Reklama

Niedziela w Warszawie

Nie ma radości na Ukrainie

Niedziela warszawska 11/2014, str. 6-7

[ TEMATY ]

Ukraina

Marcin Żegliński

WOJCIECH DUDKIEWICZ: – Wrócił Ksiądz z Ukrainy. Jaki był powód wyjazdu?

KS. WITALIJ KASZCZUK: – Pojechałem na tygodniowy urlop w rodzinne strony, do Chmielnickiego. Mam tam rodzinę, przyjaciół, kolegów, utrzymuję z nimi bliski kontakt, jeżdżę tam parę razy do roku. Byłem też w Kijowie, gdzie pojechałem krótko po „czarnym czwartku”, i w Chmielnickim, gdzie mniej więcej w tym samym czasie zginęły dwie osoby, a koło dziesięciu zostało rannych.

– W Internecie można zobaczyć film z wydarzeń w Chmielnickim. Jest dramatyczny.

– Tamtejsze wydarzenia były dramatyczne. W Chmielnickim, jak w wielu miastach, ludzie wyszli na ulice, podchodząc m.in. pod budynek miejscowej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. W pewnym momencie, gdy ludzie zaczęli wyłamywać drzwi, z wewnątrz budynku padły strzały, ktoś puścił serię z karabinu maszynowego. Kule raniły kilka osób i zabiły kobietę, która modliła się, żeby nie doszło do przelewu krwi... To doprowadziło do utworzenia barykad i obrzucenia budynku koktajlami Mołotowa i kostką brukową. Samych zdarzeń nie widziałem, ale widziałem skutki i czułem napięcie panujące w Chmielnickim, podobne do tego w Kijowie. Byłem tam kilka dni po tych zdarzeniach, wyglądało to strasznie, budynek był nadpalony, wszędzie kwiaty. Ludzie przychodzili, palili znicze, klęczeli, modlili się. Wrażenie było dojmujące.

Reklama

– Co Ksiądz widział w Kijowie?

– Gdy wyszedłem na Majdan z metra, uderzający był wygląd tego miejsca. Zamiast wyrwanej kostki, była ziemia, jeszcze bardziej czarna, bo zmieszana ze spaloną gumą z opon. W oczy rzucał się nadpalony budynek związków zawodowych. Majdan jest nie do poznania. Są barykady, namioty, ale plac tonie także w olbrzymiej ilości kwiatów, jest mnóstwo zapalonych zniczy. Ze sceny było słychać modlitwy, bo tam cały czas się modlą. Co godzinę modlitwę prowadzą księża różnych wyznań.

– Co robiło największe wrażenie?

– Uderza atmosfera żałoby. Wydawałoby się, że jest się z czego cieszyć, bo przecież władza się zmieniła, powstał nowy rząd, który może zbudować coś nowego. Pokonano granice strachu, ludzie sporo osiągnęli. Jednak tydzień po „czarnym czwartku”, choć życie toczy się dalej, cały czas jest w tle świadomość, że w okolicach Majdanu zginęło kilkadziesiąt osób. Żeby dobrze zrozumieć, co tam się działo, potrzebny jest czas, odpowiednia perspektywa. Nie dostrzegłem atmosfery radości, czy euforii. Byłem na ul. Instytuckiej, której nazwa ma być zmieniona na Niebiańskiej Sotni, gdzie zginęło najwięcej ludzi. Wciąż przychodzą tam ludzie, kładą kwiaty, widać ich łzy. Są ślady w drzewach od kul, są latarnie przeszyte kulami na wylot. Są też barykady, dokładnie w miejscach, gdzie padali ludzie. Strzelano tam do nich jak do zwierząt na polowaniu. Gdy patrzyłem na ludzi na Majdanie, czułem się nieswojo, robiąc zdjęcia, krępowała mnie rozmowa z nimi. Miałem ich pocieszać? Czułem, że nie wypada. Jest to ten moment, kiedy się patrzy i jest się cicho. Myślałem sobie: tydzień wcześniej ja siedziałem w cieple, w Warszawie, obserwowałem wydarzenia w Internecie, a oni tu ginęli.

– Co Ksiądz czuł wtedy w Warszawie widząc, co dziejące się w Kijowie?

– To, co słyszałem, widziałem – że zginęło właśnie tylu a tylu, rannych jest tylu, a tylu – to było więcej niż deprymujące, to mnie paraliżowało. Nie mogłem nic robić, o niczym innym myśleć, mogłem się tylko modlić. Potem, w pewnym momencie, zmusiłem się do wyjścia na krótko na Różaniec... Taki stan przeżywało wielu moich przyjaciół, krewnych, moja mama, gdy śledzili wiadomości z Kijowa. Było widać, ze zaczęło się coś bardzo poważnego, czego nikt się nie spodziewał. Gdy zginęło pięć osób na ul. Hruszewskiego, wszyscy myśleli, że to o pięć osób za dużo, że nie może być więcej ofiar. A potem dowiadywaliśmy się, że ofiar są dziesiątki, że władze dokonują rzezi demonstrantów. Z jednej strony jest przekonanie, że dzieje się coś ważnego, ale z drugiej przytłacza świadomość dramatu, który się rozgrywa i własnej bezradności. Atmosfera na Majdanie jest wspaniała, ale jest też skupienie. Jest świadomość przekroczenia Rubikonu, że taka tragedia nie może się już powtórzyć. Do tego jest wielka niewiadoma, jaka będzie przyszłość. Powietrze miało być lepsze, ale nie jest. Wszystko wydaje się być zawieszone.

Reklama

– Tym bardziej, że szybko okazało się, że to nie koniec dramatu na Ukrainie.

– Gdy wyjeżdżałem do Warszawy, pojawiły się informacje o wydarzeniach na Krymie, o przemieszczaniu się wojsk rosyjskich i koncentracji przy granicy z Ukraina 150 tys. żołnierzy. To przerażające. Okazało się, że co prawda, ogromnym wysiłkiem i za ogromna cenę, zostały osiągnięte zmiany, a tu Ukraina staje przed jeszcze większą ścianą i jeszcze większym zagrożeniem.

– Dlatego Majdan nie rozszedł się? Mówili Księdzu, dlaczego nadal tam są?

– Mówili, że muszą tam być. Po to przede wszystkim, żeby kontrolować władzę, żeby nie stoczyła się. Bo tam, gdzie są pieniądze, wpływy itp., trzeba patrzyć ludziom na ręce. Tym bardziej, że przy władzy nie znaleźli się ludzie zupełnie nowi, lecz już tkwiący w strukturach państwa. Majdan ma czekać do wyborów prezydenckich, które odbędą się w maju. Majdan jest w tej chwili częścią władzy. Przecież był w stanie wzywać deputowanych na dywanik, żądać od nich zdawania relacji. Tu przedstawiano skład rządu do zatwierdzenia! To prawda, Majdan, jako część władzy, też może się wyalienować. Dlatego za jakiś czas Majdan muszą zastąpić zwykłe procedury demokratyczne.

– Widać wyraźnie, że Rosja chce przejąć Krym. Niektórzy uważają, że już został utracony. Co Ksiądz o tym sądzi?

– Sytuacja nie jest prosta, ale nie uważam, żeby tak się rzeczywiście stało. Napięcie raczej spada, wojsko ukraińskie na Krymie nie przeszło na stronę Rosjan. Nie jest oczywiste, że Rosja oderwie Krym. Nie mówię, że tak nie może się stać, ale to nie jest sprawa przesądzona. Operacja nie przebiegała zgodnie z planem. Ludzie naszych wschodnich sąsiadów nie witali kwiatami, chlebem i solą. Jestem dobrej myśli. Poza tym, jakakolwiek nie byłaby sytuacja, Opatrzność czuwa. Pan Bóg jest dobry i kochający, jest zawsze w stanie wyprowadzić nas na prostą. To zawsze powinien być dla nas punkt odniesienia, który pomaga trwać. Cokolwiek by się nie zdarzyło – byle to nie kosztowało życia, które jest bezcenne – zawsze jest to okazja do oczyszczenia, do weryfikacji, do stanięcia w prawdzie.

2014-03-11 14:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ukraina: abp S. Szewczuk wezwał młodych, aby nie wstydzili się swej ojczyzny

[ TEMATY ]

Ukraina

prawosławie

Tomasz Koryszko/KUL

Abp Światosław Szewczuk, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego

Abp Światosław Szewczuk, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego

Nie pozwólmy, aby ktokolwiek wyśmiewał Ukrainę – napisał w tradycyjnym przesłaniu do młodych na Niedzielę Palmową arcybiskup większy kijowsko-halicki Swiatosław Szewczuk. Wezwał ich również do udziału w drugiej rundzie wyborów prezydenckich, gdyż – jak podkreślił – od ich wyniku zależeć będą losy kraju na najbliższe dziesięciolecia, a może dla dalszego jego istnienia.

„Dziś będziemy wyrażać na Ukrainie swoją dojrzałość narodową i chrześcijańską, uczestnicząc w wyborze prezydenta kraju” – stwierdził zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK). Zwrócił uwagę, że dla kogoś mogą to być pierwsze wybory w życiu, a „właśnie ten dzień może się stać decydujący dla losów kraju na dziesięciolecia, a nawet dla dalszego jego istnienia”. Dlatego arcybiskup wezwał młodych odbiorców swego orędzia „do dojrzałej odpowiedzialności”, ponieważ jedynie „osoba dojrzała jest w stanie przewidzieć skutki swego wyboru i wziąć na siebie odpowiedzialność za nie”.

CZYTAJ DALEJ

Msza św. w starym rycie będzie odprawiana w archidiecezji wrocławskiej

2021-07-23 15:28

Ks. Piotr Nowosielski/Niedziela

Dziś Kuria Metropolitalna Wrocławska podała do publicznej wiadomości komunikat skierowany do duchowieństwa i wiernych archidiecezji wrocławskiej. Zawarta jest w nim informacja, że  metropolita wrocławski abp Józef Kupny potwierdza na urzędzie duszpasterza Duszpasterstwa Wiernych Tradycji Łacińskiej w archidiecezji wrocławskiej ks. dr. Ireneusza Bakalarczyka.

Decyzja ta, jest wynikiem ostatniej decyzji papieskiej związanej z promulgacją motu proprio: „Traditionis custodes”. Ks. Ireneusz Bakalarczyk będzie ”jedynym kapłanem wyznaczonym do sprawowania liturgii w formie sprzed reformy liturgicznej z 1970 r., a prowadzone przez niego duszpasterstwo jest jedyną wspólnotą rozpoznaną i zatwierdzoną w archidiecezji wrocławskiej".

CZYTAJ DALEJ

Wyruszyli na pielgrzymkowy szlak po raz 40!

2021-07-24 11:18

Piotr Twardowski

    Górale wyruszyli spod Tatr w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. Po raz 40 rozpoczęli pielgrzymowanie z Bachledówki, Nowego Targu, Rabki i Zubrzycy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję