Reklama

Wiadomości

Spór o kształt rodziny

Z prof. Wojciechem Świątkiewiczem – dyrektorem Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego – rozmawia Katarzyna Woynarowska

Niedziela Ogólnopolska 41/2014, str. 44-45

[ TEMATY ]

wywiad

rodzina

społeczeństwo

Polska

Polska

Bożena Sztajner

KATARZYNA WOYNAROWSKA: – Czy polska rodzina jest w kryzysie?

PROF. WOJCIECH ŚWIĄTKIEWICZ: – Jest, jest... To oczywiste.

– Bezrobocie, emigracja, mało dzieci, dużo rozwodów... Można długo wyliczać. Chyba nigdy dotąd nie było tak źle...

– Tylko – co rozumiemy przez stan kryzysu? Kryzys jest zjawiskiem stałym i permanentnym. Jakby wczytać się w literaturę i wsłuchać w doświadczenia pokoleń, to opinie o tym, że jest kryzys, mamy od zawsze. Nawet teksty kościelne pełne są takich opinii. Kryzys jest jednym z aspektów życia społecznego, czyli także rodziny, bo ona jest cząstką tego życia. Jak społeczeństwo doświadcza kryzysu, bo są wojny, kataklizmy, zawirowania gospodarcze, to i rodzina tego doświadcza. Proszę Pani – kryzys jest i był. Natomiast dzisiaj trzeba zwrócić uwagę na nieco inny aspekt rozumienia pojęcia „kryzys”. Kryzys w rodzinie i kryzys rodziny...

– Rodziny jako instytucji, podstawowej komórki społecznej?

– Kryzys w rodzinie zawiera wszystko to, co Pani wyliczyła: bezrobocie, biedę, patologię, emigrację… Natomiast kryzys rodziny to podważanie jej jako instytucji i jako grupy społecznej. I jest to zjawisko zupełnie nowe. Niespotykane, przynajmniej na taką skalę, wcześniej.
Dawniej, jeśli mówiono o kryzysie w rodzinie, to nie kwestionowano potrzeby istnienia samej rodziny. A dzisiaj rodzina znajduje alternatywę. I w tym sensie mówimy o kryzysie rodziny jako grupy pierwotnej, podstawowej, uprzywilejowanej społecznie. Jako instytucji, która cieszy się szczególnym szacunkiem i ochroną prawną. Dziś rodzina w znaczeniu tradycyjnym znajduje alternatywne, szeroko akceptowalne formy życia społecznego. W utrwalających się wzorach kulturowych małżeństwo przestaje być warunkiem regularnego i społecznie akceptowanego współżycia seksualnego, a wspólnota zamieszkania przestaje być kryterium rodziny.

– Oj, jakoś trudno mi uwierzyć, że Polaków interesują formy alternatywne. Większość z nas to katolicy.

– Podam parę liczb, bo my, socjologowie, opieramy się też na sondażach, na opiniach społecznych. Badania CBOS z 2013 r. Badania te prowadzono na próbach ogólnopolskich, czyli można uznać, że tak myślą Polacy. Zadano pytanie podstawowe: Co to jest rodzina? Czyli zapytano o społeczną definicję tejże. Prawie 2/5 ankietowanych wyraziło przekonanie, że jeśli ludzie kochają się i darzą zaufaniem, to forma ich związku nie ma większego znaczenia. Rodzina jako instytucja zbudowana na małżeństwie przestaje być taką oczywistością. Oczywistością staje się sytuacja, że jedni zawierają związek małżeński, inni nie... I to nie wzbudza większych emocji czy protestów... Jakieś 30 parę lat wcześniej, czyli zupełnie niedawno, związki nieformalne należały do rzadkości i były źle widziane. Może bez jakichś konsekwencji, ale sytuacje mieszkania bez ślubu były komentowane negatywnie. Dzisiaj jest to powszechne i nikogo specjalnie nie dziwi.

– Wielu z nas uważa, że te zmiany w pojmowaniu rodziny są obecne w miastach, ale na prowincji już nie. Tymczasem niejeden proboszcz małej parafii ma u siebie coraz więcej związków nieformalnych i nie udaje mu się – co pewnie też jest symptomatyczne dla naszych czasów – skłonić młodych do stanięcia przed ołtarzem. Nie ma przeszkód, a oni uparcie odmawiają. Nawet starsze pokolenie nie protestuje, nie mówi, że to grzech i zgorszenie.

– Miasto zawsze stanowi centrum kultury. Wzorce kulturowe najpierw pojawiają się w mieście, tam krystalizują się, stają się widoczne. Dopiero potem zjawiska te rozlewają się na teren miasteczek i wsi. Tak jest i w tym przypadku.

– A skąd się bierze ta niechęć? Wiele raportów o kondycji polskiej rodziny jako winowajców wymienia brak zabezpieczenia finansowego, wspomniane wcześniej bezrobocie, emigrację...

– Sądzę, że te okoliczności coś tam tłumaczą. Że jak jest bezrobocie, bieda i brak mieszkań, to nie bierzemy ślubu, nie zabiegamy o trwanie rodziny, tak? Tylko że jak spojrzymy szerzej, poza granice naszego kraju – na państwa bardziej zaawansowane cywilizacyjnie, bogatsze, mające znacznie mniej problemów natury ekonomicznej – to tamtejsze rodziny także są w kryzysie. Oczywiście, nie bagatelizuję wpływu skali bezrobocia czy rozmiarów emigracji na sytuację rodzin w Polsce, ale myślę, że problem tkwi głębiej...

– Czyli?

– Jak spytamy młodego człowieka, dlaczego się nie żeni, skoro nie ma przeszkód, to on zazwyczaj mówi, że nie ma pieniędzy na wesele... czyli na imprezę. Albo że on nie ma pracy czy ona jeszcze nie ma pracy. W tym sensie możemy się odwoływać do czynników, o których Pani mówiła wcześniej. Tylko że dawniej, przecież pamiętamy te czasy, było biednie, bez szans na mieszkanie, ale ludzie zakładali rodziny, rodzina była ważna. Ja bym szukał źródła tych przemian w ogólniejszych trendach kulturowych, które docierają do naszego społeczeństwa i u nas się zadomawiają. To wzorce stylu życia, które są widoczne w szeroko rozumianej kulturze, dominującej współcześnie kulturze masowej. A ta kultura nie sprzyja rodzinności, raczej nawet jest jej przeciwna.

– Czyli nasz obraz rodziny kreują np. seriale telewizyjne?

– Na przykład. Głównie telewizja i kolorowe gazety. W młodszym pokoleniu Internet, bo młodzi raczej nie czytają prasy i coraz mniej oglądają telewizję. Ale dla średniego i starszego pokolenia telewizja, prasa i na końcu radio odgrywają taką rolę.

– Przecież przez wieki uczyliśmy się tego, jak być żoną, mężem, ojcem i matką w rodzinnym domu. Skoro władzę nad naszym zachowaniem przejęły media, to aż strach pomyśleć, co dalej.

– Współcześnie media – a już zwłaszcza kolorowe kobiece czasopisma – przekonują, że niekoniecznie musi być żona, mąż i dzieci. Może być partner i partnerka... Rodzina, która uczy ról społecznych, zanika. Proszę zwrócić uwagę, że coraz mniej mówi się o więzach krwi, mocy pokrewieństwa, a częściej o życiowych partnerach. Partnerstwo to nie rodzina zbudowana na małżeństwie.

– Czyli musimy we własnych głowach zacząć od nowa porządkować system wartości. Musimy przekonać ludzi, że zachowanie rodziny to kwestia dla społeczeństwa fundamentalna.

– Problem polega na tym, że w kolejnych pokoleniach brakuje takiego codziennego odtwarzania wzorców rodzinnych. Dlatego, że rodzina doświadcza tego kryzysu od pokoleń. Ilu obecnie ludzi z rodzin rozbitych zakłada swoje rodziny? Na podstawie rozmaitych badań nieśmiało formułuje się wnioski, że człowiek odtwarza w swoich dorosłych rolach to, co stanowi jego kapitał kulturowy wyniesiony z rodziny. Na tej zasadzie bezrobotni rodzą bezrobotnych, biedni rodzą biednych... Słowem – ci, którzy wyrośli w rodzinach nietrwałych, tworzą rodziny nietrwałe...

– Czy tylko Kościół dostrzega wagę sytuacji, biorąc rodzinę w obronę?

– I to Kościół katolicki, trzeba dopowiedzieć dla jasności. Bo inne Kościoły chrześcijańskie podzieliły się w swoich koncepcjach. Kościół katolicki to także jedyne instytucjonalne wsparcie dla rodziny. I to w skali globalnej.

– Mało optymistycznie to brzmi...

– Niestety, mało. Chrześcijańska koncepcja rodziny, na której zbudowano Europę, jest marginalizowana.

– Ale może nie do końca. Polacy ciągle jeszcze – najczęściej w całej Europie – stają na ślubnym kobiercu. Młodzi, jak ich zapytać o życiowe priorytety, mówią: nr 1 to rodzina...

– Rzeczywiście, mamy dość duży wskaźnik zawierania związków sakramentalnych. Ale gdy mówimy o liczbach, nie o motywacji czy jakości składanych deklaracji. I to jest pewien problem do interpretacji – bo we wszystkich badaniach socjologicznych wychodzi to, o czym Pani mówi. Tylko teraz pytanie: Czy jest to rodzina własna, czy ta, którą dopiero chcą założyć? A takiego rozróżnienia w badaniach nie ma. Takie przywiązanie do rodziny dobrze o młodych świadczy, ale nie musi przekładać się na liczbę zawieranych małżeństw, na stabilność związku – a to są fakty policzalne. Skłonność do zawierania małżeństw jest coraz mniejsza, rozwodów jest coraz więcej, a z badań wynika, że młodzi nade wszystko cenią sobie wartości rodzinne. Najnowsze badania sondażowe wskazują na zjawisko „zwrotu ku rodzinie”, który dokonał się w większym stopniu w świadomości młodych i najlepiej wykształconych Polaków niż tych, którzy stanowili zwykle tradycyjny bastion wartości rodzinnych. Dlatego nie jestem pesymistą...

– Jest na to jakaś rada? Może dobrze pomyślana i realizowana z głową polityka prorodzinna?

– Znów bardzo szerokie pojęcie. Na pierwszy rzut oka kojarzy się z rozmaitymi świadczeniami socjalnymi. Polityka prorodzinna to są miejsca pracy, godziwe wynagrodzenie, mieszkania – wiele, wiele inicjatyw. Wspomnę tylko o tej najnowszej – Karcie Dużej Rodziny. Tak na marginesie: sięga ona potrzeb wyższego rzędu, a nie tych podstawowych – materialnych, gdy nie ma za co utrzymać rodziny. Jednak polityka prorodzinna w tym głębszym rozumieniu jest pytaniem o model rodziny, tzn. wymaga odpowiedzi na pytanie, jaka ta rodzina powinna być. A to już dotyczy kwestii wychowania – podręczniki szkolne, szkoła, katecheza. No i media, mające tu największą rolę do odegrania.
Przyszłość każdego społeczeństwa zależy od kondycji jego rodziny. Spór o kształt rodziny i miejsce dziecka jest więc sporem o kształt gminy, regionu, narodu i państwa. Nie jest zatem obojętne, jak kształtowane będą stosunki społeczne; czy będą one sprzyjały rodzinie i rodzinności oraz pomnażaniu w rodzinie i poprzez rodzinę kapitału społeczno-kulturowego człowieka i społeczeństwa, czy raczej będą nakierowane na akcentowanie roli jednostek uwolnionych od rodzinnych zobowiązań lub będą promowały alternatywne formy małżeństwa i rodziny.
Spór o kształt rodziny jest sporem o fundamentalne wartości kultury i przyszłe losy europejskiej cywilizacji. Bez silnej i mądrej rodziny naturalnej, zbudowanej na więzach małżeńskich, dobrze wypełniającej swoje funkcje i zadania, nie będzie silnego i mądrego społeczeństwa.

2014-10-07 15:30

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zapraszam pasjonatów historii

O digitalizacji ksiąg metrykalnych i bieżącym funkcjonowaniu Archiwum Diecezjalnego opowiada jego dyrektor ks. dr hab. Robert Kufel w rozmowie z ks. Adrianem Putem.

Ks. Adrian Put: Od kilku miesięcy zmagamy się z pandemią koronawirusa. Jak w tym czasie wygląda praca Archiwum Diecezjalnego?

Ks. Robert Kufel: Po ogłoszeniu przez władze państwowe w marcu stanu zagrożenia epidemiologicznego, po czym pandemii wirusa Covid-19, powzięliśmy wszelkie możliwe środki ostrożności. Początkowo przyjmowaliśmy kwerendzistów w pracowni naukowej. Jednak wraz z kolejnymi obostrzeniami państwowej służby sanitarnej byliśmy zmuszeni zamknąć archiwum. Pracowaliśmy zdalnie od 9 do 14. Czynny był także telefon, który obsługiwała jedna z pracownic. Ponieważ mieszkam w budynku archiwum, mogłem zdalnie realizować zamówienia petentów. Od września powróciliśmy do pracy tak, jak funkcjonowaliśmy przed pandemią, zachowując przy tym dostępne środki ostrożności (dezynfekcja rąk, maseczki).

CZYTAJ DALEJ

Apokalipsa ks. Dolindo. Czasy ostateczne oczami wielkiego mistyka z Neapolu

2020-09-25 09:56

[ TEMATY ]

Pismo Święte

o. Dolindo

esprit.com.pl

„Apokalipsa ks. Dolindo. Czasy ostateczne oczami wielkiego mistyka z Neapolu” to nowość Wydawnictwa Esprit, przekazująca komentarze ks. Dolindo do ostatniej księgi Nowego Testamentu. Co najbardziej chciał nam przekazać autor słynnej modlitwy „Jezus, Ty się tym zajmij”?

Książka o sposobie komentowania Apokalipsy św. Jana, ostatniej i najtrudniejszej księgi Nowego Testamentu, odsłaniającej Boży sens historycznych wydarzeń, w których żyje Kościół i które będą miały wpływ na jego przyszłość, została napisana przez katolickiego dziennikarza, który na co dzień zajmuje się omawianiem w mediach aktualnych doniesień z kraju i ze świata.

Jan Paweł II uważał, że Kościół potrzebuje dziennikarzy, którzy będą potrafili odczytać sens zdarzeń w duchu wiary. Zresztą, nie chodzi tu tylko o dziennikarzy. Wybitny biblista Alfred Cholewiński SJ lubił powtarzać, że dzisiejszy chrześcijanin i głosiciel Ewangelii nie powinien nigdy wypuszczać z jednej ręki Pisma Świętego, a z drugiej gazety.

Był to obrazowy sposób powiedzenia, że Bóg jest Panem historii przemawiającym do nas przez konkretne wydarzenia. Potrzebujemy uważnego wsłuchania się w głos Biblii, by zrozumieć, że Bóg wciąż rozmawia z nami nie tylko przez starożytne teksty, lecz także przez aktualne dzieje świata oraz okoliczności życia. Wiedział o tym ks. Dolindo Ruotolo, który pozostawił nam trzydzieści trzy tomy komentarzy do całego Pisma Świętego, z których ostatni, napisany w 1944 roku, a wydany trzydzieści lat później, dotyczył Księgi Apokalipsy.

Grazia Ruotolo, żyjąca krewna ks. Dolindo i kustosz jego pamięci, podczas mojego pierwszego z nią spotkania w Neapolu powiedziała mi, że najgorętszym pragnieniem ks. Dolindo było to, by Biblia powróciła materialnie do rąk wszystkich katolików. Ksiądz Dolindo był w tym względzie absolutnym prekursorem Soboru Watykańskiego II, którego jednym z podstawowych postulatów było przywrócenie słowu Boga należnego mu centralnego miejsca w liturgii i życiu wiernych:

W księgach świętych Ojciec, który jest w niebie, spo­tyka się miłościwie ze swymi dziećmi i prowadzi z nimi rozmowę. Tak wielka zaś tkwi w słowie Bo­żym moc i potęga, że jest ono dla Kościoła podporą i siłą żywotną, a dla synów Kościoła utwierdzeniem wiary, pokarmem duszy oraz źródłem czystym stałym życia duchowego.

„Chrześcijaństwo jest religią słowa Bożego” – napisał Benedykt XVI w adhortacji Verbum Domini [nr 7] i dodał: „Realistą jest ten, kto w słowie Bożym rozpoznaje fundament wszystkiego” [nr 10]. Słowo Boga zawarte w Piśmie Świętym jest tak ważnym pokarmem duchowym dla chrześcijanina, iż, jak się wyraził papież Benedykt, niekorzystanie z tej łaski winno być wyznawane jako grzech na spowiedzi.

Apokalipsa jest podręcznikiem przetrwania dla synów i córek Bożych. Życie nasze przesuwa się po drukowanych stronicach Pisma Świętego. Nie są to jedynie litery, układające się w zwykłe, choćby najpiękniej brzmiące słowa, ale to Słowo Życia. Bóg przynagla: „Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć” [Ap 3, 2]. Apokalipsa jest księgą pocieszenia, ale i ostrzeżenia. Swój szczyt osiąga w Chrystusowym zapewnieniu: „Przyjdę niebawem” [Ap 22, 20].

Ta ostatnia księga Nowego Testamentu, choć obfituje w opisy wojen, gróźb ze strony Boga i zapowiedzi nieszczęść, jest przede wszystkim przesłaniem Apostoła Miłości, św. Jana, który podczas ostatniej wieczerzy spoczywał na piersi Jezusa i poznał z bliska bicie Jego serca. Spisana przezeń księga jest opowieścią o miłości Chrystusa do Kościoła, swej mistycznej Oblubienicy. Wizje w niej zawarte miały pocieszyć uczniów Zmartwychwstałego poddawanych próbom i prześladowaniom.

Znamienne, że owe „próby i prześladowania” Katechizm Kościoła katolickiego umieszcza w aktualnych czasach, ostrzegając:

Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wie­ lu wierzących. Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię, odsłoni „tajemnicę bezbożności” pod postacią oszukańczej religii, da­jącej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszu­stwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesja­ sza, który przyszedł w ciele [nr 675].

Świat liberalnej demokracji to świat zsekularyzowanego mesjanizmu. Wielu uważa, że zwycięstwo dobra nad złem dokona się w nim na drodze ewolucji bądź rewolucji opartych na wierze w człowieka, który potrafi zbawić sam siebie. „Dzieci, jest już ostatnia godzina” – woła św. Jan [1 J 2, 18]. Szatan wydaje się nie tylko uwolniony z łańcuchów, w które zakuto go po odkupieniu człowieka, lecz sprawia wręcz wrażenie posiadania pełni władzy nad tym światem.

_______________________

Artykuł zawiera fragmenty wstępu ks. Roberta Skrzypczaka do książki Jakuba Jawłowiczora "Apokalipsa ks. Dolindo. Czasy ostateczne oczami wielkiego mistyka z Neapolu", wyd. Esprit 2020. Zobacz więcej: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Patronka Warszawy i strażniczka Polski jednoczy wszystkich

Papież Franciszek otrzymał w prezencie od Andrzeja Dudy obraz Matki Bożej Łaskawej, patronki Warszawy. W 1652 r. Polacy modlili się do Matki Bożej Łaskawej o ustanie epidemii. Po ustaniu zarazy ogłoszono Matkę Bożą Łaskawą patronką Warszawy.

- Matka Boża Łaskawa jednoczy wszystkich w modlitwie - podkreśla ks. Krzysztof Ziółkowski, kustosz powstającego sanktuarium św. Jana Pawła II w Radzyminie, przy którym stanie pomnik będący wotum za pomoc Matki Bożej w obronie Warszawy w 1920 roku.

Duchowny opowiada, w jaki sposób do radzymińskiej parafii trafił obraz Matki Bożej Łaskawej. - Nieznana nam pani przekazała nam obraz Matki Bożej Łaskawej, który pierwotnie miał być feretronem. Obraz oprawiony był w bogato zdobione złote ramy. Okazał się jednak zbyt ciężki, żeby nosić go w procesjach. Miesiąc później biskup Romuald Kamiński wyszedł z inicjatywą, aby przy powstającym Sanktuarium postawić figurę Matki Bożej Łaskawej, a obraz umieścić w głównym ołtarzu - mówi ks. Ziółkowski.

Szczegółowe informacje na temat wsparcia budowy pomnika Matki Bożej Łaskawej można znaleźć tutaj.

Od początku pandemii w diecezji warszawsko-praskiej każdego wieczora prowadzona jest modlitwa różańcowa przed obrazem Matki Bożej Łaskawej, który towarzyszy męskim wspólnotom na Starym Mieście podczas publicznego różańca w pierwsze soboty miesiąca. Biskupi warszawsko-prascy, którzy zainicjowali tę modlitwę, słowami Jana Pawła II zawierzyli przed obliczem Łaskawej Pani Warszawę i Polskę.

Przed Jej wizerunkiem modlili się wierni stolicy w XVII w. podczas panującej wtedy zarazy, a Rada Miasta ogłosiła Matkę Bożą Łaskawą patronką stolicy. Maryja zasłynęła z interwencji podczas „Cudu nad Wisłą” i dwukrotnego pojawienia się w 1920 r. na polach Bitwy Warszawskiej, między Radzyminem a Ossowem.

24 marca 1651 r. obraz został koronowany (była to pierwsza koronacja w Polsce maryjnego obrazu), a Matka Boża Łaskawa stała się nie tylko patronką stolicy, ale i Strażniczką Polski.

Dziś w Radzyminie dzięki licznym darczyńcom powstaje sanktuarium św. Jana Pawła II jako wotum wdzięczności za Cud nad Wisłą. Parafia chce zdążyć z ukończeniem prac związanych z budową świątyni przed 100. rocznicą „Cudu nad Wisłą”. Budowę sanktuarium można wspierać poprzez przekazywanie datków.

W XVII wieku na Mazowszu nie było niemal domu bez malowanego czy drukowanego obrazka wybawicielki od zarazy i wszelkiego utrapienia. „Trudno byłoby, nie tylko w czasie zarazy, znaleźć kogoś, kto by nie miał medalika Madonny od zarazy. Nosili je wszyscy, nie tylko katolicy, lecz także innowiercy! Panowało powszechne przekonanie, że Najłaskawsza temu, kto prosi, opieki nie odmawia, nie patrząc na wyznanie petenta!” – pisze Ewa J. P. Storożyńska w książce „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą”.

Autorka wznowionego wydania publikacji przypomina, że „do Madonny o Łaskawym Obliczu coraz liczniej przyjeżdżali wierni z innych miast, by się pokłonić i wzywać Jej protekcji”. Współautor książki, ks. Józef Bartnik wskazuje: „Do Maryi, naszej Mamy możemy mieć pełne zaufanie i pewność, że powierzonymi osobami, sprawami się zaopiekuje, trudnościom zaradzi, problemy rozwiąże”. Duchowny zachęca do zawierzenia Matce Bożej swoich problemów, bolączek, oczekiwań czy niespełnionych marzeń. „Maryja nie tylko Was wysłucha, ale miejcie pewność, że wszystkie powierzone Jej problemy sama rozwiąże” - zaznacza kapłan, który otrzymał liczne świadectwa osób wskazujących na szczególne wstawiennictwo Matki Bożej w sytuacjach po ludzku beznadziejnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję