Reklama

Polska

Być ojcem

22 października br. po raz pierwszy obchodzimy liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II, papieża. W zasięgu promieniowania świętości Papieża Polaka znalazł się o. Jan Góra, dominikanin, który swoje duszpasterstwo oparł na jego osobie i nauczaniu. Ważnym aspektem świętości Jana Pawła II było ojcostwo. Jak je rozumie duchowy syn Jana Pawła II?

Niedziela Ogólnopolska 42/2014, str. 16-18

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Archiwum o. Jana Góry OP

Być ojcem to znaczy, że zwyciężyło w tobie pragnienie bycia dla kogoś innego nad pragnieniem bycia dla siebie. To znaczy, że odkładasz swoje, aby zająć się kimś drugim. Być ojcem to znaczy umieć dawać, nie upokarzając. To mieć cierpliwość i czekać, aż syn wróci do domu i przyniesie ci swoją opowieść. Być ojcem to dostrzec syna, gdy ten jest jeszcze daleko, wybiec mu naprzeciw, rzucić mu się na szyję i ucałować go. Być ojcem to mieć inicjatywę miłości. Być ojcem to szczyt i pełnia męskiej dojrzałości.

Dojrzewanie do ojcostwa

Zawsze zastanawiałem się, jak to się dzieje, że sam nie mając dzieci, mam je przecież, i to więcej niż ci, którzy je mają. To wielka tajemnica wiary...

Reklama

Do ojcostwa dojrzewałem powoli i z niemałym trudem. Wolą przełożonych posłany do pracy z młodzieżą, poczułem się osaczony. Na moją propozycję kumplostwa i mówienia sobie po imieniu jedna z dziewczyn odpowiedziała: Kolegów to ja mam w klasie, ty musisz być dla nas ojcem. Wtedy zupełnie nie wiedziałem, co to znaczy być ojcem. Bałem się tego i czułem się nieswojo. Starałem się uciec od tej rzeczywistości, która coraz szczelniej mnie otaczała.

Tekstem scenariuszem mojego ojcostwa stało się misterium Karola Wojtyły „Promieniowanie ojcostwa”. Tekst ten pokazał mi krok po kroku przeobrażanie się chłopca w dojrzałego mężczyznę – ojca.

Uciekający w samotność Adam, bohater misterium, to niemogący przebić się przez własną wyobraźnię mężczyzna, który myśli o samym sobie i tylko sobą się zajmuje. Osaczony przez samego siebie, znajduje się w sytuacji bez wyjścia. I nagle zostaje rozbity w swym egoistycznym myśleniu przez dziecko, które zjawiło się na jego drodze. Z początku bojaźliwie, a później coraz bardziej śmiało i świadomie mężczyzna podejmuje wysiłek dotarcia do tego dziecka i bycia całkowicie dla niego. Zauważa dziecko jako dar, a ono przynosi mu siebie i swoje zaufanie. Ale to nie on był pierwszy, to jakby dziecko ze swoją miłością było pierwsze i zrodziło go do nowej jakości życia – ojcostwa. Mężczyzna ojcostwo otrzymał jako dar.

Dar ojcostwa

Reklama

Karol Wojtyła doskonale opisał ucieczkę przed ojcostwem oraz szczelinę, przez którą dochodzi do świadomości mężczyzny, że obok niego jest jeszcze ktoś inny – dziecko. Samotność ojca zostaje przezwyciężona obecnością dziecka. Ta obecność dziecka domaga się wypełnienia treścią ojcowskiego serca. Powoli rodzi się nowa relacja, która z czasem stanie się podstawowa w życiu mężczyzny. Jego podniecenie powoli przekształca się we wzruszenie. Kwitnienie przeistacza się w owocowanie. Koncentracja na sobie przeradza się w koncentrację na dziecku. Życie mężczyzny zaczyna domagać się innej miary. To nie jest już pytanie o kwiaty, o samopoczucie, o plany osobiste. To pytanie o owoce, o drugiego, o możliwość przyjścia z pomocą i służby.

Ojcostwo leczy mnie z egoizmu i egocentryzmu, leczy mnie z pokusy życia dla siebie. Ojcostwo leczy mnie z samotności. Ojcostwo uczy zauważać innych i szanować ich autonomię, osobowość i odrębność. Ale nie było tak, że ja sam byłem taki dobry – to oni, młodzi, pojawili się w moim życiu jak nieoczekiwane i niechciane dziecko. Łaską Najwyższego było przyjęcie tego niechcianego daru i zaakceptowanie go. Ale to łaska, a nie moje zdolności. Przecież ja nigdy nie chciałem pracować z młodzieżą, co dzisiaj brzmi jak kokieteria.

Rodzimy się dla siebie nawzajem

To oni byli pierwsi ze swoją miłością. Ja miałem opory. Broniłem się długo. Ale poddałem się. Ich miłość do mnie pokonała mnie. Oni przynieśli mi w darze siebie, swoją opowieść i swoje zwierzenie. To mnie otwierało, kształtowało, ubogacało. Oni dali mi siebie – ja zacząłem dawać im siebie. Gdy powstała wymiana, relacja, narodziły się więzi. Spostrzegłem, że oni, rosnąc ze mnie, ani na chwilę nie mogą przestać być sobą. To bardzo ważne. Wydobyć z każdego jego osobowość, wrażliwość, możliwości. Ja nie mam ich urabiać na swoje, oni nie mogą być moimi klonami, ale mam wyzwalać w nich potencjał Boży. Mają być przede wszystkim sobą.

Spostrzegłem również, że w zależności od tego, z jakiej głębi pochodzi opowieść o sobie, w takim stopniu rodzimy się dla siebie nawzajem. Zacząłem się obawiać, aby nasze zaangażowanie nie przebiegało tylko obok siebie, powierzchownie ciesząc się uczuciami. Zacząłem zabiegać, aby weszli w głąb mojej woli, a my wszyscy w głąb woli Chrystusa. Wejść w głąb woli ojca i ją wypełnić, jak Chrystus wypełnił wolę Ojca. Do końca, aż po krzyż.

Dlaczego oni szukają we mnie ojcostwa? Myślę, że autentyczny duszpasterz to „bezpieczny facet”, zarówno dla dziewczyn, jak i dla chłopaków. Bo jeśli ojciec, to nie jakiś kazirodca. Ja też nie szukam w nich niczego innego, jak ich własnego dobra. Niby ich mam, ale ich nie mam, bo należą do Boga. Niby moi, a przecież nie moi. Moi na ile? – pytam sam siebie. Na tyle, na ile będą chcieli ode mnie wziąć kształt mojej miłości i mojego życia. Na tyle, na ile objawią mi siebie, na tyle, na ile przyniosą mi opowieść o sobie, na tyle, na ile szeroko otworzą mi drzwi swoich osobowości, historii swoich miłości i swoich zaangażowań. Bo albo wejdę do ich serc, albo będę stał na progu. Dziś wiem, że prawdziwa miłość nie trzyma egoistycznie przy sobie. Kapłaństwo zaś powinno być bezpiecznym i pięknym ojcostwem z dużą perspektywą i głębokim oddechem.

Wiele razy napada mnie pokusa ucieczki przed ojcostwem, ale coraz bardziej wiem, że przecież nie ucieknę. To tak, jakbym próbował uciekać przed miłością. Ojcostwo to górna półka dojrzałości mężczyzny. To najmocniejsze wiązanie świata, które wiąże mnie nie tylko z innymi, z dziećmi, ale przede wszystkim wiąże i scala mnie samego. To nie jest psychologia, to jest metafizyka. To podstawowa relacja we wszechświecie.

W sierocym świecie potrzeba ojców

Przykładem ojca w sierocym świecie demokracji był Jan Paweł II. Demokracja nie zna autorytetu, wszyscy są równi, wszyscy są tylko kolegami, mądry czy głupi ma jeden, taki sam głos. Demokracja z natury jest sieroca, bo w rewolucji obaliła autorytet. Nie ma głowy, są tylko ramiona. Wszyscy jesteśmy równi, ale osieroceni, bo bez ojca. I oto Jan Paweł II dla tego osieroconego świata demokracji stał się ojcem. Punktem odniesienia, dumą młodzieży, nauczycielem i przewodnikiem, ale przede wszystkim – ojcem. Jako ojciec rodził społeczeństwa do wolności i godności. Był głównym sprawcą upadku komunizmu i apostołem wolności. Apostołem wielkości człowieka otwartego na transcendencję Boga i bliźniego.

Choroba sieroca polega na tym, że w sytuacji gdy wszyscy jesteśmy kolegami, trudno stawiać sobie wymagania. Koledze można co najwyżej poradzić. Tylko ojciec mający autorytet może stawiać wymagania. Tylko jako ojciec mogę w duszpasterstwie nakazywać, oczekiwać, wymagać. Jako kolega mogę najwyżej kogoś poklepać po ramieniu. Ale na autorytet trzeba sobie zasłużyć, zapracować.

Ten brak ojcostwa, autorytetu widać wszędzie. Byle kto gada, co chce, bez żadnej odpowiedzialności. Widać to w polityce i w sztuce. Nie ma mistrzów, którzy mają swoją szkołę i swoich uczniów, których wprowadzają w głębię widzenia świata. Bardzo często propozycje demokracji są beznadziejne, bo nikt nie chce za nimi stanąć. Odpowiem na przykładzie pieśni i muzyki: nadzieja w Biblii wyraża się pieśnią – poprzez psalmy, kantyki i lamentacje, poprzez „Magnificat” Maryi, kantyki Symeona czy Zachariasza. Nadzieja w środowisku i społeczeństwie wyraża się pieśnią. Kiedy pieśń zamiera, świadczy to o beznadziei porażającej całe środowiska.

Myślę, że sierocy świat objawia się dekompozycją, która polega na tym, że nie ma nośników wiary, nadziei i miłości. Nie ma pieśni, którą chcieliby wszyscy zaśpiewać. Zapomnieliśmy o tym, że nasza wiara musi być przełożona na kulturę. Ale aby wiarę przełożyć na kulturę, potrzeba świadomości ojcowskiej. Nie chcę niczego zarzucać duszpasterzom, ale za mało w nas jest ojcowskiej postawy, która byłaby zaprzeczeniem powszechnej deklaracji, że wiara jest moją prywatną sprawą i wszystko jedno, w co się wierzy, byle być dobrym człowiekiem.

Ojcostwo potrzebne w wierze

Myślę, że jeśli doświadczamy kryzysu wiary, to dlatego, że w wierze brak nam ojców, że wszyscy chcemy być tylko braćmi. Tymczasem wyrazem ojcostwa w wierze jest dojrzałość do przekazania życia wiarą oraz udzielenia błogosławieństwa. Nie jest ono gestem kapłańskim, ale gestem rodzicielskim. Dlatego rodziców trzeba stale prosić o błogosławieństwo, jako rękojmię szczęśliwej przyszłości.

Postawa ojcowska jest niejako wymuszana przez dzieci. Jeżeli ta postawa w kapłanach się nie pojawi, będziemy mieli wciąż do czynienia z chłopcami, których obciążono ogromną odpowiedzialnością, a nie pouczono, jakim kanałem płynie prawdziwa moc. Jeśli więc kapłan nie dorośnie do ojcostwa, pozostanie znerwicowanym, szarpiącym się chłopcem, walczącym o swoje. Takiego człowieka należy się obawiać. Ambicje w połączeniu z nieukierunkowaną i nieopanowaną emocjonalnością sieją spustoszenie w ludziach i w ich środowisku. Niedojrzałość osobowościowa, skoncentrowanie na sobie wyraża się w dwuznaczności zachowania, ustawicznej chęci zwracania na siebie uwagi i bycia w centrum, albo w pragnieniu dominowania. Taki ktoś stale chce być kwiatem, lękając się wejścia w owocowanie. Podniecenie kwiatu jest czymś innym niż wzruszenie owocu. Nieświeży kwiat jest po prostu żałosny. Trzeba wejść we wzruszenie owocowania – i to jest właśnie ojcostwo...

W jaki sposób rodzimy się dla ojcostwa? Już o tym mówiliśmy, ale należy to powtórzyć – przez powierzenie się sobie. Przez dar z samego siebie. Człowiek nie może przekroczyć siebie samego inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego. Tylko darując siebie drugiemu, rodzę się dla niego i on rodzi się dla mnie. Rodzi się wzajemność. Sam Chrystus nie inaczej, ale właśnie darując nam siebie, objaśniając swoją intymność, zbliżył się do człowieka. Chrystus w tym odsłanianiu siebie już dalej pójść nie mógł. Całego siebie oddał w ofierze Ojcu i nam, ludziom.

Być ojcem własnego ojca

Tak więc wzajemnie otwieramy sobie drzwi naszych serc. Młodzi ludzie przez lata mojego duszpasterzowania otwarli mi wiele drzwi. Ja też przed nimi swoich drzwi nie zamykałem. Narodziła się więc między nami wzajemność, więź, relacja. Zamieszkaliśmy w sobie na zawsze. Ja zostałem ich ojcem, a oni moimi dziećmi. Chociaż oni rośli i dorośleli, a ja się starzałem, zawsze byliśmy rodziną wolną od tytulatury, bo ja zawsze byłem ojcem, a oni byli dziećmi, chociaż gdzie indziej byli profesorami, ministrami, posłami czy senatorami.

Wierzę głęboko, że po pożarze naszego świata, kiedy wszystko, co doczesne, spali się i spopieli, pozostanie jedynie – jako owoc kontemplacji i życiowego dorobku – OJCOSTWO i jego owoce, którymi są dzieci. I tutaj niech nam nie przeszkadza wyobraźnia lub jej brak. Nie chodzi wyłącznie o relację: starszy – młodszy czy ojciec – syn. Tutaj chodzi również o to, by być ojcem własnego ojca. I by będąc starcem, zapragnąć narodzić się na nowo.

Ojcostwo to górna granica człowieczeństwa w człowieku i jego metafizyczna pełnia. To wielka szansa dla żyjących w celibacie, aby nie żyli bezpłodnie. To wielka szansa dla młodych, aby dobrze inwestowali i by mieli co przekazać swoim dzieciom. Ojcostwo to wielka sprawa – ale nie ja to wymyśliłem. Ten zapis jest w naturze stworzonej przez Boga, ten zapis jest w Objawieniu.

2014-10-14 15:51

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Człowiek, który wstrząsnął światem

Błogosławiony Jan Paweł będzie miał stałe miejsce w naszej pamięci i sercach. To dobrze, że często możemy przypominać jego piękną i wielką postać, postać błogosławionego i wspaniałego człowieka.
Jego życie nie było łatwe. Wcześnie osierocony przez matkę, wychowywany był wraz z bratem przez troskliwego i pobożnego ojca. Brat został lekarzem, niestety, umiera zarażony szkarlatyną w szpitalu. Przychodzą trudne czasy okupacji niemieckiej, a z nimi ciężka praca fizyczna młodego Karola, z którą przeplatają się dążenia intelektualne. Stąd studia uniwersyteckie - polonistyka, a z nią zainteresowania teatralne. Ten wojenny rozwój młodego, bardzo zdolnego człowieka przerywa śmierć ukochanego ojca. Odnajduje się w Kościele, początkowo jako ministrant, zaangażowany w parafii, a potem młodzieniec, który chce zostać księdzem. Oczywiście, ma swoich świeckich przyjaciół, wielu wspaniałych ludzi, z którymi żyje po bratersku. Niemniej jednak wielkim zaskoczeniem jest dla nich decyzja wstąpienia Karola do seminarium. Trzeba tu podkreślić wyczucie i dalekosiężne zamyślenie kard. Adama Sapiehy, zwracającego uwagę na tego młodego alumna, który wyróżnia się swoim intelektem i zawierzeniem Bogu. Na jego oczach i pod jego opieką rozwija się ten młody niezwykle utalentowany człowiek, kontynuujący swoje wykształcenie na Angelicum w Rzymie, zakończone doktoratem.
I tak dochodzi do święceń kapłańskich i zwyczajnej kapłańskiej pracy Karola Wojtyły. Zostaje wikarym w parafii Niegowić k. Gdowa i w Krakowie, w parafii św. Floriana. Podejmuje też dalsze wysiłki na polu nauki, uzyskując kwalifikacje nauczyciela akademickiego. Prowadzi wykłady z teologii moralnej i z doktryn etycznych na KUL-u, ale też pisze na tematy religijne, historyczne i etyczne, ma również zasługi w dziedzinie poezji i literatury. W sposób niemal charyzmatyczny jest związany z młodzieżą akademicką, rozumie ją, widzi w niej nadzieję cywilizacji chrześcijańskiej, nadzieję Kościoła. Poświęca jej wiele czasu, m.in. na górskich szlakach, słucha i wyjaśnia. Jakby na oczach wszystkich dojrzewa wspaniały duszpasterz, który w 1958 r. zostaje biskupem pomocniczym, a w 1963 r. arcybiskupem krakowskim, jest uczestnikiem Soboru Watykańskiego II, gdzie daje się poznać jako człowiek niezwykłej inteligencji, umiłowania Kościoła i jego nauki, a przy tym głębokiego spojrzenia na każdego człowieka. Czas Soboru daje także okazję, żeby Kościół powszechny mógł się bardziej przyjrzeć Karolowi Wojtyle. W 1967 r. zostaje kardynałem.
Dalszą historię już znamy. Po papieżu Pawle VI i krótkim pontyfikacie Jana Pawła I, 16 października 1978 r. dochodzi do słynnego konklawe. „Około godz. 17.15 - Jan Paweł II” („Kalendarium życia Karola Wojtyły”, Wyd. Znak, Kraków 1983) - taki wpis znajdujemy w jego pamiętniku. Jest to początek wielkiego pontyfikatu, początkowo przyjętego nieufnie i z zaskoczeniem, bo po wielu wiekach papieżem nie został Włoch, ale już po chwili budzącego szacunek i zaufanie swą szczerością, bezbronnością i oddaniem.
Po 27 latach posługi Jana Pawła II jako pasterza Kościoła powszechnego, 2 kwietnia 2005 r., jego serce przestało bić, a po 6 latach - po śmierci Wielkiego Papieża - była jego beatyfikacja. Dziś patrzymy na Karola Wojtyłę - Jana Pawła II jako na giganta wiary, wybrańca niebios, do którego możemy zwracać się z modlitwą, prosząc o różnorakie łaski. Wciąż też daje nam on niezwykłe świadectwo swojej wiary - poprzez pozostawioną naukę, ale nade wszystko życie, ze szczególnym jego etapem odchodzenia do wieczności, to jakby nienapisana encyklika adresowana do całego świata.
Studium życia i myśli Jana Pawła II to niezmienne zadanie fascynujące i rzucające na kolana, materiał do wielu przemyśleń życiowych, zwłaszcza w Roku Wiary. Niech w liturgiczne wspomnienie bł. Jana Pawła II zajaśnieje nam postać tego Papieża i poprowadzi nas do prawdy o tym, że życia wiarą się nie przegrywa, że można je tylko wygrać.

CZYTAJ DALEJ

Papież przyjął na audiencji dwóch Polaków-nuncjuszy

Ojciec Święty przyjął dziś na poszczególnych audiencjach kilku biskupów w tym dwóch Polaków-nuncjuszy: arcybiskupa Waldemara Stanisława Sommertaga, nuncjusza apostolskiego w Nikaragui oraz arcybiskupa Andrzeja Józwowicza, nuncjusza apostolskiego w Iranie – poinformowało watykańskie Biuro Prasowe.

Ponadto Ojciec Święty przyjął także arcybiskupa archidiecezji Matki Bożej w Moskwie Paolo Pezzi FSCB oraz nuncjusza apostolskiego w Demokratycznej Republice Konga, arcybiskupa Ettore Balestrero. Tradycyjnie watykańskie Biuro Prasowe nie informuje o poruszanych w tych rozmowach tematach.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa: modlitwa ekumeniczna w 82. rocznicę powstania Polskiego Państwa Podziemnego

Przy pomniku Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej pod budynkiem Sejmu odbyły się uroczystości związane z 82. rocznicą powstania podziemnych struktur Rzeczpospolitej w czasie II wojny światowej. W czasie obchodów modlitwę w intencji twórców, pracowników i żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego odmówili przedstawiciele duszpasterstw wojskowych.

W uroczystości wzięli udział przedstawiciele związków i stowarzyszeń kombatanckich, reprezentanci parlamentu, wojska, władz samorządowych, harcerze oraz mieszkańcy Warszawy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję