokojnie. I chcemy, żeby tak zostało. Nie ma co kombinować, skoro maszyna dobrze działa. Prawda jest taka, że jak się na górze zaczynają kłócić, to najbardziej obrywają ci na dole.

Dudabus przeciska się wąskimi uliczkami w kierunku rynku. Ludzie zrywają się z ławek, coraz głośniej skandują hasła. W górę wystrzeliwują flagi i kampanijne plakaty, emocje sięgają zenitu. Prezydent obchodzi zebranych niespiesznie, podobnie jak w Uniejowicach. Rozdaje autografy, żartuje, ściska dziesiątki rąk, pozuje do kolejnych selfie. Za chwilę jednak, gdy stanie na środku tego zgromadzenia, będzie mówił już bardzo poważnie. O realizacji obietnic sprzed 5 lat i planach na przyszłość. Na moment robi się cicho. Owacje zagłuszą głos prezydenta dopiero, gdy powie o rodzinie, w której „jest tata i mama”. – Rodzina, w której jest macierzyństwo i rodzicielstwo. Rodzina, która wymaga ochrony ze strony państwa. To wsparcie od polskiego państwa zostało przekazane przez program 500+. To dla mnie wielki powód do dumy. Ja tych programów, które wspierają rodzinę, nie pozwolę ruszyć! Ani pogorszyć, ani zlikwidować! Nigdy mojego podpisu pod zmianami nie będzie – podkreśla. Brawa i skandowane: „dziękujemy!”.

– Ja się nie boję tego, że ci, co podwyższali wiek emerytalny Polakom, kiedy ja go obniżam i podpisuję się pod ustawą, będą mnie nazywali „długopisem”. Ja dla moich rodaków pracuję. Nie boję się wyzwisk. Kiedy składam podpis pod ustawą, która reformuje polski Sąd Najwyższy, to oni będą mnie obrzucali wyzwiskami. Trudno. Ważne, że robię to, czego państwo oczekują, co jest potrzebne Polsce – zaznacza. Brawa i skandowanie: „dziękujemy!”.

Największy entuzjazm wzbudza jednak obietnica zlikwidowania wykluczenia komunikacyjnego Złotoryi, czyli przywrócenia połączenia kolejowego. – Widzi pani? Konkret, a nie górnolotne obietnice, które potem gdzieś się rozmywają i nikt już nie pamięta, o co chodziło – p. Aneta 5 lat temu zagłosowała na Andrzeja Dudę, gdy usłyszała, jak podczas spotkania wyborczego w hali „Tęcza” mówił, o jakiej Polski marzy.

Szansa na kontynuację

W rozkładzie jazdy Dudabusa jest jeszcze niedaleka Trzebnica. Choć to niewielkie miasto, na rynku pojawia się jakieś 3 tys. ludzi, w większości zwolennicy, ale przyszli także ci, którzy na Andrzeja Dudę nie zagłosują. Kampania wyborcza to przecież również starcia z przeciwnikami. – Cieszę się, że mogę być tutaj, by rozmawiać o Polsce i o tym, co trzeba zrobić, żeby nam z powrotem nie psuli Polski ci, którzy poza krzykiem nie mają nic do zaoferowania – tak prezydent skomentował okrzyki przeciwników. – Ja chcę kontynuować pracę dla Rzeczypospolitej, pracę dla państwa, którą rozpocząłem w 2015 r., gdy na moich spotkaniach słuchałem tego, co mieli państwo do powiedzenia, i starałem się później, przez całe te 5 lat, do dziś to realizować.

Na dzisiaj koniec. Nazajutrz, czyli w sobotę 13 czerwca, Dudabus pojedzie na Opolszczyznę. W rozkładzie jazdy: Opole, Brzeg i Głogówek...

CZYTAJ DALEJ

Wybory prezydenckie: Do wtorku można dopisać się do spisu wyborców

2020-07-05 09:32

[ TEMATY ]

wybory

wybory 2020

Adobe.Stock.pl

We wtorek 7 lipca mija termin na dopisanie się do spisu wyborców w dowolnej gminie w Polsce. Jeśli wyborca dopisał się do spisu przed pierwszą turą wyborów, nie może dopisać się do innego spisu przed drugą turą. Do piątku można odbierać zaświadczenie o prawie do głosowania.

Wyborca może głosować w wybranym przez siebie lokalu wyborczym w gminie, na obszarze której będzie przebywać w dniu wyborów, jeżeli złoży pisemny wniosek o dopisanie do spisu wyborców. Taki wniosek można złożyć najpóźniej we wtorek 7 lipca.

Wyborcy, którzy zmienili spis wyborców przed pierwszą turą wyborów pozostają w nim także na drugą turę. Krajowe Biuro Wyborcze przypomina, że do spisu wyborców można dopisać się tylko jeden raz. Jeśli wyborca dopisał się przed pierwszą turą wyborów, nie może dopisać się do innego spisu przed drugą turą.

Wniosek składamy w urzędzie gminy, na obszarze której chcemy oddać głos. Do spisu wyborców można się dopisać też przez internet. We wniosku należy podać: imię (imiona), nazwisko, imię ojca, datę urodzenia, nr PESEL, a także adres zamieszkania.

Do piątku 10 lipca w godzinach pracy urzędu gminy czy miasta, w którym jesteśmy ujęci w spisie wyborców, możemy odebrać zaświadczenia o prawie do głosowania. Wniosek o wydanie zaświadczenia można złożyć osobiście, faksem lub mailem.

Gdy otrzymujemy zaświadczenie, jesteśmy skreślani ze spisu wyborców w naszym obwodzie. W sytuacji gdy zgubimy zaświadczenie, nie dostaniemy kolejnego, tak więc utrata zaświadczenia spowoduje, że wyborca nie będzie mógł zagłosować ani w swoim obwodzie głosowania, ani w żadnym innym.(PAP)

autorka: Aleksandra Rebelińska

reb/ par/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję