Reklama

Media

Ten film stał się moją drogą

Spotkanie matki z bezdomnym synem alkoholikiem. Córka płacząca nad grobem matki i walcząca o prawo do opieki nad swym rodzeństwem. Więzień wspominający zmarłą matkę, która była dla niego największą świętością. Wiele scen, wiele ludzkich historii i ktoś, kto łączy te wszystkie historie - postać matki. Matki ziemskiej, ale też Tej, która jest z nami zawsze, w każdej chwili i w każdej potrzebie, peregrynującej w swym Obrazie po całej Polsce. Wraz z Nią i twórcą filmu wędrujemy od miasta do miasta, od domu do domu, pozostając w każdym z nich dobę i poznając troski, problemy i wiarę ich mieszkańców. A Ona, Matka 24 h, wysłuchuje próśb, osusza łzy, dzieli radości i wsłuchuje się w problemy bohaterów filmu. Wizyta Obrazu jest pretekstem do wnikliwej i głębszej obserwacji zachowań bohaterów nie tylko w kontekście wiary lub jej braku, ale także często pokazanych w najprostszej relacji życiowej: matka-dziecko. W dokumencie Marcina Janosa Krawczyka matka jest fundamentem, na którym budowana jest rodzina i wiara.
Reżyser zadaje w filmie trudne pytania, ale nie daje prostych odpowiedzi. Te pozostawia widzowi, skłaniając go do refleksji i zadania sobie pytania o stan własnej wiary.

MARGITA KOTAS: - Pana najnowszy film dokumentalny „Matka 24h” rozpoczął swe oficjalne życie nie tak dawno, bo podczas majowego Krakowskiego Festiwalu Filmowego, a już zdążył zachwycić dużą liczbę widzów i zdobyć wiele laurów...

MARCIN JANOS KRAWCZYK: - To prawda. Mój film zdobył nagrodę w kategorii dokument na I Festiwalu Sztuki Faktu w Toruniu 2013; wziął udział w polskiej i międzynarodowej selekcji podczas KFF Krakowskiego Festiwalu Filmowego 2013; prezentowany był na Huesca-Film Festival Hiszpania 2013; zdobył też I nagrodę w kategorii dokument krótkometrażowy na MFF T-Mobile Nowe Horyzonty. Konkurs 2013 oraz wyróżnienie na Młodzi i Film Koszalin. Konkurs 2013. Jak na krótkie życie filmu to już rzeczywiście sporo, i bardzo mnie to jako twórcę cieszy.

- Śledząc losy Pana poprzednich dokumentów, „Rendez-vous” czy „Sześć tygodni”, można przyjąć, że mógł się Pan już przyzwyczaić do nagród. Z drugiej strony, tematyka tego dokumentu wydaje się być na tyle specyficzna, że tym razem mogło być różnie...

- Fakt, życie mnie już do nagród przyzwyczaiło, bo moje poprzednie filmy miały szczęście zdobywać laury, ale przy każdym filmie jest pewne napięcie, niepewność, czy zostanie on dostrzeżony, doceniony. Ja ze swej strony starałem się ze wszystkich sił, by ten film zrealizować jak najlepiej, ale była też druga strona medalu. Ktoś powiedział mi, że to piękny film, ale że nie dostanę za niego żadnej nagrody właśnie ze względu na jego tematykę. Jest dokładnie odwrotnie - film jest nagradzany. Na ostatnim festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu międzynarodowe jury w uzasadnieniu przyznania nagrody napisało m.in., iż doceniono w nim świeży, inny punkt spojrzenia na wiarę. Cieszę się, że ten temat jest dostrzegany, co mnie zaskakuje, choć z drugiej strony taka była moja intencja przy tworzeniu dokumentu, że film ten trafia zarówno do wierzących, jak i niewierzących. To cudowne, że ludzie, którzy są ateistami, przychodzą do mnie po obejrzeniu i mówią, że wywarł na nich ogromne wrażenie, że zaczęli zastanawiać się nad wiarą. Ukazywany w tym dokumencie szeroki obraz matki sprawia, że każdy odnajduje tu coś dla siebie.

- Społeczeństwo polskie, którego wiarę określało się zawsze jako wiarę maryjną, zmienia się, zdaje się odwracać od Kościoła, podważa wartość macierzyństwa. Na tym tle nagrody dla Pana filmu zdają się być jednak fenomenem...

- Może sprawia to fakt, że w moim filmie nie ma nachalnej emanacji wiary, problem wiary i jej przeżywania starałem się pokazać jak najsubtelniej. Nie chciałem ani narzucać wiary, ani jej wyśmiewać. Mam nadzieję, że udało mi się zachować złoty środek.

- Czy dziś, po kilku miesiącach życia filmu, nie ma Pan pokusy, by coś w nim zmienić, coś do niego dodać?

- Zawsze istnieje taka pokusa, ale tak naprawdę realizując ten film, dałem z siebie wszystko. Powstały dwie jego wersje - dłuższa, 50-minutowa, pokazująca też kondycję wiary w naszym społeczeństwie, tradycję, i krótsza, 30-minutowa, która jest bardziej zawężona do ukazania roli matki. Konstrukcja obu wersji jest podobna, ale w odbiorze jest inna. Można by się zapytać, po co dwie wersje. Jednak osoby, które pokuszą się obejrzeć obie wersje, zrozumieją sens tej różnicy. Zrealizowałem je bowiem nie po to, by mieć dwa filmy, ale dlatego, że przesłanie każdego z nich jest nieco inne.

- Prace dokumentacyjne nad filmem rozpoczęły się na Jasnej Górze. W naszej rozmowie przed kilkoma miesiącami pan Marcin opowiadał o spotkaniu z Ojcem Sebastianem, które miało znaczenie nie tylko dla realizacji jego dokumentu, ale także rozpoczęło cenną dla niego przyjaźń. Co sprawiło, że ujrzał Ojciec potencjał w panu Marcinie, stał się jego przewodnikiem po Jasnej Górze, ale także przyjacielem?

O. SEBASTIAN MATECKI OSPPE: - Przyczyną naszego spotkania była Matka Boża, która przyprowadziła Marcina na Jasną Górę w poszukiwaniu myśli przewodnich do filmu. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie widziałem tego sympatycznego człowieka, bo nigdy wcześniej nie oglądałem „Plebanii” (Marcin Janos Krawczyk grał tam wikarego, ks. Antoniego Króla - przyp. M.K.). Po Mszy św. sprawowanej przed Obrazem Matki Bożej dowiedziałem się, że na furcie czeka jakiś pan reżyser, który chce się ze mną zobaczyć. Rozpoznałem w nim jednego z uczestników Mszy św., bo trudno byłoby nie zauważyć i nie zapamiętać człowieka jego wzrostu, który modli się, idzie do Komunii św. Trochę żartobliwie przedstawił się jako ks. Antek z „Plebanii”, co wówczas nic mi nie mówiło. Opowiedział mi o swoim projekcie. Przyznaję, na początku podszedłem do tego z ostrożnością. Dostrzegłem jednak wielką determinację Marcina. Podkreśliłem wówczas, że film o takiej tematyce musi być realizowany na kolanach. Nie wyobrażałem sobie również, by w pewnym momencie akcja filmu nie weszła na Jasną Górę i by nie nawiązać w nim do głównego nurtu peregrynacji po diecezjach Polski. Z czasem nabierałem zaufania do twórcy, nasza więź się umacniała i w końcu mogłem z czystym sumieniem dać Marcinowi rekomendację z Jasnej Góry, która była mu pomocna w kontaktach z księżmi w diecezjach, w których odbywała się peregrynacja. Później przez rozmowy, spotkania na Jasnej Górze, wspólną modlitwę rodziła się nasza przyjaźń. Przez cały ten czas starałem się też modlitewnie i duchowo wspierać Marcina i jego powstające dzieło. Dziś jestem dumny z przyjaciela i szczęśliwy z powodu nagród, jakie jego film otrzymuje. W pełni na nie zasługuje, bo jest to film, który potrafi widza poruszyć.

- Będąc tak blisko twórcy dokumentu, miał Ojciec zapewne przywilej poznawania fragmentów filmu, zanim powstał pełny obraz...

- Oczywiście, Marcin pokazywał mi niektóre sceny, dzielił się uwagami, razem snuliśmy pewne refleksje. Znacznie dłużej czekałem, by zobaczyć pełny dokument, bo montaż trwał długo. Udało mi się zobaczyć go w ostatniej chwili, przed oficjalną premierą. Mam nadzieję, że film znajdzie dobry odbiór, że trafi do polskich domów. Tak jak towarzyszyłem filmowi na etapie jego powstawania, chcę mu towarzyszyć w dotarciu do widza. To jest także nasza sprawa, bo kto ma głosić jak nie my - paulini, chwałę Pani Jasnogórskiej...

- Czy praca nad filmem zmieniła Pana religijność?

MARCIN JANOS KRAWCZYK: - O wierze trudno się wypowiadać. Jeszcze trudniej zrobić film. Tak jak mówił Ojciec Sebastian, „tego filmu nie dało się nie zrobić na kolanach”, z wielką pokorą wobec tematu. Jestem wierzący. Moja wiara jest w moim odczuciu poprawna, ale mam świadomość, że może ciągle zbyt mała. Sama obecność na Jasnej Górze, możliwość modlitwy tutaj i przyjaźń z Ojcem Sebastianem jest dla mnie wielką łaską. Ona sprawiła, że film jest nie tylko wypowiedzeniem się na ten temat, ale stał się moją drogą. Stał się drogowskazem na przyszłość. W tym sensie moja religijność, ale także religijność bliskich mi osób, które towarzyszyły mi przy jego realizacji, zmieniła się.

O. SEBASTIAN MATECKI OSPPE: - Ten film nikogo nie zostawi bez oddźwięku.

* * *

Marcin Janos Krawczyk
Polski aktor telewizyjny, teatralny i filmowy, scenarzysta i reżyser. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu (2001). Po ukończeniu studiów związał się z Teatrem Dramatycznym w Warszawie (2001-2003). Występował także w Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu (2004), w Teatrze na Woli i w Centrum Artystycznym M25 w Warszawie. Ukończył także kurs reżyserii dokumentalnej i warszawską Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Debiut reżyserski jego 9-minutowego filmu „Rendez-vous” (2006), prezentowany w ponad 40 krajach świata, spotkał się z uznaniem na festiwalu filmowym w Berlinie i zdobył nominację do nagrody Złotego Niedźwiedzia. Powstały w 2009 r. dokument „Sześć tygodni” otrzymał nominację do nagrody na Konkursie Polskich Filmów Krótkometrażowych. Był w selekcji ponad 40 międzynarodowych festiwali, zdobywając nagrody, w tym najważniejszą na IDFA w Amsterdamie.

„MATKA 24 h” - 2012
Reżyseria i scenariusz: Marcin Janos Krawczyk
Zdjęcia: Marcin Sauter.
Muzyka: Michał Lorenc
Produkcja: Janos Film Production
Koprodukcja: Telewizja Polska
Współfinansowanie: Polski Instytut Sztuki Filmowej
Możliwość zakupu filmu na: www.matka24h.pl;
fanpage: www.facebook.com/pages/Matka24h
Kontakt z twórcą filmu: janosfilm.pro@gmail.com

2013-08-12 14:15

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jest akt oskarżenia ws. profanacji wizerunku Matki Bożej

2020-07-01 12:49

[ TEMATY ]

Matka Boża

profanacja

youtube.com

Akt oskarżenia wobec trzech osób, skierowała do sądu prokuratura w Płocku (Mazowieckie). Sprawa dotyczy rozlepiania w 2019 r. wokół kościoła nalepek z wizerunkiem Matki Bożej w tęczowej aureoli.

Aktem oskarżenia objęto trzy osoby: Elżbietę P., Annę P. oraz Joannę G. Wszystkim przedstawiono zarzuty z art. 196. Kodeksu karnego, czyli obrazy uczuć religijnych poprzez znieważenie przedmiotu czci religijnej – poinformowała w środę PAP prokurator rejonowa w Płocku Małgorzata Orkwiszewska.

Postępowanie w sprawie obrazy uczuć religijnych zostało wszczęte po tym, gdy w nocy z 26 na 27 kwietnia 2019 r. wokół kościoła św. Dominika w Płocku rozlepiono nalepki z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, na których postaci Maryi i Dzieciątka otoczone były aureolami w barwach tęczy. Nalepki te pojawiły się wówczas m.in. na koszu na śmieci i na przenośnej toalecie.

Z ustaleń postępowania wynika, że wszystkie osoby objęte aktem oskarżenia działały wspólnie i w porozumieniu

powiedziała PAP prokurator Orkwiszewska.

Jak wyjaśniła, akt oskarżenia wobec Elżbiety P., Anny P. i Joanny G. został skierowany do płockiego Sądu Rejonowego. Dodała, iż zarzuty aktu oskarżenia dotyczą „rozklejenia na toalecie, koszu na śmieci, transformatorze, znakach drogowych i ścianach budynków wydruków przedstawiających przerobiony obraz Matki Bożej Częstochowskiej z widoczną aureolą w kolorach tęczy, będącej symbolem społeczność LGBT„.

Według art. 196 kodeksu karnego, kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

aw/PAP

CZYTAJ DALEJ

To jest CUD!

2020-07-07 10:03

[ TEMATY ]

Radio Maryja

Maryja

Tak skwitowała urzędniczka SANEPID-u wyniki testu na koronawirusa ojców franciszkanów z Niepokalanowa. 107 testów i wszystkie ujemne.

To nie możliwe, aby w tak dużej społeczności nikt nie miał pozytywnego wyniku. Wszystko zaczęło się w piątek, 26 czerwca 2020 r. Wieczorem karetka pogotowia zabrała jednego z braci do szpitala. Brat ten wrócił do klasztoru z urlopu 22 czerwca. Czuł się nie najlepiej dlatego pojechał do lekarza. Dostał antybiotyki i wrócił do klasztoru.

W klasztorze w ciągu tych kilku dni miał kontakt bezpośredni z około 30 braćmi. Według pracownika SANEPID-u kontakt bezpośredni, to taki, w którym dana osoba przebywała z zarażonym minimum 15 minut, w odległości mniej niż 2 metry.

Brat jest między innymi fryzjerem, ostrzygł w tym czasie kilku braci. Ponadto całą wspólnotą spotykamy się na posiłkach w refektarzu i kilka razy dziennie w kaplicy na modlitwie. Nieświadomi zagrożenia nikt nie unikał z nim kontaktu. W ciągu tych pięciu dni pobytu w klasztorze po urlopie brat ten był w wielu miejscach wspólnego przebywania.

Chory po wykryciu korona wirusa został przewieziony do szpitala jednoimiennego w Warszawie i przebywa tam do dnia dzisiejszego. Jest podłączony do respiratora. Jego płuca oddychają w 60 %. Jest utrzymywany w śpiączce farmakologicznej.

Do szpitala zakaźnego trafił jego rodzony brat i bratowa oraz 90-letnia mama, która jest na OIOMI-e. Stan naszego współbrata jest nadal poważny, ale stabilny. Kiedy w sobotę 27 czerwca dotarła do klasztoru informacja o koronawirusie naszego współbrata, strach padł na wszystkich. Zrozumieliśmy, że to nie żarty. Zostaliśmy natychmiast objęci przez SANEPID kwarantanną do 10 lipca. Została zamknięta bazylika dla udziału wiernych oraz wszystkie miejsca pracy, w których pracują osoby z zewnątrz. Wprowadziliśmy zalecenia SANEPIDU co do ograniczenia spotkań między sobą. Z twarzy zniknął uśmiech, usta zakryły maseczki. Przeszliśmy w internetowy reżym nabożeństw.

Od współbraci z innych klasztorów, parafian, sympatyków naszego sanktuarium, naszych rodzin i znajomych otrzymaliśmy wiele wsparcia duchowego i materialnego, za co z serca wszystkim dziękujemy. Wielu zapewniało nas o modlitwie.

Czekaliśmy z niecierpliwością na piątek, 3 lipca. W tym dniu zrobiono nam wymazy. Teraz pozostało tylko czekać na sobotę, jak na wyrok. Dzięki Bogu z piątku na sobotę było comiesięczne czuwanie modlitewne przed pierwszą sobotą. Tym razem byli tylko zakonnicy. Odmówiliśmy trzy części różańca przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Na zakończenie była Msza św. Razem z nami przez internat modliło się kilkaset osób.

Przyszła pierwsza sobota, 4 lipca, a z nią comiesięczne spotkanie „Oddaj się Maryi”: konferencja, świadectwa, Msza św. z zawierzeniem wszelkich spraw Matce Bożej oraz nabożeństwo wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi.

Wszystko jak co miesiąc ale bez udziału wiernych. Można nas było oglądać przez YouTube na kanale NIEPOKALANÓW oraz słuchać transmisji przez Radio Niepokalanów. Pomimo pustki w bazylice czuło się obecność ludzi, że są tu z nami, że tak jak my zawierzają się Niepokalanej. To św. Maksymilian nauczył nas, aby ze wszystkim przychodzić do Niej.

Była to najspokojniejsza pierwsza sobota od 4 lat. Nikt nie prosił o poświęcenie dewocjonaliów, chwilę rozmowy, spowiedź. Tak cicho jak nigdy. Spokojnie można było zjeść posiłek, odpocząć i dalej czekać na „wyrok”. Chyba już każdy w klasztorze brał pod uwagę różne scenariusze. Po południu okazało się, że wyniki będą dopiero w niedzielę.

Wieczorem, w trakcie codziennego różańca odmawianego w kaplicy św. Maksymiliana w intencji zakończenia epidemii, rozdzwoniły się dzwony na bazylice. Cóż to może być, czy nie daj Boże coś niedobrego się stało z naszym chorym bratem, ale w klasztorze nie ma takiego zwyczaju, a może Ojciec Święty zachorował?

Pytań było wiele.

Na Apel Maryjny wchodzi do kaplicy św. Maksymiliana gwardian klasztoru i ogłasza przez mikrofon: wyniki na koronowirusa wszystkich braci są ujemne. Według urzędniczki SANEPID-u: To jest CUD !!!

Przez cały okres epidemii nie zdarzyło się nigdzie w Polsce, a być może i na świecie, aby nikt, z tak dużej grupy mającej kontakt z osobą zarażoną, nie został zarażony. Zanim gwardian ogłosił wyniki wraz z pracownikiem SANEPID-u kilka razy sprawdzał listy. 100 % zdrowych.

Chwała Bogu!

Niepokalana po raz kolejny pokazała, że troszczy się o swój Niepokalanów. Odbieramy tę łaskę jako znak, że Matce Najświętszej podoba się to, co od kilku lat robimy: pierwsze soboty z zawierzeniem, wspólny Różaniec, nabożeństwa pokutne i Msze święte za grzechy aborcji, pielgrzymki pokutne, czuwania nocne, Wielkie Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi, które już za miesiąc odbędzie się po raz Czwarty, Sztafeta Różańcowa i wiele innych. Niech ta Boża interwencja będzie iskrą, która zapali nasz naród nową miłością do Boga i ludzi i wleje w nasze serca wiarę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Tak jak 100 lat temu Maryja przyszła z pomocą naszym przodkom, ukazując się bolszewikom i przepędzając ich spod Warszawy, tak niech w naszych czasach przyjdzie nam z pomocą i zwycięży naszych wrogów.

Dziękujemy Wam, że z nami byliście. Polecamy każdego z Was Maryi i życzymy abyście doznali, jak dobra i czuła jest nasza MATKA.

Franciszkanie z Niepokalanowa

Ogłoszenie o. Grzegorza Szymanika - gwardiana Niepokalanowa o wynikach badań.

"Zawierz się Maryi, nasza Mama nigdy Ciebie nie zawiedzie."

CZYTAJ DALEJ

77. rocznica pacyfikacji Łukowej

2020-07-08 21:33

Lucyna Paluch (GOK w Łukowej)

Złożenie kwiatów i upamiętnienie ofiar pacyfikacji

Tradycyjnie, jak co roku w pierwszą niedzielę lipca, mieszkańcy Łukowej zgromadzili się (05.07) na uroczystościach poświęconych obchodom 77. rocznicy pacyfikacji tej miejscowości.

Podczas wydarzenia wspominane jest wysiedlenie i tragedia z 1943 roku, mieszkańcy modlą się również za pomordowanych w niemieckich obozach zagłady, czy na robotach przymusowych. Świadków tamtych, tragicznych wydarzeń z czasów wojny jest coraz mniej i są to głównie osoby, które w tamtym czasie miały po kilka lub kilkanaście lat. Tegoroczne uroczystości zgromadziły w kościele parafialnym licznie przybyłych wiernych, kombatantów oraz poczty sztandarowe i młodzież.

Mszę św. za wysiedlonych przez Niemców mieszkańców odprawił wikariusz ks. Marcin Dańków, natomiast pełne patriotyzmu kazanie wygłosił ks. prałat Władysław Kowalik, który jako pięcioletnie dziecko, 3 lipca 1943 roku doświadczył pacyfikacji. Podzielił się on swoim świadectwem wiary i patriotyzmu oraz wspomnieniami sprzed siedemdziesięciu siedmiu lat: – Pamiętam jako dziecko, że gdy rozpoczęła się wywózka, spędzili nas pod kościół, załadowali na samochody ciężarowe i ruszyliśmy. Pamiętam straszny, wielki jęk, jeden płacz, wszyscy płakali. Dziś widzę, jak bardzo inaczej postrzega taką rzeczywistość dziecko, bo mi się chciało śmiać, gdyż pierwszy raz jechałem samochodem. Małemu dziecku zupełnie inaczej się to wszystko przedstawiło, ale gdy popatrzyłem na wszystkich wokoło to zobaczyłem strach, płacz i łzy mojej mamy i zaczęło mi być strasznie smutno. Pamiętam mamę, jak siedziała przy burcie samochodu i trzymała na kolanach moją siostrę. I tak dojechaliśmy na Majdanek – wspominał.

Kapłan dał również swoje świadectwo wiary i patriotyzmu: – Jak to dobrze, że w naszej wspólnocie jeszcze pamięć trwa, że są ludzie zaangażowani i patrzą na naszą Ojczyznę przez pryzmat patriotyzmu, chcąc by Polska się rozwijała. A w naszej historii mamy wiele przykładów wspaniałych ludzi, żołnierzy wyklętych, których my dziś nazywamy bohaterami. Oni na zawsze pozostali wierni wolnej i niepodległej Polsce. Żyjmy dalej na ich wzór, jako katolicy, jako ludzie sumienia i niech każda gmina i każda parafia kultywuje ich pamięć i wciąż mówi o ich odwadze, wyciągajmy na światło dzienne to, co mamy najcenniejszego. Aby to nowe, młode pokolenie mogło się do ich męstwa, odwagi i ofiarności odwoływać – podkreślał.

Po Eucharystii przy pomniku upamiętniającym miejsce wywózki mieszkańców zostały złożone kwiaty i zapalone znicze. Chór ‘Łukowianie’, w którego skład wchodzą Dzieci Zamojszczyzny, zaśpiewał okolicznościową pieśń obrazującą moment wypędzania z domów, pobyt w obozach i w Niemczech na przymusowych robotach. Słowa utworu odzwierciedlały bolesne przeżycia znane chórzystom z autopsji.

Po uroczystościach można było zaopatrzyć się w najnowsze wydawnictwa GOK w Łukowej: ‘Partyzancką Drogę Krzyżową kard. Wyszyńskiego’, ‘Zeszyt Osuchowski’ nr 17 i ‘Goniec Łukowej’ nr 116, a także wspomóc swoim datkiem Siostry Bernardynki z Łodzi, wśród których pracują cztery siostry pochodzące z Łukowej.

W czasie pacyfikacji Gminy Łukowa tj. od drugiego do piętnastego lipca 1943r. zabitych zostało czterdziestu czterech mężczyzn, czterdzieści osiem kobiet i czterdzieścioro dziewięcioro dzieci. Do obozów i na przymusowe roboty do Niemiec wywieziono tysiąc trzystu pięćdziesięciu dziewięciu mężczyzn, tysiąc pięćset sześćdziesiąt trzy kobiety i tysiąc dwieście pięćdziesięcioro dwoje dzieci. Spalono dwadzieścia sześć budynków mieszkalnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję