Reklama

Jan Paweł II

Cud za wstawiennictwem Jana Pawła II

Nie ma świętych ani błogosławionych bez cudów. Kościół, zanim ogłosi kogoś błogosławionym lub świętym, wymaga znaku z nieba: tym znakiem jest cud za wstawiennictwem sługi Bożego (w przypadku beatyfikacji) lub błogosławionego (w przypadku kanonizacji). Ks. prał. Sławomir Oder, postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, otrzymał wiele sygnałów domniemanych cudów, które działy się po śmierci Papieża Polaka. Do procesu wybrał te, które wydawały mu się najbardziej znaczące, w tym niewyjaśnione uzdrowienie s. Marie Simon-Pierre Normand z choroby Parkinsona, tej samej, z którą zmagał się Jan Paweł II. Rada lekarska Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych uznała uzdrowienie s. Marie Simon-Pierre Normand za niewytłumaczalne z punktu widzenia medycznego, a komisja teologów potwierdziła, że istnieje związek między modlitwami zanoszonymi w tej intencji do Jana Pawła II (modlitwy siostry) a uzdrowieniem jako objawieniem Bożej łaski. (W. R.)

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Proszę powiedzieć, jak zrodziło się Siostry powołanie do życia zakonnego w świeckiej i zlaicyzowanej Francji?

S. MARIE SIMON-PIERRE NORMAND: – Mogę śmiało powiedzieć, że moje powołanie zrodziło się w domu rodzinnym. Moja rodzina pochodzi z północy Francji, jest katolicka i praktykująca, szczególnie ze strony mamy. Jestem najstarsza z pięciorga dzieci – mam trzy siostry i jednego brata. Od małego w każdą niedzielę chodziłam z moją mamą na Mszę św. Moje dzieciństwo i młodość przeniknięte były głębokim duchem rodzinnym, wielkodusznością i wzajemnym wsparciem. W wieku 12 lat przyjęłam sakrament bierzmowania. Był to dzień szczególnej łaski w moim życiu. Tego dnia w skrytości serca powiedziałam Panu, że mogłabym poświęcić Mu całe swoje życie. W 1977 r. pojechałam po raz pierwszy z pielgrzymką do Lourdes. Tam usłyszałam bardzo wyraźnie wezwanie do życia zakonnego. Podczas ostatniej pielgrzymki przez przypadek, choć zapewne prowadzona przez Pana, udałam się do basenów, by zanurzyć się w wodzie; wyszłam całkowicie przemieniona. Maryja prowadzi nas zawsze do swego Syna, zrozumiałam, że powinnam Ją naśladować.

– Dlaczego Siostra wybrała zgromadzenie Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego?

– Dla mnie wybór był prosty. Moja odpowiedź na wezwanie Pana wynikała z pragnienia naśladowania Go w służbie rodzinie i życiu oraz w obronie życia. Dlatego w 1980 r. pojechałam do Soissons na studia pielęgniarstwa pediatrycznego, które ukończyłam we wrześniu 1981 r. Ponieważ fascynowałam się tym wszystkim, co dotyczyło życia rodzinnego, moim pragnieniem była praca z Małymi Siostrami Macierzyństwa Katolickiego, by lepiej je poznać i zrozumieć, czy to jest właściwe miejsce, do którego Pan mnie posyła. W połowie października zostałam przyjęta do pracy jako asystentka pediatry. W 1982 r. w noc Wielkiego Czwartku odpowiedziałam „tak” na wezwanie Pana: poświęciłam swoje życie dla Życia. 14 września 1982 r. wstąpiłam do postulatu Małych Sióstr, a 6 lipca następnego roku przyjęłam imię Marie Simon-Pierre i rozpoczęłam nowicjat. Od 1988 do 1992 r. studiowałam w Lyonie, aby uzyskać dyplom pielęgniarki. W 1993 r. przyjęłam wreszcie śluby wieczyste.

– Porozmawiajmy teraz o Janie Pawle II. Jak Siostra zareagowała na wybór Papieża z Polski?

– Kiedy został wybrany papież Jan Paweł II, miałam zaledwie 17 lat, a fakt, że został nim Polak, nie wzbudził we mnie żadnej reakcji.

– Jakie znaczenie dla Siostry, jako osoby konsekrowanej, miał pontyfikat Papieża Polaka?

– Jan Paweł II był bliski ludziom, przemierzał świat, aby spotykać się z nimi; podobnie czyni papież Franciszek. Imponujący jest czas trwania pontyfikatu Jana Pawła II. Był on gigantem modlitwy i przykładem wiary dla nas wszystkich. Był całkowicie oddany Bogu i Maryi. Natchniony żarliwością świętych, zainicjował Światowe Dni Młodzieży, Światowy Dzień Życia Konsekrowanego (2 lutego), przygotował adhortację apostolską „Vita consecrata” (25 marca 1996 r.), która jest dla nas prawdziwym światłem na drodze naszego życia oddanego Bogu.

– Ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II były okresem cierpienia, m.in. z powodu choroby Parkinsona. W 2001 r. zdiagnozowano u Siostry tę właśnie chorobę. Co Siostra czuła, dźwigając to samo cierpienie, co Papież?

– Od kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, z trudem patrzyłam na Jana Pawła II w telewizji: jego obraz przypominał mi moją chorobę. Jednak pozostałam mu zawsze bliska w modlitwie, podziwiałam jego pokorę, siłę i odwagę. Jego świadectwo całkowitego oddania się Bogu bardzo mnie wzmocniło, zarówno w wierze, jak i w mojej walce z cierpieniem, które należy przyjąć i ofiarować. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Papież mógł rozumieć to, co ja przeżywałam. Dzisiaj mogę powiedzieć, że była to codzienna walka. Jedynym moim pragnieniem było przyjąć wolę Bożą z miłością i przeżyć ją z wiarą. W Wielkanoc 2005 r. chciałam obejrzeć błogosławieństwo Ojca Świętego na żywo w telewizji. Wiedziałam, że stan jego zdrowia pogarsza się z dnia na dzień, i przeczuwałam, że może to być ostatni raz, kiedy go zobaczę. Przez cały czas przygotowywałam się na to spotkanie, wiedząc, że będzie to dla mnie bardzo trudne. Dawało mi to do zrozumienia, co może mnie spotkać za kilka lat, choć byłam jeszcze stosunkowo młoda. Ale niespodziewanie, zapewne opatrznościowo, okazało się, że nie mogłam go zobaczyć, gdyż musiałam zostać w pracy.

– Pracowała Siostra jeszcze pomimo choroby?

– Tak, choć oczywiście dużo mniej. Nie pracowałam już czynnie jako pielęgniarka na porodówce. Pracowałam przy komputerze, a kiedy tylko mogłam, pomagałam także rodzicom dzieci niepełnosprawnych i karmiącym matkom. Udzielałam im potrzebnych rad i wysłuchiwałam ich zwierzeń.

– Co czuła Siostra 2 kwietnia 2005 r. – w dzień śmierci Papieża?

– 2 kwietnia 2005 r. wieczorem cała nasza wspólnota sióstr oglądała na żywo transmisję telewizyjną na kanale diecezji paryskiej (KTO) z czuwania modlitewnego na Placu św. Piotra. I tak dowiedziałyśmy się o śmierci Jana Pawła II. W tamtej chwili wszystko mi się zawaliło, straciłam przyjaciela, najdroższą osobę, która mnie rozumiała i dawała siły, by iść naprzód. W następnych dniach, do 8 kwietnia, czyli do dnia papieskiego pogrzebu, czułam wewnętrzną pustkę, ale wciąż byłam pewna, że on jest obecny.

– 13 maja 2005 r. Benedykt XVI udzielił specjalnej dyspensy, aby rozpocząć proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. Następnego dnia całe zgromadzenie rozpoczęło modlitwę o uzdrowienie Siostry. Czy wiedziała Siostra o tym?

– Tak, następnego dnia dowiedziałam się, że wszystkie siostry modlą się o moje uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II. Matka przełożona zadzwoniła do mnie z prośbą, bym i ja modliła się za wstawiennictwem Papieża o łaskę uzdrowienia z choroby Parkinsona. Z wielkim wzruszeniem przyjęłam tę prośbę, bo pragnęłam nadal służyć Życiu i wypełniać swoją misję wśród rodzin. To modlitewne wsparcie wszystkich małych sióstr było dla mnie bardzo ważne. Wieczorem 14 maja cała wspólnota rozpoczęła stałą nowennę w intencji mojego uzdrowienia, z nadzieją, że ewentualny cud byłby małym wkładem w proces beatyfikacji Papieża. Od 14 maja, choć byłam wyczerpana, powtarzałam fragment z Ewangelii wg św. Jana: „Jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą” (J 11, 40b).

– Proszę nam opowiedzieć o szczegółach swojego uzdrowienia...

– 1 czerwca nie mogłam znieść bólu, który stawał się coraz mocniejszy, nasiliły się drżenia, z wielkim trudem stałam na nogach i poruszałam się. Zaczęło mi brakować sił. W kolejnych tygodniach po śmierci Jana Pawła II objawy choroby zaczęły się potęgować. 2 czerwca po południu, dokładnie dwa miesiące od śmierci Papieża, poprosiłam matkę przełożoną o zastąpienie mnie w pracy i znalezienie innej siostry na oddział położniczy, gdyż nie miałam już sił. W głębi serca mówiłam Papieżowi, że zaakceptuję wózek inwalidzki, jeżeli mój stan się pogorszy. Nic, nawet choroba, nie mogło mi przeszkodzić w wytrwaniu do końca. Mogłam nadal moje życie ofiarować Życiu. Przełożona poprosiła mnie, abym wytrzymała jeszcze do powrotu z Lourdes, gdzie miałam jechać w sierpniu z pielgrzymką. Powiedziała: „Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa”. Poprosiła, abym napisała na kartce imię Jana Pawła II. Było to dla mnie zbyt trudne, bo ręka mi drżała i nie dałam rady. Przełożona jednak nalegała. Za trzecim razem napisałam: „Jan Paweł II”. Pismo było zupełnie nieczytelne. Pozostałyśmy przez długi czas w ciszy, modląc się.

– Kiedy zorientowała się Siostra, że jest uzdrowiona?

– Tego samego wieczoru, między godziną 21.30 a 21.45, poczułam potrzebę pisania i zauważyłam, że moje pismo było wyraźne i czytelne. Położyłam się spać. Obudziłam się nagle o 4.30 rano, nie czułam żadnego bólu. Zeszłam do kaplicy, gdzie modliłam się przed Najświętszym Sakramentem. Poczułam wewnętrzny pokój i zadowolenie. Później, pozostając wciąż przed Najświętszym Sakramentem, odmawiałam Różaniec, rozważając tajemnice światła, wprowadzone przez Jana Pawła II. Pozostałam na modlitwie do godz. 6. Następnie była wspólna Jutrznia i Msza św. Po przejściu ok. 50 m zauważyłam, że moje lewe ramię, które wcześniej było nieruchome, teraz jest sprawne. Poza tym poczułam lekkość i odprężenie, którego dawno nie odczuwałam. Na Mszy św. moje serce wypełniły wielka radość i pokój. Pod koniec Eucharystii miałam już pewność, że zostałam uzdrowiona: moja lewa ręka (jestem leworęczna) już nie drżała, a twarz wyraźnie się zmieniła. To był poranek 3 czerwca, uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, tak droga Ojcu Świętemu. Zaczęłam na nowo pisać, a w południe odstawiłam wszystkie lekarstwa. Po południu powiadomiłam o moim uzdrowieniu matkę przełożoną. Zdecydowałyśmy, by nikomu nic nie mówić do 7 czerwca, tj. do dnia wizyty u lekarza.

– Jaka była reakcja lekarza?

– Od dłuższego czasu miałam umówioną na 7 czerwca wizytę u neurologa. Kiedy mnie zobaczył i zbadał, stwierdził ze zdumieniem całkowity brak jakichkolwiek oznak choroby. Trudno mu było uwierzyć, że jestem w dobrej kondycji, tym bardziej że od pięciu dni nie przyjmowałam żadnych lekarstw. Wszystkie nasze wspólnoty, powiadomione o tym cudownym wydarzeniu, 7 czerwca rozpoczęły modlitwy dziękczynne. Wszyscy, także moja rodzina, utrzymywaliśmy w tajemnicy przez dwa lata to, co się wydarzyło.

– Jak zmieniło się życie Siostry po 3 czerwca 2005 r.?

– Nie było to tylko uzdrowienie fizyczne, bo zmieniło się całe moje życie. Powtarzałam często: „Byłam chora, a jestem uzdrowiona”. Pozostaję małą siostrą wśród innych, bo ważne jest dla mnie z prostotą i radością pełnić moją służbę dla matek i ich dzieci. Sam fakt, że Pan pozwolił mi przeżyć tamtą noc dzięki wstawiennictwu Jana Pawła II, jest wielką tajemnicą, trudną do wyjaśnienia. Było to drugie narodzenie, do nowego życia. Już nic nie jest tak jak dawniej. Moje życie duchowe doznało wstrząsu i pogłębiło się. Jeszcze bardziej ujmuje mnie Eucharystia i adoracja Najświętszego Sakramentu, a z różańcem nigdy się nie rozstaję. Każdego drugiego dnia miesiąca od godz. 21 pozostaję dłużej na modlitwie, aby dziękować Bogu za to, co otrzymałam, i modlić się za innych (prośby o modlitwę przychodzą z całego świata). Pan daje mi dużo miłości i wrażliwości, szczególnie na potrzeby najbiedniejszych i najsłabszych, jak chociażby dzieci niepełnosprawne, które świat z taką łatwością odrzuca, a które były tak bardzo kochane przez Jana Pawła II. To uzdrowienie stało się ważnym wydarzeniem dla Kościoła i świata, nasze zgromadzenie utwierdziło zaś w przekonaniu, że nie możemy ustawać w misji służenia i głoszenia „Ewangelii życia” we Francji i Senegalu – krajach naszej posługi. To również wielka zachęta do apostolatu miłosierdzia wśród młodzieży i rodzin. Ja w sposób szczególny noszę też w sercu wszystkie rodziny dotknięte chorobą Parkinsona.

– Co oznacza dla Siostry bycie „aktywną częścią” procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II?

– Od chwili, kiedy całe zgromadzenie zaczęło modlić się o moje uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II, zawsze powtarzałam, że muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, niezależnie od procedur, aby nasze modlitwy zostały wysłuchane, a Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym i równie szybko świętym. Aby świat mógł uwierzyć, aby życie ludzkie było szanowane, aby wszystkim, którzy bronią życia, dodać odwagi. Mój kraj – Francja bardzo potrzebowała tej nowej „wizyty” Jana Pawła II, by nie utracić swoich korzeni.

– Jak przyjęła Siostra wiadomość o rozpoznaniu nowego cudu za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II, który zdecydował o jego kanonizacji?

– Z wielką radością i głęboką wdzięcznością. Moje serce śpiewa „Magnificat” z radością i dziękczynieniem.

2014-04-28 14:24

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Katowice: Beatyfikacja ks. Jana Machy przełożona na przyszły rok

2020-09-23 09:23

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Katowice

Ks. Jan Macha

wikipedia.org

Zaplanowana na tegoroczny październik w katowickiej Archikatedrze Chrystusa Króla beatyfikacja ks. Jana Franciszka Machy została przeniesiona na 2021 rok - poinformował w środę metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. Powodem zmiany terminu uroczystości jest sytuacja epidemiczna.

Zgodnie z wcześniejszym planem, ks. Jan Macha - śląski duchowny stracony w 1942 r. przez hitlerowców - miał być beatyfikowany 17 października w katowickiej katedrze. Mszy beatyfikacyjnej, do której przygotowania były już bardzo zaawansowane, miał przewodniczyć prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Becciu, z którym także konsultowano zmianę terminu uroczystości.

"Planowana na 17 października br. beatyfikacja Sługi Bożego ks. Jana Machy nie odbędzie się w zaplanowanym terminie. Ta decyzja została podjęta po konsultacji i w łączności z kard. Angelo Becciu, Prefektem Kongregacji ds. Świętych. Aktualnie oczekujemy wyznaczenia nowego terminu beatyfikacji. Przedstawiliśmy nasze propozycje, ale czekamy na ostateczną decyzję Ojca Świętego, o której poinformujemy" – powiedział metropolita katowicki w nagraniu wideo, opublikowanym w środę na stronie internetowej archidiecezji.

Abp Skworc dodał, że przesunięcie terminu beatyfikacji może być szansą na lepsze przygotowanie do tej ważnej uroczystości. "Czas, który nas dzieli od beatyfikacji, będziemy chcieli wykorzystać, aby jeszcze lepiej poznać Sługę Bożego ks. Jana Machę. Będziemy chcieli się z nim prawdziwie zaprzyjaźnić i przyjąć treści, które były tak bardzo istotne w jego życiu" – powiedział metropolita.

Nowy termin beatyfikacji zostanie ogłoszony po akceptacji Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. "Na chwilę obecną możemy zapewnić, że, będzie to 2021 rok. Aktualny stan epidemii uniemożliwia przeprowadzenie beatyfikacji w ogólnodostępnej formie. Sytuacja związana z pandemią SARS-CoV2 w Polsce i w Europie jest wciąż niepewna i bardzo dynamiczna. Nie wiemy w jakim kierunku będą rozwijały się decyzje służb sanitarno-epidemiologicznych" – poinformował rzecznik metropolity katowickiego ks. Tomasz Wojtal, podkreślając, że beatyfikacja to ważne wydarzenie dla lokalnego Kościoła.

"Nie chcemy, aby ewentualne ograniczenia uniemożliwiały osobiste wzięcie udziału w tej uroczystości przez wiernych. Poza tym, jak podkreślił abp Skworc, zależy nam wszystkim, aby do tego wydarzenia przygotować się i to nie tylko od strony logistycznej i organizacyjnej, ale przede wszystkim duszpasterskiej i duchowej. Chcielibyśmy, aby beatyfikacja ks. Jana Machy stała się okazją do wzmocnienia wiary i ożywienia życia religijnego w naszej archidiecezji" – dodał rzecznik arcybiskupa.

Już kilka tygodni temu przedstawiciele katowickiej kurii informowali, że data beatyfikacji jest niepewna, a ostateczna decyzja w tej sprawie zapadnie w drugiej połowie września. Jednocześnie kontynuowano przygotowania do uroczystości - m.in. watykańska Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zatwierdziła specjalnym dekretem tzw. kolektę (w językach polskim i łacińskim) oraz drugie czytanie liturgii godzin (w języku polskim) ku czci Sługi Bożego Jana Franciszka Machy.

28 listopada ub. roku papież Franciszek zaaprobował dekret potwierdzający męczeństwo Sługi Bożego księdza Jana Franciszka Machy, kapłana archidiecezji katowickiej, urodzonego w Chorzowie Starym 18 stycznia 1914 r., a zamordowanego w więzieniu w Katowicach 3 grudnia 1942 r. Tym samym zakończył się trwający sześć lat proces beatyfikacyjny.

Jak wyjaśniał wówczas ks. dr Damian Bednarski, postulator procesu beatyfikacyjnego ks. Jana Machy, podczas postępowania procesowego zgromadzoną dokumentację na temat męczeństwa ks. Machy analizowało kilka watykańskich gremiów: komisja historyczna, komisja teologów, komisja biskupów i kardynałów. Wszystkie one pozytywnie wypowiedziały się o tzw. positio.

Następnie papież zaaprobował dekret o męczeństwie śląskiego księdza, potwierdzając, że był on prześladowany za wiarę. Zgodne z praktyką ostatnich lat, beatyfikacje najczęściej odbywają się na terenie diecezji pochodzenia kandydatów na ołtarze. Ks. Macha przyjął święcenia kapłańskie 25 czerwca 1939 r. w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Katowicach, a 3 grudnia 1942 r. został zgilotynowany w katowickim więzieniu przy ul. Mikołowskiej.

Ks. Jan Macha urodził się w Chorzowie Starym. Po wyświęceniu na księdza najpierw pracował w swojej rodzinnej parafii, a 1 września 1939 r. został wikarym w parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej. Jako kapłan zaczął pomagać ofiarom hitlerowskiego terroru. Rodzinom rozstrzelanych, aresztowanych i wywiezionych do obozów koncentracyjnych organizował pomoc materialną i duchową. Zaangażował się też w działalność studentów i harcerzy związanych z konspiracją. Priorytetem była dla niego opieka społeczna.

Aktywność charytatywna księdza Machy nie uszła uwagi Niemców. Mimo ostrzeżeń nie przerwał działalności. We wrześniu 1941 r. został aresztowany na katowickim dworcu. Podczas licznych przesłuchań był torturowany, ale się nie załamał. Pocieszał kolegów, podtrzymywał ich na duchu, dużo się modlił, prosił Boga o przebaczenie oprawcom.

17 lipca 1942 r. przed sądem specjalnym odbyła się rozprawa. Ks. Macha i kleryk Joachim Guertler zostali skazani na śmierć przez ścięcie. "Żyłem krótko, lecz uważam, że cel swój osiągnąłem. Nie rozpaczajcie! Wszystko będzie dobrze. Bez jednego drzewa las lasem zostanie. Bez jednej jaskółki wiosna też zawita, a bez jednego człowieka świat się nie zawali" – pisał do rodziny ks. Macha.

Wyrok wykonano przez ścięcie gilotyną 3 grudnia 1942 r. w katowickim więzieniu przy ul. Mikołowskiej. Do dziś nie jest pewne, gdzie wywieziono ciało duchownego. Prawdopodobnie spalono je w krematorium obozu Auschwitz. Gilotynę można dziś oglądać w Muzeum Śląskim w Katowicach.(PAP)

autor: Marek Błoński

mab/ krap/

CZYTAJ DALEJ

Abp Ryś: przyszłością Kościoła jest parafia wychodząca

2020-09-23 08:39

[ TEMATY ]

parafia

abp Grzegorz Ryś

ks. Paweł Kłys

- Przyszłością Kościoła jest parafia wychodząca. Parafia jest najważniejszym narzędziem misji Kościoła jaką jest ewangelizacja - mówił abp Grzegorz Ryś, który wygłosił konferencję podczas spotkania ewangelizacyjnego w kościele pw. św. Matki Teresy z Kalkuty w Kaliszu. Administrator apostolski diecezji kaliskiej pobłogosławił ewangelizatorów, którzy będą prowadzić akcję „Ewangelizacja od drzwi do drzwi”.

Swoją konferencję abp Grzegorz Ryś rozpoczął od modlitwy w intencji kapłanów. Poprosił zgromadzonych wiernych, aby pomodlili się za proboszczów i wikariuszy ze swoich parafii.

Administrator apostolski diecezji kaliskiej omówił szczegółowo dokument

„Nawrócenie duszpasterskie wspólnoty parafialnej w służbie misji ewangelizacyjnej Kościoła” posługując się wieloma konkretnymi przykładami.

Cytując papieża Franciszka stwierdził, że każdy katolik jest odpowiedzialny za przyciągniecie bliźniego do Chrystusa. – Powinniśmy się wstydzić, że tylu naszych braci nie doświadczyło przyjaźni z Jezusem Chrystusem. Nie doświadczyło wspólnoty, która nie cieszy się tylko sobą, ale jest gotowa ich przygarnąć. Nasi bracia przez to, że nie doświadczyli przyjaźni z Chrystusem nie mają poczucia sensu i celu. To jest misja, która ciągle każe nam patrzeć poza siebie – powiedział metropolita łódzki.

Akcentował, że najważniejszym narzędziem misji jest parafia. – Podczas spotkania papieża Franciszka z biskupami polskimi w Krakowie padło pytanie: czy przyszłość Kościoła jest w parafii czy poza nią? Papież zdecydowanie odpowiedział, że przyszłością Kościoła jest parafia, która nie jest biurem, ale jest wspólnotą – zaznaczył duchowny, który stwierdził, że parafia jest pierwszym miejscem, w którym człowiek spotyka się z Bogiem i nie można jej zredukować do biura, ale musi to być parafia wychodząca.

Przekonywał, że w parafii liczy się wspólnota poczynając od wspólnoty księży.

Kładł mocny akcent na posługę stałych diakonów. – Stały diakon jest rodzajem mostu między prezbiterium a ludźmi świeckimi, bo on najczęściej żyje w małżeństwie, rodzinie, wychowuje dzieci, a jednocześnie przyjął sakrament święceń. Jest łącznikiem, który buduje wspólnotę – podkreślał administrator apostolski diecezji kaliskiej.

Wskazywał, że w parafii swoje miejsce muszą mieć osoby prowadzące życie konsekrowane, czyli siostry i bracia zakonni, ludzie, którzy wybrali dziewictwo konsekrowane, czy życie pustelnicze konsekrowane.

Dodał, że w parafii potrzebne są wspólnoty, które wyrastają z jakiegoś charyzmatu, a także rady: duszpasterska, ekonomiczna. - To wszystko jest potrzebne, żeby stworzyć wspólnotę, która jest ciałem a nie parlamentem – stwierdził metropolita łódzki.

Zaznaczył, że parafia jest narzędziem misji Kościoła jaką jest ewangelizacja i powinna być przestrzenią kultury spotkania. - Jak czytamy Pismo Święte widzimy, że Bóg przez całą historię zbawienia nie robi nic innego tylko zbiera ludzi, a szatan nie robi nic innego tylko ich rozprasza, a Bóg robi wszystko, żeby ich zgromadzić. Narzędziem tej misji jest wspólnota, która potrafi gromadzić pod warunkiem, że nie jest celem dla siebie, ale ma misję zgromadzania wszystkich, którzy jeszcze do niej nie należą – przekonywał abp Ryś.

Po błogosławieństwie ewangelizatorów dla misji ewangelizacyjnej w Ostrowie Wielkopolskim abp Grzegorz Ryś udzielił wszystkim błogosławieństwa pasterskiego.

Spotkanie ewangelizacyjne zakończyła modlitwa o nawrócenie serca, a także za kapłanów, którzy w Kaliszu przeżywają swoje rekolekcje.

Organizatorem spotkania ewangelizacyjnego była Szkoła Nowej Ewangelizacji Świętej Rodziny w Ostrowie Wielkopolskim. Jak wyjaśnia ks. kan. Dominik Wodniczak od kilku lat w Kaliszu organizowane są Fora Nowej Ewangelizacji. Dodaje, że spotkania ewangelizacyjne i kursy odbywają się w parafii Świętej Rodziny w Ostrowie Wielkopolskim.

Duchowny zaznacza, że w związku ze zbliżającą się 125. rocznicą powstania parafii Świętej Rodziny w Ostrowie Wielkopolskim w sobotę, 26 września, w parafii rozpoczną się ośmiodniowe misje ewangelizacyjne, które poprowadzi ks. Robert Grzybowski z Drohiczyna z dwoma małżeństwami.

– Będziemy prowadzić akcję „Ewangelizacja od drzwi do drzwi”. Kilkudziesięciu ewangelizatorów będzie głosić Dobrą Nowinę odwiedzając domy. Są to osoby ze Szkoły Nowej Ewangelizacji i kilku wspólnot Odnowy w Duchu Świętym z naszej diecezji. Ta akcja ewangelizacyjna odbywa się za wiedzą administratora apostolskiego diecezji kaliskiej ks. arcybiskupa Grzegorza Rysia – mówi w rozmowie z KAI ks. Dominik Wodniczak.

CZYTAJ DALEJ

Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach miasta - [Aktualizacja: 23.09.g.23:14]

2020-09-23 23:14

Zofia Białas

Iskra Bożego Milosierdzia w Wieluniu

Iskra Bożego Milosierdzia w Wieluniu

28 września o godz. 15:00, po raz 13. odbędzie się Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach miast świata. Zobaczcie, gdzie można dołączyć się do modlitwy.

Oleśnica:

1) Przy pomniku św. Jana Pawła II (kościół pw. NMP Matki Miłosierdzia w Oleśnicy) - Organizator: Parafia oraz “Niedziela Wrocławska”

Wrocław:

1) Skrzyżowanie ulic Żmigrodzkiej i Obornickiej - Organizator: Wspólnota św. Charbela z Wrocławia -Karłowic od Ojców franciszkanów skrzyżowaniu ulic Żmigrodzka i Obornicka

2) Krzyż Misyjny przy kościele św. Jadwigi ul. Pilczycka 25 54-150 Wrocław - skrzyżowanie ulic Pilczyckiej i Kozanowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję