Reklama

Świat

Poznać najnowszą historię Argentyny

Niedziela Ogólnopolska 15/2013, str. 4-5

[ TEMATY ]

polityka

turystyka

Franciszek

FORUM/REUTERS/PRESIDENCY/HANDOUT

Gdy w 1978 r. arcybiskup Krakowa został biskupem Rzymu, wielu Włochów i katolików na całym świecie nie wiedziało nawet, gdzie znajduje się Polska. To właśnie dzięki Janowi Pawłowi II świat zaczął się interesować naszym krajem, gdyż nie można było zrozumieć osobowości Papieża bez poznania polskiego Kościoła, polskiej historii, kultury, realiów polityczno-społecznych.

Od 13 marca br. na Stolicy Piotrowej zasiada Papież, którego kardynałowie znaleźli „prawie na końcu świata” - w Argentynie. Dlatego aby lepiej poznać papieża Franciszka, powinniśmy zainteresować się i bardziej poznać kraj, który go nam dał. Nie można zrozumieć również oskarżeń i ataków na kard. Jorge Mario Bergoglio bez ukazania kontekstu historycznego, w którym żył jako kapłan, biskup i kardynał; bez przypomnienia najnowszej historii Argentyny, która w przemożny sposób wpłynęła na losy jej mieszkańców, w tym obecnego Papieża.

Argentyna Juana Domingo Peróna

Najnowsza historia Argentyny jest naznaczona peronizmem - ideologią dominującą tam od prawie 70 lat. Ten ruch polityczny powstał z inicjatywy Juana Domingo Peróna i jest typową formą populizmu Ameryki Łacińskiej, w którym lokalny nacjonalizm, mający charakter antyamerykański, łączył się z postawami antykapitalistycznymi w gospodarce, co wyrażało się w krytyce liberalizmu i potrzebie kontroli gospodarki przez państwo. Argentyńscy wojskowi, którzy doszli do władzy w 1930 r., byli zafascynowani faszyzmem, a sam Perón przez 2 lata przebywał z misją w faszystowskich Włoszech (1939-40). W wyniku nowego przewrotu w 1943 r. Perón zajął funkcje rządowe - został m.in. ministrem pracy i zaczął wprowadzać szeroki program osłon społecznych, co przysporzyło mu wielkiej popularności wśród związków zawodowych i klasy robotniczej. Stał się tak wpływowy i popularny, że wojskowi dokonali puczu, by doprowadzić do jego dymisji. Perón miał jednak tak wielkie poparcie społeczeństwa, że pucz stłumiono, a w 1946 r. wygrał wybory prezydenckie - rok ten uznawany jest za początek peronizmu. Politykę Peróna jako prezydenta cechuje demagogia i posunięcia populistyczne: nacjonalizacja różnorodnych sektorów gospodarki, tworzenie sztucznych miejsc pracy, bogaty program osłon społecznych. Perón utożsamiał demokrację z nacjonalizmem, dlatego krytykował USA za imperializm.

Reklama

Perón mógł realizować swoją kosztowną „rewolucję” społeczno-gospodarczą, ponieważ Argentyna, która nie ucierpiała w czasie II wojny światowej, przeżywała istny boom gospodarczy - kraj ten był głównym eksporterem mięsa do wyniszczonej wojną Europy. Gdy jednak wpływy z eksportu mięsa zmalały, a niewydajny znacjonalizowany przemysł stał się deficytowy, peronistyczna polityka doprowadziła do ruiny finanse państwa. Społeczeństwo było więc coraz bardziej niezadowolone, a na dodatek w 1952 r. zmarła charyzmatyczna druga żona Peróna Eva, zwana Evitą. Po śmierci żony Perón w 1953 r. postanowił zalegalizować rozwody i prostytucję, czym zraził do siebie Kościół katolicki. Poza tym rozpętał kampanię antyklerykalną (chociaż do tej pory często odwoływał się do katolicyzmu). Piusowi XII nie pozostało nic innego, jak tylko ekskomunikować populistycznego dyktatora. W odwecie z Argentyny wydalono niektórych księży, a bojówki peronistów splądrowały lub nawet podpaliły kilka kościołów w stolicy. Zarówno społeczeństwo, jak i wojskowi byli już tak zmęczeni polityką Peróna, że w 1955 r. doszło do rebelii przeciwko niemu, w wyniku której wygnano go z kraju.

Od 1960 r. Perón mieszkał w Hiszpanii i na wygnaniu zaczął interesować się „eksperymentem” kubańskim oraz ideą współpracy między Związkiem Radzieckim i krajami Ameryki Łacińskiej. W tym czasie - w 1973 r. - w wyborach prezydenckich w Argentynie wygrał peronista Hector Cámpora, który podał się jednak do dymisji, aby umożliwić Perónowi powrót do kraju i przekazać mu swój urząd, co nastąpiło w tym samym roku. Perón stał się jeszcze bardziej radykalny w swej polityce gospodarczo-społecznej, zmarł jednak nagle już w następnym roku - władzę przejęła wówczas jego trzecia żona Maria Estela Peron (Isabelita). Kres jej nieudolnym rządom położył pucz wojskowy w marcu 1976 r., na którego czele stali gen. Jorge Videla i adm. Eduardo Massera.

Rządy junty wojskowej

Były to czasy zimnej wojny, gdy Związek Radziecki próbował wszelkimi sposobami zdobyć Amerykę Łacińską dla swojej ideologii. Tym bardziej że istniały już dwa przyczółki: Kuba i Chile (od 1970 r.). Zachód i miejscowe rządy obawiały się rewolucji komunistycznej. Aby temu zapobiec, w 1973 r. w Chile, w następstwie puczu, władzę przejęła junta wojskowa, a od 1975 r. reżymy wojskowe Argentyny, Paragwaju, Urugwaju, Chile i Boliwii postanowiły współpracować w celu wyeliminowania lewicowej partyzanki (tzw. operacja Kondor). Wynik tej operacji to ponad 50 tys. osób zabitych i zaginionych - ofiarami prześladowań byli jednak nie tylko komunistyczni partyzanci, lecz także zwyczajni przeciwnicy polityczni i ich rodziny. Stany Zjednoczone popierały operację Kondor - szczególną rolę odegrał wtedy Henry Kissinger. Amerykanie byli przekonani, że była to cena, którą trzeba było zapłacić, by nie dopuścić do władzy komunistów, którzy zamieniliby Amerykę Łacińską w jedną wielką Kubę.

Reklama

Rządy junty wojskowej w Argentynie w latach 1976-83 wpisują się w ten dramatyczny etap historii Ameryki Łacińskiej. Zwalczając terroryzm, junta dopuściła się wielu zbrodni (ocenia się, że w Argentynie było ok. 10 tys. ofiar, inne źródła podają liczbę 30 tys.). Juncie nie udało się poprawić sytuacji gospodarczej pomimo podjętych radykalnych reform wolnorynkowych. Aby odzyskać poparcie w społeczeństwie, junta rozpętała konflikt z Wielką Brytanią, okupując wyspy Falklandy (Malwiny). Porażka w tym konflikcie przesądziła o losie reżymu - w 1983 r. w wyniku wyborów do władzy doszedł radykał Raúl Alfonsin, który odniósł zwycięstwo nad podzielonymi peronistami.

Peronistów ciąg dalszy

Peroniści jednak wygrali w 1989 r. w następnych wyborach prowadzonych pod hasłami nacjonalistycznymi i populistycznymi. Krajem zaczął rządzić Carlos Menem, uchodzący za liberalnego peronistę. Próbował dokonać liberalizacji ekonomii (co łączyło się z obniżeniem podatków dla przedsiębiorstw), utrzymując znaczne osłony społeczne, aby nie zrazić swego elektoratu. Było to, oczywiście, niemożliwe i doprowadziło do olbrzymiego zadłużenia państwa, które próbowało łatać dziurę budżetową z pomocą zagranicznych pożyczek. Gigantyczny dług i galopująca inflacja doprowadziły do bankructwa państwa w 200½002 r., co mogło oznaczać „bankructwo” peronizmu. Tak się jednak nie stało - mit Peróna przetrwał wszystkie burze społeczne i gospodarcze, a politycy „peroniści” w dalszym ciągu rządzą krajem: od 2002 r. - Eduardo Duhalde, od 2003 r. - Nestor Kirchner, a od 2007 r. do dziś - jego żona Cristina Fernandez de Kirchner.

O stosunku peronistów do kard. Bergoglio świadczy najlepiej to, co wydarzyło się w argentyńskim parlamencie 13 marca br. Gdy dotarła tam wiadomość o wyborze arcybiskupa Buenos Aires na papieża, odbywała się właśnie specjalna sesja w hołdzie zmarłemu Hugo Chávezowi, „czerwonemu” caudillo, który przez 14 lat po dyktatorsku rządził Wenezuelą. Przedstawiciele opozycji poprosili o przerwanie sesji, by zawiwatować na cześć pierwszego papieża z Argentyny. Jednak politycy peronistyczni, będący większością w parlamencie, odmówili. Zaczęła się ostra wymiana zdań, którą politycy opozycji przerwali oklaskami. Widać z tego, że populistyczni władcy Argentyny nie lubią swego, dziś już najsłynniejszego rodaka. Ale wiadomo, trudno jest być prorokiem we własnym kraju.

2013-04-08 13:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Müller: prowadzimy ostatnie analizy dot. tego, jaka formuła pomocy dla branży turystycznej będzie najlepsza

2020-06-05 09:54

[ TEMATY ]

turystyka

Przemysław Awdankiewicz

Prowadzimy ostatnie analizy dotyczące tego, jaka formuła pomocy dla branży turystycznej będzie najlepsza. W tej chwili nie wykluczamy żadnego wariantu - powiedział w piątek rzecznik rządu Piotr Müller. Dodał, że szczegóły zostaną przedstawione prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.

W czwartek Sejm uchwalił ustawę o dodatku solidarnościowym, czyli świadczeniu przyznawanym w celu przeciwdziałania negatywnym skutkom COVID-19. Dodatek ma przysługiwać osobom zatrudnionym na umowę o pracę i z którymi umowa o pracę została po 31 marca 2020 r. rozwiązana, albo uległa rozwiązaniu z upływem czasu, na który była zawarta. Świadczenie ma być przyznawane maksymalnie przez trzy miesiące w okresie od 1 czerwca do 31 sierpnia 2020 r., a jego wysokość będzie wynosić 1400 zł miesięcznie. Uchwalone przepisy zakładają też podniesienie od września zasiłku dla bezrobotnych.

Müller, pytany w Polsat News kiedy rząd planuje zacząć wypłacać dodatek solidarnościowy, zwrócił uwagę, że zależy to od tego, "jak w tej chwili zachowa się Senat". "Do Senatu trafił projekt ustawy, Senat ma 30 dni. Chcemy zacząć jak najszybciej wypłacać ludziom środki finansowe, które pomogą im w związku z bezrobociem. To jest tak samo jak chcieliśmy szybko wypłacać środki z tarczy antykryzysowej i to robimy" - powiedział.

Rzecznik rządu zapewniał również, że dodatkowa pomoc zostanie niebawem skierowana do branży turystycznej. "Prowadzimy ostatnie analizy dotyczące tego, jaka formuła pomocy dla branży turystycznej będzie najlepsza. W tej chwili nie wykluczamy żadnego wariantu" - stwierdził.

Dodał, że na razie nie może powiedzieć, czy pomoc przybierze formę bonu turystycznego w wysokości 1 tys. zł, który miałby być przeznaczony przez beneficjentów na wydatki związane z wakacyjnym wyjazdem. "Mogę odpowiedzieć jasno, że będzie pomoc dla branży turystycznej, skierowana do tej branży czy to za pośrednictwem bonu czy za pośrednictwem innych mechanizmów. Ta decyzja przed nami" - podkreślił Müller.

Zapowiedział też, że szczegóły zostaną przedstawione prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. (PAP)

autorka: Daria Porycka

dap/ wj/

CZYTAJ DALEJ

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

2020-06-04 07:12

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwość jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem różną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poprało go 52 posłów z klubu PiS. Większość naszego klubu wybrało pracę nad ustawą w komisji, co nie świadczy przecież o postawie przeciwnej życiu. Przeciwnie, jest wiele głosów mówiących, że prace w komisji będą zdecydowanie szybsze niż w zeszłej kadencji. Ale pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, który złożyłem w grudniu wraz z posłem Bartłomiejem Wróblewskim podpisało się ponad 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do tych wartości i spraw, które są ważne dla naszego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś, gdy PO-PSL ratyfikowały konwencję, powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać sie o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować wszystkiego tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by móc kiedyś na takie pytania odpowiadać swoimi dziećmi nie tylko o moim zaangażowaniu w naprawę finansów publicznych czy wspieranie gospodarki, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Chcę dzieci wychować w katolickich wartościach i powinienem pokazać im, że o te wartości potrafię skutecznie walczyć. Jestem też to winien moim wyborcom, Polakom, którzy tego ode mnie oczekują. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej nie jakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie realizowane. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich, gdyby nie 500+, zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. A więc ten program też jest prolife. Jest jeszcze dobra ustawa „za życiem”. Nie jest tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało. Są też inne postulaty, problemy jakich rozwiązania oczekują wyborcy konserwatywni. Naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia, i te tematy muszą znaleźć się w pracach rządu i parlamentu.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w filmach, serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life jak najbardziej wpisuje się w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że np. popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód w Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego broni Pan partii przed drogą zachodniej chadecji.

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" często realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, czyli troska o wspólne dobro, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

Nadzieja i przyszłość świata

2020-06-05 15:50

[ TEMATY ]

salezjanie

archidiecezja łódzka

Piotr Drzewiecki

Przez trzy dni od 18 do 20 maja w Salezjańskim Liceum Ogólnokształcącym odbyło się pożegnanie klas maturalnych. Zgodnie z obowiązującym stanem epidemicznym i wymogami sanitarnymi, jednocześnie w kościele pw. Matki Boskiej Wspomożenia Wiernych mogła przebywać jedna klasa wraz z nauczycielami i niewielką grupką rodziców.

- Jak mówił św. Jana Paweł II - Wy jesteście przyszłością i nadzieją świata. Macie dużo do zrobienia tu na ziemi. Potrzebna jest pokora. Jest to cnota, która sprawia, że potrafimy prosić - Pana Boga który jest dawcą wszelakich darów, ale nie boję się prosić także drugiego człowieka. Nie zatrzymuje się w rozwoju, mogę iść dalej ,mogę przyjąć inne poglądy, bo nie jestem wszechwiedzący. Tego wszystkiego nauczyliście się podczas edukacji w naszej szkole, a teraz idziecie dalej zdobywać życiowe doświadczenie – mówił ks. Maciej Drewniak SDB, katecheta. Po mszy św. Odbyła się krótka akademia, podczas której uczniowie odebrali świadectwa i nagrody oraz pożegnali się z wychowawcą. Teraz czas oczekiwania na matury i nowy etap w życiu absolwentów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję