Reklama

Wiara

Cud nasz powszedni

Niedziela Ogólnopolska 20/2017, str. 19

[ TEMATY ]

cuda

Dannas/fotolia.com

Kiedyś jeden z dziennikarzy, rozmawiając z Matką Teresą z Kalkuty, stwierdził: – Nawet za górę pieniędzy nie podjąłbym się robienia tego, co pani robi. – Ja, proszę pana, też nie – z naturalną prostotą odrzekła mu Matka Teresa. – To, co robię, bierze się z codziennej modlitwy, z miłości do Jezusa Chrystusa i On daje nam wszystko – dodała po chwili.

W tej niepozornej wymianie poglądów kryje się jedna z największych ludzkich tajemnic. Biologicznie człowiek, jak każde żywe stworzenie, kieruje się instynktem przetrwania. To właśnie instynkt sprawia, że unika on nadmiernego wysiłku, poszukuje najbardziej wygodnych rozwiązań i stara się zapewnić sobie jak najwięcej środków. Największą tajemnicą jest więc umiejętność przekraczania tego instynktu. Psycholodzy – ci, którzy nie uwzględniają istotnej roli motywacji religijnych w kierowaniu ludzkim postępowaniem – do dziś nie potrafią przekonująco wyjaśnić, skąd w ludziach biorą się motywacje do poświęcenia siebie i do działań dla innych, szczególnie dla tych, którzy nie stanowią naszej najbliższej rodziny.

Skoro więc współczesna nauka – ze swoim umiłowaniem wyjaśnień opartych na prostej fizyce i chemii – nie potrafi wytłumaczyć zjawisk bezinteresowności, altruizmu i chęci niesienia innym pomocy bez żadnego wyraźnego powodu, to takie zjawiska w codziennym przekazie informacji spychane są na margines. Kolorowy świat reklam woli bowiem najgłupszych bohaterów kreskówek i komiksów niż ludzi kochających Boga.

Reklama

Człowieka można kupić, człowieka można zastraszyć, ogłupić, ale nigdy taki człowiek nie będzie heroiczny. Prawdziwy heroizm bierze się bowiem z tajemnicy ludzkiego serca. Tylko człowiek głęboko wierzący, zanurzony w nadprzyrodzonej rzeczywistości (i mocy, która z tego płynie) jest zdolny do czynów nieprzeciętnych. Banalna prawda głosi, że z niewolnika nie będzie pracownika. Nie będzie z niego także żołnierza, naukowca, pisarza... Nikt – nawet ktoś nadzwyczajnie szkolony – nie zniósłby tyle, co niepozorna Albanka – Matka Teresa z Kalkuty.

Dziś, kiedy bohaterami masowej wyobraźni stają się najbardziej niedorzeczne postaci, prawdziwi herosi nie cieszą się zainteresowaniem mediów. Dlaczego? Bo są dla mediów i dziennikarzy realnym wyrzutem sumienia? Bo swoją postawą udowadniają, że od człowieka można bardzo wiele oczekiwać, że człowiek – ze swojej natury – nie może zgodzić się na minimalizm i to, co niesie mu popularny styl życia?

Wraz z globalną rewolucją w dziedzinie technologii przekazywania informacji w świecie upowszechnił się spłaszczony obraz odwagi, honoru i heroizmu. Bohater, który przemawia do masowej wyobraźni, dokonuje niesamowitych wyczynów fizycznych, skutecznie pokonuje wrogów i z komiksową powagą odchodzi w dal, a masowa publiczność kończy historię masowym wyobrażeniem, jak to teraz będzie żył długo i szczęśliwie.

Reklama

Prawdziwi bohaterowie żyją w ciszy, robią rzeczy niesłychane i nie dbają o to, aby pokazywały ich media. Ich „napęd” bowiem nie bierze się z potrzeby błyszczenia, z pożądania ludzkiego poklasku. Siła do tego, aby w rzeczywistości robić rzeczy niezwykłe, nie pochodzi bowiem z żadnej sztampowej motywacji. Ona jest zakorzeniona w miłości. Tylko miłość może przynosić owoce w postaci prawdziwego poświęcenia, oddania i przekroczenia instynktu przetrwania. Świat współczesnych mediów i kreowanych przez nie wzorców wstydliwie wyrzucił na margines to, co w ludzkim życiu jest cudem.

Po co wdaję się w takie rozważania? Czasem wpada mi w ręce kolorowa gazetka poświęcona życiu „znanych i bogatych”. Pełno takich gazetek w poczekalniach lekarskich czy w salonach kosmetycznych. Ludzie przeglądają kolorowe obrazki, wzruszają się plotkami ze świata celebrytów i głośno wzdychają do „tego” życia. Tymczasem stajemy się coraz mniej wrażliwi na cuda, które dzieją się w naszym życiu, na niezwykłych ludzi, których spotykamy w swoim otoczeniu. Nie ma innego ziemskiego życia niż to nasze, które często wydaje nam się takie szare i pozbawione blasku. „Życie” z kolorowych magazynów jest jedynie złudną marketingową kreacją, imitacją niezwykłości. Prawdziwe niezwykłości dzieją się bowiem w naszym realnym, trudnym życiu. Rzecz w tym, aby tego nie przeoczyć. Uprawiam już wiele lat dziennikarstwo i dopiero całkiem niedawno odkryłem, ile niezwykłości dzieje się w moim domu i tuż za jego progiem.

2017-05-09 13:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Łaszewski: Maryja wyprosiła dla Polski wiele cudów. Czy zwycięstwo nad epidemią będzie kolejnym? [wywiad]

[ TEMATY ]

Matka Boża

cuda

koronawirus

Graziako/Niedziela

Niebo jest stale czynne, zarówno w dziejach narodów jaki i każdego człowieka. Znamy wiele przykładów, gdy Pan wpływał na losy Polski i świata! Czy jesteśmy w stanie zrozumieć, jak działa cud? Jaką rolę odgrywa w tym wszystkim Maryja? I czy możemy wyprosić cud ochrony przed epidemią? Na te pytanie odpowiada Wincenty Łaszewski, ceniony polski mariolog i autor nowej książki „Zwycięstwa z pomocą nieba”.

Prezentujemy część wywiadu – całość ukaże się w „Niedzieli” z datą 24 maja.

Przestrzeń Bożego działania. Często mówi Pan o niej w kontekście wielu wydarzeń historycznych.

Powinniśmy posługiwać się myśleniem dwupłaszczyznowym. Z jednej strony nie wolno nam zamykać oczu na czynniki racjonalne i pomniejszać roli ludzi czy nawet szczęśliwego losu, który się z nimi związał. To temat historycznych podręczników, w których jednak brak drugiego składnika: Prawdy obecnej w dziejach – działania Boga, który „jest wśród nas”.

Wielu Polaków doświadcza ogromnych trudności spowodowanych panującą suszą. Czy uważa Pan, że warto modlić się o cud deszczu?

Czy mamy się modlić o deszcz? Każdy, dla którego Bóg jest bliski i jest Miłością, i jest Osobą, i jest zatroskanym o nas „Abbą”, musi prosić o deszcz! Bo między mną i Bogiem jest bliska więź, jest rozmowa o codziennych problemach i radościach, jest właśnie to, z czym niektórzy dziś walczą: relacja.

Dodajmy drugą uwagę: jest coś takiego jak wolna wola człowieka. Jeśli Bóg wie, że istnieje – czy nadprzyrodzona, czy naturalna – możliwość nadejścia obfitych opadów deszczu, to Jego „wiem”, co jest równoznaczne z „mogę”, musi się spotkać z „moje dzieci proszą”. Inaczej Bóg nie zaangażuje się w historię, przyrodzoność nie spotka się z nadprzyrodzonością, i mamy radzić sobie sami.

Błagajmy, wołajmy o deszcz! Wtedy przyjdzie. Zresztą Bóg już nas wysłuchuje, bo wbrew narzucanej nam „modzie na otwarty Kościół” ludzie bardzo się modlą o deszcz. Bóg jest bowiem dla nich Kimś bliskim. To bardzo piękne.

Nie brakuje jednak głosów, że modlitwa w takiej sprawie, jak deszcz to wyraz braku zaufania do Pana Boga. Jeśli On będzie chciał, to ześle ów deszcz.

Wie Pani, co sugeruje postawione przez Panią pytanie? Chyba mamy dziś do czynienia z jakąś religijną hybrydą, która sama określa się jako chrześcijaństwo „otwarte” i „nowoczesne”, w którym jednak nauka zawarta w Objawieniu i Tradycji została celowo przedstawiona opacznie: tak, by Bóg był daleko. Może jest to chrześcijaństwo proponowane przez ludzi, którzy wierzą w ideę Boga, ale nie w Boga żywego – a wiadomo, że ideę można dowolnie kształtować…

W myśl tych przekonań rzeczywiście nie należy się modlić do Boga, bo On naszych modlitw nie potrzebuje, nie należy też o nic Go prosić, bo Ona wie, co potrzebujemy. I Bóg staje się Bogiem bez relacji z nami. Od tego krok do deizmu, a potem jeden krok do ateizmu i krok do walki z Bogiem.

W swojej najnowszej książce „Zwycięstwa z pomocą nieba” pisze Pan: „Niebo kieruje się innymi zasadami niż świat, ma wiedzę inną niż my, patrzy na dziejącą się historię inaczej niż my – w końcu zna też przyszłość”. Czy zatem my ludzie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego Bóg dokonuje cudów?

I tak, i nie. Cuda, które dzieją się w historii są dla nas bardziej zrozumiałe, te współczesne mniej, te zupełnie dzisiejsze chyba w ogóle.

Dlaczego ich nie rozumiemy?

Ponieważ w cudach obowiązuje ta sama reguła, co w proroctwach. Wiemy, że niejedno proroctwo ma nawet kilka płaszczyzn i że zawarte w nim zapowiedzi spełniają się w różnym czasie, na różny sposób. Proroctwo może wydawać się nam już wypełnione, jego treść jest już dla nas oczywista, gdy tymczasem najważniejsza jego warstwa wciąż czeka na swój dzień.

Reguła jest taka, że proroctwo staje się zrozumiałe dopiero po jego całkowitym wypełnieniu. Podobnie jest z Cuda są zrozumiałe z perspektywy czasu, gdy można już je ocenić jako wydarzenie minione. Wiemy, że było, wiemy, po co było. Ale nawet wówczas otwiera się przed nami cała galaktyka pytań: co by było, gdyby cudu nie było? Co by było, gdyby szansę, jaką dał cud ludzie wykorzystali pełniej? Co by było, gdyby cud był większy lub czy mógł być większy?

Cuda są więc tajemnicą Boga?

Bóg jest tajemnicą, nie rozumiemy Go. Chociaż nie: jeśli wiemy, że jest Miłością, rozumiemy wszystko. Jak Maryja, która nie rozumiała, ale „wiedziała”, iż Bóg zawsze wybiera dla nas najlepszą z dróg. Ponieważ nas kocha, sprawia cuda. I ponieważ nas kocha, odmawia też oczekiwanej przez nas interwencji.

Wspomniał Pan o Maryi. Jaką rolę odgrywa jej wstawiennictwo w przypadku dokonywanych cudów w dziejach Polski i świata?

Nareszcie jakieś łatwe pytanie. Maryja otrzymała od Boga szczególne zadanie. Jako „najświętsza”, zupełnie obca grzechowi, nie mająca najmniejszego punktu wspólnego ze złem, ma w sobie najpełniej z nas Boskie światło, Boską moc, Boską wiedzę. W końcu jest Ona w niebie doskonale z Nim zjednoczona. Jest „przebóstwiona”. A jednocześnie jest członkiem Kościoła!

I tu zaczyna się oczywista logika wiary: Kościół jest wspólnotą zbawienia, czyli Maryja nie tylko w nim jest, ale jest w nim dla nas i nam służy jako wspólnocie mającej dojść do nieba. Czy wie Pani, po co Bóg powołał do istnienia Kościół? By to on - użyję Pani słowa - „odgrywał” szczególną rolę w dziejach świata. Bóg nie chce działać sam, ma od tego swój Kościół. A w nim jest Maryja. Jej rola w Kościele to „Oranta” – skutecznie wypraszająca łaskę u Boga. Aż po największy cud.

W 1920 roku, gdy Polsce zagrażały wojska bolszewickie, cały naród zerwał się do wspólnej modlitwy. Czy dla nas jest to również wskazówka do podjęcia wzmożonej modlitwy w dobie coraz większego kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa?

Znowu odpowiedź najkrótsza, bo oczywista: TAK! Dodam, że „nieprzypadkowo” mamy tyle rocznic - wskazówek w obecnym czasie żniw śmierci. Jest stulecie Cudu nad Wisłą. Czyli Bóg kładzie przed nami podręcznik: „Rok 1920. Recepta na cud w roku 2020”. Nie mam co do tego wątpliwości.

Jest jeszcze rocznica urodzin świętego na czasy nieświęte: Jana Pawła II. To niezwykły święty, który wydeptał dla nas ścieżkę. Mało się o niej mówi, a to dlatego, że dla księcia tego świata jej odkrycie jest zbyt niebezpieczne. Nadchodzi beatyfikacja Prymasa-Przewodnika. Może o Prymasie nie zapomnieliśmy, ale o nim jako przewodniku niestety tak. A znowu: droga ukazana przez niego stanie się jasna i powiedzie nas w jasną przyszłość.

__________________________________-

Wincenty Łaszewski – doktor teologii i mariolog. Badacz objawień Matki Bożej, szczególnie tych, które miały miejsce w Fatimie. Autor licznych książek, m.in. „Pan tego świata”, „Pięć dni, które zmieniają świat” oraz „Rewolucja Maryi”.

WIĘCEJ ZNAJDZIESZ W KSIĄŻCE „ZWYCIĘSTWA Z POMOCĄ NIEBA”, WYDAWNICTWA ESPRIT.Sprawdź więcej:Zobacz

Wydawnictwo Esprit

CZYTAJ DALEJ

To Chrystus jest w centrum

2020-07-13 21:16

Fot. Grzegorz Kryszczuk

Wśród zabudowań rynku w Kątach Wrocławskich wznosi się dyskretnie, ale zaznaczając swoją obecność kościół pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła. O żywej wspólnocie parafialnej i zaangażowaniu wiernych, z ks. Krzysztofem Tomczakiem rozmawia Grzegorz Kryszczuk.

Dostał ksiądz nominację na proboszcza w Kątach Wrocławskich dwa lata temu. Po przyjściu na parafię okazało się, że nie było wcześniej wielu poprzedników.

Po 2 wojnie światowej jestem dopiero czwartym proboszczem. To jest właśnie ta charakterystyka tej parafii i wspólnoty. Jeżeli był proboszcz to urzędował długie lata. Ks. Piszczor, ks. Zieliński, ks. Reputała i ja. I to, że oni byli tutaj długo z taką wspólnotą, to oznaczało pewne ukształtowanie duchowe parafian. Zawsze ksiądz proboszcz ma swój styl duszpasterski.

Przed 2018 rokiem był ksiądz proboszczem w niewielkiej miejscowości, w zasadzie na granicy archidiecezji wrocławskiej.

Pakosławsko to parafia zdecydowanie mniejsza, która posiada jeszcze jedną kaplicę filialną. Myślałem o tym, że zostanę przeniesiony dlatego uwrażliwiałem parafia, że z księżmi jest tak, że może przyjść moment rozstania. Oni mi nie wierzyli.

Ale jednak przyszła zmiana...

Wiedziałem, gdzie są Kąty Wrocławskie, bo urodziłem się w Świdnicy, więc niedaleko stąd. Zawsze wiedziałem, że Kąty to mój poprzednik ks. Ryszard Reputała. Zresztą wprowadził mnie we wspólnotę bardzo dobrze, za co mu dziękuję. Jestem z moim poprzednikiem w kontakcie, jest zawsze mile widziany. Parafianie widzą, że jesteśmy w dobrych relacjach.

Łatwo było się dopasować?

Myślę, że musieliśmy się wszyscy poznać, choć podkreślam, że ten proces cały czas trwa. 1 lipca minie drugi rok od kiedy jestem tu proboszczem. Ludzie patrzyli co ja zrobię, czy coś zmienię. Ja się najpierw przypatrywałem i nie podejmowałem od razu radykalnych decyzji. Jestem człowiekiem, który musi najpierw przemodlić wszystko i dobrze się zastanowić. Jak jest? Coraz lepiej. To pokazuje, że sprawa naszego poznania jest rozwojowa. Zauważyłem, że to co ja zaproponowałem nowego zostało dobrze odczytane i przyjęte. I widzieli moi parafianie, że to było zrobione dla dobra wspólnoty.

Co w takim razie udało się zmienić?

Zmieniłem dzień, w którym czytaliśmy intencje do Nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Do tej pory sposób jej odmawiania był wypracowany przez parafian, był taki „kątecki”. Intencje były zawsze czytane w niedzielę podczas ogłoszeń parafialnych. Zapytałem księży współpracowników czy jest szansa, żeby to zmienić. Nie było to dla nich łatwe, a wiem to z głosów, które pojawiły się po „kolędzie”. Szczególnie księża wikarzy o tym mówili, bo proboszczowi powiedzieć w cztery oczy jest zdecydowanie trudniej [śmiech]. Dzisiaj nie ma tego problemu.

Ale jak słyszę księdza opowiadanie, to wychodzi na to, że rewolucji nie było.

Podczas pierwszej Mszy Św. w nowej parafii powiedziałem, że w centrum jest Pan Jezus, my przy Chrystusie i razem z nami Matka Najświętsza. Chociaż to co powiedziałem jest sprawą zupełnie oczywistą, to ta myśl towarzyszy nam codziennie. W centrum nie jest nowy proboszcz, nawet nie moi sympatyczni parafianie, tylko Jezus.

Rozmawiamy cały czas, a ksiądz się uśmiecha, żywo gestykuluje, widać taką radość. Skąd to się bierze?

Nie ma nic piękniejszego dla mnie, jeżeli ktoś z parafian mówi do mnie – dziękujemy księdzu za to, że mówicie o Panu Jezusie. Ludzie się tym cieszą, że to Słowo często pada, że to wszystko jest ukierunkowane na Niego.

Potrafi być też ksiądz surowy?

W sprawach kancelaryjnych muszę być niekiedy radykalny. Czasem głośno powiem, że pewne sytuacje są niedopuszczalne, dla których Kościół mówi stanowcze „nie”. Niektórzy się oburzają, ale skoro mamy się rozwijać i wzrastać duchowo, wszystko musi być oparte na prawdzie, a nie na zasadzie „fajnie jest”.

A jako przełożony i szef?

A tu chciałbym podziękować moim księżom współpracownikom, ponieważ cały czas rozmawiamy i ustalamy pewne kwestie. Trwa dialog. Wiele spraw i poprawek, które się zrodziły i które wprowadziliśmy to owoc naszych rozmów. Oczywiście ostateczna decyzja należy do mnie jako proboszcza, ale ja słucham i wiele rzeczy udało nam się zrobić. Nasi parafianie chwalą wikarych, dlatego to cieszy bardzo moje serce. Nawet nie wpadam w zazdrość [śmiech].

W parafii pojawiły się też nowe formy duszpasterskie. Jakie?

Moim ulubioną formą jest Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Wzięło się to z czasów, kiedy pracowałem w Miliczu. Wtedy św. Jan Paweł II zawierzył świat Miłosierdziu Bożemu. Pamiętam jak dziś ten początek, kiedy zaczęliśmy odmawiać Koronkę wspólnie. Nie ukrywam, że Kult Bożego Miłosierdzia zajmuje w moim sercu wyjątkowe miejsce. Odkrywałem jego piękno w mojej poprzedniej parafii w Pakosławsku i wprowadzam też tutaj w Kątach Wrocławskich. Modlimy się wtedy w każdy ostatni piątek miesiąca, czytają to pięknie parafianie.

Widziałem też przy ołtarzu piękną figurę Maryi.

Dodatkowo wprowadziliśmy nabożeństwo fatimskie. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tutejsza wspólnota wiernych kocha Matkę Bożą. Oni to potwierdzają i pokazują swoim życiem. Nabożeństwo zaczynamy 13 maja, kończymy w październiku. Figura Maryi przywieziona została z Fatimy, a kiedy wyruszamy z nią w procesji, to przyłączają się do nas także mieszkańcy okolicznych wsi i miejscowości.

Zna ksiądz dobrze swoich parafian?

Najstarsi z nich to repatrianci ze Wschodu, z okolic Lwowa oraz Wołynia. Mam takie wrażenie, że fundamentem tej parafii są ludzie starsi. Oni trzymają ta wspólnotę, są przywiązani do kościoła, do swojej wiary i są bardzo ofiarni. To nie jest zarzut, że parafia się starzeje i nie ma młodych ludzi. Mało jest osób przyjezdnych, większość to urodzeni w Kątach Wrocławskich, ale pracują przeważnie we Wrocławiu. Powstają nowe osiedla, parafia liczy ponad 7400 osób, ale cały czas się powiększa.

Jakieś wnioski duszpasterskie jeszcze krążą w księdza głowie?

Po kilku miesiącach obserwacji, razem z księżmi współpracownikami doszliśmy do wniosku, że nasi wspaniali parafianie kochają adorować Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To było takie odkrycie, które z pozoru może wydawać się prozaiczne. Skoro chodzisz do kościoła, to chyba naturalne jest, że chcesz adorować Chrystusa. Tutaj było dla nas zaskoczeniem, ale także impulsem do dalszej pracy duszpasterskiej. Ludzie zaczęli mówić – jest więcej adoracji, będą nowe powołania do kapłaństwa i zakonu. Na razie takich nie ma, ale gorliwie się modlimy.

CZYTAJ DALEJ

Święto Sandomierskiej Policji

2020-07-14 14:49

ks. Wojciech Kania

Z okazji 101. rocznicy ustanowienia Policji Państwowej, biskup Krzysztof Nitkiewicz odprawił Mszę św. w sandomierskiej bazylice katedralnej. Koncelebrowali ją kapłani z sądu biskupiego i parafii. W modlitwie uczestniczyli policjanci, policjantki i pracownicy cywilni z Komendy Powiatowej Policji w Sandomierzu na czele z komendantem insp. Ryszardem Komańskim, przedstawiciele parlamentu, władz samorządowych, wymiaru sprawiedliwości i wojska.

ks. Wojciech Kania

Bp Nitkiewicz nawiązał w homilii od odczytanej Ewangelii, w której Pan Jezus ubolewa nad brakiem nawrócenia ze strony swoich rodaków oraz chwali pogan otwartych na przyjęcie zbawienia.

- Ani pochodzenie, ani miejsce urodzenia, ani przynależność do jakiejś grupy religijnej czy społecznej, nie czyni nikogo automatycznie dobrym lub złym. Nawet porządny człowiek może któregoś dnia upaść, tak samo jak ktoś cieszący się złą sławą może się nawrócić. Nie znamy zresztą dobrze siebie, a jeszcze mniej innych. Tym bardziej więc nie należy nikogo przekreślać, a jednocześnie nie powinniśmy pokładać zbytniej ufności we własnych siłach, dążąc do celu per fas et nefas. „Gdy przeciwko wam podniosą się wszystkie pięści, to nie myślcie, że zwyciężycie, gdy im własną pokażecie. Schowajcie ją i zaufajcie Bogu” – uczy kardynał prymas Stefan Wyszyński. Jeśli uwierzymy całym sercem Chrystusowi, jeśli będziemy się Go trzymali, zdołamy przezwyciężyć różne próby i pokonać wewnętrzne słabości. Potrzeba jednocześnie wielkiej pokory, uznania, że wszystkiego nie wiem, że sam jestem za słaby i w konsekwencji potrzebuję współpracy z innymi. Wierzę, że tak się dzieje się w waszym życiu drogie Policjantki i drodzy Policjanci. Dziękując za wszystko co robicie, za miłość i poświęcenie w pełnionej służbie, pragnę razem z Wami wsłuchiwać się w głos Chrystusa i przylgnąć do Jego serca, aby nasze serca biły w podobnym rytmie – powiedział biskup.

ks. Wojciech Kania

Przed błogosławieństwem zabrał głos komendant insp. Ryszard Komański, wyrażając wdzięczność za wspólne spotkanie z okazji dorocznej policyjnej uroczystości.

Z okazji Święta Policji w Komendzie Powiatowej w Sandomierzu przyznane zostały awanse zawodowe. W gronie 53 awansowanych policjantów znalazło się: 2 awansowanych do korpusu oficerów, 21 otrzymało awans do korpusu aspirantów, 24 uzyskało awans do korpusu podoficerskiego natomiast, 6 otrzymało awans na starszego posterunkowego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję