Reklama

Polska

Przedsynodalne rozważania afrykańskiego purpurata

Na synodzie ma triumfować Słowo Boże, a nie czyjeś idee

Z kard. Robertem Sarahem – prefektem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów – rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Niedziela Ogólnopolska 40/2015, str. 14-17

[ TEMATY ]

wywiad

synod

Synod o rodzinie

Grzegorz Gałązka

Kard. Robert Sarah jest jednym z prelegentów na Światowym Spotkaniu Rodzin w Filadelfii we wrześniu 2015 r.

Kardynał, który przyjmuje mnie w swym gabinecie w budynku watykańskim, tuż obok Placu św. Piotra, jest obecnie jedynym Afrykańczykiem stojącym na czele jednej z kongregacji Kurii Rzymskiej – od 23 listopada 2014 r. jest prefektem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Przed nim jedynie dwóch kardynałów z Afryki zajmowało tak wysoki urząd kurialny: w latach 1984-98 prefektem Kongregacji ds. Biskupów był pochodzący z Beninu kard. Bernardin Gantin, a od 2002 do 2008 r. prefektem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów był nigeryjski kardynał Francis Arinze. Dlatego kard. Roberta Saraha uważa się dzisiaj za najbardziej wpływowego Afrykańczyka w Kurii, głos Kościoła afrykańskiego w Watykanie.

Robert Sarah urodził się 15 czerwca 1945 r. w Ourous w Gwinei w rodzinie katolickiej. 24 lata później został wyświęcony na kapłana w stołecznej diecezji – Konakry. Następnie opuścił swój kraj, by kontynuować studia – najpierw teologię na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, a później Pismo Święte we Franciszkańskim Studium Biblijnym w Jerozolimie. W 1979 r., gdy miał zaledwie 34 lata, Jan Paweł II mianował go arcybiskupem Konakry – konsekracji biskupiej dokonał kard. Giovanni Benelli, arcybiskup Florencji, były nuncjusz apostolski w Senegalu. W 1985 r. przyszły kardynał został wybrany na przewodniczącego Konferencji Episkopatu Gwinei. Abp Sarah kierował archidiecezją Konakry do 2001 r., gdy Papież wezwał go do Watykanu, mianując sekretarzem Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Dziewięć lat później – w 2010 r. – Benedykt XVI powierzył mu kierowanie Papieską Radą „Cor Unum” – ta mniej znana dykasteria zajmuje się akcjami humanitarnymi Watykanu, koordynuje katolickie dzieła charytatywne oraz nadzoruje działalność „Caritas Internationalis”. Papież wyniósł go do godności kardynalskiej 20 listopada tego samego roku – Robert Sarah stał się w ten sposób pierwszym kardynałem z Gwinei.

Reklama

Tematem naszej długiej rozmowy były przede wszystkim argumenty związane z pracami synodu o rodzinie, które budzą tak wiele emocji i dyskusji, ale także sytuacja Kościoła w Afryce w związku ze zbliżającą się podróżą papieża Franciszka na Czarny Ląd, sytuacja chrześcijan na Bliskim Wschodzie oraz wyzwania, jakie stoją przed Kardynałem jako prefektem kongregacji zajmującej się liturgią. W tym numerze publikujemy refleksje kard. Saraha na temat rodziny i synodu jej poświęconemu.

* * *

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Przykro mi, że zacznę rozmowę na temat synodu o rodzinie, wspominając bardzo nieprzyjemne zdarzenie: kard. Walter Kasper w jednym z wywiadów powiedział, że afrykańscy biskupi nie powinni zajmować się pewnymi kwestiami, takimi np. jak homoseksualizm – ponieważ „u nich jest to jeszcze temat tabu”, „nie powinni nam mówić, co mamy robić”. Eminencjo, trzeba być „postępowymi” i „nowoczesnymi” ludźmi Zachodu, by zajmować się pewnymi sprawami?

KARD. ROBERT SARAH: – Gdy chodzi o Objawienie, miejsce pochodzenia nie ma znaczenia: Kościół jest katolicki, a co za tym idzie – powszechny. Prawdziwym człowiekiem, prototypem i modelem naszego człowieczeństwa jest Jezus Chrystus, który przyszedł na świat – przychodzi każdego dnia – dla wszystkich. Jeżeli chodzi o fakt, że niektórzy mogą wypowiadać się, a inni nie, to moglibyśmy paradoksalnie powiedzieć, że księża nie powinni zajmować się rodziną, ponieważ nie mają żon i dzieci. To jest absurdalne rozumowanie. Afrykanie – może nie tyle biskupi, ile przede wszystkim ludzie świeccy – mają wiele do powiedzenia na ten temat, a my będziemy ich wszystkich reprezentować na synodzie. Chcemy docenić rodzinę, chronić jej piękno i dodawać odwagi. Rodzina – powiedział Franciszek w styczniu 2014 r. – „dla nas, chrześcijan, nie jest po prostu przestrzenią prywatną, ale «Kościołem domowym», którego zdrowie i dobrobyt jest warunkiem zdrowia i dobrobytu Kościoła i całego społeczeństwa”. Kościół opiera się na Jezusie Chrystusie, ale także na Rodzinie z Nazaretu: na Maryi, która otworzyła się całkowicie na oblubieńczą miłość Boga; na Józefie, który przyjął w swoim sercu Boże powołanie jako strażnik życia Bożego Syna. Mężczyzna jest niczym bez kobiety, a kobieta jest niczym bez mężczyzny. Mężczyzna z kobietą naruszają więź przynależności do Boga, jeśli nie są otwarci na życie.
Jeżeli chodzi o homoseksualizm, powiedzmy sobie szczerze i bez hipokryzji: homoseksualiści są codziennie przedmiotem niezliczonych spekulacji, ze szkodą dla nich samych. Kto chciałby osądzać osoby homoseksualne? Co innego natomiast zachowanie i związki homoseksualne, które Kościół uważa za poważne nieuporządkowanie seksualności. Teolog, który znajduje pozytywne elementy w homoseksualizmie, oszukuje samego siebie i innych. Jestem pewien, że wszyscy, którzy popierają homoseksualizm, wprowadzają siebie w błąd, bo jak stwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego: „Tradycja, opierając się na Piśmie Świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie (por. Rdz 19,1-29; Rz 1, 24-27; 1 Kor 6, 9; 1 Tm 1, 10), zawsze głosiła, że «akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane». Są one sprzeczne z prawem naturalnym” (KKK, 2357). Co się tyczy osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach małżeńskich, Jan Paweł II mówi w „Familiaris consortio” (n. 84): „Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni powinni uczestniczyć w jego życiu. Niech będą zachęcani do słuchania Słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę. Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei. Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa”. A Kościół nie może się mylić, gdy opiera się na Piśmie Świętym, ponieważ Bóg jest fundamentem jego nauczania. To, co się mówi i publikuje na temat związków homoseksualnych, jest próbą wywarcia nacisku na Kościół, aby zmienił swą doktrynę, oraz mącenia w głowie ludziom poprzez mieszanie pojęć uczuciowości i miłości. Nie wystarczy uczucie w stosunku do innej osoby, aby uznać taki związek za rodzinę. A próba zmiany doktryny – tak jakby chodziło o jakieś prawo stanowione przez zgromadzenie parlamentarne – oznacza próbę podważenia nauki Chrystusa. Chciałbym zapewnić, że Kościół afrykański będzie walczył, bo gdy chodzi o obronę Prawdy, nie można iść na ustępstwa.

– Kiedyś w rozmowie z biskupami europejskimi potępił Eminencja „milczącą apostazję” ze strony wielu ochrzczonych i szerzenie się w Europie „humanizmu bez Boga”. Czy mógłby Eminencja wyjaśnić, na czym polegają te niepokojące zjawiska?

– Są to zjawiska, o których mówił już św. Jan Paweł II, a które, niestety, stały się jeszcze bardziej aktualne. Ogólnie mówiąc, Europa i zachodnie społeczeństwa odeszły od Boga, ale nie polega to na odrzuceniu Jego istnienia, tylko na obojętności wobec uczuć religijnych. W ten sposób twierdzenie typowe dla postmodernizmu, zrodzonego wraz z rewolucją lat 60. ub. wieku, że Bóg nie istnieje, dziś brzmi inaczej: „Nie ma znaczenia, czy Bóg istnieje, czy nie; każdy ma prawo wierzyć w to, co chce, pod warunkiem, że robi to w sferze prywatnej”. A to jest zaprzeczenie zasady wolności słowa, nie tylko, co oczywiste, wolności religijnej. Oznacza to również, że człowiek Zachodu zagrodził drogę jakiejkolwiek próbie poszukiwania Prawdy: jeśli wszystko jest takie samo, nic nie ma znaczenia. A relatywizm, jak to dobrze wyjaśnił Benedykt XVI w wielu swoich dziełach, jest o wiele gorszy od nihilizmu. Jeśli tak jest, to idziemy w kierunku – i możemy to już zobaczyć w naszych czasach – „humanizmu bez Boga”, humanizmu zamkniętego na Transcendencję, którego teoretykiem był m.in. Albert Camus. Oznacza to życie bez możliwości dania odpowiedzi na wielkie pytania dotyczące życia, bez punktów odniesienia co do dobra integralnego, wartości miłości i sprawiedliwości. Papież Benedykt XVI powiedział również, że „tylko tam, gdzie widać Boga, naprawdę zaczyna się życie, tylko wtedy, gdy spotykamy się z żywym Bogiem w Chrystusie, wiemy, czym jest życie”. Zachód przygotowuje się do przetrwania w morzu nicości. A morze to jest często burzliwe, jak widać w latach kryzysu, i nie ma bezpiecznych portów, w których można by się schronić. A jeszcze gorsze są roszczenia Zachodu, często aroganckie, do „eksportowania” swojej dekadencji do innych części świata. Ale jeśli życie nie ma swego ostatecznego końca w Prawdzie, czy warto żyć?

– Jan Paweł II i Benedykt XVI dążyli do wzmocnienia tożsamości chrześcijańskiej: w tym celu został opracowany Katechizm Kościoła Katolickiego, dzięki któremu wierzący wiedzieli, w co wierzyć. Ostatnio wśród katolików zapanowało pewne zamieszanie, ponieważ coraz mniej mówi się o prawdzie i dogmatach wiary, by nie być oskarżonym o nietolerancję. Ale czy biskupi i kapłani mogą zrezygnować z głoszenia odwiecznej nauki Kościoła?

– Oczywiście, że nie! Zdaję sobie sprawę, że dzisiaj więcej nam potrzeba świadków niż nauczycieli – ewangelizuje się poprzez świadectwo. Ale doktryna nie jest zbiorem nakazów moralizatorskich, jak niektórzy uważają. Doktryna to całość nauczania, które pochodzi z Pisma Świętego, słowa Bożego i Tradycji. Doktryna jest Osobą! To Jezus w Jego słowie. Jak możemy myśleć, że kapłani powinni oddzielić duszpasterstwo od doktryny, jakby Ewangelia była wyrazem czegoś oderwanego od rzeczywistości? Albo nasza wiara opiera się na spotkaniu z Osobą, będącą Bogiem, który stał się człowiekiem przez swojego Syna, Jezusa, a co za tym idzie – na codziennie odnawianym świadectwie o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa – albo wiara ta jest fałszywa i opiera się na idolach nowoczesności. Wielu uważa, że należy odrzucić doktrynę – ponieważ rzekomo nie jest dostosowana do naszych czasów, stoi w sprzeczności z powszechną mentalnością – aby nie urazić tych, którzy są w błędzie. Ale co to za ojciec, który nie wskazuje dziecku właściwej drogi? Tak więc uważa się, że otwarcie Kościoła, o którym nieustannie mówi Franciszek, oznacza „rozcieńczenie” tego, w co wierzymy w myśleniu współczesnego społeczeństwa, które jest zsekularyzowane i dekadenckie. Uważa się, błędnie, że należy dostosować nauczanie Chrystusa do naszych czasów. Ale Chrystus nie przyszedł, aby zadowalać społeczeństwo – przyszedł, aby ocalić ludzkość od jej upadku, przynieść Prawdę i przemienić każdego z nas. Spotkanie z Chrystusem zmienia życie tych, którzy Go miłują. Prawda i dogmaty wiary zmuszają nas do „podniesienia poprzeczki” – mierzyć wysoko i żyć na co dzień tak, by stać się świętymi. Relatywizm jest łatwy, bo według niego nic nie ma wartości i nic się nie liczy – prowadzi do rezygnacji z zaangażowania w życie i, ostatecznie, do „zeszpecenia” człowieka. Ale jestem przekonany, że ludzie, zwłaszcza młodzi, chcą rzeczy wielkich. Musimy im towarzyszyć na drodze do świętości. Człowiek, który nie szuka Prawdy, to człowiek, który nie żyje. Pamiętajmy jednak, że w końcu Pan Bóg poprosi nas o zdanie rachunku z talentów, które nam dał – czy Mu odpowiemy, że woleliśmy dostosować się do woli świata niż do Jego prawa? Wszyscy, ale przede wszystkim biskupi i kapłani, którzy trwonią majątek Pana, będą musieli zdać z tego rachunek.

– We Francji pojawiła się książka Eminencji – wywiad rzeka – zatytułowana „Dieu ou rien” (Bóg albo nic), która została przetłumaczona również na inne języki. Znalazłem w niej następujące refleksje: „Jak możemy przyjąć, że katoliccy pasterze poddają pod głosowanie doktrynę, prawo Boże i nauczanie Kościoła na temat homoseksualizmu i rozwiedzionych żyjących w nowych związkach, tak jakby Słowo Boże i Magisterium miały być ratyfikowane, zatwierdzone w drodze głosowania większością głosów? (...) Nikt, nawet papież, nie może zniszczyć lub zmienić nauczania Chrystusa. Nikt, nawet papież, nie może przeciwstawiać duszpasterstwa doktrynie. To oznaczałoby bunt wobec Jezusa Chrystusa i Jego nauczania”. Czytając te zdania, myślałem o synodzie o rodzinie. Czy taka jest prawdziwa stawka synodu?

– Prawdziwą stawką synodu poświęconego rodzinie jest sama rodzina. Refleksja o rodzinie nie może być kalkulacją: Eucharystia dla rozwiedzionych żyjących w nowych związkach, związki cywilne, otwarcie na związki homoseksualne, ponieważ miałyby pozytywne elementy do zaproponowania wspólnotom chrześcijańskim... Co to za sposób rozumowania? Rodzina chrześcijańska jest żywym ciałem, które rodzi się w Chrystusie i z Chrystusem. Związek homoseksualny nie jest w Chrystusie ani z Chrystusem. Nie ma innej rodziny niż związek między mężczyzną a kobietą, otwarty na przekazywanie życia. Zdrada rodziny jest zdradą Chrystusa, ponieważ małżeństwo jest darem, który otrzymujemy od Boga. Nie pomożemy rodzinie przezwyciężyć problemów, mówiąc tylko o jej trudnościach. Nadszedł czas, aby mówić o pięknie rodziny! Na synodzie nie zajmowaliśmy się jeszcze np. kwestią dzieci – mam nadzieję, że uczynimy to teraz. Jeśli Papież zwołał aż dwa posiedzenia synodu, to oznacza, że dostrzega w rodzinie istotę życia zarówno chrześcijańskiego, jak i niechrześcijańskiego. Musimy bardzo uważać, aby synod nie stał się parlamentem lub boiskiem, gdzie dwa przeciwstawne ugrupowania walczą, aby przeforsować swoje idee. Tu nie chodzi o to, by zatriumfowały czyjeś postulaty – tu ma triumfować tylko słowo Boże. W debacie na temat rodziny Bóg zajmuje centralne miejsce – On jest punktem wyjścia, a Jego słowo ma nas prowadzić. Wszystko inne to nic nieznaczące kłótnie, często prowokowane przez ludzi chcących zniszczyć Kościół, który w imię Boga sprawuje ojcowską i matczyną władzę w stosunku do swoich dzieci. Panuje przekonanie, że aby uratować instytucję małżeństwa i rodziny, konieczne jest porzucenie doktryny i moralności jako czegoś starego i nieaktualnego, aby mieć jedynie duszpasterskie podejście wsłuchiwania się w problemy pary małżonków. Ale co to znaczy? Jaki sens ma przeciwstawianie tych dwóch aspektów? Wydaje mi się, że jest wprost odwrotnie – rodzina jest w kryzysie, ponieważ w ostatnich dziesięcioleciach zbyt mało mówiło się o nauczaniu Chrystusa i Kościoła, na którym się opiera, o jej pięknie i drodze do świętości, do której prowadzi. Papież poprosił nas – prosi nas o to każdego dnia – aby odzyskać świeżość wiary za pomocą nowych słów, bez obciążania życia chrześcijan pustym moralizatorstwem, ale też bez obalania prawa Bożego lub zmieniania dziedzictwa Tradycji. Kto twierdzi, że Papież chce zrewolucjonizować doktrynę, nie wie, o czym mówi, a raczej chciałby, aby tak się stało, by w ten sposób tolerowane były jego grzeszne zachowania. Ale powtarzam: Kościół nie czyni kalkulacji, Kościół jest historią miłości. Miłość jest wymagająca! Miłość prawdziwa to miłość aż do śmierci, i to śmierci na krzyżu.

– Jakie są, według Eminencji, największe problemy, z którymi zmaga się dzisiejsza rodzina, i jak można jej pomóc w ich rozwiązaniu?

– Wielkim wyzwaniem, które stoi przed nami, jest pomóc młodym – ale także małżonkom – odkryć na nowo wartość powołania do życia w rodzinie, znaczenie małżeństwa, sens otwarcia się na życie. Mężczyzna i kobieta są zniechęceni, widząc drogę, która ich czeka, bo nie rozumieją motywów bycia razem. Potrzebują wysokich celów, ponieważ ich ostatecznym celem jest świętość. Alpinista stawia sobie za cel szczyt, bo wie, że tam znajdzie pokój i odpoczynek – gdyby słuchał głosów tych, którzy go zniechęcają do wspinaczki, spadłby w dół. Problem w tym, że dzisiaj wydaje się bardziej wygodne żyć bez zobowiązań do wielkich powołań. Żyjemy w kulturze pragnień, które stają się prawem. Jeśli chcesz inną kobietę – dlaczego jej nie mieć? Jeśli chcesz innego mężczyznę – dlaczego go nie mieć? Jeśli jesteśmy zmęczeni byciem razem, jeśli nasza miłość zanika w sposób nieodwracalny – dlaczego się nie rozwieść? Dlaczego nie porzucić współmałżonka, gdy jest zbyt trudno iść razem drogą, którą wskazał nam sam Jezus? Na to należy odpowiedzieć, że z żoną/mężem współmałżonek wypełnia swe powołanie, które Bóg ma dla niego lub dla niej. Zbyt często mówimy, że życie małżeńskie jest trudne. A gdybyśmy zaczęli mówić małżonkom, że w drodze towarzyszy im Jezus? Gdybyśmy zaczęli im mówić, że jest to droga piękna i świętości, nawet wśród życiowych problemów? Dlatego prawdopodobnie pierwszym praktycznym rozwiązaniem jest przemyślenie na nowo tzw. kursów przedmałżeńskich – nie ma sensu organizowanie kilkugodzinnych kursów w czasie weekendu. Narzeczeni powinni być prowadzeni, aby odkryć siebie samych i sens swojego małżeństwa przed Bogiem i z Bogiem. Wiele osób podkreśla wpływ na rodzinę kryzysu gospodarczego lub trudności społecznych, ale to są fałszywe problemy, czynniki zewnętrzne w stosunku do życia rodzinnego. W Afryce z pewnością nie ma dobrobytu, jak na Zachodzie, ale rodzina nadal ma solidną wartość.
Wreszcie kolejnym wyzwaniem, być może największym, jest „upadek rzeczy ewidentnych”; są podważane, ponieważ chce tego kultura dominująca, eliminująca każdy fakt naturalny. Żyjemy w okresie historycznym, gdy rodzina jest atakowana, bo chce się zniszczyć „rzeczy ewidentne” – podstawy, na których się opiera: otwartość na życie, piękno różnicy płci, komplementarność małżonków, kobiety i mężczyzny. Dlatego tzw. małżeństwo homoseksualne jest sprzecznością samą w sobie. Jeśli rodzina jest pierwszą komórką społeczeństwa, Kościołem domowym dla wierzących – oznacza to, że ta komórka przekazuje życie, co zapewnia ciągłość społeczeństwu i Kościołowi. Gdy nie jest to możliwe, jak w przypadku par homoseksualnych, mówienie o małżeństwie jest mylące i błędne. Jest to wynik dekadencji Zachodu, który nie zna już siebie samego. A kwestia ta nie zależy od tego, czy ktoś jest wierzący, czy niewierzący – małżeństwo zrodziło się w czasach przedchrześcijańskich, więc chodzi o problem, który dotyka całą ludzkość, nie tylko katolików.

2015-09-30 08:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do… pana Pawła Solocha

2020-05-30 08:23

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

5 pytań do...

Piotr Grzybowski rozmawia z Pawłem Solochem, Sekretarzem Stanu, Szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Piotr Grzybowski: Czy może Pan Minister przybliżyć nam funkcję i miejsce BBN w strukturze naszego Państwa?

Paweł Soloch: Biuro Bezpieczeństwa Narodowego jest instytucją pracującą na rzecz Prezydenta. Jest organem doradczym, ale podejmuje również działania związane z realizacją prezydenckich prerogatyw. Na polecenie Prezydenta lub z własnej inicjatywy przygotowujemy opinie, analizy czy projekty aktów prawnych. Zarówno w sprawach bezpieczeństwa wewnętrznego, jak i międzynarodowego. Biuro odpowiada też za współpracę ośrodka prezydenckiego z rządem w sprawach bezpieczeństwa.

Oczywiście szczególnie ważne jest wspieranie Prezydenta w realizacji jego kompetencji związanych ze zwierzchnictwem nad Siłami Zbrojnymi. Dotyczą one kierowania obroną państwa, zatwierdzania planów oraz dokumentów strategicznych, mianowana na stopnie oficerskie i generalskie czy wyznaczana oficerów na najwyższe stanowiska w Siłach Zbrojnych. BBN zapewnia także obsługę posiedzeń Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Po co tworzy się Strategię Bezpieczeństwa Narodowego ?

Z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to swego rodzaju „mapa drogowa”, zbiór konkretnych zadań i celów dotyczących wzmacniania bezpieczeństwa dla wszystkich organów i instytucji państwa. Prace nad Strategią są także dużym wysiłkiem jeśli chodzi o budowanie wspólnej myśli, z założeniem, że będzie ona konsekwentnie realizowana, także w razie zmiany władzy.

Z drugiej strony, jest to przekaz dla innych państw, ale też własnego społeczeństwa, dotyczący kształtu naszej polityki bezpieczeństwa. Jest to pewna wykładnia postrzegania zagrożeń przez władze oraz opis działań i przygotowań, jakie będziemy podejmować, aby te zagrożenia niwelować.

Oczywiście to, czego się oczekuje od każdej strategii, to przełożenie jej zapisów i rekomendacji na realne działania. Stąd w obecnej Strategii przywołana została kwestia przyjęcia ustawy o zarządzaniu bezpieczeństwem narodowym. W porozumieniu z rządem uruchamiamy właśnie prace nad projektem tej ustawy.

Pan Prezydent Andrzej Duda 12 maja podpisał w dość uroczystej formie nową Strategię Bezpieczeństwa Narodowego. Co w niej jest nowego?

Może zacznę od tego, co nie zmieniło się w sposób zasadniczy jeżeli chodzi o kierunki działania państwa, ale zostało pewnym stopniu zmodyfikowane. Konsekwentnie realizujemy kierunek, nazwijmy „pro-zachodni”, związany z członkostwem Polski w NATO, Unii Europejskiej oraz strategicznym partnerstwem ze Stanami Zjednoczonymi. Zapisy dotyczące relacji z NATO i UE zostały uszczegółowione. Wskazujemy na konkretne inicjatywy, jak wzmocnienie mechanizmów odstraszania i obrony NATO czy przyspieszania procesów decyzyjnych i reagowania struktur Sojuszu w razie zagrożeń, a także wzmocnienie pewnych inicjatyw europejskich, takich jak PESCO. W Strategii na pewno większy nacisk położyliśmy na rolę nowych formatów zainicjowanych przez Prezydenta Andrzeja Dudę, jak Inicjatywa Trójmorza czy format „Bukaresztańskiej Dziewiątki”, skupiający państwa wschodniej flanki NATO.

W sposób mocniejszy, niż w poprzedniej Strategii, uwypuklone – jako zagrożenia dla ładu i bezpieczeństwa międzynarodowego, w tym Polski – jest wskazanie expresiss verbis, polityki rosyjskiej. Szczególnie jeśli chodzi o ocenę sytuacji po agresji rosyjskiej na Ukrainę w 2014 roku.

Natomiast w sprawach bezpieczeństwa wewnętrznego nowym, istotnym elementem jest przede wszystkim kwestia integracji zarządzania bezpieczeństwem narodowym. Ogólnie mówiąc, chodzi o wzmocnienie państwa samego w sobie. Strategia zwiera szereg daleko idących zapisów dotyczących budowania odporności państwa na kryzysy, ochrony obywateli i obrony powszechnej.

W Strategii mamy także postulat wzmocnienia obrony cywilnej, czyli formacji chroniącej obywateli w czasie kryzysów, będącej pod ochroną międzynarodowych konwencji. Obecnie taką rolę pełnią chociażby Ochotnicze Straże Pożarne. Zarówno w małych miejscowościach, jak i na przedmieściach dużych miast funkcjonuje to znakomicie. Musimy zbudować podobny system także w dużych aglomeracjach. Chodzi o zaangażowanie obywateli i wolontariuszy w systemie budowanym w znacznej mierze na wzór państw skandynawskich, gdzie ma to charakter powszechny. W Polsce, jak powiedziałem, dotyczy to przede wszystkim mniejszych ośrodków. Wzorce OSP w jakiejś formule są do wykorzystania na terenie dużych miast.

Kolejną kwestią jest ułożenie relacji w sprawach bezpieczeństwa na najwyższych szczeblach kierowania państwem. Chodzi na przykład o stworzenie bardziej elastycznej formuły i zwiększenie efektywności w relacjach między Prezydentem a Radą Ministrów czy poszczególnymi ministerstwami. To są wnioski m.in. z ćwiczeń KRAJ 19, w których uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz państwa. Ćwiczenia te odbyły się z inicjatywy Prezydenta Andrzeja Dudy, po raz pierwszy od 14 lat.

Obecna pandemia również wpłynęła na pewne zapisy końcowe Strategii, chociaż w jakiś sposób zagrożenia o charakterze epidemicznym były antycypowane już wcześniej. Dotyczy to zdolności państwa do reagowania nie tylko na zagrożenia militarne, ale i wszelkie inne. Dużą rolę odgrywa tu kwestia koordynacji działań instytucji państwa. Stąd postulaty ustawy o zarządzaniu bezpieczeństwie narodowym, co zostało zapowiedziane w momencie podpisywania Strategii. Mówił o tym zarówno Prezydent Andrzej Duda, jak również Premier Mateusz Morawiecki. Obaj są co do tego zgodni.

Jeden z czterech filarów Strategii mówi o konieczności kształtowania postaw patriotycznych i pielęgnowania tożsamości narodowej Polaków, zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie. Są to uniwersalne wartości, nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem państwa. Szczególnie w Polsce, gdzie przez 123 lata braku państwowości, to właśnie tożsamość i właściwe postawy pozwoliły przetrwać naszemu narodowi.

Są też oczywiście kwestie związane z nowymi wyzwaniami, takimi jak cyberbezpieczeństwo czy szerzej, bezpieczeństwo informacyjne. Paradoksalnie pandemia dodatkowo unaoczniła znaczenie tych obszarów bezpieczeństwa.

Od 2008 obserwujemy realne działania ofensywne – agresję Rosji, najpierw wobec Gruzji, później Ukrainy. Czy Polska jest należycie zabezpieczona na kierunku wschodnim?

W Strategii znalazły odzwierciedlenie zapisy dotyczące wzmocnienia krajowych zdolności odstraszenia, czyli własnych sił zbrojnych. Przede wszystkim chodzi o potwierdzenie, mimo widma kryzysu spowodowanego pandemią, osiągnięcia docelowego pułapu 2,5 proc. PKB wydatków na obronę już w 2024 roku. Z tym wiążą się inwestycje takie jak zwiększanie liczebności Sił Zbrojnych, także poprzez utworzenie ich nowego rodzaju, jakim są Wojska Obrony Terytorialnej, czy zakup nowoczesnego sprzętu i uzbrojenia.

Jest też kwestia dalszej adaptacji Sojuszu Północnoatlantyckiego do obecnej sytuacji bezpieczeństwa. Proszę zwrócić uwagę, że od 2014 roku, wskutek agresywnych działań Rosji, rola Sojuszu wyraźnie się zmieniła. Chodzi m.in. o dyslokację wojsk sojuszniczych na flance wschodniej, w tym obecność wojsk amerykańskich na terenie Polski. Stąd podkreślenie relacji ze Stanami Zjednoczonymi, konsolidacji Sojuszu oraz zachowania jedności transatlantyckiej. Proszę zwrócić uwagę, że we wszystkich publicznych dokumentach natowskich ocena zagrożenia, np. ze strony Rosji, dla wszystkich państw NATO jest jednoznaczna.

Podobnie utrzymywane są sankcje Unii Europejskiej wobec Rosji. UE jest drugą organizacją, która – nie będąc organizacją wojskową – ma jednak znaczenie dla bezpieczeństwa i budowania jedności. Pojawiają się momentami pewne kryzysy między Stanami Zjednoczonymi a Europą, jednak jednym z nadrzędnych przekonań – nie tylko władz Polski, ale podobnie wielu innych państw zachodnich – jest to, że sojusz ze Stanami Zjednoczonymi stanowi podstawę bezpieczeństwa całego kontynentu europejskiego.

Czy widzi Pan taki moment, kiedy powie Pan: „zrobiłem wszystko - Polska jest bezpieczna”?

Na pewno jestem przekonany, że po pięciu latach prezydentury Andrzeja Dudy Polska jest bezpieczniejsza, niż była jeszcze w 2015 roku. Natomiast zapewnianie bezpieczeństwa to ciągły proces przygotowywania się na sytuacje, których dzisiaj nie jesteśmy w stanie zdefiniować.

Popatrzmy chociażby na ostatnią sytuację. Jeszcze niedawno, mówiąc o zagrożeniach, mówiliśmy o zagrożeniach przede wszystkim o charakterze militarnym. Te zagrożenia oczywiście nie zniknęły, stąd zapisy w Strategii na temat Rosji. Pojawiło się jednak coś, czego pół roku temu, dziewięć miesięcy temu nikt nie przewidywał, czyli pandemia, która stanowi zagrożenie dla praktycznie wszystkich mieszkańców Ziemi.

CZYTAJ DALEJ

Minister Piontkowski poinformował o decyzji ws. powrotu dzieci do szkół

2020-06-01 12:26

[ TEMATY ]

koronawirus

©Syda Productions – stock.adobe.com

Do 26 czerwca, czyli końca zajęć dydaktycznych będzie realizowane kształcenie na odległość; przed wakacjami nie będzie przywróconych tradycyjnych zajęć w szkołach - poinformował w poniedziałek minister edukacji Dariusz Piontkowski.

Minister wskazał, że podczas przeprowadzania egzaminów (od 8 czerwca matury, od 16 czerwca egzamin ósmoklasisty) będą dni wolne od zajęć dydaktycznych. "W tych kilku dniach uczniowie nie będą realizowali kształcenia na odległość. Do tego jest jeszcze Boże Ciało, co powoduje że według nas nie było już potrzeby przywracania tych tradycyjnych zajęć w szkołach. Przypomnę, że jest możliwość odbywania konsultacji, one będą mogły się odbywać do końca zajęć dydaktycznych, ale już fizycznie w dużych grupach całe klasy nie wrócą do szkół przed wakacjami. Mamy nadzieję, że będzie to możliwe już od września tego roku.

Zajęcia stacjonarne w szkołach zostały zawieszone 12 marca. Od 25 marca wprowadzono obowiązek prowadzenia kształcenia na odległość. Częściowo wznowiono działalność niektórych placówek, m.in. przedszkoli, poradni psychologiczno-pedagogicznych, zajęcia w klasach 1-3 w szkołach podstawowych.(PAP)

Autor: Karolina Mózgowiec

kmz/ krap/

CZYTAJ DALEJ

Abp Grzegorz Ryś: Zacznijmy od nauki słuchania siebie nawzajem

2020-06-01 21:18

[ TEMATY ]

abp Grzegorz Ryś

Archidiecezja Łódzka

Zacznijmy od nauki słuchania siebie nawzajem - powiedział Radiu eM abp Grzegorz Ryś, nawiązując do istniejących w Polsce podziałów i napięć. Do tego potrzebne jest choćby elementarne uznanie wartości drugiego człowieka - dodał. Metropolita łódzki był gościem red. Sylwestra Strzałkowskiego w audycji "Rozmowa Poranka".

Dopóki nie zaczniemy siebie nawzajem słuchać, nie dziwmy się temu, w jaki sposób nawet nie mówimy do siebie, tylko wykrzykujemy w stronę drugiego – mówił w „Rozmowie poranka” abp Grzegorz Ryś. - Umiejętność słuchania jest warunkiem dialogu. Jak nie ma słuchania, są monologi – wskazywał.

Dzieląc się swoimi wrażeniami z pielgrzymki mężczyzn do Matki Bożej w Piekarach Śląskich (31.05), gdzie przewodniczył Eucharystii, metropolita łódzki pokreślił, że jest to pielgrzymowanie dojrzałe, co jest bardzo ważne, bo pobożność pielgrzymkowa i sanktuaryjna bywa w Polsce krytykowana, tymczasem jej znaczenie zauważa także papież Franciszek. Jednocześnie arcybiskup przestrzegł przed, z jednej strony, traktowaniem wspólnoty Kościoła jako masy, z drugiej, przed indywidualistycznym podejściem do obecności w Kościele.

- Wiara jest czymś indywidualnym, osobistym, ale nie oznacza to, że indywidualistycznym - wskazywał zachęcając do zachowania pewnego balansu w tej materii.

Arcybiskup wspomniał o tzw. "churchingu", czyli pewnej "turystyce" duchowej polegającej na uczestniczeniu w różnych wydarzeniach religijnych, masowych. - My, jako księża, zapraszamy na wydarzenia masowe i zwracamy się do ludzi, jak do masy - zauważył. Jak tłumaczył, to pokłosie lat 70’, kiedy ludzie potrzebowali takiego wsparcia Kościoła.

Odnosząc się do zmienionej formuły piekarskiej pielgrzymki abp Ryś mówił, że to też jest jakiś rodzaj wspólnoty. - Nie ma co utyskiwać, lepiej robić to, co można, niż narzekać, że nie można tego, co zawsze było możliwe - dodawał.

Gość Radia eM zauważył, że diecezje łódzką i katowicką łączy podobna historia: obie powstały ok. 100 lat temu, a więc mają za sobą podobny czas budowania tożsamości lokalnego Kościoła, ponadto oba ośrodki przeżyły szybki rozwój przemysłu i liczby ludności. Pytany o naukę, jaką Kościół na Śląsku może czerpać z doświadczenia Łodzi, abp Ryś wspomniał o upadku przemysłu na przełomie lat 80’ i 90’ ubiegłego wieku i wynikłymi z tego biedą i bezrobociem. To stawia przed Kościołem wymaganie bycia blisko ludzi w potrzebie i aktywności pomocowej, np. Caritas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję