Reklama

Niedziela Wrocławska

Śladami Zmartwychwstałego

Niedziela wrocławska 16/2017, str. 6-7

[ TEMATY ]

Ziemia Święta

sognolucido/pl.fotolia.com

Po swym zmartwychwstaniu do wniebowstąpienia Jezus przez czterdzieści dni ukazywał się apostołom i innym uczniom. Teologowie nazywają te spotkania chrystofaniami. Po dwóch tysiącach lat pielgrzymi chętnie odwiedzają miejsca naznaczone obecnością zmartwychwstałego Pana. Jak wyglądały one przez wieki? Czym dziś przeciągają uwagę pielgrzymów? Sprawdźmy, zaglądając do nich z Biblią w ręku.

Anastasis

„A w miejscu, w którym Go ukrzyżowano, był ogród” (J 19,41) – Jan ewangelista w takich słowach zdradza czytelnikowi lokalizację Golgoty i grobu Jezusa. Dziś w tym miejscu po ogrodzie nie ma śladu. Jest za to Bazylika Grobu Pańskiego. Kaplicę Grobu, w którym złożono ciało Jezusa, otacza potężna rotunda, zwana po grecku Anastasis („zmartwychwstanie”). Wybudowano ją w 1868 r. Nad wejściem do kaplicy grobowej wywieszono trzy obrazy, należące kolejno do łacinników, Greków i Ormian. Już sam ten fakt jest znaczący: Bazylika Grobu jest podzielona, jak podzielone jest chrześcijaństwo. Na szczęście wyznania łączą się przy Jezusowym grobie. Miejsce pochówku Chrystusa otoczono czcią. Rychło zaczęło ono przyciągać rzesze pielgrzymów. Świadectwo jednego z nich, Arkulfa biskupa, który przybył do Jerozolimy z dalekiej Galii około 680 r., głosi: „Wewnątrz grobu była jedna półka, ciągnąca się od głowy do stóp bez przerwy, która pomieściłaby jednego człowieka leżącego na plecach. Jest jak jaskinia otwierająca się na południową stronę grobu i ma nad sobą niskie sklepienie”.

Przedsionek Grobu Świętego stanowi tzw. Kaplica Anioła z kamieniem, na którym miał siedzieć Boży posłaniec oznajmiając: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj! Zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6). Właściwy grób, do którego trzeba wejść mocno się schylając, znajduje się w skalnej grocie, obecnie wyłożonej marmurem. Ława, na której złożono ciało Jezusa, zwana arcosolium, ma około dwóch metrów długości i metra szerokości. Wykonana jest z białego marmuru, a nad nią widnieją artystyczne przedstawienia zmartwychwstania.

Reklama

Fotolia.com

Tuż za Anastasis usytuowana jest Kaplica Ukazania się Chrystusa, zwana także Kaplicą Marii Magdaleny. Tradycja głosi, że w tym należącym do franciszkanów zakątku sanktuarium Zmartwychwstały ukazał się najpierw własnej Matce (o czym mówią apokryfy), a potem Marii Magdalenie. Przy bocznym ołtarzu łatwo dostrzec słup uchodzący za relikwię. Do niego miał być przywiązany Jezus podczas biczowania. Ciekawa rzeźba Noli me tangere oraz rzeźby stacji drogi krzyżowej wyszły spod dłuta włoskiego artysty Andrea Martini.

Wieczernik

„Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam, gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przez Żydami, przyszedł Jezus” – kontynuuje relacje o chrystofaniach św. Jan. Kiedy cesarz Hadrian przybył do Jerozolimy w 135 r., znalazł miasto całkowicie zniszczone. Ocaleć miał tylko jeden kościół – kościół wieczernika. Chrześcijanie podobno mieli ten przywilej, że nieprzerwanie do XVI wieku sprawowali tu Eucharystię. W II wieku do domu, w którym Jezus spożył z apostołami Ostatnią Wieczerzę, dodano absydę, by bardziej przypominała kościół. Świątynia została zniszczona w 614 r. przez Persów. W XII wieku krzyżowcy wznieśli trzy nawy świątyni. Potem Saladyn przekazał kościół chrześcijanom syryjskim, ci jednak nie mieli wystarczających funduszy na remonty. Pomógł im król Neapolu Robert, który sfinansował konieczne prace. W 1551 r. kościół przekształcono na meczet z powodu bliskości grobu Dawida, czczonego w islamie jako proroka.

Ks. Zbigniew Chromy

Jerozolima, Wieczernik – miejsce ustanowienia Eucharystii

Dziś salę na górze o rozmiarach 15 na 9 metrów, która pozostaje w prywatnych rękach pewnej arabskiej rodziny, zdobią gotyckie kolumny wystawione tu w XIV wieku. Niektóre z nich dekorowane są ornamentyką roślinną w kapitelach, jednak do wyobraźni głębiej przemawiają te, które zawierają motyw pelikana. Pisał przecież Tomasz Akwinata o Chrystusie w odniesieniu do Eucharystii, sakramentu tu właśnie ustanowionego: „Ty, co jak pelikan, Krwią swą karmisz lud, przywróć mi niewinność”. Wieczernik znany był od wczesnych wieków chrześcijaństwa jako „górny Kościół apostołów”. Była to przecież katedra św. Jakuba, pierwszego biskupa Jerozolimy.

Reklama

Emaus

Jedenaście kilometrów na północny zachód od Jerozolimy leży wioska El-Quebeibeh, utożsamiana z biblijnym Emaus. To właśnie tu Kleofas i Symeon rozpoznać mieli zmartwychwstałego Pana po prostym geście łamania chleba: „Gdy [Jezus] zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go” (Łk 24,30-31). O Kleofasie mówi Ewangelia, imię Symeona wymyśliła tradycja. Chrześcijanie pierwszych wieków, w tym Orygenes i Euzebiusz, identyfikowali miejsce spotkania Jezusa z uczniami z miastem Emmaus (pisanym przez dwa „m”), jednak ta lokalizacja nie zgadza się z danymi biblijnymi. Według Łukasza miejscowość miała być oddalona od Jerozolimy około sześćdziesiąt stadiów, czyli mniej więcej jedenaście kilometrów. Tymczasem Emmaus leży trzydzieści kilometrów od stolicy. Niektórzy kopiści, zwolennicy Emmaus, poprawili więc Łukasza i mówili o stu sześćdziesięciu stadiach. Niemniej jednak przez ostatnie siedemset lat wskazuje się El-Quebeibeh.

Dziś w biblijnym Emaus stoi franciszkański kościół. Markiza Paulina de Nicolay kupiła teren pod budowę świątyni i ofiarowała ją zakonnikom. Jej grób znajduje się w bocznej nawie. Archeologowie odkryli tu pozostałości bazyliki z czasów krzyżowców, a także domu zwanego domem Kleofasa. Obecny neoromański kościół był konsekrowany w 1902 r. W stylu naśladuje architekturę z XII wieku. W lewej nawie kościoła znajduje się budowla, którą tradycja uznaje za wspomniany dom Kleofasa. Tu właśnie Jezus miał wziąć do rąk chleb i łamać go w sobie tylko właściwy sposób. Ten prosty gest wystarczył, by zmieszani uczniowie rozpoznali w tajemniczym Wędrowcu zmartwychwstałego Pana.

Jezioro Galilejskie

Kościół Prymatu Piotra przy brzegach Jeziora Galilejskiego wybudowany został na nadbrzeżnej skale, która zna ślady wcześniejszych budowli. Pierwszy kościół bowiem stał tu już w IV wieku, niedaleko schodów opadających do jeziora, a wspominanych przez pątniczkę Egerię. Zniszczony, został odbudowany w V stuleciu, a skała w absydzie nazwana została przez pielgrzymów mensa Christi („stół Chrystusa”), gdyż to na niej Jezus miał przygotowywać posiłek: „A kiedy [apostołowie] zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili” (J 21,9-10). Kościół został zniszczony przez Persów. Odbudowany w XI wieku, znów uległ zniszczeniu dwa stulecia później. Dzisiejsza bryła pochodzi z roku 1933. Sanktuarium wybudowali franciszkanie. Obok kościoła znajduje się dwanaście kamieni w kształcie serca, zwanych przez pielgrzymów „dwunastoma tronami” apostołów. Z zapisków wiadomo, że były one w tym miejscu już w IX wieku i położono je tu, by upamiętnić słowa Chrystusa o apostołach, którzy sądzić będą dwanaście pokoleń Izraela, siedząc na dwunastu tronach.

Israel_photo_gallery / Foter / CC BY-SA

Perełką sanktuarium są drzwi wykonane z brązu przez polskiego artystę Czesława Dźwigaja. Przedstawiono na nich sceny związane z osobą galilejskiego rybaka. Scena centralna to powołanie Piotra. Jezus jako pasterz otoczony owcami wskazuje na klęczącego obok Piotra. W lewym górnym rogu drzwi przedstawiony jest posiłek Jezusa z apostołami nad brzegiem jeziora. W rogu prawym natomiast ukazano cudowne rozmnożenie chleba. W dolnej części drzwi pojawiają się dwie kolejne sceny związane z Galileą: Kazanie na Górze oraz powołanie Mateusza. W części centralnej natomiast, poniżej sceny powołania, rzeźbiarz ukazał dwóch papieży, którzy odwiedzili Kościół Prymatu: zadumanego Pawła VI, wpatrującego się w wody jeziora, oraz Jana Pawła II, wspierającego się na pastorale.

Góra Oliwna

Droga szabatowa w tradycji żydowskiej to ok. 1800 metrów. Właśnie w takiej odległości od murów starej części Jerozolimy, na stokach Góry Oliwnej, położony jest meczet upamiętniający wniebowstąpienie Chrystusa. Łukasz wspomina, że tuż po wstąpieniu Jezusa do nieba apostołowie „wrócili do Jerozolimy z góry zwanej Oliwną” (Dz 1,12), stąd lokalizacja ostatniego spotkania Jezusa z uczniami. Pierwszy kościół upamiętniający wydarzenie, o którym mówią ewangeliści Łukasz i Marek, stał tu już w IV wieku. Wybudowany został przez rzymską matronę o wdzięcznym imieniu Poimenia. Z tego okresu zachowały się świadectwa sprawowanych tu uroczystości liturgicznych. Kościół został przebudowany przez krzyżowców. Wiadomo, że w XII wieku stał na planie ośmiokąta. Niedługo potem, bo w 1187 r., budynek został zamieniony przez Saladyna na meczet. I tak pozostało po dziś dzień. Jedynie raz w roku, w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, franciszkanie sprawują liturgię w tym skromnym w gruncie rzeczy miejscu modłów chrześcijan i muzułmanów.

Bożena Sztajner

Kamień w Kościele Wniebowstąpienia w Jerozolimie

Ciekawostkę stanowi ślad prawej stopy odbity na kamieniu. To ponoć stopa samego Chrystusa, który stąd został wzięty do nieba. Nie trzeba przypuszczać, że w chwili wniebowstąpienia Jezus stał na jednej nodze. Ślad lewej stopy przeniesiono do meczetu Al-Aksa, gdyż także wyznawcy islamu czczą Jezusa jako proroka.

2017-04-11 10:22

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Izrael: Biblijne zwoje z Qumran nie przestają intrygować naukowców

[ TEMATY ]

Ziemia Święta

Andrey Shevchenko/fotolia.com

Nie ustają badania nad odkrytymi w 1947 r. w grotach Qumran fragmentami starożytnych manuskryptów żydowskich. Intrygują one naukowców na całym świecie, ale przede wszystkim tych z Izraela. Agencja Reutera przeprowadziła wywiady z kilkoma z nich, w których mówią o nowych odkryciach związanych ze zwojami.

Pnina Shor z Israel Antiquities Authority opowiada o badaniach genetycznych (DNA) skór, których użyto do pisania manuskryptów. „Do tej pory sądzono, że były to skóry kozie. Jednym z pierwszych odkryć było ustalenie, że do większości manuskryptów użyto jednak skór z owiec. Ponieważ miejsce gdzie powstały znajdowało się na pustyni wiec nie byłoby może w tym jeszcze nic dziwnego, że użyto tam skóry właśnie z tych zwierząt. Nasze zdziwienie wywoła jednak odkrycie materiału DNA, który pochodził ze skóry wołowej, co oznacza, że co najmniej kilka manuskryptów pochodziło z jakiegoś innego miejsca. Skąd i dlaczego? To są pytania zapewne dla dalszych badań” - powiedziała badaczka.

Według niektórych innych naukowców zwoje znalezione w Qumran były dziełem nie tylko działającej tam w początkach naszej ery judaistycznej sekty esseńczyków. Mogły one zostać przywiezione tam z Jerozolimy w celu np. przechowania. To tłumaczyłby także istnienie pewnych różnic jeśli chodzi o tekst w księgach proroka Jeremiasza.

Innym naukowcem badającym manuskrypty z Qumran jest Noam Mizrahi z Uniwersytetu w Tel Avivie. „Prowadziłem badania zwojów znad Morza Martwego, głównie dotyczących treści, języka, cech literackich, właściwie wszystkiego co zostało na nich napisane. Doceniam teraz bardziej element fizyczny – biologiczny tych zwojów. Sam materiał, z którego wykonane są zwoje, jest równie wymowny i informacyjny jak treść tekstu. To było w swoim czasie dla mnie wielkim zwrotem w tych badaniach. Oczywiście prowadzić to może m.in. do odkrycia falsyfikatów, jak to miało ostatnio miejsce w Muzeum Biblii w Waszyngtonie" - powiedział izraelski naukowiec.

CZYTAJ DALEJ

Kościół mnie uratował

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

świadectwo

Adobe Stock.pl

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczeło. Pamiętam od zawsze. Pamiętam też, że nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc.

Przykro mi, że moim oprawcą był mój ojciec. Przykro mi, że był tylko wiecznie bezrobotnym murarzem, alkoholikiem. Gdyby to był ktoś inny, być może pan Sekielski by mnie wysłuchał. Gdyby moim oprawcą był ksiądz, każdy by mi współczuł. Ojciec nie wzbudza już żadnej sensacji, nikogo nie obchodzi... Takich jak ja jest wiele i czujemy się gorsze od najgorszych.

Gehenna

Urodziłam się w bardzo dysfunkcyjnej rodzinie. Byłam dla wszystkich ogromnym rozczarowaniem. Moja mama spodziewała się syna, a urodziły się bliźnięta. Był to stan wojenny, zima. Półtora kilograma nieszczęścia, które każdemu w mojej rodzinie na całe życie pokrzyżowało plany. Ciągle chora i ciągle płacząca. Kula u nogi, jak to zwykle mawiali moi rodzice. Moja mama nigdy mnie nie przytuliła, nie wzięła na ręce. Nie usłyszałam od niej, że mnie kocha. Zwracała się do mnie zawsze bezosobowo – w najlepszym wypadku. Zawsze, kiedy ojciec wracał pijany do domu, brała mojego brata i uciekała.

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczęło. Pamiętam od zawsze. Nie miało znaczenia, czy był pijany czy trzeźwy. Ja ze swoim oprawcą i katem mieszkałam przez 13 lat pod jednym dachem. Wiedziałam, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Raz próbowałam. Moja matka wyciągnęła mnie wtedy za włosy z wanny i skatowała. Wielokrotnie razem z moim ojcem przekonywali znajomych, że jestem kłamczuchą, że wymyślam, że sprawiam kłopoty. Myślę, że każdy wiedział, co się działo w naszym domu – łącznie z matką, ale każdy udawał, że tego nie widzi. Na początku płakałam, później zrozumiałam, że to gorzej, że moje cierpienie wzbudza w moim ojcu jeszcze większą agresję, że wszystko trwa przez to dłużej.

Tak samo było z biciem. Katowali mnie na zmianę, kijem od szczotki, smyczą, kablem od grzałki... Miałam ciągle powyrywane włosy, poprzecinane dłonie, którymi zakrywałam twarz, ponadrywane uszy.

Spadłam na samo dno

Kiedy byłam starsza, liczyłam w myślach od jednego do dziesięciu. To pozwoliło mi przetrwać w ciszy. Było szybciej... Kiedy ojciec miał wrócić do domu, ulgę sprawiało mi wyrywanie włosów z głowy i wykręcanie palców. Wiedziałam, że za chwilę znów „to” będzie. Byłam małą dziewczynką. Kiedy sytuacja stawała się niebezpieczna dla matki, zabierała mojego brata i uciekała. Ja sama musiałam uspokoić ojca. Na Boga, miałam tylko kilka lat!

Kiedy miałam ok. 13 lat, moja matka ostatecznie wyrzuciła ojca z domu. Było to krótko przed moją pierwszą próbą samobójczą. W wieku 14 lat byłam już uzależniona od alkoholu, a gdy miałam 17 lat, zaczęłam się leczyć psychiatrycznie na depresję. Później doszły narkotyki, leki, kolejne próby samobójcze... Spadłam na samo dno. Zatrudniłam się w nocnym klubie jako telefonistka, czyli ogólnie rzecz biorąc, jako stręczyciel. W tamtym czasie czułam się bardzo dobrze w takim środowisku. Kiedy nie było pracy, siedziałyśmy razem z dziewczynami w moim „biurze” i opowiadałyśmy sobie wzajemnie o swoim tragicznym, parszywym życiu. Prawie każda z nas przeszła to samo. Tatuś, wujek, dziadziuś, prokurator, przyjaciel rodziny... Tabletki gwałtu i gwałty... Chleb powszedni. Znam dziewczynę, która wraz z siostrą rodziła swojemu ojcu dzieci. Każdy się domyślał, cała wieś, wiedziała matka. Nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc. Nikt nie chciał się wtrącać...

Kiedy poznałam tę dziewczynę, jej ojciec był już bardzo chory. Prosiłam ją, żeby mimo wszystko zawiadomiła policję. Odmówiła. Powiedziała, że bardzo kocha ojca. To właśnie robi z głową molestowanie. Znam dziesiątki, jeśli nie setki podobnych historii, z wieloma dziewczynami utrzymuję kontakt, ale nigdy nie słyszałam, żeby którakolwiek z nich była molestowana przez księdza.

Ocalone życie

Rok 2012. Pierwsza Komunia św. mojego syna. Byłam wtedy daleko od Boga, bo to Jego obwiniałam za całe to bagno. Po tej uroczystości mój syn zdecydował, że zostanie ministrantem. Bałam się. Poprosiłam znajomą, żeby prowadzała go do kościoła i pilnowała. Płaciłam jej za to, z czasem jednak musiałam zacząć chodzić z nim sama. Dla mnie nieważne było, czy to ksiądz, kościelny czy nawet organista – każdy był podejrzany, każdy był wrogiem. Zaczęłam jednak się modlić, korzystać z tego, co ofiarowuje Kościół. Przez wcześniejsze lata bezskutecznie szukałam terapii dla ofiar pedofilii.

Swoją pracę rzuciłam w czasie pobytu na Jasnej Górze. Zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam, że więcej tam nie wrócę. Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie Pismo święte i wróciłam do domu.

Dalej jednak nie potrafiłam przebaczyć. Nie chciałam. To mnie rujnowało, ale podejmowałam walkę. Rekolekcje, rekolekcje, rekolekcje... Msza św. z modlitwą o uzdrowienie wspomnień, relacji rodzice – dzieci, dzieci – rodzice. Wyjechałam do Medjugorie. Przebaczyłam. Korzystałam również z pomocy księży egzorcystów. Wiem, że moje koleżanki znalazły pomoc w Magdalence podczas rekolekcji uzdrowienia wspomnień. Dziś też śmiało mogę powiedzieć, że mojego syna wychował Kościół. Częste rekolekcje, wyjazdy w góry, ogniska, wycieczki, podczas których spał również w seminarium. Dużo rozmawiamy o pedofilii, mój syn nigdy nie był jej ofiarą, świadkiem, nie słyszał wśród swoich kolegów o molestowaniu. Dziś jest prawie dorosłym, zrównoważonym człowiekiem. Nie pije, nie pali, nigdy nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Po pierwszym filmie Sekielskiego przestał chodzić w tygodniu do kościoła, bo bał się, że będzie napiętnowany przez rówieśników. W gimnazjum wielokrotnie był prześladowany za wiarę. Brzydzę się kłamstwem i manipulacją, którymi posłużył się pan Sekielski w swoich filmach. Mnie, ofierze pedofilii, i mojej rodzinie Kościół uratował życie! Dzięki niemu dziś, od 7 lat, jestem normalnym człowiekiem. Jestem matką. Pracuję i wychowuję dzieci. Staram się pomagać w wielu fundacjach działających na rzecz obrony życia i pomocy dzieciom. W ten sposób pragnę podziękować Bogu za łaski, które otrzymałam. Zawsze będę chodzić do kościoła. Pedofil to nie ksiądz, pedofil to pedofil! Pójdzie zawsze tam, gdzie są dzieci pozostawione bez opieki. I bez względu na to, jaką pełni funkcję, należy mu się kara.

Przykro mi tylko, że wszyscy ci, którzy obrzucają kamieniami Kościół, słysząc za ścianą krzywdę innego dziecka, mówią, że to nie ich sprawa.

CZYTAJ DALEJ

Uratowali dla przyszłych pokoleń

2020-07-06 23:10

Łukasz Michalak

Tkaniny zdobiące ściany kapitularza Krakowskiej Kapituły Katedralnej odzyskały pierwotne piękno! Realizatorem projektu UPJPII. 6 VII 2020

6 lipca 20202 r.  - ten dzień trzeba zapamiętać! Nastąpił finalny odbiór trwających trzy lata prac konserwatorskich, których zadaniem było uratowanie przed całkowitą degradacją obić ściennych reprezentacyjnego pomieszczenia w katedrze na Wawelu.

Próby ratowania zabytkowych tkanin przez lata nie przynosiły większego efektu. Dopiero otwarty trzy lata temu projekt dał szansę zachowania obiektu. Dzięki finansom Unii Europejskiej, wkładowi Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który stał się jego beneficjentem oraz pomocy Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dziś można mówić o wielkim sukcesie!

Nad realizacją projektu czuwała dr Natalia Krupa z Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego UPJPII, pracę specjalistów z Krakowa, Warszawy, Wrocławia organizowała Sabina Szkodlarska, nadzorem konserwatorskim zamierzenie ze strony UPJPII objęła Anna Drzewiecka.

Już na pierwszym etapie prac – badań od strony historycznej spotkano się z wielkim zaskoczeniem. Obicia ścian okazały się historycznie starsze niż uprzednio przypuszczano. Datowano je bliżej XVIII wieku, a pochodzenia upatrywano na Bliskim Wschodzie. Zespół Archiwum Krakowskiej Kapituły Katedralnej podjął się zrekonstruowania historii pomieszczenia i tkanin. Kompozycja wzorów, naleciałości stylowe, naśladownictwo układów kompozycyjnych pochodzących z okresu renesansu z II poł. XVI wieku pozwoliły określić wiek tkanin na początek XVII stulecia. Prace badawcze ukazały też, że jest to dzieło włoskie, weneckie. Trudno jednak je z jakimikolwiek porównać, takie same nie są znane!

- To, że pochodzą z takiego źródła nałożyło na konserwatorki tkanin jeszcze większe zobowiązanie – mówi ks. prof. dr hab. Jacek Urban, dziekan Krakowskiej Kapituły Katedralnej – dzięki melanżowi zainteresowanych tym pomieszczeniem stron (UE, UPJPII, SKOZK) udało się ten cały proces przeprowadzić… To pomieszczenie jest używane zgodnie z jego założeniem najwyżej kilkanaście razy w roku. Tu spotyka się kapituła, udostępniane jest w celach badawczych studentom polskim i zagranicznym, ks. proboszcz spotyka się tu z pracownikami katedry. Na co dzień bywają tu jedynie pracownicy Archiwum…

Od dłuższego czasu miejsce jedwabnych, zdobnych, zabytkowych obić zastępował współczesny len. Trzy lata pracy to także przeanalizowanie remontów kapitularza na przestrzeni lat czemu służyła także istniejąca dokumentacja fotograficzna, świadcząca, podobnie jak analiza ścian pod tkaninami, o wielu remontach, przebudowaniach, choćby zmianach ogrzewania, które nie służyły tkaninom obiciowym.

- Ukazały nam się prace konserwatorskie niestety o różnym stopniu profesjonalizmu, wtedy dopiero mogliśmy zaobserwować stopień zniszczeń faktyczny. Pod odjęciu dawnych napraw, cerowań, przeszyć okazało się, że obiekt jest w 80% stopniach zniszczony, z ubytkami całkowitymi, ze zniszczonymi osłonami, z wykruszonymi fragmentami wątków. Musieliśmy podjąć decyzję jak ten program naprawczy poprowadzić, by tkaniny mogły wrócić na ściany. Zadecydowaliśmy później, by przy instalowaniu tych tkanin były one od siebie niezależne, jako układane panele, a każdy wykonany na osobnym krośnie. Tym samym pozyskaliśmy efekt na kształt ekspozycji muzealnej. To daje też możliwość zareagowania w każdej chwili, gdyby z czasem cokolwiek mogło się przydarzyć jakiemuś fragmentowi obić - mówi dr Natalia Krupa, kierownik projektu.

Konserwatorki intensywnie pracowały dwa lata.

- Taki fragmencik, ot 10 centymetrów – pokazuje Sabina Szkodlarska – to parę dni pracy, niezwykle precyzyjnej. Podziwiam cierpliwość, wytrwałość konserwatorek. Większość odbywała się w Pracowni Konserwacji Tkanin Zabytkowych UPJPII, pozostałe panie pracowały w swoich pracowniach. One pracowali nad jedną sprawą w wielu miejscach. Podziwiam.

W pracowni UPJPII przeprowadzane były badania techniki wykonania i technologii.

- W pracowni na UPJPII dysponujemy bardzo nowoczesnym sprzętem – mówi dr Natalia Krupa - m.in. zautomatyzowanym mikroskopem cyfrowym z oprogramowaniem 3D, co bardzo dokładnie pozwoliło zdiagnozować stan zachowania tkanin, a przy usuwaniu każdej z warstw aparat cyfrowy na sliderze nad stanowiskiem pracy konserwatorów pozwalał na rejestrowanie wszystkich elementów prac w czasie.

- Mimo tak ogromnych zniszczeń chcieliśmy by była to jednak konserwacja a nie retusz estetyczny. Jestem pełna podziwu dla pań, które się tym zajmowały, bo to ogromna praca…a efekt jest fantastyczny. Tkaniny są dobrze zabezpieczone, należy teraz, co jest sprawą kluczową, ochrona tego wnętrza, by zapewnić stabilne warunki mikroklimatyczne, jest to w trakcie badań - podkreśla Anna Drzewiecka.

- My od dziesiątków lat jesteśmy przekonani, że tu jest mikroklimat, dlatego, że tu znakomicie się zachowują zarówno skóra, pergamin, papier, klisza fotograficzna. A przecież każde z nich potrzebuje innych warunków. Dlatego tu wykonaliśmy jakiś czas temu szafy na te archiwalia, które nie czują się dobrze w innych pomieszczeniach Archiwum. W tym wyjątkowym miejscu, będąc obok siebie, nic złego im się nie dzieje - dodaje ks. prof. Jacek Urban, przekonany, że dziś jest prawdziwie wielki dzień.

Część historii udało się przebadać, przywrócić jej świetność, uratować dla przyszłych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję