Reklama

Watykan

Grzechy ambasadora?

To dobrze, że funkcja ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej wzbudza tak duże zainteresowanie opinii publicznej i mediów, niedobrze, gdy w dyskusji o zasadności powołania Janusza Kotańskiego na tę funkcję pojawiają się argumenty niemerytoryczne.

Największą „winą” naszego nowego ambasadora przy Ojcu Świętym jest to, że nie należy do grona osób powszechnie znanych, tak jak jego (niektórzy) poprzednicy, nie ma doświadczenia dyplomatycznego, pisze niesłuszne politycznie wiersze i – grzech najcięższy – otrzymał nominację z PiS-owskiego rozdania.

Pojawiają się też obawy, że nie wiadomo, czy zdąży złożyć listy uwierzytelniające przed Światowymi Dniami Młodzieży (dziś już wiadomo, że zdąży). Nie brak także głosów, że to poważny afront wobec Stolicy Apostolskiej, aby ambasadora mianować właśnie teraz. Już widzę oczyma wyobraźni, jak na wiadomość o zmianie przedstawiciela RP w Watykanie papież Franciszek zaczyna krzywym okiem patrzeć na swego jałmużnika, abp. Konrada Krajewskiego, watykański Sekretariat Stanu wysyła notę protestacyjną do rządu pani premier Beaty Szydło, a wielomilionowy tłum uczestników ŚDM skanduje: „Kotański do domu, my chcemy Nowinę-Konopkę!”.

Reklama

Nie wpadajmy, proszę, w histerię, nic takiego nie nastąpi!

Mógłbym wymienić dziesiątki przykładów na to, że ludzie stawali się znani dzięki temu, że zaczęli pełnić jakieś ważne funkcje. Mianowanie osoby nieznanej, a kompetentnej (a tak jest w przypadku Kotańskiego) wcale nie uwłacza prestiżowi Stolicy Apostolskiej. Czy prof. Henryk Kupiszewski, pierwszy ambasador RP w Watykanie, albo jego znakomity następca Stefan Frankiewicz, skądinąd też redaktor jak Kotański, to były osoby z pierwszych stron gazet?

Brak doświadczenia dyplomatycznego nie przeszkadza, aby być dobrym ambasadorem. Często przytaczam przykład dziennikarza Grzegorza Łubczyka, byłego ambasadora RP na Węgrzech, chyba najlepszego naszego przedstawiciela w kraju przyjaciół. Dlaczego? Bo nikt przed nim i po nim na tym stanowisku nie znał i nie kochał Węgry i Węgrów tak jak on. Podobnie jest z Kotańskim, dla którego Rzym to stolica duchowa.

Reklama

Jeżeli już atakuje się człowieka z powyższych powodów, to proszę mi powiedzieć, jakie doświadczenie dyplomatyczne miał tak hołubiony przez poprzednią władzę min. Tomasz Arabski, były ambasador RP w Hiszpanii?

Żeby przyłożyć nominatowi z wrażego obozu politycznego, sięga się nawet do jego poezji, bardzo zresztą społecznie zaangażowanej. Oto kolega, zasłużony redaktor, nader krytycznie, żeby nie powiedzieć, złośliwie, wypowiada się o twórczości poetyckiej Kotańskiego, choć w swojej długoletniej działalności publicystycznej nie zacytował chyba ani jednego poety. Zapewne nie wie, że Kotańskiego jako twórcę niezwykle ceni ks. prof. Jan Sochoń, także poeta i krytyk literacki.

Janusz Kotański jest historykiem, erudytą, wybitnym humanistą wyrosłym na dziedzictwie śródziemnomorskiej kultury chrześcijańskiej, globtrotterem, a przy tym człowiekiem nieprzeciętnej wiedzy o Kościele. Zwiedzający w niedalekiej przyszłości Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego na warszawskim Wilanowie powinni mieć świadomość, że w dużej mierze jest ono zasługą historyka Kotańskiego, jako jednego z trzech autorów scenariusza tej ekspozycji.

Ale kto o tym wszystkim ma wiedzieć, skoro nawet media katolickie nie są także w tym przypadku sprzymierzeńcem rządu. Gdy piszę te słowa (1 czerwca) w żadnym piśmie katolickim ani na portalu internetowym nie przeczytałem, w radiu katolickim nie usłyszałem ani w katolickim programie telewizyjnym nie zobaczyłem nawet krótkiej wypowiedzi Kotańskiego.

Do świadomości publicznej nie przedostała się także informacja, że przeszedł on z wynikiem pozytywnym przesłuchanie w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, gdzie aż roi się od wrogów partii rządzącej i etatowych krytyków, a właściwie krytykantów, Kościoła.

Tymczasem nowy ambasador jeździ po Polsce, odwiedza hierarchów i prezentuje im swoją wizję pracy przy Stolicy Apostolskiej. Chociaż dla wielu złośliwców będzie to kolejnym grzechem Janusza Kotańskiego, uznanym za przejaw lizusostwa wobec „czarnych”.

2016-06-08 11:27

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Watykan: katolicy i anglikanie przygotowują wspólny dokument o etyce

2020-06-04 13:13

[ TEMATY ]

Watykan

Ks. Zbigniew Chromy

Watykan. Pałac Apostolski

Prawdopodobnie pod koniec tego roku ukaże się wspólna deklaracja o tym, jak we wspólnocie Kościół lokalny i powszechny rozeznaje sprawiedliwe nauczanie etyczne. Dokument ten przygotowuje Międzynarodowa Komisja Teologiczna Anglikańsko-Katolicka (ARCIC), która obradowała zdalnie w dniach 12-15 z udziałem przedstawicieli obu Kościołów z Australii, Kanady, Nowej Zelandii, Stanów Zjednoczonych, regionu Karaibów i z Europy. Komisja winna się jeszcze zebrać dwa razy do końca br.

Jest to trzecia faza dialogu katolicko-anglikańskiego, rozpoczęta w 2011 a zadaniem, jakie przed nią postawiono, są „dwie współzależne przestrzenie jak krytyczne spojrzenie na przyszłą pracę Kościoła jako wspólnoty – lokalnej i powszechnej – oraz sposób, w jaki wspólnota, jaką jest Kościół lokalny i powszechny, dochodzi do rozeznania sprawiedliwego nauczania etycznego”. Temat wspólnoty podjęto już we wspólnej deklaracji „Kroczyć razem drogą” z maja 2017, obecnie zaś ARCIC-III zajmuje się procesem rozeznawania etycznego, które działa we wspólnocie Kościoła.

Komunikat końcowy obecnego posiedzenia plenarnego stwierdza, iż „wiele uwagi skupiono na nim na schemacie wypracowanym przez podgrupę, która obradowała w 2019, a potem przyjęła go cała Komisja”.

Przygotowano już dokumenty, wyjaśniające, jak zagadnienie to rozumie każda tradycja, Komisja zaś „wysłuchała także prezentacji dotyczących źródeł i rozeznania nauczania społecznego Kościoła”. Na najbliższych dwóch spotkaniach, zaplanowanych na jesień br., ma dojść do „oczyszczenia schematu”, a specjalnie powołana grupa przygotuje tekst na plenarne posiedzenie Komisji, przewidziane na rok 2021.

Niedawno zakończone wirtualne spotkanie ARCIC pokazuje, że dialog teologiczny katolicko-anglikański rozwija się, a jeszcze jednym przykładem dobrych stosunków ekumenicznych między tymi wyznaniami jest wypożyczenie zakrwawionej tuniki św. Tomasza, przechowywanej w Rzymie, do prymasowskiej katedry anglikańskiej w Canterbury pod koniec br. w związku z obchodami 850. rocznicy męczeńskiej śmierci arcybiskupa (29 grudnia 117o w Canterbury).

Międzynarodowa Komisja Teologiczna Anglikańsko-Katolicka (ARCIC) powstała w 1969 w wyniku wspólnej inicjatywy Anglikańskiej Rady Doradczej i ówczesnego Sekretariatu ds. Jedności Chrześcijan. Ale już wcześniej prymas Wspólnoty Anglikańskiej, arcybiskup Canterbury Michael Ramsay i papież Paweł VI podpisali 24 marca 1966 Wspólną Deklarację wyrażającą pragnienie nawiązania bliższych kontaktów i rozpoczęcia dialogu teologicznego, opartego na Ewangelii i Tradycji wspólnej obu wyznaniom. I tę datę uważa się narodziny oficjalnego dialogu, choć w praktyce rozmowy teologiczne rozpoczęły się kilka lat później. Nastąpiło to po trzech spotkaniach wstępnych w latach 1967 i 1968 i powołaniu w rok później wspomnianej Komisji. Dziś jest to najstarszy dialogu ekumeniczny prowadzony przez Kościół katolicki.

ARCIC obradował dotychczas w dwóch etapach: w latach 1970-82 – na temat nauczania o Eucharystii, święceniach kapłańskich i władzy oraz w latach 1983-2011 – nt. nauki o zbawieniu i o Maryi Matki Bożej. Owocem wszystkich tych prac są wspólne dokumenty, przedstawiające zarówno uzgodnione stanowiska, jak i utrzymujące się jeszcze różnice między obu Kościołami. Od 2011 trwa trzecia faza dialogu, skupiając uwagę na rozumieniu Kościoła jako wspólnoty lokalnej i powszechnej oraz na tym, jak we wspólnocie Kościoła lokalnego i powszechnego dochodzi do rozeznania prawa do nauczania etycznego.

Współprzewodniczącymi ARCIC-III są obecnie: anglikański arcybiskup Melbourne – Philip Freier i katolicki arcybiskup Birmingham (Anglia) – Bernard Longley.

CZYTAJ DALEJ

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

2020-06-04 07:12

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwość jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem różną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poprało go 52 posłów z klubu PiS. Większość naszego klubu wybrało pracę nad ustawą w komisji, co nie świadczy przecież o postawie przeciwnej życiu. Przeciwnie, jest wiele głosów mówiących, że prace w komisji będą zdecydowanie szybsze niż w zeszłej kadencji. Ale pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, który złożyłem w grudniu wraz z posłem Bartłomiejem Wróblewskim podpisało się ponad 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do tych wartości i spraw, które są ważne dla naszego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś, gdy PO-PSL ratyfikowały konwencję, powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać sie o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować wszystkiego tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by móc kiedyś na takie pytania odpowiadać swoimi dziećmi nie tylko o moim zaangażowaniu w naprawę finansów publicznych czy wspieranie gospodarki, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Chcę dzieci wychować w katolickich wartościach i powinienem pokazać im, że o te wartości potrafię skutecznie walczyć. Jestem też to winien moim wyborcom, Polakom, którzy tego ode mnie oczekują. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej nie jakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie realizowane. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich, gdyby nie 500+, zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. A więc ten program też jest prolife. Jest jeszcze dobra ustawa „za życiem”. Nie jest tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało. Są też inne postulaty, problemy jakich rozwiązania oczekują wyborcy konserwatywni. Naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia, i te tematy muszą znaleźć się w pracach rządu i parlamentu.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w filmach, serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life jak najbardziej wpisuje się w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że np. popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód w Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego broni Pan partii przed drogą zachodniej chadecji.

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" często realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, czyli troska o wspólne dobro, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: W Eucharystii trzeba nam widzieć zwycięską miłość Chrystusa

2020-06-04 17:08

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

neoprezbiterzy

WSD w Częstochowie

Maciej Orman/Niedziela

– W Eucharystii trzeba nam widzieć zwycięską miłość Chrystusa – powiedział metropolita częstochowski abp Wacław Depo, który 4 czerwca przewodniczył Mszy św. w kościele Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej z racji uroczystości odpustowej.

Na początku Eucharystii rektor seminarium ks. dr Grzegorz Szumera powiedział, że tajemnica Chrystusowego kapłaństwa przejawia się w obecności abp. Wacława Depo i neoprezbiterów oraz w przeżywanych w tym czasie jubileuszach święceń przez poszczególnych kapłanów. – Tajemnica Jezusowego kapłaństwa „przebija się” dzisiaj na wiele sposobów i za to jesteśmy Bogu wdzięczni. Ona jest ciągle żywa i trwa – zauważył.

Zobacz zdjęcia: Odpust w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej A.D. 2020

Abp Depo dodał, że nieprzemijającym i pełnym nieskończonej miłości źródłem sakramentu kapłaństwa, w którym uczestniczą duchowni, jest Serce Jezusa. – Dlatego stajemy w pokorze i tak jak nad źródłem trzeba nam przyklęknąć i pochylić czoło, żeby uznać siebie człowiekiem słabym i grzesznym, potrzebującym przebaczenia i mocy Bożej na każdy czas naszego życia i posługi – podkreślił.

W homilii metropolita częstochowski stwierdził, że dni okresu wielkanocnego i Zesłania Ducha Świętego wraz ze święceniami prezbiteratu są wewnętrznym i zewnętrznym bogactwem, ponieważ „zostawiają w nas ślad spotkań z Chrystusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym”.

– Jak podkreślił autor Listu do Hebrajczyków, na mocy woli Boga Ojca „uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze”, dlatego za psalmistą możemy zawołać: „Niech się radują i weselą w Tobie wszyscy, którzy Cię szukają, a ci, którzy pragną Twej pomocy, niech zawsze mówią: «Pan jest wielki»” i bogaty w miłosierdzie. Ta sama miłość miłosierna da ludziom poznanie Boga i uzdolni do wypełniania Jego woli – kontynuował abp Depo.

Odniósł się również do obrzędu święceń prezbiteratu, kiedy diakoni leżą krzyżem na posadzce katedry, a wszyscy modlą się, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych. – Jest to wołanie o wierność łasce i przymierzu serca wobec Boga i ludzi, do których nas posyła – dodał pasterz.

Rozważając fragment Ewangelii według św. Mateusza o modlitwie Jezusa w Ogrójcu, abp Depo stwierdził, że „to jedna z najtrudniejszych scen, którą po ludzku jest niewysłuchana modlitwa Jezusa w tajemnicy Getsemani”. W tym kontekście zacytował rozważanie kard. Karola Wojtyły z rekolekcji watykańskich z marca 1976 r.: „Modlitwa w Getsemani wciąż trwa. Jezus wciąż zmaga się o człowieka w naszym wnętrzu, w sumieniu, a jednocześnie pyta: «Nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie»”.

– My dzisiaj odpowiadamy na to pytanie naszą modlitwą, czcząc Go w tajemnicy Jedynego i Wiecznego Kapłana. Szukamy bowiem wciąż tej utraconej godziny w Ogrójcu, kiedy Jezus został sam – podkreślił metropolita częstochowski.

Abp Depo podzielił się również osobistym doświadczeniem rozważania modlitwy Jezusa w Ogrójcu, przywołując scenę z filmu Mela Gibsona „Pasja”, w której szatan pyta modlącego się Jezusa: Kim jest Twój Ojciec? – Odpowiedź przychodzi na Golgocie, kiedy z wysokości nieba na ukrzyżowanego i umierającego Jezusa spada łza, przechodzi przez Jego Ciało i Krew i strąca szatana w przepaść. Trzeba nam to widzieć przy każdej Eucharystii – zwycięska miłość Chrystusa, a jednocześnie Jego modlitwa za nas do końca świata. Przyznajmy, że trzeba zadrżeć przed tą tajemnicą z niepokojem, ale jednocześnie z wdzięcznością wobec Boga, że możemy uczestniczyć w przechodzeniu przez ten świat razem z Chrystusem w tajemnicy uczestnictwa w kapłaństwie – powiedział metropolita.

Zakończył prośbą do Maryi, „która wyprasza nam również potrzebne łaski na chwile naszych prób, zwątpień i pokus”. – Prosimy, aby wypraszała nam w Duchu Świętym wierność, która jest miłością wzrastającą.

Po Mszy św. abp Depo wręczył neoprezbiterom dyplomy magisterskie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję