Reklama

Wywiady

Sposób na „dorżnięcie watahy”

Niedziela Ogólnopolska 45/2013, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

Dominik Różański

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Niewiele spraw w historii III RP wzbudziło tyle emocji, co likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych przeprowadzona w latach 2006-07 przez rządzącą wówczas ekipę PiS. Od tamtego czasu co trochę bywa ona przypominana niczym zła bajka o żelaznym wilku.

PIOTR BĄCZEK: – I zawsze pojawia się w jakichś szczególnych okolicznościach. Teraz dziwnie zbiega się z nowymi ustaleniami niezależnych naukowców podczas II Konferencji Smoleńskiej w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. Dlatego partia Janusza Palikota nagle odgrzewa stary i mocno już nieświeży kotlet pt. „rozliczyć Macierewicza za weryfikację WSI”. Hasło rzekomo złej likwidacji WSI wspiera oskarżenia o nieodpowiedzialności przewodniczącego zespołu parlamentarnego wyjaśniającego przyczyny tragedii smoleńskiej, który kiedyś – jakoby równie nieodpowiedzialnie – zlikwidował „wspaniałe” służby wojskowe. Ponownie próbuje się rozliczyć go z likwidacji WSI, gdy skutecznie demaskuje kłamstwa rządowej propagandy o przyczynach katastrofy smoleńskiej.

– Dlaczego 6 lat temu zdecydowano się zlikwidować powstałe już w wolnej Polsce WSI?

– Dlatego, że reorganizacja wojskowych służb wywiadowczych po 1989 r. polegała głównie na zmianie szyldu – dawną Wojskową Służbę Wewnętrzną MON i Zarząd II Sztabu Generalnego WP (czyli wywiad wojskowy) połączono w jedną strukturę – w WSI. A praktycznie cała organizacja, kadra i metody działania pozostały takie jak w czasach PRL-u.

Reklama

– W latach 90. nigdy nie było odpowiedniej woli politycznej do przeprowadzenia gruntownych zmian w tych służbach? A może po prostu nie dostrzegano żadnego zagrożenia z ich strony?

– Rzeczywiście, w pierwszych latach III RP wojskowe służby nie były identyfikowane jako wróg dawnej opozycji i nowej rzeczywistości. W PRL-u funkcjonowały one bardziej zakulisowo, prowadziły działania przeciw opozycji, ale nie w tak spektakularny sposób, jak służby cywilne (np. SB). Były schowane jak sowieckie GRU.

– Nikt wtedy nie próbował zajmować się tym tematem?

– Na początku lat 90. ub. wieku komisja posła Janusza Okrzesika sporządziła raport o działaniach służb WSW, o inwigilacji opozycji solidarnościowej, o niszczeniu akt, o aferach finansowych, o pozornych zmianach.

– I nic z tego raportu nie wynikło?

– Jedyną poważną jego konsekwencją był późniejszy proces ostatniego szefa WSW gen. bryg. Edmunda Buły, który został oskarżony o niszczenie akt. Jednak struktura służb wojskowych została nietknięta. Dopiero w latach 2006-07 rozpoczęto poważną ich reformę. Wtedy okazało się, że jeszcze w latach 90. służyli, także na stanowiskach kierowniczych, w tych „odnowionych” służbach żołnierze, którzy uczestniczyli w szkoleniach w Moskwie. A więc ci ludzie byli związani nie tylko z PRL-em, ale – w dość specyficzny sposób – ze wschodnim mocarstwem...

Reklama

– Dawni funkcjonariusze musieli pozostać w służbie dlatego, że byli profesjonalistami – tak to wtedy tłumaczono.

– Ale jednocześnie nawet nie starano się przeprowadzić zmiany pokoleniowej. Ministrowie Komorowski i Onyszkiewicz przekonywali, że wojskowe służby zawsze były jednak czymś innym niż skompromitowana SB, że dobrze służyły państwu, Ojczyźnie, były patriotyczne, a trudno, żeby zwalczały zagrożenie wschodnie z racji przynależności PRL do bloku wschodniego... Rozpracowywały więc państwa zachodnie tylko w imię patriotyzmu – taka była wtedy argumentacja.

– Może rzeczywiście tak było?

– W takim razie zapytajmy, w jaki sposób dbali i jak rozumieli bezpieczeństwo wolnej Polski ci ludzie wychowani i wyuczeni przez reżim komunistyczny? Cóż, powiem tu tylko tyle, że w latach 90. to właśnie WSI prowadziły działania dezintegracyjne i inwigilacyjne wobec prawicowych środowisk niepodległościowych. Koronnym przykładem jest tu sprawa ówczesnego redaktora Józefa Szaniawskiego, który – po opublikowaniu kilku artykułów – był rozpracowywany przez WSI. Inwigilowani byli także m.in.: Janusz Szpotański, Radosław Sikorski oraz Jan Parys. Zbierano również informacje o innych politykach. Dość skrupulatnie inwigilowano przede wszystkim dziennikarzy, którzy zajmowali się problematyką wojskowych służb.

– Jak uzasadniano inwigilację wolnych mediów?

– Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w dokumencie ujawnionym dopiero w raporcie Komisji Weryfikacyjnej WSI. Oficer WSI tak pisał w swojej notatce z 1992 r.: „Artykuły o WSI zamieszczane w czasopismach mają wspólne cele, a mianowicie: ukazanie WSI jako organizacji skompromitowanej, nomenklaturowej, zdradzieckiej, niesłużącej interesom Polski; lansowanie opinii, że WSI są strukturą niekompletną, zdegenerowaną i niezdolną do działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych; wykazanie, że WSI są agendą służb specjalnych byłego Związku Radzieckiego; stawianie zarzutu, że są na usługach prezydenta (czyli Lecha Wałęsy – przyp. P. B.); inspirowanie do generalnych zmian personalnych i organizacyjnych WSI; próba i usiłowanie waśni i wzajemnych oskarżeń między służbą wywiadu i kontrwywiadu”. Ten oficer wymienił też autorów tych artykułów oraz przedstawił plan odpowiednich działań operacyjnych.

– Czy WSI dobrze dbały o bezpieczeństwo armii i całej sfery wojskowej?

– Niewątpliwie dobrze dbały o interesy swoje i swoich mocodawców. Przypomnę tylko tzw. aferę paliwową, w której uczestniczyło wiele osób powiązanych z WSI. Aferzyści bez przeszkód korzystali z baz wojskowych, gdzie dokonywano mieszania paliw, korzystano również z portu Marynarki Wojennej, gdzie odbierano transporty paliw gorszej jakości, które potem przewożono do baz wojskowych, by dokonać procederu ich fałszowania. WSI zdawały się tego nie widzieć... Jeden z rozdziałów raportu Komisji Weryfikacyjnej WSI jest poświęcony ingerencji tych służb w rynek energetyczny i paliwowy. Należy tu również pamiętać o innych aferach, np. Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego handlu bronią czy wpływach moskiewskich kursantów.

– Kiedy po raz pierwszy pojawił się polityczny niepokój w sprawie nadobecności WSI w różnych dziedzinach życia społecznego i gospodarczego Polski?

– W wąskim, niestety, gronie ten niepokój był zawsze. Tylko dzięki trzem osobom WSI zostały w końcu zlikwidowane. Dzięki prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, który nadzorował prace nad ustawami o likwidacji WSI i powołaniu nowych służb. Dzięki premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, który zdecydował o takim a nie innym kształcie weryfikacji. I wreszcie dzięki Antoniemu Macierewiczowi, który był przewodniczącym Komisji Weryfikacyjnej WSI, wiceministrem obrony narodowej nadzorującym proces likwidacji WSI, a potem pierwszym szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

– Do dziś podnoszony jest zarzut, że właśnie te trzy osoby doprowadziły do masakry wojskowych służb wywiadowczych, a tym samym naraziły bezpieczeństwo państwa...

– Prawdą jest tylko to, że gdyby nie ci właśnie ludzie, nigdy nie doszłoby do tak głębokich zmian, a postpeerelowskie więzy WSI prawdopodobnie nie tylko przetrwałyby do dziś, ale zapewne jeszcze by się rozrosły i umocniły.

– Dlaczego dziś pada zarzut, że przez weryfikację WSI wiele osób zostało skrzywdzonych, nawet straciło życie?

– Już sama publikacja raportu Komisji Weryfikacyjnej wywołała burzę. Od razu pojawiły się zarzuty, że jakieś osoby straciły życie właśnie na skutek tejże publikacji. Obecnie do tych oskarżeń powraca Janusz Palikot. Tymczasem były przewodniczący sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych poseł Marek Opioła wyraźnie stwierdził, że jego komisja nie dysponuje żadnymi dowodami, które potwierdzałyby absurdy Palikota.

– Sam proces likwidacji WSI nie był zapewne łatwy. No i przecież nie udało się go dokończyć...

– Komisja Weryfikacyjna liczyła tylko 24 osoby i z uwagi na skomplikowane problemy nie mogła działać bardzo szybko. W dodatku po wyborach w 2007 r., kiedy władzę objęła PO, pojawiły się nie tylko trudności organizacyjne, ale i całkiem realne niebezpieczeństwo zablokowania weryfikacji. Trzeba było więc przenieść wszystkie materiały do bezpieczniejszej siedziby, jaką było wtedy BBN prezydenta Kaczyńskiego.

– I w związku z tym przeniesieniem była wielka afera!

– Ale to była rozdmuchana afera, co świadczyło tylko o słuszności naszych obaw. Próbowano podjąć działania prawne, ale nie znalazły one uzasadnienia. Przeciw Komisji Weryfikacyjnej wszczęto także śledztwo, tzw. „prowokację aneksową”. Polegała ona na tym, że jeden z niezweryfikowanych żołnierzy WSI złożył zeznania w ABW, iż członkowie Komisji (m.in. ja) mieli dokonać weryfikacji za łapówkę i jednocześnie sprzedali aneks do raportu „Gazecie Wyborczej”. Było kilkumiesięczne śledztwo ABW, a w jego ramach rewizje w naszych domach. Cała sprawa była grubymi nićmi szyta, ponieważ ów żołnierz zeznał, iż weryfikację prowadził zespół złożony m.in. ze Sławomira Cenckiewicza i Piotra Woyciechowskiego, którzy w tym czasie nie uczestniczyli w procesie weryfikacji WSI. Dziwnym trafem ABW nie zbadała prawdziwości tego donosu... Zadziałała wręcz przeciwnie – objęła nas kontrolą, przeprowadziła rewizje, potem zablokowano nam dostęp do informacji niejawnych. Zostaliśmy więc wyłączeni z prac Komisji. Byliśmy dręczeni niekończącymi się przesłuchaniami. Choć ta konkretnie sprawa została zamknięta dla nas pomyślnie, jednak nękanie członków komisji weryfikacyjnej trwa nadal, wciąż toczą się jakieś sprawy.

– Może to dlatego, że weryfikacja nie została przeprowadzona do końca?

– Być może. Prawdę powiedziawszy, nadzieję na to, że uda się ją przeprowadzić pomyślnie do samego końca, straciliśmy już podczas kampanii wyborczej w 2007 r., gdy na konwencji PO Radosław Sikorski zadeklarował, że „jeszcze dorżniemy watahy”. I nie chodziło mu wcale o swoich nie tak jeszcze dawnych prześladowców, a wręcz przeciwnie. Dość dziwna to reakcja...

– Pytań o WSI jest wciąż wiele, odpowiedzi znacznie mniej... Jakby nie patrzeć, likwidacja postkomunistycznych służb wojskowych raczej się nie udała?

– Powiedziałbym raczej, że zabrakło czasu na likwidację pozostałości po WSI... Działalność Komisji Weryfikacyjnej zakończyła się dość nagle, gdy zbrojny oddział SKW, kiedy szefem był Janusz Nosek, wkroczył do BBN, czyli na teren prezydenta i zaanektował wszystkie akta Komisji. Ze strony rządu Tuska nie było żadnej propozycji, żadnej rozmowy na temat wspólnego dokończenia weryfikacji. Rankiem 1 lipca 2008 r. po prostu zapakowano wszystkie papiery do furgonów, które odjechały w siną dal.

– A teraz mówi Pan, że SKW podąża drogą WSI, a nawet jeszcze tych wcześniejszych służb. Dlaczego?

– Tak. Najwyraźniej było to widoczne w związku z umową między SKW i rosyjską FSB, o której z dumą powiadomił nas... sam prezydent Putin. Podobno szef SKW bez porozumienia z premierem – jak donosiły media – zaraz po katastrofie smoleńskiej zawarł umowę z rosyjskim służbami. Ale premier merytorycznie nie wytłumaczył, za co odwołał szefa SKW. Może właśnie za to, że zawarł on tę umowę ponad głowami rządu i upokorzył premiera, a może raczej za rozpracowywanie przez SKW gen. Skrzypczaka (wiceministra obrony narodowej nadzorującego największe kontrakty zbrojeniowe)? Faktem jest, że SKW podąża drogą WSI przede wszystkim dlatego, że – zgodnie z tradycjami swych poprzedniczek – rozpracowuje różne pozawojskowe środowiska opozycyjne.

– Kto dziś zamawia tego rodzaju usługi w SKW?

– Myślę, że tak jak w latach 90. władza polityczna ma pewne preferencje, a służby w mig je odczytują, a to kolejny nawyk przejęty po zniewolonych służbach PRL-u. Potem gorliwie wypełniają zalecenia i działają po dawnemu, tłumacząc, że to dla bezpieczeństwa państwa.

* * *

Piotr Bączek – członek Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI (2006-07), do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego

2013-11-05 10:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowy rząd, stare problemy

Niedziela Ogólnopolska 40/2014, str. 45

[ TEMATY ]

polityka

Polacy

B. M. SZTAJNER/NIEDZIELA

Władza to obowiązek wobec obywateli

Kiedy obserwuję teraz festiwal szczęśliwości obozu władzy, który jednych swoich dygnitarzy rządowych zamienia na drugich, prawiąc przy tym dusery i wręczając kwiaty (kupowane za pieniądze podatnika), to odnoszę wrażenie, że przebywam na Marsie. W każdym razie – na innej planecie na pewno. Czy bowiem w Polsce ubyło problemów od samego tylko faktu, że obóz władzy dokonał zmian wewnętrznych? Jak mawiał śp. Kisiel, od samego mieszania herbata nie robi się słodsza. Potrzeba jej cukru. Takiego samego „cukru” potrzeba naszemu krajowi. Co przez to rozumiem? Przede wszystkim konieczny jest plan naprawy (sanacji) Rzeczypospolitej. Jak ruszyć gospodarkę i jak ją zmienić, żeby nie była tylko poddostawcą dla gospodarki niemieckiej? Owszem, z takich prostych prac – montażu, produkcji przysłowiowych śrubek – da się wyżyć, ale nie sposób się rozwinąć. Możemy, co najwyżej, być dla Europy Zachodniej na statusie kraju postkolonialnego. W pełni zależni, bez perspektyw na samodzielny rozwój, bez szansy na wybicie się w jakiejś dziedzinie na skalę światową. Wiecznie przestarzali. A to oznacza ciągłą emigrację ludzi zdolnych, wybitnej młodzieży, tzw. transfer mózgów. Te mózgi będą wówczas pracować dla innych. Nie dla Polski. Takiej straty – a przecież ten proces trwa już od wielu lat – nie odrobi się przez pokolenia. Jeśli marzymy, żeby Polska stała się krajem atrakcyjnym dla młodych ludzi, jeśli chcemy, żeby stała się krajem z przyszłością, powinniśmy zadbać o dobre warunki dla innowacyjności, dla przedsiębiorczości, nauki i oświaty. Wiem, że to banał, ale trzeba go powtarzać po wielekroć, bo jakoś tak dziwnie się dzieje w ostatnich latach, że władza ma ten banał za nic. A przecież władzy nie sprawuje się dla sprawowania. Władza to obowiązek wobec obywateli. Minister to sługa. Mamy prawo wymagać, żeby ci, którym powierzono stery państwowe, działali na rzecz dobra wspólnego. Mieli dobry plan i umieli go zrealizować. Niestety, zamiast tego widzimy kolejną zmianę, z której nic dobrego nie wynika, bo ani nie rozlicza się tych, którzy odchodzą, ani nie przepytuje się, co chcą zrobić, tych, którzy przychodzą. W tej sytuacji wszystko, co robi dziś władza, jest tylko udawaniem, pozorem, teatrzykiem dla naiwnych. A nuż, ktoś da się nabrać? Czy to nie o to tylko chodzi?

CZYTAJ DALEJ

Zmiany kapłanów 2021 r.

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

Biskupi w swoich diecezjach kierują poszczególnych księży na nowe parafie.

CZYTAJ DALEJ

Film „Wyszyński - zemsta czy przebaczenie" – oficjalnym filmem beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia

2021-08-03 17:49

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

kard. Wyszyński

Materiał prasowy

- Chcieliśmy pokazać nie tylko młodego księdza, ale przede wszystkim młodego człowieka, który w czasie wojny spotyka się z dylematami zemsty i przebaczenia – mówił Tadeusz Syka, reżyser i producent podczas konferencji prasowej 3 sierpnia prezentującej kulisy powstania filmu fabularnego „Wyszyński - zemsta czy przebaczenie". Film jest oficjalną produkcją przygotowaną na wrześniową beatyfikację Prymasa.

Film opowiada historię księdza porucznika Stefana Wyszyńskiego - kapelana Armii Krajowej, działającego w okresie Powstania Warszawskiego pod pseudonimem „Radwan III". Jest biograficznym dramatem wojennym. Ukazuje nieznane fakty z życia przyszłego Prymasa, gdy jako młody ksiądz zaangażował się w Laskach pod Warszawą w działalność podziemną jako kapelan AK, a w czasie Powstania – kapelan szpitala powstańczego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję