Reklama

Niedziela Łódzka

Między kryzysem wartości a nihilizmem

ANNA CICHOBŁAZIŃSKA: – Obecne czasy stawiają nas przed pytaniami, z którymi sami nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Wydaje się, że potrzebna nam jest narodowa edukacja o współczesnych zagrożeniach cywilizacyjnych, podana językiem przystępnym, zrozumiałym dla wszystkich. Tkwimy w wygodnym letargu, a w tym czasie osoby sprawujące władzę w instytucjach o globalnym zasięgu decydują o naszym życiu, rodzinie, sposobie wychowania dzieci. I w pewnym momencie budzimy się przerażeni, że przecież prawa te są niezgodne z naszym systemem wartości...

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI: – Jest to sytuacja, na którą powinniśmy patrzeć tak, jak nas uczył w swojej encyklice „Fides et ratio” Jan Paweł II – właśnie poprzez dwa skrzydła naszego ducha: rozum i wiarę. Wiara wzbogacona o rozum każe nam ciągle na nowo odważnie patrzeć na współczesność i jej wyzwania. Od współczesności – także od trudności, jakie ona niesie – nie wolno uciekać. Trzeba uznać, że jest taka, jaka jest: nieraz bardzo trudna, czasem niezrozumiała. A z drugiej strony trzeba mieć na tyle wiedzy o chrześcijańskiej wierze, żeby na tę współczesność spojrzeć jej oczyma. I to nie jest nic nowego. O tym, że wiara domaga się rozumu, mówił już w XI wieku Anzelm z Canterbury. Taki też w swoich dociekaniach filozoficznych i teologicznych był w XIII wieku św. Tomasz z Akwinu. Trzeba przede wszystkim wiedzieć, że z punktu widzenia dobra samej nauki nie wolno dogmatyzować jej twierdzeń, hipotez, a nawet teorii. Nauka z samej definicji zmienia swoje paradygmaty. Na tym polega jej rozwój, a równocześnie postęp cywilizacyjny, do którego się ona przyczynia. Jeżeli natomiast dogmatyzuje się pewne twierdzenia naukowe i jeżeli, z drugiej strony, niektórzy teologowie uznają pewne twierdzenia naukowe z dziedziny przyrodoznawstwa lub humanistyki za ostateczne i niezmienne, zaczynają się trudności także w dziedzinie samej wiary. Na tym m.in. polegał opór niektórych środowisk teologicznych (choć nie wszystkich! – Galileusza, w czasie jego słynnego procesu przed inkwizycją, bronili i popierali nawet niektórzy kardynałowie kurialni) wobec nowej wizji świata związanej z heliocentryczną teorią Kopernika. Z drugiej strony, jeśli dochodzi do konfliktu między nauką a wiarą, to zawsze wcześniej czy później okaże się, że prawda jest po stronie Pana Boga i Jego Objawienia. On bowiem jest Najwyższą Prawdą. Wracając do Pani pytania: właśnie w duchu mocy samej prawdy, która wyrasta z syntezy wiary i rozumu, trzeba dostrzegać różnego rodzaju zagrożenia tkwiące we współczesnej kulturze, właściwie je oceniać i innych przed nimi ostrzegać. Na tym polega funkcja prorocka Kościoła. Na pewno należy w takim duchu spojrzeć również na ostatni List Episkopatu Polski na święto Świętej Rodziny, przestrzegający przed niebezpieczeństwami związanymi z ideologią gender.

– Wydawało się, że po strasznym XX wieku ludzkość odprawiła pokutę i wkroczyła na drogę humanizmu. Tak się jednak nie stało. Zabijane są zdrowe dzieci w łonach matek, aborcji eugenicznej poddawane są chore nienarodzone dzieci, eutanazji ludzie chorzy i starzy... Niczego się nie nauczyliśmy?

– Chyba Pani zbyt optymistycznie patrzy na wiek XX, jeśli Pani uważa, że po katastrofach dwóch totalitaryzmów i po tragedii II wojny światowej świat się czegoś nauczył. A nawet jeśli się czegoś nauczył, to tylko częściowo, tylko na jakiś czas, i to nie do końca. Nawet jeżeli doszło do procesu norymberskiego i osądzenia zbrodni niemieckiego, hitlerowskiego nazizmu, to nie osądzono zbrodni drugiego systemu totalitarnego: sowieckiego komunizmu. Do dzisiaj ten system nie został uznany za zbrodniczy. Czyli tak pół na pół, zgodnie z logiką zwycięskich aliantów. Przecież w imię tej polityki z obrad procesu norymberskiego zdjęto sprawę Katynia. Taka była sytuacja polityczna i taka była wola polityczna wielkich tego świata. Po II wojnie światowej próbowano stworzyć ład oparty na humanizmie wyrażonym m.in. w Karcie Narodów Zjednoczonych (1945) czy w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (1948). Ale zabrakło tam czegoś, co jest najbardziej fundamentalne – odwołania do Pana Boga. Zabrakło podstawy, co sprawia, że jeśli będziemy myśleć tylko na poziomie pewnego humanizmu, to możemy mieć pewność: prędzej czy później zostanie on zakwestionowany przez jakąś inną doktrynę, która będzie pretendowała do miana humanizmu. I tak też się stało. Niestety, rację miał Dostojewski, który powiedział, że jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno. To samo stwierdził Kołakowski w swojej słynnej książce z połowy lat 80. Do tego trzeba dodać bolesne, ale prawdziwe stwierdzenie: jeśli Boga nie ma, to rozum jest w stanie uzasadnić i usprawiedliwić każdą zbrodnię. Tak było w czasach totalitarnych XX wieku, tak jest również teraz.

– Totalitaryzm się odrodził?

– W innej formie, ale tak, gdybyśmy oparli się na definicji Chantal Delsol, która mówi, że totalitaryzm polega na tym, iż przyznaje on jednym ludziom prawo skazywania na śmierć lub na wyeliminowanie z publicznego życia innych ludzi. Totalitaryzm bolszewicki walczył z wrogami ludu z punktu widzenia własności: wrogiem ludu był więc burżuj lub kułak; niemiecki totalitaryzm nazistowski dzielił ludzi z punktu widzenia rasistowskiego: stąd antysemityzm i związany z nim Holocaust oraz pełne pogardy spojrzenie na Słowian, przedstawianych jako rasa niewolników. A dzisiaj pojawiło się nowe kryterium – biologiczne. Ci, którzy mają władzę: sprawni, wydajni, piękni i młodzi, mogą, w imię ustanowionego przez siebie prawa, decydować o tym, że można zabić dziecko w łonie matki, o tym, że w imię tzw. konsensusu politycznego można zabijać nienarodzone dzieci z zespołem Downa, że w imię tzw. dobrej śmierci, czyli eutanazji, można eliminować starych i chorych. Nie chcą brać pod uwagę faktu, iż to, że żyją, że są młodzi, sprawni i wydajni, to dzięki temu, że – wchodząc w logikę ich myślenia – ich rodzice mieli kaprys, by mieć dziecko i nie zabić go. A ponadto żyją w przekonaniu, że będą wiecznie młodzi, że nie dotknie ich wiek dojrzały, a potem, gdy będą jeszcze żyli – postępujące starzenie się.

– A przecież działania przeciw życiu, przeciw godności człowieka trwają już od lat. Rządy legalizują aborcję, eutanazję, nadają prawa związkom homoseksualnym, w tym – do adopcji przez te pary dzieci. A tak naprawdę dopiero ubiegłoroczna medialna akcja genderowa spowodowała w Polsce ogólnonarodową dyskusję o zagrożeniach cywilizacyjnych...

– To niewątpliwie dość późna dyskusja, bo przecież walec podważania godności człowieka, powołanego na obraz i podobieństwo Boga do życia i do przekazywania życia, trwa już od tzw. rewolucji ’68. Ale – mówię tu o Polsce i krajach tej części Europy – nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę ze skali tych zjawisk. Dla nas tamten rok wiąże się przede wszystkim z tzw. wydarzeniami marcowymi, z ingerencją wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji i ze zduszeniem Praskiej Wiosny. Dla nas były to problemy utrzymania się Gomułki przy władzy poprzez to, że stał się sojusznikiem Breżniewa w walce przeciwko odnowie w czechosłowackiej partii komunistycznej, która chciała mieć bardziej ludzkie oblicze – bo tak należy patrzeć na Praską Wiosnę Aleksandra Dubèeka. Natomiast rok ’68 na całym Zachodzie, od Francji, Niemiec i Włoch po Stany Zjednoczone i Japonię, to strajki studenckie obejmujące cały intelektualny świat, to Woodstock, to te same hasła: „Zabrania się zabraniać”, „Żadnego Boga czy mistrza, bogiem jestem ja”, to odrzucenie wszelkich norm moralnych związanych z życiem seksualnym i tajemnicą przekazywania życia. To ideologia, która tworzyła się od początku lat 60. i o której jeszcze do niedawna niewiele wiedzieliśmy. Myślę, że nawet partie chadeckie w Europie Zachodniej nie zdawały sobie z tego sprawy. Były pewne siebie, bo miały władzę polityczną: we Włoszech czy w Niemczech Zachodnich, tymczasem na uniwersytetach – zgodnie z teorią komunisty Gramsciego o lewicowej rewolucji dokonującej się poprzez kulturę – rozprzestrzeniał się potężny, bardzo wpływowy ruch związany z hasłami, które głosili przedstawiciele tzw. szkoły frankfurckiej, zwłaszcza Herbert Marcuse ze swoją książką „Eros i cywilizacja”. Ich poglądy rozsadzały od wewnątrz ówczesne społeczeństwa zachodnie, które żyły w oparciu o powszechnie przyjmowane zasady moralności, wynikające z przykazań Dekalogu od czwartego do dziesiątego. Jak wiadomo, trzy pierwsze przykazania zostały zakwestionowane już wcześniej, w czasach Oświecenia, zwłaszcza podczas rewolucji francuskiej 1789 r.

– Czy to właśnie na uniwersytetach wykuwała się nowa, niebezpieczna ideologia?

– Tak. W tych nowych ideologiach pojawiały się hasła, że trzeba się wyzwolić z wszelkich ograniczeń i że probierzem tego wyzwolenia jest to, na ile ludzie potrafią wyzwolić się z norm obyczajowych związanych z seksualnością. Była to swoista zbitka idei wchodzących w skład marksizmu i freudyzmu. W tym samym czasie, w 1968 r., na zakończenie Roku Wiary, Paweł VI ogłosił słynne „Credo”, w którym znajduje się obszerny passus mówiący o tym, że wiara polega także na wiernym trwaniu przy nauczaniu Kościoła. Miesiąc później, w lipcu 1968 r., Ojciec Święty opublikował słynną encyklikę „Humanae vitae”, podejmującą zagadnienia moralne związane z życiem małżeńskim i prokreacją. Paweł VI odrzucił w niej dopuszczalność antykoncepcji, w tym – stosowanie słynnej wówczas pigułki antykoncepcyjnej. Encyklika spotkała się z ogromnym atakiem ze strony wszystkich „postępowych sił świata”. Co więcej, nie wszystkie episkopaty poparły jednoznacznie Ojca Świętego. Pod tym względem jednoznaczność zachował Episkopat Polski. Decyzja Pawła VI o publikacji „Humanae vitae” zrodziła się m.in. dzięki pracom kard. Karola Wojtyły. W 1968 r. rozpoczął się w świecie cywilizacji zachodniej proces przenikania do życia publicznego elementów seksualnych. Oczywiście, w imię wolności i wyzwolenia człowieka. Ten proces trwa, pokonując coraz to nowe bariery intymności związanej z godnością osoby ludzkiej. Doszło do tego, że współczesny człowiek już od dziecka jest nieustannie atakowany przez niczym nieograniczony seksualizm. Niewątpliwie wszystko to wchodzi w zakres tego, co w napisanej w 1987 r. encyklice „Sollicitudo rei socialis” Jan Paweł II określił mianem „struktur zła”. Z tymi strukturami trzeba zdecydowanie walczyć w imię ludzkiej solidarności. Do tego wzywał Papież. Potem nadszedł rok 1989. Padł mur berliński. Wydawało się, że nadeszła wreszcie wiosna dla Kościoła żyjącego w Europie Środkowo-Wschodniej. Rzeczywiście, Kościół katolicki istniejący w krajach dawnego bloku komunistycznego wyszedł z bardzo trudnej sytuacji, w przypadku Kościoła w ówczesnej Czechosłowacji z sytuacji wręcz tragicznej. Uwolnienie od dominacji ze strony Związku Radzieckiego nie było jednak kresem niedoli i nieszczęść. Na początku lat 90., wraz z wejściem w gospodarkę opartą o prawa wolnego rynku, kraje te dotknął bowiem bardzo bolesny kryzys ekonomiczny. W Polsce był on konsekwencją planu Balcerowicza.

– W tej sytuacji elementy związane z życiem i jego przekazywaniem schodziły na drugi plan...

– Pamiętam dyskusje, które pojawiły się w Sejmie na początku lat 90. w związku z postulatami wielu posłów inspirujących się nauką Kościoła, aby zmienić ustawę aborcyjną z czasów Gomułki. Pamiętam także wypowiedzi ich przeciwników, którzy postulowali, by „skończyć z ideologią” i z wszelkimi „problemami pozornymi” czy też „problemami zastępczymi”, a zająć się „realnymi problemami Polaków”. Tak jakby życie dzieci nienarodzonych było problemem pozornym, a nie problemem jak najbardziej realnym i poważnym, od którego należało zaczynać odbudowę Polski po półwiecznej dewastacji nie tylko gospodarczej, ale przede wszystkim moralnej, będącej tragicznym owocem panowania u nas komunizmu! Nota bene, dzisiejsza zapaść demograficzna Polski wynika m.in. z tego, że do dnia dzisiejszego nie powstała realna polityka prorodzinna ze strony państwa. Ciągle traktuje się ją, mniej lub bardziej wyraźnie, jako „problem zastępczy”. Ale wracając do naszej głównej myśli: po wielu dyskusjach doprowadzono do pewnego rozwiązania kompromisowego, w wyniku którego doszło do powstania obowiązującej do dziś Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Kompromis ten wyraźnie widać już w samych sformułowaniach tytułu tej ustawy: jest w nim mowa o płodzie ludzkim, a nie o nienarodzonym jeszcze dziecku; zostały ponadto sformułowane pewne warunki umożliwiające aborcję, czyli, w rzeczywistości, warunki dopuszczające do zabójstwa dziecka w majestacie demokratycznie stanowionego prawa. W tym kontekście trzeba dopowiedzieć jedno bardzo ważne, moim zdaniem, stwierdzenie: jest to kompromis na poziomie polityki. Ale polityka nie jest czymś, co jest constans, co jest raz na zawsze stałe. Jest ona rzeczywistością płynną, tak jak zmienne jest życie społeczne. Z tego wynika, że jeśli coś w danym okresie zostało osiągnięte jako skutek pewnego kompromisu, w przyszłości, gdy nowa sytuacja będzie temu sprzyjała, może, a nawet powinno, być poprawione. Z raz osiągniętego kompromisu nie wolno czynić dogmatu – a to ostatnio miało miejsce w przypadku prowadzonych w Sejmie dyskusji związanych z próbami poprawy istniejącej ustawy dopuszczającej aborcję. To w odniesieniu do wierzących – i nie tylko – parlamentarzystów. Z drugiej natomiast strony, jeśli Ojciec Święty Jan Paweł II w numerze 73. ogłoszonej w 1995 r. encykliki „Evangelium vitae” mówi, że w niektórych trudnych sytuacjach parlamentarzysta, jednoznacznie broniący prawa do życia dla dzieci nienarodzonych, może iść niekiedy na kompromis, „udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości ustawy dopuszczającej aborcję i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej”, to nie odnosi się to do nauczania Kościoła i do jednoznacznych zasad, których Kościół musi bronić. Gdy chodzi o obronę życia, nie ma miejsca na kompromisy – tak jak bezkompromisowe jest piąte przykazanie: „Nie zabijaj!”. Podobnie jest także, gdy chodzi o ochronę dzieci przed deprawacją seksualną już na poziomie przedszkoli, którą obecnie usiłuje się wprowadzać poprzez różne programy unijne i za którą stoją pewne struktury państwowe. Przykazanie szóste jest przykazaniem Boskim, które Kościół musi głosić i którego musi też zdecydowanie bronić w całej jego jednoznaczności. Tak właśnie nauczał nas Jan Paweł II, m.in. w opublikowanej w 1981 r. adhortacji „Familiaris consortio”: „Jako Nauczyciel [Kościół] nieustannie głosi normę moralną, która winna kierować odpowiedzialnym przekazywaniem życia. Nie jest bynajmniej autorem tej normy ani jej sędzią. Kościół, posłuszny prawdzie, którą jest Chrystus i którego obraz odbija się w naturze i godności osoby ludzkiej, tłumaczy normę moralną i przedkłada ją wszystkim ludziom dobrej woli, nie ukrywając, że wymaga ona radykalizmu i doskonałości” (nr 33). To samo Papież powtórzył później, w 1993 r., w encyklice „Veritatis splendor”, w numerze 95.

– Rok 2013 był czasem pewnego rozbudzenia, zainteresowania problematyką gender w mediach, zwłaszcza katolickich...

– Przeglądałem prasę katolicką ostatnich miesięcy. Ukazało się w niej wiele artykułów na ten temat. Dzięki temu do społeczeństwa zaczęła powoli docierać świadomość zagrożeń związanych z tą ideologią. Rodzice zaczęli bardziej interesować się tym, czego uczy się ich dzieci lub z czym dzieci, zwłaszcza w przedszkolach, się spotykają. Stąd List Episkopatu Polski na święto Świętej Rodziny. Ja sam w liście do archidiecezjan z okazji świąt Bożego Narodzenia – w imię solidarności z małym Jezusem, Bożym Dzieckiem, które się narodziło – pisałem o miłości do dzieci, o konieczności czujności i ochrony przed zagrożeniem deprawacją niewinnych i najmłodszych. Kilka dni później otrzymałem bardzo obszerny list od pewnych rodziców, opisujący sytuację w jednej z łódzkich szkół, w której doszło do takiej deprawacji. Ich jedenastoletnia córka przyszła do domu ze szkoły wzburzona i zagubiona po tym, jak na lekcji prowadzonej przez bibliotekarkę dowiedziała się o problemach życia małżeńskiego przedstawianych na przykładach prawdziwie patologicznych – homoseksualistów. Ojciec udał się w tej sprawie najpierw do proboszcza, a następnie, za jego radą, do dyrekcji szkoły. Odbyło się spotkanie z panią dyrektor, wicedyrektorkami i panią, która prowadziła tę lekcję. Okazało się, że w tym zdarzeniu nie dostrzeżono niczego złego. „No cóż, mleko się rozlało...” – powiedziała bezdusznie pani dyrektor. W tej sytuacji ona nie ma już nic więcej do roboty, a ponadto pani bibliotekarka ma uprawnienia do prowadzenia tego typu zajęć. To przerażające! Okazuje się, jak ważne są postawy rodziców. Jak bardzo muszą być czujni i bronić swoich dzieci – także na terenie szkoły. Nikomu z nas nie wolno milczeć. Trzeba być znakiem sprzeciwu. Trzeba mobilizować całą opinię publiczną.

– Tylko czy starczy nam sił na protesty, jeżeli będą się one odbijać od ściany niezrozumienia...

– W drugiej połowie 2013 r. w najbardziej opiniotwórczych pismach katolickich pisało się na ten temat bardzo wiele. Bogu dzięki. Był też atak medialny ze strony genderystów – z ich punktu widzenia zapewne zrozumiały. Ale rzeczywiście – może być tak, że temat się w mediach skończy. Bo trudno ciągle do tej samej sprawy wracać, a tymczasem genderyści będą dalej swój walec pchać naprzód i realizować w polskich szkołach i przedszkolach programy unijne i nie tylko unijne. Dodajmy: są to programy, które stoją w ewidentnej sprzeczności z ciągle obowiązującą Ustawą o systemie oświaty z 1991 r., gdzie w preambule wyraźnie się stwierdza, że w „nauczaniu i wychowaniu – respektując chrześcijański system wartości – za podstawę przyjmuje [się] uniwersalne zasady etyki”. Czy ideologia gender jest zgodna z chrześcijańskim systemem wartości? Pytanie czysto retoryczne. To, co się dzieje pod tym względem w wielu ośrodkach oświatowych, jest po prostu sprzeczne z prawem. Rodzi się więc kolejne pytanie retoryczne: gdzie tu jest państwo prawa? Wobec takiej sytuacji nigdy nie dość wysiłków w ukazywaniu całej prawdy o gender. A z drugiej strony ważne jest to, aby rodzice obudzili się w trosce o własne dzieci i protestowali przeciwko temu, co jest ewidentnie złe i co dzieje się także w szkole. Dzieci nie są własnością państwa, dyrekcji szkoły ani instruktorów i propagatorów genderyzmu. Odpowiedzialność za ich wychowanie jest przede wszystkim świętym obowiązkiem rodziców, którym Kościół poprzez swoją pracę duszpasterską pragnie pomóc.

2014-02-18 15:58

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Jędraszewski: uszanujcie nasze świętości i religijne, i narodowe

2020-08-02 16:45

[ TEMATY ]

abp Marek Jędraszewski

profanacja

diecezja.pl

„Nie depczcie przeszłości naszych ołtarzy” – prosił słowami Adama Asnyka abp Marek Jędraszewski w kościele Mariackim w Krakowie w czasie Mszy św. sprawowanej w 76. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. – Uszanujcie nas w imię prawdziwej tolerancji, w imię uznania tego kim jesteśmy jako polski naród. Uszanujcie nas. Mamy do tego święte prawo – apelował metropolita krakowski nawiązując do profanacji posągu Chrystusa Zbawiciela z Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie.

Abp Jędraszewski zwrócił uwagę na dwie biblijne postacie – proroka Jeremiasza i Jana Chrzciciela. Obu łączy męczeństwo i fakt, że w sytuacji zagrożenia śmiercią nie ulegli.

Metropolita krakowski zauważył też, że Powstanie Warszawskie do dzisiaj budzi kontrowersje wynikające z jego klęski. Zaznaczył, że pokolenie Kolumbów, do którego także należał przyszły papież, nie chciało pogodzić się z klęską 1939 r.

– To pokolenie czuwało, „aż przyjdzie jego godzina” – ta godzina wybiła o godz. 17.00 1 sierpnia 1944 r. – mówił abp Jędraszewski i dodawał, że na zdjęciach z tamtego czasu widać radość i entuzjazm młodych, którzy nareszcie poczuli się ludźmi prawdziwie wolnymi, a nie „podludźmi” wobec przedstawicieli „rasy panów”.

Metropolita krakowski przywołał też historię pomnika Chrystusa Zbawiciela sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu, który stał się częścią rumowisk, gruzów i zgliszcz powstańczej Warszawy. – Stał się symbolem, że Polska, że Warszawa się nie poddaje, że chce się dźwigać ze swoich ruin, ze swoich nieszczęść – mówił abp Jędraszewski. – Wszędzie tam, gdzie chodzi o godność człowieka, o jego wolność, tam wszędzie z człowiekiem jest Chrystus – zwycięzca, zbawiciel, choć to zwycięstwo bardzo często okupione jest ogromnym cierpieniem – dodawał.

Metropolita krakowski mówił z bólem o zbezczeszczenie pomnika Chrystusa Zbawiciela, do którego doszło przed kilkoma dniami w Warszawie. Wyraził opinię, że tych aktów dokonali przedstawiciele nowej, ale równie wrogiej chrześcijaństwu ideologii; ludzie, którzy czuję wsparcie wielkich tego świata na zewnątrz Polski, ale także wewnątrz naszego kraju i przez to czują się bezkarni; czynią to w imię głoszonej przez siebie tolerancji, postępu, równości.

– W obliczu tego co przeżywamy prosimy: uszanujcie nasze świętości, i religijne, i narodowe – apelował abp Jędraszewski wskazując, że profanacji uległ także pomnik warszawskiej Syrenki, związany z Powstaniem Warszawskim poprzez osobę Krystyny Krahelskiej, żołnierza Armii Krajowej, uczestniczki Powstania Warszawskiego.

– Raz jeszcze proszę tych wszystkich, którzy w imię antychrześcijańskich ideologii chcą zburzyć ten ład duchowy naszej Ojczyzny, ład z trudem i poświęceniem budowany od chrztu Mieszka w 966 r. Uszanujcie nas w imię prawdziwej tolerancji, w imię uznania tego kim jesteśmy jako polski naród, w imię tego klucza, by zrozumieć nasze dzieje, klucza, którym jest Jezus Chrystus. Uszanujcie nas. Mamy do tego święte prawo – apelował metroplita krakowski.

CZYTAJ DALEJ

Wyjątkowy koncert - „Abba Ojcze – Pielgrzymi śpiewają ulubione piosenki Jana Pawła II”

2020-08-04 12:08

[ TEMATY ]

koncert

Zdjęcia: EastNews/SIPA/Galazka

14 sierpnia o godz. 21:00 TVP1 zaprasza na wyjątkowe widowisko muzyczne poświęcone Papieżowi Janowi Pawłowi II. Na scenie pod batutą Piotra Rubika wystąpi plejada polskich gwiazd, m.in.: zespół Pectus, Katarzyna Cerekwicka i Halina Mlynkova.

Koncert poprowadzą Rafał Brzozowski i Piotr Rubik.


ZAPRASZAMY NA WYJĄTKOWE WYDARZENIE

W piątek, 14 sierpnia na jasnogórskich błoniach spotka się grono radośnie modlących się wiernych. Będzie to finał czasem kilkunastodniowego wysiłku, jakim jest pielgrzymka na Jasną Górę. Dla zmęczonych pielgrzymów nagrodą będzie wyjątkowy koncert, podczas którego razem z artystami, wspaniałą orkiestrą i znakomitym dyrygentem wspólnie zaśpiewają pieśni i piosenki.

Na jasnogórskich błoniach usłyszymy „Barkę”, „Abba Ojcze”, ale też piosenki, które powstały na kanwie polskich i zagranicznych przebojów np. „Pielgrzymkowe Despacito - Nie tak szybko”. Nie zabraknie przebojów z repertuaru Piotra Rubika np. „Niech mówią że…”
„Abba Ojcze – pielgrzymi śpiewają ulubione piosenki Jana Pawła II”

14 sierpnia 2020 r (piątek) - wigilia uroczystości Wniebowzięcia NMP
godz. 21.00 Błonia Jasnogórskie


WYSTĘPUJĄCY:
Kierownictwo muzyczne: Piotr Rubik
Soliści:
Rafał Brzozowski
Katarzyna Cerekwicka
Sargis Davtyan
Darek Malejonek
Halina Mlynkova
Aleksandra Nykiel
Filip Lato
Pectus
Anna Wyszkoni
Łukasz Zagrobelny

Emisja: TVP 1 na żywo
WSTĘP WOLNY


Organizator: TVP, Klasztor Jasnogórski, „Fundacja NIEDZIELA. Instytut Mediów”

Patronat honorowy: Abp Wacław Depo – Metropolita Częstochowski


Patronat medialny: Tygodnik Katolicki "Niedziela"
 

 

Koncert „Abba Ojcze – Pielgrzymi śpiewają ulubione piosenki Jana Pawła II” 14 sierpnia o godz. 21:00 TVP1.

CZYTAJ DALEJ

Na program "Sportowe Wakacje+" przeznaczone zostanie w tym roku ponad 11 mln zł

2020-08-05 15:49

[ TEMATY ]

sport

wakacje

Adobe Stock

Na program "Sportowe Wakacje+" przeznaczone zostanie w tym roku łącznie 11 761 668 złotych - poinformowało ministerstwo sportu. Celem jest promocja aktywnego wypoczynku w kraju poprzez umożliwienie jego mieszkańcom udziału w różnego rodzaju wydarzeniach sportowych.

"Zainteresowanie programem przerosło nasze oczekiwania. Do ministerstwa trafiły wnioski na łączną kwotę ok. 56 mln zł. To dla nas ważny sygnał, że jest ogromne zapotrzebowanie dofinansowania takich inicjatyw jak: obozy, turnieje, zajęcia czy eventy sportowe" - podkreśliła minister sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk.

W resortowym komunikacie zaznaczono, że nowy program jest efektem analiz dotyczących utrzymania dobrego stanu zdrowia i poziomu aktywności fizycznej mieszkańców Polski. Zwłaszcza w kontekście pandemii koronawirusa. Celem inicjatywy - poza promocją aktywnego wypoczynku - jest też zadbanie o wiedzę historyczną i tożsamość narodową.

O dofinansowanie ubiegać się mogą organizacje pozarządowe, które powołane zostały - w ramach swojej podstawowej działalności statutowej - do realizacji zadań z zakresu upowszechniania sportu i kultury fizycznej. Dotyczy to związków, stowarzyszeń i fundacji.

Wnioski można składać od 3 lipca do 31 października. Dofinansowanie może zostać przeznaczone na refundację wydatków już poniesionych.

Krajowym operatorem "Sportowych Wakacji+" została Fundacja LOTTO im. Haliny Konopackiej. W ramach programu organizacja zgłosiła własny, dodatkowy projekt "Sportowe Wakacje z Fundacją LOTTO", który dotyczy organizacji wakacyjnych obozów sportowych. Jak poinformowano w komunikacje, przeznaczyła na ten cel 5 mln zł. (PAP)

an/ cegl/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję