Reklama

Polska

W atmosferze zrozumienia i nadziei

O wizycie „Ad limina Apostolorum”, medialnej rzeczywistości i tajemniczych znakach Opatrzności z abp. Wacławem Depo – metropolitą częstochowskim, przewodniczącym Rady ds. Środków Społecznego Przekazu KEP – rozmawia ks. Ireneusz Skubiś

Niedziela Ogólnopolska 10/2014, str. 16-17

[ TEMATY ]

biskup

Kościół

wizyta

ad limina

L'osservatore Romano

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Ksiądz Arcybiskup przybywa do nas tuż po wizycie „Ad limina Apostolorum” w Rzymie. Jakie są wrażenia Ekscelencji z bezpośredniego spotkania z Ojcem Świętym Franciszkiem?

ABP WACŁAW DEPO: – Nawiedzenie grobów apostolskich i rzymskich bazylik oraz samo spotkanie z Ojcem Świętym to już były niezwykłe przeżycia. Ująłbym to tak: doświadczaliśmy kolejnego cudu Kościoła, faktu, że ludzie się zmieniają, epoki się zmieniają, następują różne zjawiska społeczne – niektóre z nich dzieją się na naszych oczach, jak chociażby to na Ukrainie – a Kościół trwa, bo jest zbudowany nie z woli ludzkiej, ale z woli Boga, z woli Chrystusa. Zbudowany jest na Piotrze – wydawałoby się, człowieku słabym i grzesznym, ale jednocześnie przez tego człowieka wypowiada się Bóg. Doświadczaliśmy tych Bożych tajemnic w spotkaniach z Następcą Piotra, który dzisiaj ma na imię Franciszek. Dziękuję za to Panu Bogu – i myślę, że podobnych przeżyć doświadczyli wszyscy pasterze Kościoła w Polsce: było to kolejne umocnienie naszej wiary poprzez Piotra.
Mieliśmy sposobność stanąć wiele razy zarówno przy konfesji św. Piotra, jak i przy grobach bł. Jana Pawła II i bł. Jana XXIII, żeby się tam – jak mówił Karol Wojtyła w jednym ze swoich poematów o pielgrzymce do Ziemi Świętej – nie tylko zatrzymać, ale przyklęknąć i, wstając, odejść świadkiem. Te refleksje, które kiedyś zapisał błogosławiony Papież, w jakiś sposób były również naszym udziałem. Stanęliśmy na tym miejscu świadomi, że w tajemnicy obcowania świętych stajemy w kolejnym spotkaniu zarówno z pierwszym papieżem, jak i z jego kolejnymi następcami, a dzisiaj mamy swoje zadania wyznaczone przez Ojca Świętego Franciszka.

– Z jakim zamyśleniem klęczał Ksiądz Arcybiskup u grobu św. Piotra, a także przy grobach błogosławionych Jana XXIII i Jana Pawła II?

– Wspomniałem już kiedyś, że nawiedzając wcześniej grób Jana Pawła II w podziemiach bazyliki, położyłem na nim swój pektorał, który otrzymałem na początku mojej posługi biskupiej od kard. Stanisława Dziwisza, i wypowiedziałem słowa zawarte w przekazie biblijnym: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (por. Rdz 32, 27). Te słowa Jakuba, które padły nad potokiem Jabbok, odnoszą się bardzo żywo i konkretnie do nas, którzy zmagamy się na co dzień z różnymi sprawami, ale trzeba nam wierzyć, że łaska Boża i Boże błogosławieństwo są większe od trudności, które napotykamy. Co mam na myśli? Kiedy przygotowywaliśmy się do wizyty „Ad limina”, w środkach społecznego przekazu, zwłaszcza tych publicznych, wieszczono, że będziemy przez Papieża rozliczani, że jakby nie dorastamy do miary kolejnego następcy Piotra, czyli że styl posługi Ojca Świętego Franciszka bardzo się różni od naszego kościelnego spełniania się, od tradycji wiary, którą na ziemi polskiej podtrzymujemy. Według mediów, biskupi mieli być karceni w różnych dziedzinach. Tymczasem było coś zgoła odwrotnego, przeżyliśmy ojcowskie pochylenie się najpierw nad każdym z nas, a potem nad każdym tematem. Kiedy przedstawiliśmy swoje imię, Ojciec Święty, patrząc nam w oczy, wypowiadał swoje pytanie lub potwierdzenie znajomości tematu czy osoby. I to jest umocnienie, które dotyczy nie tylko strony duchowej, ale i tej społecznej, socjologicznej.

Reklama

– Co Ojciec Święty powiedział Księdzu Arcybiskupowi?

– Najpierw podziękowałem Ojcu Świętemu za wybranie Jasnej Góry na stację modlitwy różańcowej. Patrzył uważnie, kiwając głową potwierdzająco. Później, kiedy mówiłem o zaproszeniu z okazji Światowego Dnia Młodzieży w 2016 r. także do Częstochowy, ze względu na charakter tego miejsca, jako narodowego sanktuarium Matki naszego Zawierzenia, Papież uśmiechnął się i zauważył, że przed kilku dniami rozmawiał ze swoim współpracownikiem abp. Konradem Krajewskim, który opowiadał mu, że gdy rozpoczyna się lato, czyli w lipcu i sierpniu, cała Polska idzie na Jasną Górę. I Ojciec Święty, radosny, pokazywał rękoma, jak to wszyscy pielgrzymują do jednego celu – na Jasną Górę. Powiedział, że jest to jednocześnie potwierdzenie tego, iż wiemy, dokąd należy podążać, wiemy, do Kogo idziemy. Wywnioskowałem, że Papież coraz głębiej wchodzi w charyzmat Jasnej Góry i tym samym – Kościoła w Polsce. Powiedział do mnie wprost: „Spójrz w Oblicze Matki Bożej i powiedz Jej o mnie”. Oczywiście, czynię to, ilekroć jestem na Jasnej Górze.

– To niewątpliwie bardzo istotne zarówno dla nas, jak i dla Metropolity Częstochowskiego, który jest w jakimś sensie strażnikiem charyzmatu Jasnej Góry. A jak wyglądały odwiedziny w watykańskich kongregacjach?

– To była owocna, ale trudna praca. W poszczególnych dykasteriach watykańskich wyznaczono godziny spotkań, byliśmy podzieleni na 5 grup, niektórzy z nas zostali wyznaczeni przez Arcybiskupa Nuncjusza i prezydium Sekretariatu Episkopatu Polski jako relatorzy. Moje zadanie polegało na przedstawieniu sytuacji medialnej Kościoła w Polsce w Papieskiej Radzie ds. Środków Społecznego Przekazu oraz w Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Trzy metropolie: katowicka, częstochowska i wrocławska przedstawiały razem zakres naszych działań duszpasterskich. Najpierw było wstępne przedstawienie sprawy, a dopiero później poszczególni kardynałowie odpowiedzialni za kongregacje czy arcybiskupi zadawali pytania i ukazywali panoramę pracy Kościoła. Trochę nas szokowało, kiedy np. kardynał z Hiszpanii czy z Brazylii mówił o doświadczeniu Kościoła powszechnego poprzez własną tradycję czy doświadczenie Kościoła, w którym wyrósł, ale tego rodzaju podejście do tematu okazało się bardzo potrzebne, bo zobaczyliśmy, że nie tylko my zderzamy się z trudnymi sytuacjami, ale pewne problemy są globalne, obecne w całym świecie.
Wspomnę tu także wypowiedź Ojca Świętego, w której zapytał, czy zdajemy sobie sprawę z tego, że we Włoszech ok. 50 proc. młodych ludzi po studiach wyższych nie ma pracy. W Polsce mówi się jeszcze o dwudziestu kilku procentach, ale w Europie wyrasta nowe pokolenie ludzi młodych, którzy nie doświadczyli smaku i sensu pracy. Ci ludzie przyjdą do Kościoła także z prośbą o konkretną pomoc. Albo inna szokująca refleksja Ojca Świętego z jego wizyty na Lampedusie i spotkania z biednymi emigrantami: w trakcie liturgii podszedł do niego ok. 30-letni mężczyzna i wyznał, że jest 5-krotnym niewolnikiem – był w obozie karnym i uciekł, został wysłany do kolejnego, tam go sprzedano dalej i stał się przedmiotem następnych przetargów w innych miejscach, aż dotarł tu jako człowiek wolny. Jego silnym doświadczeniem jest jednak 5 lat niewolniczego życia. Teraz prosi o pomoc. Ta opowieść była dla Ojca Świętego wielkim przeżyciem. Widać, że Papież jest niezwykłym duszpasterzem, że ludzie przychodzący do niego niejako wprost wpadają w jego oczy i ramiona.

– Jak najogólniej mógłby Ksiądz Arcybiskup podsumować wizytę „Ad limina” biskupów polskich?

– W wypowiedziach i sposobie posługi papieża Franciszka odczytaliśmy uznanie dla pracy Kościoła w Polsce. Ojciec Święty podczas każdego prawie spotkania podkreślał, byśmy dziękowali Bogu, że możemy pracować w narodzie o wielowiekowej tradycji chrześcijańskiej, ale też że dzisiaj łączy się to także z odkrywaniem nowych pól dla pracy ewangelizacyjnej. Jak zauważyli wszyscy polscy biskupi, Ojciec Święty zwracał uwagę, by pilnować ścieżek związanych z sakramentem pojednania, bo jest to niejako termometr naszego życia religijnego. Ogólnie mówiąc, Ojciec Święty pobłogosławił żmudnej codziennej pracy Kościoła polskiego, czyli kapłanów, zakonników, sióstr zakonnych w różnych wymiarach ich służby formacyjnej i edukacyjnej.

Reklama

– Czy można było zauważyć zbieżność myślenia papieża Franciszka z myśleniem Episkopatu Polski?

– Dobrze, że wizyta biskupów polskich nastąpiła już w pierwszym roku posługiwania Papieża. Jako Episkopat musimy się uczyć nowego sposobu przepowiadania Ojca Świętego w Kościele, bo jest to styl bardziej duszpasterski niż profesorski, skierowany w stronę ludzi biednych i poszukujących. Ten wymiar służby obecnego Następcy św. Piotra ujmuje swym charyzmatem i przyciąga również ludzi niewierzących. To jest pewien fenomen.
Ale kryje się w tym też niebezpieczeństwo „grania Papieżem” przeciwko Episkopatowi albo – kiedy wyraża on niezmienne stanowisko w sprawie np. małżeństwa i rodziny – „odstawiania go na bok” i ukazywania tego, co jest grzechem czy słabością poszczególnych ludzi Kościoła.

– Z relacji z wizyty „Ad limina” zamieszczonych w „Niedzieli” wynika, że księża biskupi wrócili z Rzymu zadowoleni.

– Już pierwsze zdanie wypowiedziane przez Papieża na początku jego przesłania zapadło nam mocno w serce. Było to podkreślenie, by nikt i nic nie spowodowało podziałów między nami: między biskupami, kapłanami oraz ludźmi świeckimi, którzy stanowią Kościół, bo wszyscy jesteśmy jedną wspólnotą wiary w Kościele. Ojciec Święty podkreślił, że musimy zwierać szyki ku jedności, która nie może być budowana tylko na jakimś uczuciu. Nie można odchodzić od prawdy objawionej, będącej naszym pryncypium, na którym buduje się dopiero gmach nazywany życiem.

– Ksiądz Arcybiskup mówił, że podczas „Ad limina” był relatorem w zakresie mediów...

– Jest to bardzo trudny problem w Kościele, niekiedy bowiem spotykamy się z różnymi reakcjami, niezrozumiałymi w perspektywie wiary. Powiem o sprawie, której dotykałem. Ksiądz Infułat postawił mi kiedyś w „Niedzieli” pytanie o sprawę listów pasterskich kierowanych do wiernych, które winny mieć charakter formacyjny, a nie tylko informacyjny czy przestrzegający przed zagrożeniami. Mówiłem, że zwrócę się do Episkopatu, by listy pasterskie były w ten sposób formułowane. Ale media w Polsce zrobiły ze mnie człowieka inkwizycji, „czarnej listy”, dzielącego dziennikarzy na dobrych i złych, zupełnie zmieniając znaczenie słowa „list”, a przypisując mu zgoła inne znaczenie – „czarna lista” i stawiając pytanie: czegóż ten arcybiskup jako przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu chce?
I kolejna sprawa, która też w tym wywiadzie zabrzmiała: kiedy powiedziałem, że jest konieczność wprowadzenia kryterium sumienia w sprawie korzystania z mediów katolickich – czyli odpowiedzialności wewnętrznej za to, czy przeczytałem jakiś artykuł na tematy religijne, czy prenumeruję czasopismo katolickie, czy słucham radia lub oglądam katolicką telewizję – znowu zostałem zaatakowany, że przymnażam grzechów. A przecież takie kryterium jest zawsze obecne w każdym dobrze przeprowadzanym rachunku sumienia. Być może je ignorujemy i dawno nie rozliczaliśmy się z tego w sumieniu, tym samym przed Panem Bogiem. Bo jeśli proporcja oglądanych telewizyjnych programów, filmów i rozrywek w stosunku do religijnej cząstki jest tragicznie mała, to ponosimy przecież za to jakąś odpowiedzialność. Nie mówmy, że taki jest świat, który wchodzi w nasz sposób myślenia i do naszego życia. Nasze życie zależy od naszych wyborów.
Tego rodzaju sprawy były również przedmiotem naszej rozmowy i troski podczas wizyty „Ad limina Apostolorum”.

– A zatem – powiało dobrą atmosferą, nadzieją i jeszcze lepszym zrozumieniem potrzeby wytężonej pracy w służbie Kościoła i człowieka...

– Powiem tu o naszym częstochowskim charakterze mojego powrotu. Opatrzność sprawiła, że bezpośrednio po przyjeździe z Rzymu celebrowałem w katedrze częstochowskiej Eucharystię dziękczynną za osoby bp. Stefana Bareły, bp. Teodora Kubiny i bp. Zdzisława Golińskiego – czyli moje pierwsze eucharystyczne spotkanie z wiernymi odbywało się w najważniejszym kościele naszej archidiecezji i z nawiedzeniem grobów moich poprzedników, w których trud i krzyż wszedłem. Zrozumiałem, że dzisiaj moim obowiązkiem jest pomnożyć to, co oni tutaj wypracowali. Kolejne dni przebiegały m.in. pod znakiem nawiedzenia, wspólnie z abp. Zygmuntem Zimowskim z Watykanu, szpitali i hospicjum, czyli ludzi chorych. Praktykowaliśmy wprost to, co Ojciec Święty nam zlecał, mówiąc: – Pamiętajcie o ludziach cierpiących, chorych. O każdym z nich mówi on przecież w czasie swoich audiencji i spotkań. Zatem – już w konkrecie Kościoła częstochowskiego miało miejsce potwierdzenie głębokiej tajemnicy tamtego spotkania, za co jestem Panu Bogu wdzięczny.

2014-03-04 15:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Watykan: zawieszenie wizyt ad limina

[ TEMATY ]

Watykan

ad limina

Tama66/pixabay.com

Okresowe wizyty biskupów ad limina Apostolorum w Watykanie zostały zawieszone do Wielkanocy. Ma to związek z epidemią koronawirusa i zarządzoną przez władze Włoch kwarantanną całego kraju, co utrudnia organizowanie przyjazdów biskupów z całego świata.

Tym samym nie odbędą się wizyty dwóch kolejnych grup biskupów francuskich, planowane od 16 do 29 marca (pierwszą grupę Franciszek przyjął 9 marca). Poinformował ich o tym kard. Marc Ouellet, prefekt Kongregacji ds. Biskupów, zapowiadając jednocześnie, że zostanie wskazana nowa data.

Anulacja wizyt ad limina dotyczy także grupy biskupów z Brazylii, którzy od tygodni przybywają do Watykanu z poszczególnych prowincji kościelnych (metropolii).

Wizyty ad limina Apostolorum (do progów apostolskich) to okresowe przyjazdy biskupów z całego świata, w czasie których spotkają się z papieżem oraz odwiedzają urzędy Kurii Rzymskiej i omawiają różne aspekty działalności Kościoła w swoim kraju. Ponadto odprawiają Msze św. w czterech papieskich bazylikach.

CZYTAJ DALEJ

Zabijanie nienarodzonych w kontekście prawdy i wolności

2020-11-27 18:36

[ TEMATY ]

nienarodzone dzieci

wolność

prawda

zabijanie dzieci

Ivan Kmit/Fotolia

Człowiek, o czym przypomina m.in. Karol Wojtyła w swojej adekwatnej antropologii, różni się istotowo od pozostałego świata stworzeń żyjących między innymi tym, że posiada duszę nieśmiertelną, z jej duchowymi władzami: rozumem i wolną wolą.

Rozum pozwala człowiekowi pozostawać w możliwie wszechstronnym kontakcie z rzeczywistością. Posiada on zdolność ujmowania prawdy i odróżniania jej od błędu, fałszu oraz kłamstwa. Istotna dla poznawczej relacji rozumu do wszelkiego bytu jest prawda i prawdziwość. Prawda (zgodność tego, co myślimy i mówimy, z tym co jest w rzeczywistości) stanowi istotną rację bytu ludzkiego poznania. Prawda jest celem dążenia osoby, ponieważ „wyzwala” ją z bytowania przedrefleksyjnego. Człowiek poprzez poznanie prawdy konstytuuje swoją osobową podmiotowość, dlatego z tego powodu, nie może nie chcieć poznawać prawdy, ponieważ tylko przez nią spełnia się jako osoba – staje się osobą. W pierwszym rzędzie, człowiek poznaje prawdę o dobru - w tym prawdę o dobru i godności ludzkiego życia, od poczęcia, aż po naturalną śmierć.

Prawda chroni rozum przed zrelatywizowaniem dobra, zwłaszcza dobra moralnego. Prawda broni też przed sprowadzeniem dobra do uczuć (jak chciał D. Hume), do emocji (jak uczył M. Scheler), czy też do czystej formy apriorycznego rozumu praktycznego (jak widział to I. Kant). Prawda o dobru jest zasadą świadomego i wolnego działania osoby. Jest momentem rozszczepienia czynów ludzkich na dobre i złe. I tutaj dochodzimy do drugiej duchowej władzy człowieka – do wolnej woli, przez którą dokonuje się ludzka wolność.

Wola wyraża się zarówno w prostym akcie „ja chce”, jak i złożonych: „ja rozstrzygam” i „ja wybieram”. Dojrzały akt wolnej woli zakłada akt poznania, co oznacza, że wolność, aby była prawdziwa, służąc pojedynczemu człowiekowi i całej ludzkości, musi być organicznie związana z prawdą oraz dobrem i w gruncie rzeczy powinna być zawsze na usługach miłości.

Dobro poznane jako prawdziwe, powinno być wprowadzone w czyn. Nie wystarczy poznać prawdę o dobru, ani nawet ją przeżywać. Dobro poznane w świetle prawdy, jeśli nie ma pozostać tylko w sferze intelektualnej, musi stać się zasadą chcenia i działania. Szukanie i ujmowanie prawdy jest doskonałością rozumu. Moralność natomiast jest doskonałością woli. Istoty obdarzone właściwością poznawczą mogą (powinny zawsze) ujmować prawdę, dociekać jej i do niej dążyć. Istoty obdarzone wolą wolą, oświeconą prawdą rozumu mogą (powinny) realizować dobro moralne. I to jest moralność charakterystyczna tylko dla człowieka, bowiem rzeczy, rośliny i zwierzęta z natury nie „poruszają się” w świecie dobra i zła moralnego, bo nie posiadają rozumu, odkrywającego prawdę i wolnej woli realizującej poznaną prawdę.

Prawda o dobru ludzkiego życia

Odkrywana przez rozum prawda o ludzkim życiu, wskazuje na podstawowy fakt, że jest ono - od poczęcia, aż po naturalną śmierć - fundamentalną wartością – dobrem samym w sobie. Św. Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae. O wartości i nienaruszalności życia ludzkiego (25.03.1995) zaprezentował czytelną wykładnię Kościoła i jej uzasadnienie dotyczące omawianej problematyki podkreślając, że życie ludzkie w każdej swojej fazie i etapie jawi się jako szczególne dobro z kilku powodów.

Po pierwsze, jest ono „inne i odrębne od życia wszelkich innych stworzeń żyjących” (EV nr 34). Jest ono bowiem„owocem specjalnej decyzji Boga i Jego postanowienia, aby połączyć człowieka ze Stwórcą szczególną i specyficzna więzią: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego nam» (Rdz 1, 26)” (EV nr 34).

Po drugie, życie ludzkie „jest w świecie objawieniem Boga, znakiem Jego obecności, śladem Jego chwały”, przez co człowiek z woli Stwórcy jawi się jako „szczyt i ukoronowanie stwórczego działania Boga”, który wszystko w rzeczywistości stworzonej ukierunkował ku człowiekowi (EV nr 34).

Po trzecie, wartość ludzkiego życia pomimo „osłabienia” i „zamazania” jej przez grzech, zarówno pierworodny, jak i każdy późniejszy, została na nowo potwierdzona i objawiona w tajemnicy Wcielenia (EV, nr 1) i Odkupienia (EV, nr 25).

Po czwarte, nieporównywalna wartość ludzkiego życia wynika także i z tego, że będąc „podstawowym warunkiem, początkowym etapem i integralna częścią całego i niepodzielnego procesu ludzkiej egzystencji” (EV nr 2), „jest czymś więcej niż tylko istnieniem w czasie. Jest dążeniem ku pełni życia; jest zalążkiem istnienia, które przekracza granice czasu: «Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności» (Mdr 2, 23)” (EV nr 34). Życie ludzkie jest przeznaczone ku pełni życia, ku wieczności (EV nr 2, 37-38).

W świetle nauczania Kościoła katolickiego ludzkie życie jest święte, bo „pochodzi od Boga, jest Jego darem, Jego obrazem i odbiciem, udziałem w Jego ożywczym tchnieniu [...]. Życie i śmierć człowieka są zatem w ręku Boga, w Jego mocy” (EV nr 39).

Po piąte, życie ludzkie od poczęcia, aż po naturalną śmierć, jest także genetycznie pierwszym i podstawowym prawem każdego człowieka. Jeśli odmówi się komukolwiek tego prawa, wszystkie inne nie mają racji bytu – są zawieszone w próżni! Bo po co człowiekowi prawo do godności, do edukacji, do pracy, godziwej płacy itd., jeżeli jest unicestwiony w imię pseudoprawa do zabijania, będącego w gruncie rzeczy bezprawiem? Jan Paweł II podczas homilii w Radomiu, dnia 4 czerwca 1991 r. tak komentował ten stan rzeczy: „Korzeń dramatu - jakże bywa on rozległy i zróżnicowany. Jednakże pozostaje i tutaj ta ludzka instancja, te grupy, czasem grupy nacisku, te ciała ustawodawcze, które «legalizują» pozbawienie życia człowieka nienarodzonego. Czy jest taka ludzka instancja, czy jest taki parlament, który ma prawo zalegalizować zabójstwo niewinnej i bezbronnej ludzkiej istoty? Kto ma prawo powiedzieć: «wolno zabijać», nawet: «trzeba zabijać», tam, gdzie trzeba najbardziej chronić i pomagać życiu?”.

Zakłamywanie prawdy rozumu o wartości ludzkiego życia

W 1920 roku profesor filozofii i prawa Karl Binding oraz profesor nauk medycznych Alfred Hoche wydali swoją pracę „Die Freigabe der Vernichtung lebensunwerten Lebens” (Wydanie zniszczeniu istot nie wartych życia). W przywołanej publikacji, za reprezentantów „lebensunwertes Leben” (życia pozbawionego wartości) uznano osoby borykające się z chorobami psychicznymi, z niepełnosprawnością fizyczną, a także z uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego, bez względu na wiek zachorowania. Do tej grupy zaliczano zarówno noworodki z wadami genetycznymi, jak i dojrzałych mężczyzn walczących w niemieckich oddziałach w czasie I wojny światowej, u których – w wyniku doświadczonej traumy – rozwinęły się objawy psychotyczne. Autorzy w przywołanej rozprawie twierdzili, że osoby te powinny być pozbawione życia, przy czym, podkreślali, że nie będzie to akt zabicia/morderstwa w sensie prawnym, lecz wyrazem aktu łaski, dobry uczynek. Takie rozumowanie tłumaczyli „troską” zarówno o los tych osób, jak i o dobro całego społeczeństwa. Byli przekonani, że ich życie jest bezużyteczne, bo nie jest w stanie przynieść żadnego zysku, a tylko naraża społeczeństwo na niepotrzebne straty. Ich eksterminacja miałaby być zatem korzyścią zarówno dla państwa, jak i dla rodzin”uwolnionych” z ciężaru opieki nad nimi. Szukając argumentów przemawiających na rzecz powyższych tez, dokonali chłodnej, nieludzkiej kalkulacji. Wyliczyli bowiem średni, roczny koszt przeznaczany na osobę przebywającą w szpitalu psychiatrycznym. W dalszej kolejności pomnożyli go przez liczbę chorych osób znajdujących się na terenie Niemiec, po czym wynik ten pomnożyli przez liczbę 50 (szacowaną średnią długość życia). Uzyskana przez nich suma została określona mianem majątku narodowego przeznaczanego na cele nieproduktywne.

Spekulacje na temat zagłady „istot nie wartych życia” do lat 30 'XX wieku pozostawały w obszarze rozważań teoretycznych. Jednak sugestie te zostały wprowadzane już w życie 19 lat później przez Niemcy i rozszerzone na różne grupy osób, które uznano za „niewarte życia”.

Choć w naszych czasach, nie używa się publicznie kategorii „lebensunwertes Leben”, to w jakiś sposób jej miejsce zajmuje dzisiaj wieloznaczna i trudna do operacjonalizacji kategoria „jakość życia” (ang. quality of life QOL), występująca w różnych dyscyplinach naukowych, także w medycynie.

Niechlubni ojcowie „prawa” aborcyjnego, stanowionego wbrew rozumowi

Choć podstawowe fakty antropologiczne wskazują na życie ludzkie od poczęcia, aż po naturalną śmierć jako wartość samą w sobie i niezbywalne oraz nienaruszalne prawo każdego człowieka, to pewne grupy ludzi z racji ideologicznej przynależności – łatwe zresztą do zidentyfikowania, zarówno w przeszłości, jak i obecnie - uzurpują sobie m.in. „prawo” do zabijania dziecka poczętego, a nie narodzonego.

Jako pierwszy na świecie Związek Radziecki zalegalizował aborcję. Włodzimierz Lenin w 1920 roku zaczął domagać się „bezwarunkowego zniesienia wszystkich ustaw ścigających sztuczne poronienia”. W 1933 roku identyczną politykę prowadził Adolf Hitler. Dążąc do utworzenia czystej rasy, doprowadził do legalizacji zabijania nienarodzonych dzieci, które posiadały, lub mogły posiadać wady wrodzone. W Polsce władze okupacyjne pozwoliły na aborcję 9 marca 1943 roku. Wydały wówczas rozporządzenie zezwalające Polkom na zabijanie polskich nienarodzonych dzieci bez żadnych konsekwencji, równocześnie zaś kara śmierci groziła za zabicie niemieckiego, nienarodzonego dziecka. 27 kwietnia 1956 roku władza komunistyczna zapatrzona w „osiągnięcia” - także prawne ZSRR - zalegalizowała w Polsce aborcję. Ustawa dopuszczała przerywanie ciąży do 12 tygodnia w trzech przypadkach: z powodu wskazań lekarskich, przy uzasadnionym podejrzeniu, że ciąża jest wynikiem przestępstwa oraz ze względu na trudne warunki życiowe kobiety ciężarnej. W 1959 roku Ministerstwo Zdrowia wydało nowe rozporządzenia o dopuszczalności przerwania ciąży. Wystarczyło wtedy ustne zeznanie o trudnej sytuacji, aby aborcja zastała wykonana.

W 1993 roku, po uzyskaniu przez Polaków suwerenności i demokracji, uchwalona została ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Polska stała się pierwszym krajem na świecie, który w warunkach demokracji odrzucił ustawę aborcyjną i wprowadził ustawę chroniącą życie. Przywołana ustawa w artykule 4a. 1 delegalizuje aborcję poza trzema przypadkami: a) gdy „ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej; b) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu; c) jeśli ciąża pochodzi z gwałtu”.

Fałszywa i zdeprawowana wolność na usługach „prawa” aborcyjnego

Brakowi szacunku dla ludzkiego życia od chwili poczęcia, a nawet bezpardonowemu atakowi na nie, sprzyja wypaczona koncepcja wolności, zniekształcająca życia indywidualne i społeczne człowieka. W słowie skierowanym do młodzieży zgromadzonej w Krakowie, dnia 10.06.1987 roku Jan Paweł II nauczał, że „wolności nigdy nie można posiadać. Jest bardzo niebezpiecznie ją posiadać. Wolność trzeba stale zdobywać”. Ciągle na nowo, także w naszych czasach – tu i teraz - należy uświadomić sobie zagrożenia wolności.

Pierwszym zagrożeniem dla prawdziwej wolności jest jej „bałwochwalczy kult” (Jan Paweł II, Encyklika Veritatis splendor, 54), rodzący dwa główne niebezpieczeństwa: immanentyzm i relatywizm etyczny. Immanentyzm wyraża się w tym, że wolność staje się swoistym absolutem w stosunku do innych wartości, jawiąc się jako ich źródło (VS, 32) i moc stwórcza (VS, 35). Z kolei relatywizm sprawia, że „wolność pragnąc wyswobodzić się od wszelkiej tradycji i autorytetu, zamyka się nawet na pierwotne najbardziej oczywiste pewniki prawdy obiektywnej i powszechnie uznawanej, stanowiącej podstawę życia osobistego i społecznego, wówczas człowiek nie przyjmuje już prawdy o dobru i złu jako jedynego i niepodważalnego punktu odniesienia dla swoich decyzji, ale kieruje się wyłącznie swoją subiektywną i zmienną opinią lub po prostu swym egoistycznym interesem i kaprysem” (EV, 19).

Kolejnym, ważnym zagrożeniem dla wolności jest sekularyzm, „który w swej naturze i definicji jest zespołem poglądów i zwyczajów broniących humanizmu całkowicie oderwanego od Boga i całkowicie skoncentrowanego na kulcie działania oraz produkcji, wypaczonego przesytem konsumpcji i przyjemności, nie troszczącego się o niebezpieczeństwo utraty własnej duszy” (Jan Paweł II, Adhortacja Reconcilatio et paenitentia, 18).

Bałwochwalczy kult wolności i sekularyzm obdzierający człowieka z tego co boskie i duchowe, znajdują się u podstaw wielu współczesnych doktryn i ideologii (neoliberalizm, postmodernizm, feminizm, gender, posthumanizm, LGBT+ itd.), „które przyznają poszczególnym jednostkom lub grupom społecznym prawo decydowania o tym, co jest dobre, a co złe: według nich ludzka wolność może „stwarzać wartości” i cieszy się pierwszeństwem przed prawdą do tego stopnia, że sama prawda uznana jest za jeden z wytworów wolności. Wolność zatem rościłaby sobie prawo do takiej autonomii moralnej, która w praktyce oznaczałaby zupełną jej suwerenność” (VS, nr 35).

Wypaczone rozumienie wolności, obdartej z prawdy i dobra, skutkuje także: a) patologicznym indywidualizmem, który zawsze i wszędzie akcentuje własną niezależność i odrębność, często połączoną z niechęcią do uczestniczenia w życiu społecznym, odrzucającą normy moralno-społeczne. chce w imię jakiejś obiektywnej prawdy (Jan Paweł II, List do Rodzin,14); b) hedonizmem, rozumiejącym życie jako intensywne poszukiwanie szczęścia w stopniu maksymalnym, przy minimalnej odpowiedzialności za własne decyzje i czyny, bez względu na obiektywne wymagania prawdziwego dobra (LR, 14); c) utylitaryzmem, dla którego liczy się tylko to, co przynosi zysk.

Patologiczny indywidualizm, hedonizm i utylitaryzm wzięte razem sprawiają, że człowiek ze swoim ciałem (nie ma tutaj mowy o duszy, bo nie ma Boga!) zostaje zredukowany do wymiaru materialnego. Człowiek jawi się tylko jako zespołem organów, funkcji i energii (EV, nr 23). Z kolei ludzka płciowość jest pozbawiona wymiaru osobowego, stając się narzędziem afirmacji własnego «ja» oraz samolubnego zaspokajania przeróżnych pragnień i popędów. Przestaje ona być znakiem i miejscem miłości. Zachowania seksualne człowieka zostają pozbawione ich naturalnego odniesienia, jakim jest zachowanie gatunku, co prowadzi do oddzielenie zachowań seksualnych od prokreacji.

Zasygnalizowane powyżej złowrogie trendy (i pochodne od nich) infekujące kulturę w jej różnych obszarach, takich jak: etyka/moralność, nauka i sztuka oraz gospodarkę, a także politykę i prawo sprawiają, że coraz wyraźniej widoczna jest „wojna silnych przeciw bezsilnym” (EV, nr 12). W takim kontekście życie, które powinno być przyjęte z miłością, staje się ciężarem odrzucanym na wszelkie możliwe sposoby, a w sytuacji choroby, czy niepełnosprawności jest unicestwiane, bo zagraża „dobrobytowi lub życiowym przyzwyczajeniom (…) osób uprzywilejowanych” (EV, nr 12).

„Bronic życia i umacniać je, czcić je i kochać...” (EV, 42)

Wartość i piękno ludzkiego życia od poczęcia, aż po naturalną śmierć nie da się uchwycić i przeżywać maszerując po ulicach z wulgaryzmami na ustach, nienawiścią w sercu i z destrukcyjnymi hasłami. W ogóle, aby moc zrozumieć otaczający nas świat i jego sens, pomimo cierpienia, trudności i problemów, potrzeba używać rozumu, który poszukuje prawdy - w tym prawdy o dobru i głębi istnienia, a następnie należy zaangażować całą swoją wolę (wolność), aby rozpoznane dobro realizować dzień po dniu, przeciwstawiając się wszelkim przejawom zła i kłamstwa.

Współczesna walka z poczętym, a nienarodzonym dzieckiem jest owocem – jakby powiedział Georg W. F. Hegel w Fenomenologii ducha - „lekkomyślności i nudy podkopujące istniejącą rzeczywistość”. Jest także owocem posthumanizmu, który głosi, że człowiek takim jakim go znamy dotychczas, jest mało wartościowy i w gruncie rzeczy banalny. Gdy rozum nie szuka już prawdy, a wolna wola nie podażą za dobrem, człowiek ucieka w świat iluzji o swojej wszechmocy i samowystarczalności mniemając, że jest w nim jeszcze coś wart, pocieszając się hardością, którą bierze za odwagę, zarozumiałością, która stwarza mu pozory mądrości, cynizmem, który staje się jego moralnością.

Gdy człowiek rezygnuje z poszukiwania prawdy i myślenia według wartości – wtedy pojawia się głupota, będąca głębokim problem filozoficznym i egzystencjalnym. Jej przejawem jest m.in. walka z faktami i postępowanie wbrew logice oraz wszelkiej racjonalności. Głupota – jak zauważa ks. M. Heller w Moralności myślenia - to ma do siebie, że nie milczy, ale wprost przeciwnie mówi wiele i głośno, powiększając sumę bezsensu we Wszechświecie.

Wniosek jest prosty. Uda się przywrócić podziw i szacunek dla ludzkiego życia od poczęcia, aż po naturalną śmierć, gdy na nowo człowiek zacznie w pełni używać władz duchowych nieśmiertelnej duszy – rozumu i wolnej woli, pamiętając o swoim boskim pochodzeniu (genealogia divina) i przeznaczeniu do życia wiecznego.

„Bronić życia i umacniać je, czcić je i kochać - oto zadanie, które Bóg powierza każdemu człowiekowi, powołując go - jako swój żywy obraz - do udziału w Jego panowaniu nad światem” (EV, 42).

CZYTAJ DALEJ

Abp Skworc na Adwent: budujmy eucharystyczną wspólnotę

2020-11-28 08:28

[ TEMATY ]

Eucharystia

abp Wiktor Skworc

adwent

Adwent2020

Episkopat.pl

abp Wiktor Skworc

abp Wiktor Skworc

Zaproszenie do budowania eucharystycznej wspólnoty - tak zatytułowany jest list pasterski abp. Wiktora Skworca na I Niedzielę Adwentu. List metropolity katowickiego będzie odczytywany we wszystkich kościołach archidiecezji w najbliższą niedzielę, 29 listopada.

Abp Skworc przypomina, że Adwentem rozpoczynamy w Kościele przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia. To także początek nowego roku liturgicznego. - To Jezus Chrystus jest Alfą i Omegą, początkiem i końcem, zarówno naszego życia, jak i całej historii - pisze arcybiskup podkreślając, że szczególnym fundamentem naszego chrześcijańskiego życia jest liturgia eucharystyczna.

Na wartość i bogactwo liturgii wskazuje program duszpasterski dla Kościoła w Polsce pod hasłem: "Eucharystia daje życie".

Autor listu zauważa, że trwająca pandemia może nam się kojarzyć z nieogarniętym mrokiem. - W takich chwilach szukajmy Bożego światła i nadziei w pięknie eucharystycznej liturgii oraz w trosce o jej głębokie przeżywanie - czytamy w dokumencie.

Abp Skworc przypomina, że czas podarowany Bogu, Kościołowi i na rzecz własnego zbawienia nie jest czasem zmarnowanym. - Niech zatem udział we Mszy św. niedzielnej za pośrednictwem mediów będzie poprzedzony decyzją całej rodziny, aby autentyczna i szczera modlitwa scalała wspólnoty domowego Kościoła - zachęca hierarcha wskazując, że udział w liturgii jest wyrazem postawy oczekiwania i czuwania.

Metropolita katowicki wskazuje, że właściwemu przeżywaniu Eucharystii powinno towarzyszyć odpowiednie przygotowanie i rozeznanie własnej sytuacji przed Bogiem, także w ramach sakramentu pokuty. - W sytuacji domowego przeżywania liturgii eucharystycznej dołóżmy starań, aby wyeliminować w tym czasie wszystko to, co mogłoby zakłócić naszą modlitwę. Przyjmijmy przewidzianą w liturgii postawę - apeluje autor listu. Dodaje, że nie wypada łączyć uczestniczenia we Mszy św. z innymi domowymi zajęciami, z wyjątkiem opieki nad dzieckiem czy osobą chorą.

- W ślad za przeistoczeniem chleba w Ciało Chrystusa i wina w Jego Krew, także my, przemienieni i uświęceni, stajemy się żywą cząstką Kościoła, który ewangelizuje, przebacza, wprowadza pokój, jednoczy, troszczy się o najbardziej potrzebujących i nikogo nie wyklucza - wskazuje arcybiskup zachęcając do rozwijania eucharystycznej duchowości i pobożności.

Abp Skworc zachęca rodziców, by pomogli dzieciom zaangażować się w Eucharystię. Duchownych zaś i świeckich prosi o różnego rodzaju znaki bezpośredniej łączności z osobami uczestniczącymi tylko w transmisjach przez m. in. wzajemne wsparcie modlitewne, sąsiedzką pomoc, regularne rozmowy telefoniczne, czy dostarczanie katolickiej prasy.

List będzie odczytywany we wszystkich kościołach archidiecezji w najbliższą niedzielę 29 listopada.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję