Reklama

Trzeba dzielić się Ewangelią i chlebem

2018-08-08 10:23

Adam Łazar
Edycja zamojsko-lubaczowska 32/2018, str. IV

Adam Łazar
Wystawa przy kościele zrobiła duże wrażenie na oglądających

Do Oleszyc przybyła spędzająca w Polsce wakacje s. Teresilla – Irena Osuch. Podczas Mszy św. zakonnica opowiadała o swojej pracy w Kamerunie, a wokół kościoła zorganizowała wystawę fotograficzną na temat misji w Kamerunie. Z s. Teresillą, o jej pracy w dalekiej Afryce, rozmawia Adam Łazar

Adam Łazar: – Wyjazd na misję to nakaz przełożonych czy potrzeba serca? Jak to się stało, że pochodząca z Oleszyc siostra posługuje ludziom w Kamerunie?

S. Teresilla: – Siostry Michalitki ze Zgromadzenia Sióstr św. Michała Archanioła, do którego należę, oprócz różnorodnej działalności w kraju, prowadzą też misje w Afryce. Założyciel zakonu ks. Bronisław Markiewicz chciał, byśmy gromadziły dzieci głodne, biedne, niechciane, opuszczone; takie, w których brak jest radości, a jeszcze bardziej miłości; byśmy je nakarmili, zaopiekowali się nimi. Do takiej pracy przystąpiłam z potrzeby serca, z radością. Przed wyjazdem do Kamerunu przeszłam w Warszawie 2-letnie przygotowanie, łącznie z nauką języka francuskiego. Do Kamerunu wyjechałam 30 lat temu. Kraju półtora raza większego niż Polska, a mającego mniej ludności, bo ponad 24 mln.

– Jakie wrażenie odniosła siostra po przyjeździe do Kamerunu? Jak wygląda tam życie dzieci, którym siostra miała pomóc?

– W Kamerunie jest ponad 200 plemion. Każde ma swój język, kulturę, tradycję. Mnie przyszło pracować z dwoma plemionami, u których językiem oficjalnym jest francuski. To, co uderza w kontakcie z Czarnym Lądem, to oczywiście upał. Strefa równikowa i jej klimat daje się nam we znaki. Temperatura w porze suchej sięga 50 stopni. To nie upał wyciska na tamtejszych ludziach największe piętno. To bieda i choroby: malaria, dur brzuszny, AIDS, różne pasożyty, które dziesiątkują ludność. Przyszło mi pracować w 75 wioskach. Tam spotykałam, przy drogach i w domach, dzieci bose, głodne, bawiące się i pracujące. Dziecko głodne poznajemy po minie. Od najmłodszych lat dzieci mają obowiązki zająć się młodszym rodzeństwem, nosić drewno na ogień, przynosić wodę, pomagać rodzicom w pracy na polu. Resztę czasu organizują sobie sami. Ich placem zabaw jest ulica. Nie wszystkie dzieci uczęszczają do szkoły. Nie raz nie stać rodziców na opłatę i zakup potrzebnych przedmiotów. Dla afrykańskiego dziecka głód jest codziennością. Jedzą jeden posiłek dziennie – wieczorem. Kiedy dziecko w Polsce marzy o nowoczesnym smartfonie, dziecko w Kamerunie marzy o kromce chleba. Szczęście mają te dzieci, które chodzą do katolickiego przedszkola czy szkoły.

– Siostra podjęła pracę w przedszkolu czy w szkole?

– 30 lat temu podjęłam pracę jako pielęgniarka. Taka była potrzeba. Nie byłam dyplomowaną pielęgniarką, ale miałam kilkumiesięczne przygotowanie. Jeżdżąc ze szczepieniami przebywałam u tamtych ludzi dwa, trzy dni, zanim wróciłam do stałej bazy naszej misji. Szczepienia zajmowały mi czas do południa. Po południu uczyłam kobiety szycia, robienia na drutach, gotowania i innych przydatnych zajęć. U nich też nocowałam. Następnego dnia jechałam do kolejnej wioski. Po pół roku mojej pracy przyjechała pielęgniarka z naszego zgromadzenia. Razem z nią przepracowałam 13 lat, jako pielęgniarka, posługując w ośrodku zdrowia chorym. Obecnie jestem dyrektorem przedszkola, w którym mamy 200 dzieci. Pomagają mi 4 nauczycielki. Ponadto prowadzę oratorium, rodzaj świetlicy po zajęciach szkolnych. U nas dzieci mogą się najeść do syta. Z podanej porcji często jej część zabierają do domu, by podzielić się z rodzeństwem. Nauka w szkole podstawowej trwa 6 lat, potem liceum. U nas, na misji, dzieci mają zeszyty i książki, ołówki, kredki. Przedszkole i szkoła tętni życiem. Zajęcia rozpoczynają się wspólną modlitwą. Mimo że istnieją szkoły państwowe, rodzice za wszelką cenę starają się, by ich dziecko uczyło się w szkole katolickiej. Absolwenci często stają się urzędnikami, dobrze radzą sobie w życiu.

– Centralnym punktem misji jest kościół. Jak wygląda posługa duszpasterska?

– Wiara katolicka jest już tam ponad 100 lat. W przewadze są protestanci. Wiele udało się wprowadzić sakramentów, zwyczajów takich jak u nas. Chrzty przyjmują dorośli, ale teraz także dzieci. Zawieranych małżeństw jest mało, bo powszechnie akceptowana jest poligamia. Są mężczyźni, którzy mają po dwie lub trzy żony. Msze św. są inne niż nasze. Kameruńczycy tryskają energią. Skaczą, tańczą całym ciałem, klaszczą w dłonie, śpiewają. Taka jest ich modlitwa. Taka Msza św. trwa ok. 3 godziny. Jak przyjechałam do Kamerunu, na dużej parafii było dwóch kapłanów z archidiecezji przemyskiej. Teraz parafie są mniejsze i nadal jest dwóch kapłanów, ale tubylców, o czarnym kolorze skóry, przybywa.

– O czym należałoby jeszcze powiedzieć, by panorama tego kraju była pełniejsza?

– Nieodzownym elementem krajobrazu jest widok mężczyzny, a nawet kobiety i dzieci, z rozmaitymi przedmiotami na głowie. Na niej nosi się dużo, nieraz ciężar takiego ładunku przekracza 50 kg. Potrzeba siły i zmysłu równowagi. Z tym Kameruńczycy się rodzą. Domy ich wznoszone są z drewna, gałęzi i gliny. Z drewna powstają szkielety, glina spełnia rolę wypełniacza. Warto wspomnieć o kulcie zmarłych przodków. Nie ma tam pogrzebu bez muzyki. Tańczą i śpiewają przez cały tydzień. Muzyka jest hołdem dla przodków, radością dla żywych. Ciała zmarłych składa się w miejscu pochówku, jak najbliżej domu wraz z przedmiotami używanymi w czasie życia. Najczęściej grobowce są tuż przy domu, by zmarły był obecny cały czas w rodzinie.

– O czym warto pamiętać, mówiąc o misjach?

– O wsparciu duchowym. Modlitwie za misjonarzy. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze kwestia materialna. Można głosić piękne kazania, wygłaszać piękne katechezy o dobrym Panu Bogu, który troszczy się o wszystkie dzieci, ale mając prze sobą dziecko, które od dwóch dni nie miało nic w ustach, trzeba go nakarmić. Trzeba się z tymi dziećmi dzielić zarówno Ewangelią, jak i chlebem. Dożywianie dzieci jest ważnym elementem misji. Są i inne potrzeby. Misje działają dzięki ludziom dobrej woli. Oni są zakorzenieni w naszych sercach. Są dla nas darem.

Tagi:
wywiad misjonarka

14 tysięcy osób bierze udział w akcji "Misjonarz na Post"

2019-03-12 16:49

zka / Warszawa (KAI)

Już ponad 14 tysięcy osób wspiera modlitewnie polskich misjonarzy w ramach akcji „Misjonarz na Post”. Dołączyć można w każdej chwili Wielkiego Postu.

Szósta edycja akcji została oficjalnie zainaugurowana 4 marca w Warszawie przez Sekretarza Generalnego KEP, bp. Artura Mizińskiego, który wylosował pracującego na Tajwanie ks. Andrzeja Kołacza SVD. Już w pierwszym tygodniu Wielkiego Postu duchowego wsparcia dla polskich misjonarzy podjęło się kilkanaście tysięcy uczestników.

– To cieszy, że zainteresowanie naszą inicjatywą z roku na rok rośnie. Chodzi przede wszystkim o to, aby misjonarze czuli nasze wsparcie. Modlitwa ma przecież wielką moc. Świadomość tego, że są codziennie polecani Bogu ma dla nich z pewnością wielką wartość – podkreśla o. Marcin Wrzos OMI, pomysłodawca akcji, redaktor naczelny „Misyjnych Dróg”.

Aby wziąć udział w akcji, należy wejść na stronę www.misjonarznapost.pl i wypełnić krótki formularz. Każdy indywidualnie wybiera formę duchowego wspierania przypisanego misjonarza lub misjonarki.

Akcja jest dobrą okazją, żeby zainteresować się misjami. – W mediach społecznościowych codziennie dodajemy informacje, grafiki i filmiki, żeby wprowadzać uczestników w temat misji – mówi Zofia Kędziora, koordynatorka akcji. – Misjonarze podkreślają, że ta akcja jest im potrzebna – dodaje.

– Praca misyjna nie jest łatwa. Każdy region świata stawia przed nami jakieś wymagania. Dlatego modlitwa jest konieczna – mówi ks. Tomasz Denicki pracujący obecnie na Jamajce.

Honorowy patronat nad akcją objęli abp Stanisław Gądecki, Przewodniczący KEP, metropolita poznański, oraz bp Jerzy Mazur SVD, Przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś uroczystość św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny

2019-03-19 10:24

ml / Warszawa (KAI)

Kościół katolicki obchodzi 19 marca uroczystość św. Józefa, oblubieńca Maryi i przybranego ojca Jezusa. Św. Józef był mężem Maryi i przybranym ojcem Pana Jezusa. Jest patronem wszystkich ojców.

Grażyna Kołek/Niedziela
Krzeszów – Kościół św. Józefa. Malował Michał Leopold Willmann

Według św. Mateusza, Józef pochodził z królewskiego rodu Dawida. Był rzemieślnikiem, tradycyjnie uważa się, że cieślą. Ewangelia nazywa św. Józefa „mężem sprawiedliwym”, to znaczy prawdomównym, uczciwym, pracowitym i mądrym. Charakterystyczne cechy św. Józefa to zawierzenie Bogu, pokora i służebność. Imię Józef znaczy „Bóg przydał”.

Św. Józef jest także patronem Kościoła, patronem szczególnym, ponieważ jest wzorem ojcostwa pełnego: był kochający, troskliwy, czuły, mądry, ciągle obecny, zapewniał bezpieczeństwo i służył swojej rodzinie, sam usuwając się w cień. W ten sposób stał się wyraźnym i czytelnym obrazem ojcowskiej miłości Boga. Zapewne niektóre cechy Jezusa są odbiciem osobowości św. Józefa.

Choć nie był ojcem naturalnym Jezusa, według prawa żydowskiego, jako mąż Maryi, był Jego ojcem i opiekunem. Pierwszy o św. Józefie pisał św. Hieronim (+420). Szczególnie jego kult propagowała św. Teresa od Jezusa. Wielokrotnie wyznawała ona, że o cokolwiek poprosiła Boga za wstawiennictwem św. Józefa, zawsze to otrzymywała.

Papież Leon XIII poświęcił św. Józefowi encyklikę, Pius X zatwierdził litanię do św. Józefa, a Jan XXIII, którego św. Józef był patronem chrzcielnym, wprowadził imię do kanonu rzymskiego. Jan Paweł II wydał list pasterski „Redemptoris custos”, w którym ukazuje św. Józefa jako wzór mężczyzny na nasze czasy.

W Polsce, szczególnie w Krakowie, święto Oblubieńca Maryi obchodzono 19 marca już na przełomie XI i XII w. Do liturgii wspomnienie św. Józefa weszło w Jerozolimie w V w. Na Zachodzie przyjęło się w wieku VIII. Do brewiarza i mszału wprowadził je Sykstus IV (1479) a Grzegorz XV (1621-1623) rozszerzył na cały Kościół. W Polsce św. Józefa znany był już na przełomie XI i XII w. W tym czasie w Krakowie obchodzono już jego święto pod datą 19 marca. Czci św. Józefa poświęcony jest cały miesiąc marzec.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Barbarin: „domniemanie niewinności” powodem decyzji papieża

2019-03-19 20:57

pb / Lyon (KAI)

„Domniemanie niewinności” było powodem papieskiej odmowy przyjęcia dymisji, jaką kard. Philippe Barbarin złożył na ręce Franciszka. Poinformował o tym sam arcybiskup Lyonu w komunikacie opublikowanym na stronie internetowej archidiecezji liońskiej.

YouTube.com

Prymas Galii został 7 marca skazany na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu za niedoniesienie o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich, jakiego dopuścił się jeden z księży jego archidiecezji. Jego adwokaci złożyli apelację od wyroku.

W swym komunikacie kard. Barbarin potwierdził, że 18 marca złożył swą „misję w ręce Ojca Świętego”. - Odwołując się do domniemania niewinności, [papież] nie chciał przyjąć tej dymisji. Pozostawił mi swobodę podjęcia decyzji, która wydałaby mi się dzisiaj najlepsza dla życia diecezji liońskiej. Zgodnie z jego sugestią i ponieważ Kościół w Lyonie cierpi od trzech lat, postanowiłem na pewien czas usunąć się i pozostawić kierowanie diecezją wikariuszowi generalnemu-moderatorowi ks. Yves’owi Baumgartenowi. Ta decyzja wchodzi w życie z dniem dzisiejszym - napisał 19 marca prymas Galii.

Zdziwienie tym „niecodziennym” obrotem sprawy wyraził przewodniczący Konferencji Biskupów Francji abp Georges Pontier. Nie spodziewał się on scenariusza „pośredniego między dwoma przewidywalnymi scenariuszami”, czyli przyjęciem dymisji lub jej odrzuceniem i dalszym kierowaniem archidiecezją przez kard. Barbarina.

Metropolita Marsylii przypuszcza, że taka decyzja jest wynikiem „konfliktu między dwoma wymogami”: „poszanowaniem toku wymiaru sprawiedliwości” i „troski o dobro diecezji liońskiej”. Jego zdaniem przyjęcie dymisji kard. Barbarina „nie wydało się papieżowi właściwe, gdyż nie zakończył się proces cywilny”. Franciszek „nie chciał sprawiać wrażenia, że skazuje kardynała, gdy nie rozstrzygnął o tym jeszcze wymiar sprawiedliwości”, dodał abp Pontier w rozmowie z agencją AFP, odnosząc się do złożonej apelacji od wyroku z 7 marca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem