Reklama

Polska

Uczyłem się od nich

Z abp. Mieczysławem Mokrzyckim – metropolitą lwowskim, sekretarzem św. Jana Pawła II i Benedykta XVI – rozmawia ks. Robert Gołębiowski

Niedziela Ogólnopolska 21/2017, str. 13-16

[ TEMATY ]

wywiad

abp Mieczysław Mokrzycki

Bożena Sztajner/Niedziela

Postać abp. Mieczysława Mokrzyckiego, metropolity lwowskiego, jest nam wszystkim doskonale znana. Z wielką miłością w sercu służył on dwóm papieżom - św. Janowi Pawłowi II oraz Benedyktowi XVI jako ich sekretarz, a zarazem powiernik wielu tajemnic serca. Jest świadkiem prawdy o heroicznym życiu Papieża Polaka, jako wierny uczeń wypełnia jego duchowy testament.
Pasterz Kościoła lwowskiego często przybywa do Polski, by ubogacać nas orędziem o świętości życia Jana Pawła II, a także by ofiarowywać bezcenną cząstkę papieskich relikwii. Podczas wizyty w Szczecinie poprosiliśmy abp. Mokrzyckiego o podzielenie się kilkoma osobistymi refleksjami na ten temat.
Ks. Robert Gołębiowski

* * *

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – Księże Arcybiskupie, od 21 października 2008 r. z woli Benedykta XVI pełni Ekscelencja niezwykle ważną historycznie, ale z pewnością i pastoralnie posługę metropolity lwowskiego. Mija 26 lat od odnowienia struktur Kościoła łacińskiego na Ukrainie. Czy mógłby Ekscelencja przybliżyć czytelnikom „Niedzieli” pewien bilans tych lat posługi w Kościele ukraińskim, szczególnie w wymiarze duszpasterskim?

ABP MIECZYSŁAW MOKRZYCKI: – Ojciec Święty Benedykt XVI podjął decyzję o posłaniu mnie do rodzinnej – można tak powiedzieć – archidiecezji lwowskiej, gdyż na jej terenie się urodziłem. Formację kapłańską zdobywałem najpierw w seminarium przemyskim, a później w Lublinie. Święcenia przyjąłem z rąk administratora apostolskiego w Lubaczowie abp. Mariana Jaworskiego. To on w 1991 r. wysłał mnie na studia do Rzymu, gdzie przebywałem do chwili powrotu na ziemię lwowską – najpierw jako koadiutor, by po roku objąć urząd metropolity. Benedykt XVI, żegnając mnie z żalem w sercu i dziękując za lata pracy, mówił o wielkich potrzebach tych ziem i o mojej znajomości ducha tego Kościoła. Mój poprzednik – kard. Marian Jaworski zastał na początku swej posługi zaledwie kilka czynnych kościołów oraz kilku pracujących kapłanów. Ja po przyjściu do Lwowa znalazłem się już w lepszej sytuacji, gdyż było czynnych ponad 300 kościołów i pracowało w duszpasterstwie blisko 150 księży. Swoim zasięgiem nasza archidiecezja obejmuje 4 województwa: lwowskie, tarnopolskie, czerniowieckie i iwanofrankijskie. Obecnie pracują tu kapłani z archidiecezji lwowskiej – jest ich 201. Pomaga im grupa 50 kapłanów z Polski. Mamy wiele zgromadzeń zakonnych, przede wszystkim żeńskich. W ubiegłym roku świętowaliśmy 20-lecie istnienia seminarium w Brzuchowicach. Z pełną świadomością mogę powiedzieć, że nasz lwowski Kościół w dalszym ciągu przeżywa wiosnę, swoiste odrodzenie. Każdego roku tworzą się nowe parafie, budują się również nowe kościoły, w związku z czym dostrzegamy, że coraz więcej ludzi pogłębia swą wiarę w Kościele rzymskokatolickim.

– Jak wygląda statystyka tzw. dominicantes, czyli uczestnictwa wiernych w niedzielnej Eucharystii?

– Kiedyś Ukraina liczyła 52 mln mieszkańców, a obecnie, niestety, ok. 35 mln, gdyż zdecydowana większość emigruje za pracą. Kościół rzymskokatolicki w 7 diecezjach liczy 1,5 mln wiernych, natomiast 4,5 mln to wierni Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej. Resztę stanowią prawosławni. Jeśli chodzi o frekwencję na niedzielnej Mszy św., to oceniamy ją na 95 proc. i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.

– Jak po 9 latach pracy we Lwowie ocenia Ksiądz Arcybiskup duchowość swojej archidiecezji? Jakie najważniejsze akcenty składają się na realizowany program duszpasterski?

– Przez minione 9 lat pragnąłem zwrócić uwagę na formację stałą kapłanów przez dni skupienia, spotkania miesięczne w dekanatach oraz spotkania w seminarium lwowskim. Odbywają się tam 2 razy w roku dni skupienia, konferencje i rekolekcje. Ważna jest również troska o nowe powołania. W naszym seminarium kształci się obecnie 25 kleryków, co jest dla nas wielką radością, gdyż wszyscy wywodzą się z archidiecezji lwowskiej. Inne pole pracy to formacja młodzieży, co czynimy przez ruch oazowy czy Kościół Domowy. Chcemy większą troską otoczyć ludzi samotnych i chorych, gdyż z racji wyjazdów młodych za granicę jest ich coraz więcej. Czynimy to w ramach posługi sióstr zakonnych czy wolontariatu. Są już owoce tej pracy. W ubiegłym roku w Brzuchowicach otworzyliśmy Dom Seniora, a w maju tego roku bracia albertyni otworzą we Lwowie przytułek dla bezdomnych. Prowadzone są także świetlice dla dzieci opuszczonych, by zapewnić im ciepły posiłek i spokój podczas odrabiania lekcji. W wakacje staramy się o to, by większość dzieci wyjechała na kolonie, na wypoczynek. Dużo dzieci wyjeżdża do Polski, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni tym wszystkim w Polsce, którzy im to umożliwiają. Zauważam również wzrost zainteresowania pogłębianiem wiedzy teologicznej. Funkcjonują u nas 3 instytuty teologiczne: we Lwowie (120 studentów), katechetyczny w Kamieńcu Podolskim oraz ekumeniczny w Kijowie.

– Przeżywamy 100. rocznicę objawień Matki Bożej w Fatimie. Jak wygląda maryjny rys życia na ziemi lwowskiej?

– Archidiecezja lwowska przed wojną miała wiele sanktuariów, dzisiaj mamy ich tylko kilka. Przed wojną w każdym dekanacie było sanktuarium maryjne. Miało to swoje źródło w ślubach Jana Kazimierza w katedrze lwowskiej. Niezwykle żywy jest w katedrze kult Matki Bożej Łaskawej, który przetrwał najtrudniejsze czasy komunizmu. Warto również zauważyć, że od 6 lat przybywa do Lwowa pielgrzymka rzeszowska, w której idą pątnicy z całej Polski. Niedawno utworzyliśmy w Berdyczowie narodowe sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej i staramy się, aby odżywał kult Matki Bożej. Zwracamy także uwagę na odradzający się ruch pielgrzymkowy. Od kilkunastu lat pielgrzymujemy m.in. do diecezjalnego sanktuarium w Bolszowcach na święto Matki Bożej Szkaplerznej. Cieszę się niezmiernie koronacją figury Maryi w nowo utworzonym sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Krysowicach w 100. rocznicę objawień Matki Bożej Fatimskiej. Korony zostały poświęcone przez Ojca Świętego Franciszka 3 maja br. Widać wzrost pobożności maryjnej u naszych wiernych.

– Naród ukraiński krwawi i trwa na modlitwie o pokój. Solidaryzujemy się z cierpiącymi i modlimy się za wszystkich, którzy oddali życie za wolność. Z jaką nadzieją patrzy Ksiądz Arcybiskup w przyszłość i co poza modlitwą może doprowadzić do prawdziwego i trwałego pokoju?

– Jesteśmy bardzo wdzięczni całemu Kościołowi powszechnemu, a w szczególności polskiemu, za tę solidarność z narodem i Kościołem ukraińskim – za modlitwę i pomoc humanitarną. Dziękujemy za troskę wyrażaną przez Ojca Świętego Franciszka oraz kapłanów, którzy niosą konkretną pomoc. Od kilku lat naród ukraiński przeżywa trudny okres. Wojna toczy się na wschodzie, ale jej skutki są odczuwane wszędzie. Cała społeczność jest dotknięta wojną nie tylko materialnie czy ekonomicznie, ale także w wymiarze duchowym. Wielu młodych z zachodniej Ukrainy idzie na front i bardzo często, niestety, ich życie kończy się właśnie tam. U nas, pełni bólu, przeżywamy ich pogrzeby. Dużo ludzi powraca okaleczonych fizycznie i moralnie. Zniszczonych jest wiele kościołów, domów i mieszkań. Moim zdaniem, Ukraina potrzebuje pewnej refleksji i odpowiedzenia sobie na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Pan Bóg nie jest Bogiem, który karze swój naród, swoje dzieci, ale daje nam znać, upominając się o swoje prawo miłości do drugiego człowieka. Myślę, że szczególnie ta odpowiedź musi się pojawić teraz, w roku jubileuszu objawień Matki Bożej w Fatimie, która mówiła, że komunizm jest karą za grzechy, za odwrócenie się od Boga, ale jednocześnie wzywała do nawrócenia, pokuty i przeproszenia Pana Boga. Na narodzie ukraińskim nadal ciąży grzech ludobójstwa, do którego trudno mu się do tej pory przyznać i z którego trudno się oczyścić, choć było kilka prób takich postaw, m.in. z okazji 70. rocznicy wydarzeń na Wołyniu. Przykładem tego był wspólny komunikat Konferencji Episkopatu Polski, wydany z Synodem Kościoła Greckokatolickiego, i Konferencji Episkopatu Ukrainy Obrządku Łacińskiego. Niestety, nie został on odczytany na Ukrainie. Wyrażam przekonanie, że dopóki ten naród nie wyzna swej winy, nie stanie w prawdzie i nie oczyści się z tego grzechu, nie będzie mógł cieszyć się błogosławieństwem. Mam jednak nadzieję, że rok fatimski przyczyni się do uświadomienia, iż brak pokoju na Ukrainie domaga się tego gestu, na który czekamy z miłości i z miłością. Potrzeba przeproszenia i przebaczenia za ten wielki grzech ludobójstwa. W tym kontekście modlimy się również o nawrócenie Rosji – aby szanowała inne narody.

– Gościmy Księdza Arcybiskupa na ziemi zachodniopomorskiej, dokąd w ramach przesiedleń i akcji „Wisła” przybyło z rubieży dawnej Rzeczypospolitej bardzo wielu osadników – niemal co trzecia wioska w naszej archidiecezji ma korzenie związane z historią Kresów, Wołynia i innych terenów. Jak przebiegają te sentymentalne spotkania z nimi podczas odwiedzin wielu naszych parafii?

– Jestem niezmiernie wdzięczny abp. Andrzejowi Dziędze za zaproszenie mnie z tygodniową posługą udzielania sakramentu bierzmowania oraz przekazywania relikwii św. Jana Pawła II, którego drugim sekretarzem byłem przez 9 lat. Cieszę się, że jako świadek jego świętości mogę tę jego cząstkę ofiarować tutaj, gdzie żyje tak wielu wiernych mających korzenie czy to na ziemi lwowskiej, czy w innych rejonach Ukrainy. Podczas takich spotkań wielu wiernych i kapłanów z dumą w sercu wspomina, że ich rodzinne korzenie sięgają wschodnich kresów dawnej Rzeczypospolitej. Podobnie jest w archidiecezji wrocławskiej, gdzie biskupi zapraszają mnie „do swoich”. Wszystkich wywodzących się szczególnie z ziemi lwowskiej serdecznie pozdrawiam...

– Przywozi Ksiądz Arcybiskup ze sobą dar nowego wydawnictwa, które swą premierę będzie miało 24 maja br. Jest to książka „Sekretarz dwóch papieży”. Ukazał się już album pod tym tytułem. Ksiądz Arcybiskup udzielił także długiego wywiadu Brygidzie Grysiak. Co wyjątkowego jest w tej nowej książce?

– W nowej książce chciałem pokazać przede wszystkim moją drogę do kapłaństwa i to, jak ważną rolę odgrywały w niej zaufanie i zawierzenie Opatrzności Bożej. Chciałem podkreślić znaczenie i wielkość pontyfikatów św. Jana Pawła II oraz Benedykta XVI.

– Kiedy przegląda się treść tej niezwykle wzruszającej rozmowy, można dostrzec cztery wymiary osobowości Księdza Arcybiskupa naznaczone tym, co dały mu dom rodzinny i formacja seminaryjna, czego nauczyli go Jan Paweł II i Benedykt XVI i jaki wpływ miał na niego Lwów wraz z całym Kościołem ukraińskim. Jak wiele wartości zostało zaszczepionych w sercu Księdza Arcybiskupa... Czy mógłby Ekscelencja krótko scharakteryzować te etapy życia?

– Gdy patrzę na swoje życie, mogę dostrzec, jak bardzo ważny jest w życiu każdego człowieka dom rodzinny. Również istotne były dla mnie formacja intelektualna w szkole, w seminarium i w konsekwencji – praca kapłańska. Dzięki moim rodzicom, rodzeństwu oraz kapłanom, którzy kształtowali moją wiarę przez katechizację, mogę stwierdzić, że niezwykle ważne jest, u czyjego boku się wzrasta i kształtuje swoją osobowość. Miałem zaszczyt budować się postawą dwóch Piotrów naszych czasów, ale także, pracując wcześniej u boku mojego arcybiskupa, kard. Mariana Jaworskiego – jego postawą. To oni zaszczepili we mnie wiele ważnych cech, które ukształtowały moje kapłaństwo. Jan Paweł II był papieżem uniwersalnym, który potrafił swoją osobowością dotrzeć do wszystkich ludzi, niezależnie od kontynentu, rasy czy kultury. Uczył nas takiej otwartości i umiejętności dostrzegania potrzeb każdego człowieka, a jednocześnie nauczył mnie ufności wobec Boga, ogromnej wartości modlitwy, szerszego spojrzenia na świat i Kościół oraz prowadzone duszpasterstwo. Jan Paweł II bardzo wymagał od siebie, ale i od innych, a jednocześnie był ojcem niezwykłej dobroci. Wiedzieliśmy, jakie są jego oczekiwania, i staraliśmy się zawsze je spełniać. Ojciec Święty Benedykt XVI uczył mnie natomiast wielkiej pokory, skromności, delikatności, a także sumienności. Pokazał swoim życiem – a poznałem go najpierw jako kardynała – co to znaczy być człowiekiem wielkiej pracowitości, a jednocześnie niezwykłej wrażliwości. Dostrzegałem w nim człowieka bardzo interesującego się drugim, zatroskanego o niego, ciekawego jego problemów i trosk, a zarazem bliskiego w bezpośredniej relacji.

– Ze łzami w oczach czyta się o odchodzeniu Jana Pawła II do domu Pana. Przeżywał je Ksiądz Arcybiskup w refleksji eschatologicznej. Jakie myśli rodziły się wówczas w sercu?

– Pontyfikat Jana Pawła II był długi, a ja miałem to szczęście być przy nim przez ostatnich 9 lat, gdy stopniowo tracił zdrowie i był coraz mniej sprawny. Przez to jednak wzrastała i pogłębiała się moja z nim więź duchowa i synowska. Każda jego choroba i dolegliwości fizyczne sprawiały ból i nam. Razem z Ojcem Świętym cieszyliśmy się z jego osiągnięć, ale razem również uczestniczyliśmy w jego niemal codziennym cierpieniu. Pan Bóg stopniowo pogłębiał chorobę, stąd też łatwiej i pogodniej było samemu Papieżowi ją przyjmować, a z nim także nam. Kiedy w ostatnich dniach czuliśmy, że odchodzi do Pana, był w nas taki ludzki smutek, poparty jednak nadzieją wieczności. Był to smutek odchodzenia kogoś, kogo bardzo się kochało i kto bardzo mocno kochał Boga, swój Kościół i nas. Pogoda ducha Ojca Świętego koiła także nasz ludzki ból. Widziałem, jak Papież w spokoju przeżywał ostatnie chwile, bez żadnego lęku, tylko z wielkim zaufaniem Panu Bogu. Mogę powiedzieć, że były to najpiękniejsze rekolekcje w moim kapłańskim życiu.

– Współczesny człowiek poszukuje silnych autorytetów. Jak na podstawie służby dwóm papieżom i tego, o czym mówi Ksiądz Arcybiskup w swojej nowej książce, można scharakteryzować budowanie świętości w życiu człowieka wierzącego?

– Jan Paweł II pokazał swoim życiem, co to znaczy budować świętość. Nie tylko młodzieży, ale i nam często przypominał, byśmy rozwijali swoje talenty i wymagali od siebie, nawet jeśli inni od nas niczego nie wymagają, i abyśmy przez swoje życie mogli przejść tak, aby u jego kresu można było powiedzieć: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wypełniliśmy wszystko, co było możliwe w naszej mocy”. Pokazał nam, jak wypełnić nasze życie dobrą pracą, rzetelną nauką i otwarciem się na drugiego człowieka. To wszystko musi być również pogłębione przez modlitwę i życie pełne wiary.

– Na koniec bardzo prosimy Księdza Arcybiskupa o słowo pozdrowienia i przesłania ze Lwowa dla naszego narodu.

– Jan Paweł II swoim życiem i posługą pokazywał nam – i bardzo chciał, abyśmy to rozumieli – jak bardzo wartości wyrażone w haśle: „Bóg, Honor, Ojczyzna” są związane z życiem każdego człowieka, a w sposób szczególny – każdego Polaka. Uświadamiał nam, że dobro człowieka, dobro narodu zależą także od tego, czy jesteśmy prawdziwymi ludźmi wiary. Pokazał nam również, że odniesiemy pełne zwycięstwo, jeśli będziemy w całkowitej harmonii z Bogiem, jeśli będziemy mieć pokój w swym sercu. Chciałbym, aby wszyscy rodacy Ojca Świętego szli pod tym względem taką samą drogą jak on, by kochali Boga, kochali swoją Ojczyznę i kochali swój Kościół, który pomaga im być dobrymi ludźmi. Z głębi serca proszę również o to, by Polacy swoimi modlitwami pomogli wiernym i całej Ukrainie wejść na właściwą drogę, abyśmy mogli cieszyć się tam odzyskanym pokojem w sercach i w kraju.

– Bóg zapłać za rozmowę. Z racji zbliżających się dwóch jubileuszy: 30-lecia kapłaństwa oraz 10-lecia sakry biskupiej pragniemy życzyć Księdzu Arcybiskupowi asystencji i łask Ducha Świętego w dalszej apostolskiej pracy.

2017-05-17 09:43

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ukraina: abp Mieczysław Mokrzycki ustanowił sanktuarium w Tartakowie

2020-07-06 08:58

[ TEMATY ]

sanktuarium

Ukraina

abp Mieczysław Mokrzycki

Jasna Góra/Krzysztof Świertok

„Dzisiaj po wielu dziesiątkach lat, szanując wyjątkowość tego miejsca i tę wiekową tradycję, powracamy pełni ufności w odnowienie i ożywienie słów Pana Jezusa: `Byłem chory, a odwiedziliście Mnie`” – powiedział abp Mieczyław Mokrzycki 4 lipca w kościele pw. św. Michała Archanioła w Tartakowie k. Sokala. Świątynia została podniesiona do godności sanktuarium. Przywrócono też tam kult Matki Bożej Uzdrowienia Chorych. Metropolita lwowski również ustanowił odpust sanktuaryjny, który w każdą pierwszą sobotę lipca będzie Archidiecezjalnym Dniem Modlitwy za Chorych i Służbę Zdrowia.

„W tym roku naszą modlitwą obejmujemy tych, których dotknęło cierpienie pandemii koronawirusa. Spośród tej grupy, naszą szczególną uwagę przyciągają zakażeni - tak osoby świeckie, lekarze, pielęgniarki, jak również duchowni i siostry zakonne. W wielu szpitalach spotkali się oni i podjęli walkę o życie. Modlitwą ogarniamy tych, którzy tę walkę przegrali oraz ich rodziny, dotknięte cierpieniem odejścia najbliższych im osób” - zaznaczył abp Mokrzycki.

Arcybiskup przywołał słowa św. Jana Pawła II, który mówił:

"Kościół, który wyrasta z tajemnicy Odkupienia w Krzyżu Chrystusa, winien w szczególny sposób szukać spotkania z człowiekiem na drodze jego cierpienia. Na tej drodze posługi spotyka się kapłan z lekarzem, aby wspólnie posługiwać choremu, którego obszar cierpień jest zróżnicowany i wielowymiarowy, tak jak wielowymiarowa jest egzystencja człowieka. Taka wspólna posługa duszpastersko-medyczna ma szczególne znaczenie dla chorego, który zbliża się do kresu ziemskiego bytowania”.

„Idąc za myślą św. Jana Pawła II, niech właśnie to sanktuarium, stanie się miejscem spotkania kapłanów, lekarzy, pielęgniarek z ludźmi chorymi. A centrum tego spotkania niech będzie modlitwa u Matki Bożej, Uzdrowienia Chorych. Dlatego doroczny odpust w Tartakowie, będzie od dzisiaj, dniem spotkania nas wszystkich, zatroskanych o drugiego człowieka, w znaku jego cierpienia i choroby” – zaznaczył metropolita lwowski.

„Niech nasze dzisiejsze spotkanie, przy Matce Bożej, powracającej po latach w znaku Uzdrowienia Chorych, umocni tych, którzy uczestniczą w Apostolstwie Chorych, a tych, co się jeszcze zastanawiają nad drogą miłości uczynkowej, niech zachęci do podania ręki bliźniemu w potrzebie. Niech z tego miejsca znów popłyną zdroje łask, tak dla chorych, jak i dla tych, którzy są blisko nich. Niech w tym miejscu, dzięki wstawiennictwu Maryi, dokonuje się zwycięstwo miłości nad obojętnością, i w ten sposób dokonują się wielkie czyny miłości bliźniego, aby nie wierzący i wątpiący, widząc nasze czyny, mówili – patrzcie, jak oni się miłują" - –życzył na zakończenie homilii abp Mokrzycki.

Modląc się przed obrazem kopii Matki Bożej Tartakowskiej abp Mokrzycki nie krył swego wzruszenia. Oryginał tego cudownego wizerunku znajduje się w jego rodzinnej wsi Łukawiec k. Lubaczowa, gdzie po II wojnie światowej zamieszkali też Polacy wysiedleni z Tartakowa. W styczniu 2004 r. w Watykanie Jan Paweł II poświęcił korony i kopię cudownego obrazu Matki Bożej Tartakowskiej.

Ks. Kazimierz Szałaj z Sokala, który opiekuje się kościołem w Tartakowie przypomniał, że kościół pw. św. Michała Archanioła wzniesiono XVII w. Świątynia została ozdobiona malowidłami Stanisława Stroińskiego. W 1764-1944 znajdował się tam obraz Matki Boskiej Tartakowskiej Uzdrowicielki Chorych, który w 1777 r. uznano za cudowny.

Sanktuarium tartakowskie stało się miejscem pielgrzymek katolików obu obrządków z Wołynia, Galicji oraz Chełmszczyzny. Za czasów sowieckich kościół został przekształcony w spichlerz zbożowy i zdewastowany. W 2002 r. całkiem zrujnowaną świątynię władze ukraińskie najpierw przekazały prawosławnym, potem oddano ją katolikom obrządku łacińskiego. Nadal trwa renowacja świątyni.

W uroczyści uczestniczyli duchowieństwo i wierni z wielu parafii archidiecezji lwowskiej oraz grekokatolicy.

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do… Pana Marcina Horały

2020-07-05 21:44

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

5 pytań do...

Archiwum Marcina Horały

Marcin Horała

Centralny Port Komunikacyjny będzie nie tylko hubem przesiadkowym w skali Europy, ale będzie też ogromnym impulsem rozwojowym dla polskiej gospodarki - przekonywał prezydent Andrzej Duda. O tej ogromnej inwestycji Piotr Grzybowski rozmawia z min. Marcinem Horałą, sekretarzem stanu, pełnomocnikiem rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, czy może Pan przybliżyć naszym czytelnikom, czym ma być Centralny Port Komunikacyjny?

Marcin Horała: Centralny Port Komunikacyjny to program inwestycyjny, który ma stworzyć praktycznie nowy system komunikacyjny w Polsce. Jego sercem będzie duże, międzynarodowe lotnisko przesiadkowe, hubowe, port lotniczy oraz nowe inwestycje kolejowe, tzw. Szprychy, bo to nawiązuje do koncepcji organizacji komunikacji tzw. piasta- szprychy. Połączą one całą Polskę z CPK, a przez CPK z Warszawą, Łodzią, z rejonem centralnym Polski. W trochę w mniejszej skali przewidziane są inwestycje drogowe - w sumie taki wieloletni program, który można oszacować z grubsza na około 100 mld. złotych. W wyniku tego programu będziemy mieli znacznie lepszy system połączeń między różnymi częściami Polski, a dzięki lotnisku również z całym światem.

PG: Czy w Polsce ta inwestycja jest konieczna ?

MH: Jest bardzo potrzebna i bardzo korzystna. Czy niezbędna ? Oczywiście teraz żyjemy bez takich inwestycji i pewnie dalej jakoś tam byśmy żyli, ale tracimy bardzo dużo szans i możliwości rozwoju naszego kraju. Po pierwsze w całym regionie Europy Środkowo- Wschodniej nie ma dużego hubu przesiadkowego, lotniczego. Te połączenia są obsługiwane przez inne linie lotnicze. Zdarza się (kto leciał na Daleki Wschód, ten wie), że czasem się leci najpierw na zachód, żeby polecieć na wschód, żeby już tam się przesiąść na lot bezpośrednio dalekowschodni. To chociażby jeden z przykładów obecnej nieefektywności. Po drugie, już przed kryzysem koronawirusowym wyczerpywała się przepustowość portów lotniczych środkowego Mazowsza, przede wszystkim port „Okęcie” w Warszawie, który jest niemożliwy do rozbudowy, bo jest w środku miasta, więc tam za chwile po prostu zabrakłoby fizycznie możliwości obsługi rosnącego ruchu pasażerskiego w Polsce. Kolejna sprawa to kwestia naszych połączeń komunikacyjnych. Nie są one zaprojektowane na współczesną Polskę, są wynikiem pozostałości pozaborowych, planów Układu Warszawskiego – tam, gdzie sowiecka armia miała nacierać na zachód, na linii natarcia była szykowana dobra infrastruktura, dobry transport. Teraz to są połączenia często zupełnie abstrahujące od współczesnych potrzeb. Na przykład Płock- miasto mazowieckie, nie tak bardzo oddalone od Warszawy, ma jedno połączenie kolejowe dziennie - 2,5 godziny bezpośrednio, a z przesiadką ponad 3 godziny. Dzięki naszemu programowi kolejowemu przewidywane jest 45 minutowe połączenie z Warszawą prawie co godzinę, a 30 minutowe z CPK. To pokazuje skalę przełomu. Mamy duże miasta takie, jak Łomża, czy Jastrzębie Zdrój, które w ogóle są odcięte i nie mają komunikacji kolejowej, a więc jest to kolejna potrzeba, a z drugiej strony - jak to się mówi w ekonomii - nisko wiszący owoc do zerwania, korzyści łatwe do osiągnięcia, ponieważ przyspieszenie czasów przejazdu, nieraz dwu, trzykrotne, albo co najmniej o godzinę, od razu otwiera możliwości rozwoju gospodarki, tego, żeby sobie ludzie po Polsce podróżowali, studiowali, korzystali turystycznie. Mówimy o kilku godzinach przejazdu z południa Polski nad morze, albo z północy Polski w góry. To wszystko są korzyści, które możemy osiągnąć dzięki programowi inwestycyjnemu CPK.

PG: Jak ta inwestycja ma być finansowana?

MH: Wspomniane 100 mld. to bardzo orientacyjny szacunek całego programu inwestycyjnego, z czego samo lotnisko to około 25 mld. złotych. Tu w założeniu większość kwoty będzie pozyskana od inwestorów prywatnych, z budżetu państwa będzie tylko taki zaczyn na początek, dla uruchomienia projektu. Samo lotnisko jest po prostu opłacalną inwestycją, mamy analizy biznesplanu lotniska przez renomowaną światową firmę audytorską, która pokazała stopę zwrotu prawie 10% rocznie, więc to jest po prostu atrakcyjna inwestycja. Planujemy inwestora branżowego, duże, międzynarodowe lotnisko, które mogłoby objąć udziały, aczkolwiek nie więcej niż 49%, bo w założeniu jest zachowanie kontroli w rękach polskich. Drugie źródło finansowania pochodzi z rynku, po prostu od banków, instytucji finansowych: czy to linie kredytowe, czy obligacje komercyjne, czy inne instrumenty pochodne - to już będzie zależało od tego, co w danym momencie na rynkach finansowych będzie najkorzystniejszą, najbardziej dostępną formą finansowania. Mówimy o samym lotnisku. Jeżeli natomiast mówmy o inwestycjach infrastrukturalnych, zwłaszcza kolejowych, to tu w sposób oczywisty źródłem finansowania będą środki unijne, trochę środków z budżetu państwa, ale ze wsparciem środków unijnych.

W najbliższych perspektywach Unia Europejska zapowiada duży nacisk na transport szynowy, na rozwój kolei, jako bardziej ekologicznego, bardziej przyjaznego środowisku sposobu transportu. Tu nawet jest już pierwsza jaskółka, bo już w tej perspektywie spółce CPK udało się na jeden projekt na zaprojektowanie odcinka linii kolejowej przez Jastrzębie Zdrój do granicy państwa pozyskać w instrumencie „cechowskim”, czyli gdzie nie ma koszyków narodowych, gdzie konkuruje się też z projektami innych państw UE o pieniądze. Udało się taką konkurencję wygrać i pierwszą transzę finansowania na zaprojektowanie tej linii pozyskać. Tak będzie w kolejnych perspektywach unijnych, żeby zwłaszcza na połączenia kolejowe, być może też drogowe, ale głównie kolejowe pozyskiwać unijne środki. W sumie więc z tych 100 mld. na pewno zdecydowana większość to będą środki zewnętrzne, które dzięki programowi CPK pozyskamy do Polski. Będzie on narzędziem przyciągania kapitału miliardów, które będą inwestowane w Polsce.

PG: Czy znany jest już kalendarz prac?

MH: Tak, oczywiście. Harmonogram został ustalony, zasadniczo się go trzymamy i nie notujemy na ten moment opóźnień. Takie główne „kamienie milowe” to: w roku 2023 pierwsze „wbijanie łopat”, pierwsze prace budowlane na lotnisku i na pierwszych pięciu odcinkach linii kolejowych (mówię tu o nowych liniach kolejowych, bo oczywiście w skład tej szprychy będą wchodziły czasami linie już istniejące, które będą modernizowane, a niekiedy już są zmodernizowane) i rok 2027 - moment, kiedy planujemy pierwszy lot z lotniska i otwarcie pierwszych fragmentów linii kolejowych. Docelowo spójny, kompletny system, to są dwie najbliższe perspektywy unijne do roku 2030/34. Mówiąc bardziej szczegółowo, w najbliższym czasie, w tym roku finalizujemy szereg rozmów, negocjacji biznesowych i przetargów, które wyłonią kilku kluczowych partnerów.

Po pierwsze, przede wszystkim doradcę strategicznego, który w przyszłości ma zostać partnerem strategicznym, czyli właśnie duże, międzynarodowe lotnisko, z którym będziemy współpracować przy projekcie. Na tej ostatniej prostej zostały dwa lotniska konkurujące ze sobą: Incheon w Seulu i Narita z Tokio, obydwa z pierwszej dziesiątki lotnisk na świecie, obsługujące właśnie kilkadziesiąt milionów pasażerów rocznie. Takiego know-how nie mamy teraz w Polsce, nie mamy hubowego lotniska, więc chcemy we współpracy z tym partnerem pozyskać wiedzę i technologie, jak takim lotniskiem operować oraz zaprosić go też do późniejszej współpracy. Mówiąc krótko, żeby doradzał i budował, jak dla siebie. W tym roku wybierzemy również wykonawcę master planu lotniska. To jest taki powiedzmy plan-matka, zarówno w sensie budowlanym, jak i biznesowym.

On będzie zawierał rozwiązania dotyczące szczegółowego modelu biznesowego i tego, co brzydko się nazywa „montażem finansowym” dla sfinansowania projektu, ale też przede wszystkim sam projekt lotniska, z którego później - jak spod parasola - będą wyjmowane poszczególne elementy: pas startowy, terminal, etc. i będą już traktowane jako projekty budowlane. W tym roku wyłonimy wykonawcę, rozpoczną się te prace, w pierwszej połowie przyszłego roku będą zakończone i master plan będzie gotowy. Lada moment ruszają już inwentaryzacje środowiskowe na pierwszych pięciu odcinkach linii kolejowych, bo żeby dokonać ostatecznego wyboru przebiegów, trzeba dokonać (poza oczywiście konsultacjami społecznymi na miejscu, które też cały czas prowadzimy) również inwentaryzację środowiskową. Moment decyzji środowiskowej to jest już ostateczne ustalenie przebiegu dla danej inwestycji, więc te inwentaryzacje środowiskowe już w lipcu się rozpoczną. To ten krótki harmonogram na najbliższy czas.

PG: Czy wiemy już, ile miejsc pracy wygeneruje budowa, później obsługa i jak to wpłynie na rozwój gospodarki, podatki etc. ?

MH: Można szacować, że sama budowa to kilkanaście tysięcy miejsc pracy. Przy analogicznej wielkości lotniskach na świecie sama budowa generowała od kilkunastu, do 30 tysięcy miejsc pracy. Później działające lotnisko w raz z towarzyszącymi biznesami w bezpośrednim otoczeniu lotniczym szacujemy na 40 tysięcy nowych miejsc pracy, a razem z branżami pokrewnymi - taka całkowita wygenerowana liczba nowych miejsc pracy to 150 tysięcy. Tak, jak mówiliśmy o projekcie finansowym, że z tych 100 miliardów większość stanowił będzie kapitał zewnętrzny, co oznacza przyciągnięcie do Polski 60, 70, 80 miliardów złotych bezpośrednich inwestycji, których w innym wypadku w Polsce by nie było. Całkowity wpływ na gospodarkę Polski, niewątpliwie bardzo pozytywny, jest jednak praktycznie trudny i niemożliwy do oszacowania.

Wrócę jeszcze do tego Płocka, choć takich miast jest wiele, wiele więcej: Łomża, Włocławek, Sieradz, Jastrzębie Zdrój, itd.. Jeżeli np. przedsiębiorca z Płocka będzie mógł w ciągu 1,5 godziny obrócić do Warszawy i z powrotem, załatwić swoje sprawy w Warszawie w 2 godziny, co nie będzie zajmowało mu całego dnia, to dla jednoosobowej działalności gospodarczej będzie to ogromna korzyść i wzrost możliwości. Załatwienie jakiejś sprawy urzędowej nie będzie już powodowało konieczności zamknięcia biznesu na jeden dzień zamknąć. To są korzyści związane z tym, co po angielsku nazywa się conectivity , co trudno jednym polskim słowem zastąpić, ale chodzi o łatwość, możliwość, szybkość i dostępność połączeń, szybkość przemieszczania się, która pozytywnie wpływa na całą gospodarkę.

Chodzi również o walkę z bezrobociem, które jest zjawiskiem powszechnym na prowincji, odciętej i pozbawionej szybkiego transportu, podczas gdy w stosunkowo w nieodległej metropolii jest brak rąk do pracy. Tak jest przecież i w Warszawie, i w Trójmieście, gdzie brakuje rąk do pracy w wielu zawodach. Ogromna korzyść wynika z tego, że ktoś nie będzie musiał podejmować życiowej decyzji o wyprowadzeniu się ze swojego rodzinnego miasta w poszukiwaniu pracy, tylko nadal tam mieszkając będzie w stanie codziennie do niej dojechać i wrócić do domu. To jest również korzyść dla firm szukających pracowników. Poza tym ludzie mający pracę zarobią więcej, to też więcej kupią, więcej wydadzą u siebie. Może powstanie jakiś nowy sklep, nowa restauracja, nowe miejsca pracy… To w tej chwili jest bardzo trudne do zmierzenia, ale można z góry powiedzieć, że płyną ogromne, dodatkowe korzyści gospodarcze, a najłatwiej policzalne jest tych 150 tysięcy nowych miejsc pracy.

CZYTAJ DALEJ

Nigdy więcej wojny

2020-07-06 21:49

Joanna Ferens

Złożenie kwiatów przy pomniku ofiar pacyfikacji Majdanu Starego

W 77. rocznicę akcji wysiedleńczo-pacyfikacyjnej w Majdanie Starym odbyły się (05.07) uroczystości upamiętniające tragedię tutejszej ludności, która wydarzyła się w 1943 roku.

Akcja wysiedleńczo-pacyfikacyjna w Majdanie Starym miała miejsce w dniach 2-3 lipca 1943 roku, zaś w jej wyniku zginęło kilkudziesięciu mężczyzn, dwadzieścia sześć kobiet i piętnaścioro dzieci z dwudziestu sześciu rodzin, zostało spalone 76 gospodarstw i doszczętnie zdemolowany i sprofanowany został kościół parafialny. Podczas uroczystości rocznicowych został odczytany rys historyczny wydarzeń sprzed siedemdziesięciu siedmiu lat: – Piękno tej ziemi skłania mnie do wołania o jej zachowanie dla przyszłych pokoleń. Jeśli kochacie tę ojczystą ziemię, niech to wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi! Te słowa Papieża Jana Pawła II wypowiedziane w Zamościu 12 czerwca 1999 roku mogą być mottem dzisiejszej uroczystości. Zgromadziliśmy się tutaj po to, by pamięć o najbardziej tragicznych dniach w życiu mieszkańców naszej wsi nigdy nie wygasła. Siedemdziesiąt siedem lat temu, 2 lipca rozpoczęła się akcja pacyfikacyjna Majdanu Starego. Tego dnia rano, Niemcy przy udziale ukraińskich nacjonalistów otoczyli wioskę i rozpoczęli łapankę ludzi. Wielu mieszańców w porę uciekło do lasu lub schowało się w przydomowych schronach. Tych, którzy zostali we wsi SSmani spędzili na plac obok kościoła i stąd zostali oni wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Majdanku lub na przymusowe roboty do Niemiec – czytał lektor.

Był to masowy mord na ludności cywilnej, połączony z niszczeniem mienia, dokonany przez okupantów niemieckich. Pacyfikacja Majdanu Starego była elementem szerszej akcji pacyfikacyjno - wysiedleńczej prowadzonej przez Niemców na terenie powiatu biłgorajskiego. – Oddziały SS-Galizien wsparte przez ukraińskich lub rosyjskojęzycznych kolaborantów spaliły wieś i zamordowały, według źródeł, nawet stu mieszkańców, w tym kobiety i dzieci. Mieszkańców zgoniono na łąkę w okolice sadu jednego z gospodarzy, kilkaset metrów od kościoła. Tam oddzielono mężczyzn od kobiet i dzieci. Mężczyzn powiązano drutem i odprowadzono kilkanaście metrów, a następnie na ich oczach zastrzelono żony, matki, siostry i dzieci. Przeżyło tylko trzy kobiety, w tym kilkunastoletnia wówczas Katarzyna Rybak, która relacjonowała to wydarzenie. Ranna została przygnieciona przez matkę i brata. I tak pod zwłokami najbliższych czekała, aż oprawcy odjadą. Następnie wyczołgała się i szukała pomocy. Ktoś prowizorycznie opatrzył jej liczne rany, a następnie pomógł w transporcie do Biłgoraja, gdzie w szpitalu życie uratował jej doktor Pojasek – tłumaczył regionalista i historyk, Tomasz Brytan.

Przedstawiciele władz samorządowych i mieszkańcy Majdanu Starego zgromadzili się w kościele pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła w Majdanie Starym. Już na samym początku wszystkich zebranych powitał wójt Gminy Księżpol, Jarosław Piskorski. Głos zabrał również od wielu lat związany z Majdanem Starym biłgorajski filantrop Jan Kowal ‘Biłgorajczyk’: – Dla mnie 3 lipca jest datą bardzo ważną, symboliczną i historyczną. Właśnie tego dnia 1943 roku Majdan spotkał bestialski mord w ramach pacyfikacji, mnie natomiast spotkała deportacja i wywózka do obozu na Majdanek. Znam to wszystko z opowiadań mojej matki, gdyż miałem wówczas czternaście miesięcy. Również tweedy zasłużona dyrektorka szkoły w Majdanie Starym, Zofia Krawiecka, również była wywieziona i tak się złożyło, że wędrowaliśmy razem nie wiedząc o tym, że jesteśmy blisko siebie. Była to wielka tragedia, ale chcę dziś podkreślić przede wszystkim, że musi ona być nauczką i drogowskazem, jak nie należy żyć i postępować, aby nie wzbudzać do siebie aż tak wielkiej nienawiści – zaznaczał.

Centralnym punktem uroczystości była msza św., którą w intencji Ojczyzny i wszystkim pomordowanych sprawował ks. proboszcz Adam Sobczak: – Prosimy o sprawiedliwość, szukamy sprawiedliwości i pojednania. Właśnie we Mszy świętej jest misterium, gdy Chrystus, jedyny Sprawiedliwy świata, wziął na siebie całą niesprawiedliwość i w swej miłości utopił całą nienawiść. Na krzyżu modlił się ‘Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią’. On złem na zło nie odpłacał, ale przyszedł uczyć nas miłości i dać nam pełnię życia. Pamiętamy dziś o tych, którzy tragicznie zostali zamordowani i dziękujemy za łaskę pokoju. Doceniamy, że dany jest nam błogosławiony czas. Modlimy się także za tych, którzy z nienawiści walczyli przeciwko naszym przodkom i w Chrystusie szukamy pojednania – podkreślał.

Musimy dbać o pamięć i przekazywać ją następnym pokoleniom – tłumaczyła w rozmowie dyrektor szkoły w Majdanie Starym, Irena Szmołda: – Zarówno Majdan Nowy, jak i Majdan Stary doświadczyły ogromnej tragedii. Ta naznaczona krwią ziemia wymaga dziś od nas, abyśmy tę pamięć krzewili i zabezpieczali tę spuściznę i wiedzę o tym, co było. Potrzeba publikacji i utrwalenia wspomnień naocznych świadków, potrzeba takich uroczystości, aby mówić o tym młodym ludziom, gdyż dla nich jest to odległa przeszłość. Trzeba przypominać te wydarzenia, trzeba o nich uczyć i to jest zadanie szkoły. Dodam, że rocznica pacyfikacji Majdanu Starego to również moment wywózki do obozu koncentracyjnego ówczesnej dyrektorki, a dziś patronki szkoły, Zofii Krawieckiej, która dzieliła los tutejszych mieszkańców, a po powrocie pomagała w odbudowie wsi i dbała o edukację i stworzenie tutejszej szkoły – wychować do patriotyzmu, zachować i utrwalić historię w pamięci młodego pokolenia – tłumaczyła.

Uroczystości zakończyły się złożeniem kwiatów przy pomnikach upamiętniających wydarzenia z 1943 roku. Zapalono również znicze i modlono się o życie wieczne dla wszystkich, którzy złożyli swe życie na ołtarzu Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję